W czerwcu 2026 r. w moim agregatorze treści pojawił się artykuł https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,32869489,najwiekszy-pracodawca-dla-it-w-krakowie-rozpoczal-grupowe-zwolnienia.html dotyczący zwolnień w korporacji, a konkretnie w HSBC. Całość pokazuje „korzyści” z globalizacji, ale zawiera też, znacznie bardziej interesujące wnioski. Mnie uderzyło kilka fragmentów.
„Mój dział został zlikwidowany w całości z dnia na dzień. Poleciały osoby zarówno z dwuletnim, jak i dziesięcioletnim stażem, bez różnicy. Było dużo łez i stresu, bo są wśród nas samotne matki i osoby z wysokimi kredytami – opowiada zwolniona pracownica.” Co to znaczy w praktyce? Ano dokładnie tyle, ile wbijam na tym blogu do różnych głów, zadurzonych w „matce-korpo”, „przedsiębiorcy-dobrym ojcu” , „firmie-rodzinie” oraz „urzędzie dawcy lekkiej pracy do emerytury”. Żadna praca nie jest dana na zawsze, pracodawca ma swoje interesy, a pracownik swoje. Ten pierwszy płaci okres wypowiedzenia i odprawę, ten ostatni ma kilka miesięcy na znalezienie „kolejnej rodziny” . Ktoś kto pracuje 2 lata, dostanie w sumie 2 miesiące (1 miesiąc wypowiedzenia, 1 miesiąc odprawy), w przypadku stażu w danej firmie 10 lat będzie to 6 miesięcy (3 miesiące wypowiedzenia i 3 miesiące odprawy). Kto nie zorganizuje w tym czasie alternatywy (a przy 2 miesiącach, raczej trudno), dostanie przez parę miesięcy 1500 zł zasiłku, o ile nie zaryzykuje L4. Trzeba mieć fundusz awaryjny. Trzeba dysponować oszczędnościami. Kredyty warto brać z rozwagą, a spłacać przed terminem. W wieku poważnym (45+) stajemy się obciążeniem dla firmy (wysokie zarobki, jakieś oczekiwania lojalności), którego ktoś po analizie arkusza, postanawia się pozbyć. Dlatego 50-tka powinna być granicą życia bez kredytu, chyba że pracujemy na swoim, albo mamy spore zapasy.
„Na drugi dzień pod biuro podstawiono karetkę. Robią tak zawsze, jak zwalniają, bo reakcje ludzi są różne.” Dwa zdania i istota uchwycona idealnie. Karetka oznacza, że firmie zależy nie na naszym zdrowiu (wtedy nie robiono by zwolnień nagle, tylko jakoś przygotowano ludzi), ale na braku skandalu. Chodzi o uniknięcie nagłówka „Zwolniony pracownik HSBC zmarł na zawał, gdy go zwalniano. Zostawił dwójkę dzieci i 600 tys. kredytu”. Niech zdycha, ale w szpitalu lub karetce, a nie w gabinecie szefa, albo w hallu – tak myśli HR korpo. Druga strona, nagłe zwolnienie to tragedia. Ludziom świat wali się na głowę. Dlatego życie ze świadomością „praca, jak wszystko na świecie, nie jest dana raz na zawsze” leczy nas ze złudzeń, błędnych oczekiwań. Walczymy o własne interesy.
Na koniec osobista refleksja, dokładnie z tego samego gatunku. Zaraz następnego dnia po przeczytaniu artykułu miałem, utrzymaną w podobnym tonie, typową w korpo rozmowę w pracy. Dwóch moich szefów, wręcz z pianą na ustach, zaatakowało w mojej obecności byłą już koleżankę. Za co? Otóż „Nie złożyła wniosku o urlop, poszła na zwolnienie i emeryturę, a teraz my, k…, musieliśmy przez miesiąc tłumaczyć się audytowi z wypłaconego ekwiwalentu”. Mówię im – panowie, ona miała 62 lata i świeżo wykryty nowotwór. Dla nich to nie argument. Bo oni musieli się tłumaczyć. Nieważne, że jeszcze w listopadzie (kiedy złożyła wypowiedzenie, wniosek o odprawę, po 30 latach pracy w firmie), nikt jej nie dał zaległego urlopu z zeszłego roku. Nikt nie przypomniał, nie egzekwował, nie wysłał (ostateczny termin ustawowy mijał we wrześniu). Ona z rakiem, chora, w trakcie leczenia, zwolnienia, powinna przyjść i złożyć wniosek urlopowy. No i jeszcze uporządkować papiery. Kompletna odklejka. Z drugiej strony, co w głowie miał ten audytor. Cała trójka faktycznie uznałaby za szczyt humanitaryzmu wezwanie karetki. Wracam zatem do apelu – twórzcie fundusze awaryjne, oszczędzajcie, inwestujcie, bo współczesny świat pracy wcale nie działa wiele lepiej niż 100 lat temu. HSBC, Szpital Południowy w Warszawie, a także moja korpo pokazują ten fakt codziennie.