Stało się – kupiłem samochód elektryczny, pod dom podjechał Hyundai Kona rocznik 2019, sprowadzony z Francji po delikatnej stłuczce (maska, zderzak). Czas na podzielenie się pierwszymi wrażeniami. Czytaj dalej Pierwsze wrażenia z jazdy elektrykiem.
Autor: Oszczędny Milioner
Ballada o przeciętnym Polaku. Zarobieni 2.0.
Czytaliście książkę „Zarobieni” – czyli zbiór reportaży o pracy? Właśnie sobie o niej przypomniałem, przy okazji lektury artykułu na Onecie. Opowiadał o metodach Polaków radzenia sobie z inflacją i wzrostem stóp procentowych. Jak to wygląda? Czytaj dalej Ballada o przeciętnym Polaku. Zarobieni 2.0.
Hybryda czy elektryk – oto jest pytanie?
W moim samochodowym życiu ciągle coś się zmienia. Na wsi zamontowano mi instalację FV, której prąd trzeba zużyć. Muszę wejść z dotychczasowych 350 KWh rocznie do 3000 KWh. Elektryk wydawał się dobrym rozwiązaniem – spala 12-15 KWh/100 km. Przy planowanym przebiegu z FV 12.500 km to prawie 1900 KWh/rok darmowego zużycia. A może lepsza okaże się hybryda?
Opcje były dwie. Zaprzyjaźniony handlarz miał Hyundaia Konę ze mniejszym akumulatorem (100 tys. zł na gotowo), albo Toyotę Yaris (55 tys. zł na gotowo), co zapewniało mi brak utraty wartości. Przeliczyłem warianty.
Paliwo. Hyundai przejeżdżając 20.000 km będzie potrzebował ok. 1200 zł. Yaris z gazem „aż” 3000 zł. (ale ten silnik za nim nie przepada). Gdyby to była benzyna to 4900 zł.
Przeglądy i naprawy. Po równo – 1500 zł/rok. Elektryk podobno się nie psuje, Yaris też.
Ubezpieczenie. Tu wygrywa Yaris. Da się go ubezpieczyć za 1000 zł zamiast 1500 zł (Kona).
Bilans wypada na korzyść Hyundaia 4200 zł wobec 5500 zł (Yaris gaz) lub 7400 zł (Yaris benzyna). Utraty wartości nie liczę, bo to samochody z dużą przebitką.
Wygrała Kona i ją ostatecznie kupiłem.
Zakup używanego Passata – studium przypadku.
Mam kolegę, który ma kolegę, który ściąga używane samochody z Francji. W marcu tego roku trafił się lekko poobijany Volskwagen Passat b8 za 39 tys. zł. Ponieważ lubię wyzwania, a syna zjadały koszty benzyny (2.0 TFSI quattro czyli 15 l/100 km w mieście i 8.5 l/100 km trasy, dodatkowo tankowanie 98), podjąłem rękawicę, z planem sprzedaży za pół roku – bez podatku. Rachunki trochę rozjechały się z planami, bo:
- robiłem jak dla siebie – wymiana, nie klepanie, klejenie itp.
- wykonano pakiet startowy (wszystkie płyny + rozrząd + opony).
- Coś tam podochodziło ekstra,
- Urząd skarbowy podniósł akcyzę, a spór o 500 zł uznałem za niewarty zachodu (wynik nieznany).
W efekcie, do 39 tys. doszło 18 tys. (w tym naprawa 10 tys. , pakiet startowy 4000 zł, akcyza 1500 zł, 500 zł jakiś drobiazgów typu rejestracja, ubezpieczenie, potem 2,5 tys. za rozrząd) i zrobiło się 57 tys. Ryzykownie, ale obecnie cena takich aut (identyczny przebieg, sprowadzony jako bity) na portalach startuje od 67 tys. Czyli spokojnie, młody wyjdzie na + ok. `5 tys. zł. Pół roku pojeździ i sprzeda.
Na koniec o eksploatacji „Paska”. Na plus zaskoczyło mnie zużycie paliwa. W trasie do Chorwacji, załadowany 5 osobami i z pełnym bagażnikiem oraz bakiem palił 4.4 l/100 km z komputera (5 l wg dystrybutora). Po prostu miodzio. Hyundai i30 ze słabszym silnikiem potrzebował ok. 7 l, a Kamiq ok. 6 litrów.
W mieście Passat pali ok. 7 l. Kamiq – 8-9 l, Hyundai w granicach 10 litrów.
Ba, nawet Fiat 500 w dieslu pozostawałby pobity na tym polu. W trasie przy stałej prędkości ok. 110 km/h spalał 5 l/100km (mieszcząc 3 osoby i mniej bagażu), podobnie w mieście.
A do mnie właśnie przyjechał Hyundai Kona electric.
Zalety niezależności.
Ostatnio przeprowadziłem ważną rozmowę z kolegą zza biurka obok. Tematem były stosunki w pracy, które w ostatnich kilku latach znacznie się popsuły. Nasi przełożeni przeszli gładko z twierdzeń „Ludzie są naszym najcenniejszym dobrem” do „Jak komuś się nie podoba, to niech się zwolni”. Zaczęto reagować złością na każdy przejaw walki o przestrzeganie prawa pracy, a nawet straszyć niepokornych zwolnieniami. Czytaj dalej Zalety niezależności.
Koszt ocieplenia starego domu.
Skoro nie palenie śmieciami, ani produkcja brykietu z odpadów, to co jeszcze? Czy rada „ocieplajcie domy” ma dzisiaj sens? Czytaj dalej Koszt ocieplenia starego domu.
A może brykiety z papieru i trawy?
Palenie śmieciami wyeliminowaliśmy, jako niepraktyczne i nieekologiczne. Może da się znaleźć inne rozwiązanie? Widziałem w internecie prasy ręczne do własnoręcznej produkcji brykietu z papieru i domieszek, czy to ma sens? Czytaj dalej A może brykiety z papieru i trawy?
Czy nadal warto wyjeżdżać na szparagi? Moja rozmowa z człowiekiem, który robi to wiele lat.
W domu na wsi mam sąsiada. Razem bawiliśmy się w dzieciństwie. Jego było zdecydowanie trudniejsze, niemniej jednak twardo stanął na nogach i podniósł się z ogromnego niedostatku. W jaki sposób? Wyjeżdżając na szparagi. Czytaj dalej Czy nadal warto wyjeżdżać na szparagi? Moja rozmowa z człowiekiem, który robi to wiele lat.
Jak Polacy poradzą sobie z brakiem węgla? Czy palenie śmieciami będzie alternatywą?
Z każdej strony dobiegają nas informacje o braku ogromnej ilości węgla, którego nie sprowadzimy z Rosji. Jednocześnie drastycznie mają podrożeć inne nośniki energii cieplnej (prąd z gniazdka o 100%, gaz – kilkadziesiąt procent). Ministrowie radzą zbierać chrust, premier – ocieplać domy. Przy okazji wraca stary temat palenia śmieciami. Zastanawiam się spokojnie – co zrobią Polacy? Czytaj dalej Jak Polacy poradzą sobie z brakiem węgla? Czy palenie śmieciami będzie alternatywą?
Ile czasu trzeba poświęcić, żeby zrobić własny chleb?
Czas na kolejny wpis z gatunku „samowystarczalność żywieniowa”. Sponsorem odcinka jest mój kumpel, który uprawia własną pszenicę, miele ją i robi chleb. Ile to wszystko zabiera czasu, i ile będzie kosztować? Czytaj dalej Ile czasu trzeba poświęcić, żeby zrobić własny chleb?