Niedawno trafiłem w internecie na kolejnego bloga, którego warto poczytać. Jego twórca – Kacper, mój prawie-rówieśnik, zyskał staż pracy do emerytury i powiedział pas pracy. Mieszka sobie na działce, żyje z własnych zbiorów oraz na luzie.
Kogo interesuje tzw. pozasystem, będący w zasięgu ręki, znacznie szybciej niż nawet kawalerka w większym mieście, czytajcie i udostępniajcie: https://codziennoscnadzialce.blogspot.com/ . Niestety taki styl życia nie podoba się Facebookowi i w tym medium Kacper dostał bana. Dlaczego? Nie pojmuje. Nie pisze o kwestiach kontrowersyjnych, tylko zwyczajnym życiu.
Dlaczego udostępniam? Blogów „działkowego minimalisty” Henryka i drugiego Henryka, o którym pisałem ostatnio już nie ma, zniknęły. Mam nadzieję, że Kacper nie zdecyduje się na zaprzestanie pisania, bo jego treści niosą sporą wartość – pokazanie, jak można żyć, będąc zwykłym człowiekiem. Nie aspirując do zmiany świata w sposób wywierania na niego innego wpływu, niż pokazując spraw wielkich, lecz właśnie codzienność. Źródła zarobkowanie Kacpra pozostają klasyczne: sprzedaż nadwyżek plonów, sadzonek, prace dorywcze, sprzedaż złomu. Tak spokojnie da się przetrwać do emerytury, chociaż i on nie podaje dokładnych zestawień finansowych.
Tak, znam ludzi ,ktorzy tak zyja. Jesli pogodzisz sie z pewnymi niedogodnosciami-np. w zimie brak wody w sieci,musisz sam sobie zdobyc-to mozna.
Tu ciekawe zjawisko-duzy wzrost podazy dzialek rekreacyjnych, w tym ROD. Tlumacze sobie to kryzysem-ludzie szukaja kasy. A Wy jak myslicie?
https://biznes.interia.pl/nieruchomosci/news-przybywa-ofert-sprzedazy-dzialek-rekreacyjnych-na-rynku-wida,nId,7486861
Do 7.50. On chyba akurat wodę ma (pisał o rachunkach za wodę). Płaci podatek, a nie dzierżawę – więc raczej własna, a nie ROD. A dlaczego podaż działek ROD rośnie? Przyczyn może być kilka, albo wszystkie na raz:
1) Wymiana pokoleń – utrata sił starszych właścicieli, dzieci niezainteresowane, więc sprzedają zamiast zmarnować.
2) Zwiększone ryzyko starty – plany rządu na możliwość wywłaszczenia działek, bo nie przewidziano ich w MPZP.
3) Wzrost ceny – dla niektórych ludzi, przytulenie kilkudziesięciu tysięcy, to szansa na kupę forsy.
4) Kryzys – faktycznie ludzie spieniężają majątek, żeby dołożyć do życia.
Najbardziej ubawiła mnie konkluzja dziennikarza WP (pisał na ten sam temat) – większa podaż=większe zainteresowanie.
ha, ha 🙂 nie trzeba konczyc ekonomii, zeby wiedziec, ze wieksza podaz to mniejsze zainteresowanie. Takich pismakow teraz mamy, widze w wielu miejscach literowki, albo brak stylu.
Do 14.01. To raczej wina portalu. Nikt tego nie czyta przed puszczeniem, albo takim sam artysta za minimalną. Teraz dziennikarz (poza elitą z TV) zarabia śmiesznie mało.
W „Ziele na kraterze” Wankowicza w jednym z opowiadan opisal on, jak jego corka zdobywala dziennikarskie doswiadczenie pracujac w oczatku XX wieku w znanej gazecie, moze Washington Post lub podobna. Raz naczelna zlecila jej reportaz o Kairze. panienka napisala i uzyla tam m.in. sformulowania „w Kairze przed swiatynia siedza zebracy”. Naczelna ja wezwala i pyta:”a skad wiesz,ze tam siedza zebracy?”. Corka: „zawsze tam siedza”. naczelna: „nie, zadzwon do naszego czlowieka w Kairze i potwierdz,ze siedza”. Taka wtedy byla odpowiedzialnosc za slowo napisane.Dzisiejsi tzw. dziennikarze nawet nie stali obok tamtych.
Do 20.19. Jeszcze 20-30 lat temu dziennikarz, to był ktoś: miał szacunek i nieźle zarabiał. Teraz lokalne sławy idą na etat rzecznika prasowego do urzędu, bo taka fucha. Reszta pracuje za minimalną ew. minimalną plus jakieś drobne obrywy. Za artykuł w Wyborczej (papierowej, ogólnopolskiej) płacą 1500 zł, za wyborcza.pl 1/3-1/4, a na gazeta.pl jakieś grosze. Lepiej mają pierwszoplanowe postaci z telewizji i wąskie grono z topowego radia. No i oni mogą sobie dorobić na boku konferansjerką.
Wszystko idzie na masę, a ci którzy pracują rzetelnie, mają problem z utrzymaniem się (zwłaszcza w Warszawie), więc jak z walutą, gorsze wypiera lepsze. Zresztą, czytałem wywiad byłego redaktora naczelnego SE (żyje w chacie w Beskidzie Niskim), spadki nakładów są od lat. Z „mojej” prasy najpierw zamknęły się te o grach komputerowych (dobrze przed pandemią), w zeszłym roku „Auto Świat”, zobaczymy ile „Motor” wytrzyma.
Do 6.21: tak, te masowke dziennikarska widac wyraznie, stad sa rozne bledy.
Motor to chyba jedyne czasopismo motoryzacyjne,ktore przetrwalo komune i dalej dziala, i mam nadzieje dalej bedzie dzialac.
Aczkolwiek teraz to już firma Bauer, a nie polskie wydawnictwo.
Do 10.50: nie wiedzialem,ale jesli sposob pisania jest taki jak kiedys, to jestem w stanie to zniesc.
…Jesli dobrze zrozumialem, czlowiek z tego bloga dopiero zaczyna, tzn. mieszka na wsi kilka miesiecy (z moze zle zrozumialem?).
Dwie uwagi:
1.Pozbycie sie auta uwazam za blad, na wsi konieczny do zycia.
2.Pan zaklada , ze w zimie bedzie mial robote dorywcza.Blad, takie roboty na wsi sa miedzy wiosna a jesienia.
I watpie, zeby plony z malej dzialki wystarczyly mu na utrzymanie.
…doczytalem-pan Kacper mieszka na dzialce od kilkunastu lat.Skoro tak dlugo wytrzymal w spartanskich warunkach (domek 2,4 na 3.6m, bez lazienki, nie wiem co z wc) i nie majac regularnego dochodu-podziwiam.
Do 8.24. A gdzie było o tych kilkunastu latach na działce i to bez dochodu? Bo ja zrozumiałem, że właśnie rzucił pracę, po uzyskaniu minimum do emerytury (dla faceta 25 lat składkowych i nie, ja jako rok starszy właśnie mam 25 składkowych i 5 nieskładkowych, bo po drodze wypadły studia).
Taki mały domek może stanowić problem (niecałe 9 m2 – moja weranda na wsi, na której siedząc, właśnie Ci odpisuję). Zmieści się szafa, łóżko – raczej rozkładany fotel, stolik, taki bardziej turystyczny, niż stół. Z drugiej strony – ludzie żyją w przyczepach, kamperach, na jeszcze mniejszej powierzchni. Na wsi sporo czasu spędzasz na zewnątrz, ruszasz się, co innego niż 9m2 pokój w bloku.
Są też zalety – łatwo go ogrzać zwykłą kozą, podatek prawie żaden.
Aczkolwiek, podobnie jak Ty, podziwiam.
https://codziennoscnadzialce.blogspot.com/2024/04/o-mnie-kilka-zdan_1.html
TYu jest, ze mieszka na dzialce od nastu lat, a prace tak-niedawno rzucil jak pisales.Moze ma jakies oszczednosci, nie napisal.Mowi,ze bedzie zyl z tego co wyhoduje, z tego co znajdzie w lesie, i ze zbierania zlomu. majac na uwadze ostatnie-auto raczej potrzebne, bo jak to zawiezie do skupu, przeciez nie bedzie chyba nosil w torbie. Rower niewiele uniesie.No i wieksze zakupy tez problem, chyba,ze sobie bedzie nosil po troche w torbach i jezdzil busem.
Na wsi wlasnie komunikacja stanowi problem, mam paru znajomych bez aut, nieraz prosza o podwozke.Jeden mial leczona prostate, czasem w nocy cewnik wypadal, a pogotowie nie chce przyjechac. dzwonil,zeby go zawiezc na SOR do Chrzanowa.Oczywiscie cos tam zaplacil.
Aut nie maja bo nie chca za to placic i ujtrzymywac, ale wlasnie jak jest sytuacja podbramkowa to problem.
Dzięki, umknęło mi. Faktycznie, był czas przywyknąć do spartańskich warunków. Wie też, ile potrzeba miesięcznie. A koszt auta? No cóż, jak ma stać, tylko olej zmienisz raz na 2 lata i to sam, wydasz pewnie max. 80 zł miesięcznie (ubezpieczenie 300-500 zł, przegląd państwowy 100 zł, jakieś opony, akumulator co jakiś czas, no i zmiana oleju/filtrów). Niewielki pieniądz, dopóki pracujesz.
On mieszka podmiejskiej działce, więc nie całkiem na wsi. Pewnie jakaś komunikacja (nawet z miasta) jeździ. Chociaż autobusem złomu nie przewieziesz (chyba, że to raczej puszki niż stara wanna).
Osobiście, planując „życie za 500 zł” mam wielką trudność w upchnięciu tego samochodowego wydatku. Liczę, liczę i nie starcza kasy. Nawet, żeby stał.
Tak-takie malenstwo ogrzeje kilkoma patykami na dzien.Ale nie ma sie gdzie umuc, pewnie miednica.
Woda-tak, placi jak jest od powiedzmy kwietnia do listopada, potemwylaczaja i musi sobie skads nabrac.Moze ma studnie, moze co innego.I tez auto przydatne.Co prawda znam jednego, ktory nie ma wody w domu (mowi,ze mu szkoda kasy) i przywozi sobie rowerem 2km w jedna strone ze zrodelka po jakies 30 litrow.No mozna, ale co to za zycie, nie miec wody w kranie.
Do 17.38: za 500 auta nie upchniesz. Ale-ryzykowne-mozna miec auta na slupa, nic nie placic (przeglad, OC) i naprawiac tylko bezwzglednie konieczne, zeby bylo w ruchu.Jezdzic tylko po wsi i okolicy.Prawdopodobienstwo zatrzymania minimalne, choc calkiem wykluczyc sie nie da. Oczywiscie auto typu 30lat+ za 2k zl.
Pan Kacper pewnie w razie potrzeby prosi kogos o podwozke.U mnie na wsi jest jeden zlomiarz, jak nazbiera sporo wola kierowce z dostawczakiem, placi mu podobno 200 za podwozke 20km.Dosc duzo, bo spali najwyzej za jakies 30 zl. Tak to wlasnie jest jak sie korzysta z pozyczonego.Zawsze jest cos za cos.
Do 18.23. No właśnie liczę, liczę i nijak mi nie wychodzi. Chyba, że zrezygnowałbym z internetu. Bez OC nie polecam nikomu – oni mają algorytm i rejestrują wszystkie polisy. Nawet auto, które od 10 lat nie ma badań, a jest w systemie – wyłapią.
Do 8.02. Tak, chyba właśnie zaczyna, rzucił pracę.
Auto.
Zależy od oczekiwanego standardu życia. Nie mówimy o rodzinie tylko samym mężczyźnie. Okolice wiejskie, ale chyba raczej podmiejskie – pewnie jakieś autobusy, busy tam jeżdżą. Może być też tak, jak u mnie na wsi – gdybym nie pracował do stacji kolejowej mam 3 km, a z niej bezpłatny bus do Nałęczowa i pociąg do powiatu i województwa. Najbliższy sklep 1 km, taki market 5 km. Auto byłoby mi zbędne. Pewnie jemu, na podobnej zasadzie, też. Jest też w miarę nowy wpis – znajomy podwiózł do miasta na zakupy, jakaś sieć kontaktów istnieje. A nawet stary Golf wart jest kilka tysięcy złotych. Przy obecnym poziomie wydatków – na 2 lata życia.
Pamiętam szczegółowe wyliczenia Henryka „działkowego minimalisty” sprzed kilku lat (inne ceny). Miał działki max. 500 m2, wydawał rocznie 1000 zł, z tego 300 zł opłaty ROD. Pracą dorywczą plus sprzedażą plonów, da radę przeżyć, przy budżecie rocznym 3000-4000 zł. A zarobienie tych 4000 zł, to raptem 20 dniówek/rok.
I sprzedaż plonów też zależy od tego, co się posadzi/posieje. U mnie na działce rosną orzechy, czereśnie, borówki amerykańskie. Kilogram każdego z nich kosztuje ok. 10-20 zł. Jedna duża czereśnia daje 20 kg owoców, tak lajtowo. Nie wiem oczywiście, jak ze zbytem (nie handluje), bo tu faktycznie brak auta może stać się problemem. Chyba że, wokół osiedla podmiejskie lub blisko morza (pisał o Pomorzu Środkowym), wtedy nie ma problemu ze sprzedażą borówki nawet za 40 zł/kg.
Ostatnio na wiejskim targu kupiłem rozsadę pomidora (a co, zaryzykowałem), płacąc 5 zł/szt. Koszt przygotowania niewielki, jeśli masz szklarnię/tunel. Spokojnie zrobisz 200-300 sztuk (ja sam kupiłem 20) i już tysiąc wpadnie. Do tego jakieś stroiki, rośliny na Wszystkich Świętych , Boże Narodzenie, Wielkanoc. Jeśli blisko miasta, to nie jest głupi plan.
No tak, nie jestem na biezaco z cenami, faktycznie niektore owoce czy warzywa sa mocno drogie i mozna nawet na malej ilosci zarobic.
Do 14.19. Ceny owoców i warzyw oszalały po pandemii. Wielu emerytów ratują właśnie działki. Inaczej wcale nie jedliby. Głupie ziemniaki po 3 zł/kg.
Tak, sam tez to widze.Chociaz przedostatnio byly u nas w Biedrze ziemniaki po 1,49, ale juz teraz sa po 3.
Pomidory po dysze, zglupieli chyba.Ostatnio w promocji po 5.Na plac nie chodze, ale pewnie taniej nie jest.
Do 18.26. Pomidory są po 10, bo może polskie się pojawiły ze szklarni, a opał drogi? Wcześniej może greckie czy inne marokańskie? O widzisz, u Was się mówi „na plac” u nas „na targ” albo „na targowisko” . Byłem w środę rano właśnie na takim wiejskim targowisku. Ceny jak w dużym mieście, ale ludzie ze swoimi wyrobami: mleko kozie, wędliny. I sprzedająca te ostatnie z tekstem do oglądającej „Pani wie, że mój mąż ludzi nie oszuka, byle czego nie wrzuca”, tam trudniej o kombinacje. Taka szynka w mieście kosztuje +20-30%, albo jej wcale nie dostaniesz. Oczywiście całe mnóstwo bułgarskich handlarzy z ubraniami, garnkami, jeden nawet miał noże i wiatrówki. Atmosfera stadionu sprzed 30 lat.
Don 6.11: w Twojej okolicy istnieje jeszcze rolnictwo, u mnie juz w zasadzie nie.Sladowe ilosci sadownikow na polnoc od KRK i miejscowi cos tam uprawiaja ale dla siebie albo ziemniaki dla swin.Na placu 🙂 / targu (rzeczywiscie powinno byc targ, bo plac z niemieckiego) chyba wszystko czym handluja z hurtowni, no, moze niektore jajka maja swoje, ale cena chyba 1,2 zl/szt.Jest w KRK w dzielnicy Rybitwy taki targ 🙂 hurtowy, tam wszyscy handlarze sie zaopatruja.
W/s bana na pejsie: pewnie jak piszesz-pejsowa AI czy co tam podobnego rzadzi tym g…em, moze byc tak ustawiona, zeby tresc calkiem niezalezne i NORMALNE usuwac. Ludzie maja byc oglupiani, straszeni,i maja kupic to co im sie wciska.Hodujesz wlasne jedzenie? oooo-to zle, bo Biedra nie zarobi. Nie pracujesz dla korpo (chocby dla przyslowiowej Biedry na kasie)? jeszcze gorzej-oj nie nada tawariszcz, nie nada 😀
Do 15.20. No właśnie zupełnie tego nie rozumiem. Dobrze, że ja nie publikuję postów na Facebook’u, bo pewnie też by mi go zaraz zamknęli.
Zachodzi taka mozliwosc, a jakby pejsbukowe AI przeczytalo moje wrzutki o starszych braciach w wierze na Ż, to juz na pewno 😀
18.27. Bankowo. Tylko tam, tego właśnie nie było.
Widac AI znalazlo co innego co tez mu nie pasowalo. Jeden diabel wie co Zuckerberg sobie wymyslil, zeby blokowac 😀
AI z pewnością jeszcze niedoskonałe. Ja jak zadawałem chatowi GPT pytania z mojej branży, to odpowiadał same bzdury tzn. laika wprowadziłby w błąd. Tu pewnie zadziałało tak samo np. wieloznaczne słowo, albo coś zbliżone do angielskiego, ale znaczące już co innego.
Do 10.53: tak, a w polskim jest tyle wyrazow bliskoznaczntch, za AI ma spory problem 🙂
Dzień dobry. Na wstępie dziękuję Autorowi tego bloga za polecenie mojego bloga.
Pozwolę sobie rozwiać kilka wątpliwości Czytelników tego bloga. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich.
1. Żyję tutaj od kilkunastu lat i tutejsze warunki to dla mnie nie nowość.
2. Samochód był mi potrzebny do dojazdów do pracy. Po zakończeniu kariery zawodowej stał się jedynie kosztem.
3. Nie mieszkam na wsi ale na jednej z podmiejskich działek. Woda doprowadzona, na zimę nie jest wyłączana.
4. Ban na fb. Nie wiem czemu. Pewnie algorytmom coś nie podpasowało. Już konto mam odzyskane. Jak i czemu – nie do mnie te pytania.
5. Jako złom mam na myśli bardziej puszki alu. Aczkolwiek teraz stoi to pod znakiem zapytania.
6. Sprzedaż plonów. Proszę Państwa. Proszę zobaczyć ile kosztuje czosnek. I teraz taka informacja. Czosnek sadzi się w rzedy co 30-40 cm, odstępy w rzędzie kilkanaście cm. Z małej grządki naprawdę można sporo czosnków uzyskać. To tylko przykład.
7. Sprzedaż plonów traktuję jako dodatkowy dochód a nie jedyny. Główny dochód to najprościej zatrudnienie się na powiedzmy miesiąc lub dwa. Ale o tym będę myślał dopiero w przyszłym roku.
8. Co do podwózek. Proszę Państwa – ja naprawdę nie jestem skłócony z całym światem. Mam kuzyna, kolegów 😉 .
9. Domek 2,4 na 3,6 metra to nie spartańskie warunki. To kwestia podejścia do funkcji mieszkania. Dla mnie domek to miejsce do spania, niczym norka dla zwierzęcia. Moja główna aktywność to ogród i okolice. Więc spójrzmy inaczej – mój nie zadaszony dom ma ponad 400 metrów kwadratowych 😉 . A norka do spania – faktycznie mała.
Mam nadzieję, że część wątpliwości Czytelników tego bloga rozwiałem. Panu Oszczędnemu Milionerowi dziękuję za polecenie i życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrowienia bardzo serdeczne
Miło nam powitać nowego gościa na blogu. Dziękujemy za wyjaśnienia wątpliwości i sympatyczne przedstawienie się. Do siebie i o sobie mówimy po imieniu, w moim przypadku pseudonimie. Żyjemy trochę w innych warunkach, stąd nasze rozkminy dotyczące powierzchni mieszkalnej. Akurat ja pamiętam jeszcze młodość, kiedy przez kilka tygodni mieszkało się na kempingu w Kołobrzegu w namiocie 2.2 x 2.4 w trzech kumpli i było dobrze. Nasz świat, to była plaża, park, całe miasteczko. Nawet gotowaliśmy na zewnątrz. Pod dach, tylko do spania.
Co do cen żywności. Zauważyłem dużą różnice pomiędzy „bio” na kompoście i oborniku, oraz produkowanych na całej tej chemii, pryskanych. Podobno w niektórych przypadkach to x 10, a standard x 3. Tyle wynosi różnica w sklepie. Teraz nawet na targu trudno trafić na niepryskane, z prostego powodu, plon większy i pewniejszy. Czosnek to moja pięta achillesowa (może w tym roku uda się wreszcie, bo posadziłem jako ozimy). Pomidory – w deszczowy rok, zmarnuje się całość, jeśli nie pryskasz. Ktoś, kto musi z tego żyć, decyduje się na oprysk.
Robiłem eksperymenty z niekorzystaniem z auta, a mam dom na wsi, 30 km od centrum miasta. 3 km do dworca, na którym zatrzymują się pospieszne, więc dojechałbym nawet na drugi koniec Polski, 5 km do paczkomatu. Dało się żyć, o ile nie musiałbym dojeżdżać do pracy w zimie i na jesieni. Wtedy 3 km spaceru lub jazdy rowerem, w deszczu o 6 rano, przy +5, średnia przyjemność, a trzeba dotrzeć na czas. 60 lat wstecz, moi rodzice dojeżdżali pociągiem z miasta, ponieważ nie było drogi, tylko lessowy gościniec (kto widział na jesieni, ten wie, sceny jak z Kalińca). Wozili czereśnie, orzechy, w wiadrach, workach, a na dworzec dostarczał ich sąsiad na furze. Trochę rozpuściliśmy się, bo warunki mamy lepsze. Kurierzy dowiozą większe gabaryty bez gadania, zakupy, jeśli dysponuje się czasem też można robić na raty. Trzeba wypróbować świat bez samochodu. Chociaż dobrego Golfa odkupić z powrotem trudno. Tak jak już pisałem, planuję eksperyment „życie za 500 zł miesięcznie” i auto raczej się nie zmieści w założonym budżecie.
Dzien dobry Panie Kacprze, interesujacy blog, bede czytal.
Interesuje mnie Panski sposob zycia, sam troche podobnie zyje,ale moze nie az tak spartansko, tym bardziej Pana podziwiam. Łączy nas upodobanie do niezaleznosci i zycie jak najbardziej pozasystemowe-bo cakowicie poza nie da sie.
Pozdrawiam.
OM-teraz doczytalem, w takim razie bede do Kacpra mowil po imieniu, i prosze do mnie tak samo 🙂 Jestem z 1966,aleco to za problem. Okolice wiejskie Krakowa.Z urodzenia krakus, z wychowania lwowiak 🙂
Oszczędny Milionerze
To właśnie warunki kempingowo namiotowe z czasów gdy byłem piękny i młody przyczyniły się do mojego podejścia do mieszkania tutaj. Jak sam zauważyłeś – pod namiotem się spało a aktywność była w plenerze.
Oj tak – żywność bio i eko jest wielokrotnie droższa niż uprawiana metodami rolnictwa „masowego”. Jednak co ciekawe – to bio i eko wcale nie oznacza, że niczym nie pryskane. Wystarczy że dany środek ma swoje certyfikaty i już mamy dalej żywność bio eko. Np o ile mi wiadomo – popularny miedzian jest dopuszczony w uprawach ekologicznych.
Ja ze względów ideologicznych nie stosuję sztucznych nawozów ani sztucznych środków ochrony roślin. Oczywiście niestety – wiążę się to często z tym, że w prawie każdym roku jakieś warzywo szlag trafi. Ponoszę ot ryzyko. Uznaję jednak, że jak będę chciał pryskane, to sobie w sklepie takie kupię.
Co do czosnku pozwól, że Ci podpowiem. Otóż sadzimy go jesienią, późną jesienią. Wtedy w większości wychodzi. U mnie czosnek jest tym warzywem z kategorii niezawodnych. Zawsze da plon. Czasem większy czasem mniejszy ale zawsze. Cyt „Trochę rozpuściliśmy się, bo warunki mamy lepsze. ” – oj tak, do wygód bardzo łatwo się przyzwyczaić. Bardzo łatwo. To się chyba nawet nazywa inflacją życia?
Życie za 500 zł miesięcznie? Wydaje mi się, że dla większości nierealne. Same opłaty i robią się duże kwoty. Pamiętam wiele lat temu program tv, czy cykl programów. Chyba na tvn. Było to jakieś wyzwanie dla polityków by wydali w miesiącu właśnie tą chyba kwotę. Wydaje mi się, że 500 zł miesiąc może być realne ale tylko przy założeniu, że odejmiemy od tego jakieś opłaty stałe.
Janie. Dzięki za słowa uznania. Jednak tu nie ma co podziwiać. Zamieszkałem tu nie do końca z wyboru. Tak się ułożyło życie. Dopiero z czasem zacząłem doceniać to miejsce. W sumie wiele rzeczy i zmian doceniamy po upływie lat… Natomiast teraz zakończenie kariery zawodowej to nie żadne wyzwanie ale wygodnictwo. Serio.
Serdeczne pozdrowienia
Kacper – ozumiem doskonale, ja tez musialem zamknac firme budowlana wykonawcza (okolo 20 osob, przebudowy i nowe budowy glownie mieszkania,brak zamowien) i mieszkam sobie na wsi.Jesli kiedys sytuacja znormalnieje pewnie do tego wroce, ale poki co nie ma widokow. Zreszta taki sposob zycia mi odpowiada, z namiotem tez jezdzilem za gowniarza 🙂
500 zl-mozna spokojnie za to sie wyzywic, ale bez oplat.
…to zamkniecie bylo z powodu covida i tego co sie zaczelo zaraz po ogloszeniu mniemanej pandemii-zastoj, niepewnosc, co sie rowna brak inwestycji.Tak, ktos tam cos robi, ale wielu wykonawcow-szczegolnie tych drozszych jak ja, pracujacych w systemie generalnego wykonawstwa-nie ma zlecen.Dlaczego? Bo inwestor woli wziac podwykonawce, ktory jest tanszy i teraz dostepny.W szczycie boomu nie byl dostepny,a teraz tak, bo jest malo zamowien.
Wyzwanie przyjęte. Obaj twierdzicie, że się nie da. A ja, że potrafię. Mieszkanie na wsi ma swoje zalety – jestem tu dopiero 5-ty dzień (w tym przerwa na dojazd do pracy drugiego) i już zapominam brać leki, a cały czas pracuje fizycznie. Zobaczymy, co będzie w przyszłym tygodniu, bo szykuje się ochłodzenie.
Skad, nigdy nie mowilem,ze za 500 nie wyzyjesz, przeciwnie, nawet chyba w tym temacie napisalem,ze mozna.
Bede kibicowal.
Dzięki.
Dzięki za radę dotyczącą czosnku. Zobaczymy, co się zmieni. Eko to właśnie z dopuszczeniem pewnych środków, ale etycznie wątpliwe, bo i wykorzystywanie pracy dzieci i Kalifornia, gdzie idzie gigantyczne nawadnianie wśród ogólnej suszy. W BIO na pewno możesz robić opryski z czosnku, pokrzywy, wrotyczu – takie naturalne. Czy Miedzian? Muszę to sprawdzić.
My tu wszyscy jesteśmy wygodni, jak wielu innych ludzi. Różnica tkwi w tym, że potrafimy się do tego przyznać.
Czy uda się te 500 zł? Sam jestem ciekawy. Mój dom ma instalację FV, więc za prąd nie płacę. Tylko woda, jak u Ciebie. No i internet – zobaczymy czy się zmieści. Opłat stałych mam za 180 zł (internet, woda, komórka, abonament za prąd). Jeść planuję głównie swoje. Mięsa mało, owoce i warzywa. Swoje leki, może zużyję połowę mniej. Dlatego planuję całość na lipiec. Moim zdaniem, ma szansę się udać. Ale stawiam sobie wymagające cele, bo co to za przyjemność – jeśli mam pewność.
Uda sie, ale moze byc Ci trudno wytrzymac miesiac w zelaznej dyscyplinie finansowej 😉
Co do wygód – pewnie, podstawowe jak woda i prad w domu sa wlasciwie niezbedne, ale umiem zrezygnowac z wielu innych za cene niezaleznosci. No, z auta trudno, bo i przydatny i przyzwyczajenie 🙂
Madrego to i dobrze posluchac:
…OM-jest to zgodne z tym co kiedys pisales.
Probuje dzis wejsc na blog Kacpra i nie ma .Jest info, ze blog zostal usuniety.
Do 15.07. No właśnie widzę. Szkoda. To już kolejny blog, który spada w ten sposób. Dużo wpisów w krótkim czasie i out. Może wyjaśni nam, co się stało?
Mam swoja teorie,ale nie wiem czy moge tu napisac.A zreszta 🙂
1.Ucieka przed alimentami, dlugo nie placi, a wtedy paka.
2.Ucieka przed zona i nie chce byc znaleziony.
3.Ucieka przed komornikiem (ale tu dzialka, chyba,ze wynajeta albo na slupa).
4.Ucieka przed prokuratorem.
5.Jest prawdziwym outsajderem antysystemowcem i nie chce byc przez system znaleziony i nekany.
A moze po prostu mu sie odechcialo pisac 🙂
Ludzie teraz maja sporo frustracji z powodu ogolnej sytuacji.
Do 19.55. I wyjaśniło się. To co my uważamy za oczywiste – komputer stacjonarny, a nawet laptop, w minimalizmie stanowi barierę nie do przejścia. Darmowe hostingi nie dają takiego wsparcia, stąd ja od początku wybrałem płatny, ponieważ jestem technicznie mniej ogarnięty.
Ok. Wypadałoby się wytłumaczyć.
Przepraszam wszystkich dotychczasowych Czytelników za zniknięcie z przestrzeni internetowej.
Powody zniknięcia
1. Kwestie techniczne. Jednak niezbyt łatwo jest pisać dłuższe teksty na prostym telefonie. Nie zamierzałem natomiast zmieniać stanu urządzeń elektronicznych, tylko po to by pisać.
2. Kilka osób przez mesengera wywierało na mnie naciski w stylu udowodnij, że nie jesteś Przemek / Leszek / Henryk. Widzę, że i tutaj wzmianka o jakimś Panie Hewnryku się pojawia, więc być może byłem z tymi osobami utożsamiany. Co jednego zablokowałem pisał ktoś inny (albo z innego konta). Troszkę to zakłocało mój wewnętrzny spokój, który sobie bardzo ceniłem tutaj w obecnym trybie życia.
3. Doszedłem zwyczajnie do wniosku, że za bardzo jakoś przejmuję się kwestiami internetowymi, które do tej pory żadnego wpływu na mnie nie miały. I na co nie to?
4. Uznałem, że moje rozpoczęcie blogowania oraz fejsbukowania było zwyczajnie błedem.
Aby wiec zakończyć tą przygodę i nigdy więcej do niej nie wracać wykonałem następujące kroki
1. Kilkukrotnie zmieniłem hasło do konta google i fb na przypadkowy ciąg znaków.
2. Usunałem numer telefonu z w/w kont. Zmieniłem też numer telefonu, niszcząc starą kartę SIM.
3. Upewniłem się, że mój blog nie został zarchiwizowany na https://web.archive.org – na szczęście nie.
4. Usunałem konta google oraz fb i w związku z wykonaniem pkt 1,2 nie mam już możliwości powrotu do tych kont.
Janie 😉 . Żadne z Twoch podejrzeń nie jest zgodne z prawdą. Przed żadnym wymiarem sprawiedliwości i niesprawiedliwości nie uciekam.
Wszystkich Was przepraszam za zamieszanie. Po prostu – moje rozpoczęcie blogowania uznałem za błąd. Dziękuję Wam wszystkim za zainteresowanie moją historią. NIech Wam się dobrze wiedzie. Wszystkiego dobrego.
Dziękujemy za wyjaśnienie i przyjmujemy je, chociaż zwyczajnie szkoda mi fajnego bloga. Każdy ma prawo żyć, tak jak mu się żywnie podoba. Z telefonu faktycznie ciężko się pisze, ale jest na to rozwiązanie, które od lat wykorzystuję zawodowo (na wsi, w górach, gdy jadę na lekko bez laptopa) – klawiatura na bluetooth. Lepsza kosztuje ok. 200 zł, taka za 50 też się znajdzie. Ja mam płatny hosting i adres i jakieś wtyczki do wordpressa, które wyszukują spam. Z kolei po iluś tam zatwierdzonych komentarzach danej osoby, kolejny pojawia się bezproblemowo i od ręki. Tak działają Jan i Sławek. Twoje jeszcze muszę potwierdzić, ale mam nadzieję – niedługo.
Co do Leszka/Henryka. Faktycznie były dwa blogi, wspomniane właśnie przeze mnie. Kilka lat temu Henryk – działkowy minimalista, potem Leszek Ogrodowy. Wszystkie blogi o działce, akurat obydwaj panowie pochodzili z okolic Słupska, a Ty pisałeś o Pomorzu, więc ludzie mieli wątpliwości. Oczywiście, to nie powód do ataków personalnych. Jako wierny czytelnik trzech blogów, znalazłem różnicę – Henryk był suchym alkoholikiem, a Ty pisałeś, że nie pijesz. Z kolei Leszek uczył wcześniej w szkole biologii, a Ty pisałeś o zupełnie innym zawodzie. Niemniej jednak, powodzenia.