Gospodarstwo rodzinne. Ile trzeba ziemi, żeby mieć co jeść?

W PRL-u funkcjonowały gospodarstwa tzw. chłoporobotników. Na 2-5 ha brakowało zajęcia dla rodziny wielopokoleniowej i ojciec szedł do normalnej pracy. Pozwalano w ten sposób stanąć na nogi ludziom, którzy musieliby cierpieć biedę, chociaż nie głód na spłachetku ziemi. Przy znacznie mniejszej wydajności i większej liczbie konsumentów (rodzina liczyła 8-10 osób), dawano radę i jeszcze sprzedawano na rynek.

Z kolei w ZSRR kołchoźnicy, poza pensją, dostawali jeszcze działkę przyzagrodową ok. 0,5 ha. Z niej i marnych poborów dawali radę wyżywić rodzinę. I tu rodzi się tytułowe pytanie. Utrzymanie rozumiem jako napełnienie brzucha, a nie zarabianie (produkcję na sprzedaż). Przejdźmy do rachunków, pamiętając, że dzisiaj „rodzina” oznacza średnio 3 osoby i zazwyczaj przynajmniej jedna z nich pracuje zawodowo. Będziemy więc mieli nie tylko chłoporobotników ale i , chłoponauczycieli, chłopoinżynierów, chłopolekarzy itd.

Generalnie, do dobrego funkcjonowania organizm ludzki potrzebuje zrównoważonego pożywienia i białek zarówno zwierzęcych, jak i roślinnych. Tak samo zróżnicowana musi być nasza produkcja, a zatem musimy mieć swoje:

  • zboża,
  • warzywa,
  • owoce,
  • rośliny oleiste,
  • nabiał,
  • mięso.

Każda z tych kategorii musi zostać zrównoważona, a następnie przeliczona na ary, być może hektary.

Zaczynamy.

Zboże, w naszym kręgi i kulturze stanowiło podstawę pożywienia. Wszelkie kluski, pierogi, chleby, podpłomyki. Nie bez znaczenia jest też kaloryczność. Liczmy 0,4 kg dziennie na osobę (1400 Kcal). 1,2 kg na 3 osoby. 440 kg rocznie. Taką ilość uzyskamy z 15 arów.

Warzywa – kolejne 0,3 kg/osobę/na dzień. Trzy osoby 0,9 kg. 350 kg/rok. Patrząc na plony (5t/ha) – jakieś 7a.

Owoce – dopełniamy do wymaganej porcji 0,2 kg. Rodzina potrzebuje 0,6 kg. 200 kg rocznie. Znowu, przy dobrych plonach – 5a.

Rośliny oleiste. Rzepak, słonecznik czy len. Razem 20 litrów rocznie. Kolejne 0,6 ara.

Nabiał i mięso. Tu patrzmy rocznie. 1000 jajek na rodzinę. 500 litrów mleka. 50 kg sera. 100 kg mięsa tzw. masy poubojowej. Żeby wyprodukować takie ilości musimy mieć ok. 8 kur (w tym 5 na mięso), 4 kozy mleczne oraz kilka królików. Część zjemy np. wszystkie capki. Żeby utrzymać taki majdan musimy mieć ok.70 arów.

Wynik. Rodzinę trzyosobową nakarmimy z ziemi o powierzchni niespełna 1 ha (dokładnie 9760 m2), z czego 70% zajmą zwierzęta. Gdybyśmy poszli w kierunku mniej radykalnym tzn. zrezygnowali z kóz na mięso (zostawili sobie 2 na mleko), damy radę i z 0,5 ha. To dobra wiadomość. Da się i na mniejszej powierzchni, w końcu przedwojenne książki o warzywniku i ogrodzie na kilkuset metrach, podawały gotowy przepis, a powstały w czasach niższych plonów. Niestety, na pozostałe wydatki trzeba już zarobić.

5 komentarzy do “Gospodarstwo rodzinne. Ile trzeba ziemi, żeby mieć co jeść?”

  1. Czyli na 9 osob 3 ha.
    Czyli zasadniczo nic sie nie zmienilo-majac kilka ha ludzie musza isc do roboty, zeby miec na wydatki poza wyzywieniem.

    Znam jednego spod Krakowa, maja 10ha i kilka koni (konie zeby doplaty do ziemi byly podwojone) i wszyscy u niego pracuja, a z ziemi maja bardzo niski dochod.Nie wiem co tam uprawiaja.

    1. Ja opisuję pewne idealne warunki plus piszę wyłącznie o produkcji własnego jedzenia. Jasne, że na podatki, prąd, obrok dla koni, szkołę, samochody itp. trzeba zarobić. Dlatego ludzie pracują. To wcale jednak nie musi być etat w korpo, lecz mnóstwo różnych sposobów: własna firma, odsetki od kapitału, wynajem nieruchomości, giełda, muzyka, pisanie, nawet mały, lokalny urząd czy szkoła. No i, jak już jedzenie mamy swoje, wtedy potrzeba znacznie mniej takiej dodatkowej kasy.
      Z moich górskich przyjaciół żadne nie pracuje etatowo, ponieważ korpo tam nie ma, a więc zostaje drobny prywaciarz lub budżetówka. Pierwszy słabo płaci, do drugiego wołają studiów oraz znajomości. Zostaje swoja firma w turystyce. Ich córka poszła pracować do knajpy i zaczęła doceniać, że zarabia niezależnie od koniunktury (tzn. dostaje stałą stawkę godzinową, a nie raz super, a raz nic).

  2. jako emeryt mam 0.9 h, 20 kur w tym połowa na mięso, 5 owiec na mięso, warzywnik 100m2, warzywa 40 kg, drzewa owocowe z których rocznie 60 kg owoców, zbóż nie spożywam, zasilanie z PV, woda z własnej studni

    1. Serdecznie witam na blogu. 0,9 ha czyli 90 arów lub 9000 m2 wystarcza na wyżywienie gromadki zwierząt i ludzi. Pierwsze pytanie – ile osób? Drugie, jak sprawdzają się owce? Pisałem o kozach, jako zwierzętach mlecznych oraz mięsnych. Czytając pamiętniki z czasów II WŚ wydawały mi się znacznie łatwiejsze w hodowli. Owce są ładniejsze i chyba mniej szkodliwe dla ogrodu. Słyszałem o wykorzystaniu dorperów czy kameruńskich jako „żywe kosiarki”, też widzę w tym wartość dodaną, bo odpada część roboty. Jednak moja rodzina pije mleko (póki co, kupowane, krowie), a podobno rasy mięsne doi się symbolicznie. Szukam też ras dosyć odpornych na niedoświadczonego właściciela i znoszących polskie warunki. Tu padł pomysł cakli podhalańskich. Da się je chyba trzymać w dość prymitywnej owczarni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *