Z jednej strony Gordon Gekko i jego „Chciwość jest dobra. Chciwość działa, chciwość jest w porządku. Chciwość oczyszcza, uszlachetnia i ucieleśnia ducha ewolucji. Chciwość w każdej formie: chciwość życia, pieniędzy, miłości, wiedzy doprowadziła do rozwoju ludzkości.” Z drugiej nauki różnych filozofów i kościołów. Co moim zdaniem jest prawdą?
Gordon Gekko się mylił. A konkretnie pomylił chciwość (chorobliwą żądzę pieniądza, za każdą cenę) z ambicją, miłością, pasją. Chciwość niszczy relacje międzyludzkie, międzynarodowe i absolutnie nie doprowadza do rozwoju. Chciwość życia prowadzi do nadmiernego ryzyka, a nawet śmierci (himalaiści, Balzak). Chciwość pieniędzy do samotności i nieszczęścia (słynny przykład Cecila Rhodesa). Chciwość miłości doprowadziła Freddiego M. do przedwczesnej śmierci, a Piotra Abelarda do kalectwa. Ofiar chciwości wiedzy znamy stosunkowo najmniej, ale taki dr Mengele, proszę bardzo.
Chciwym przedsiębiorcą był Jan Kulczyk. Czy „żył długo i szczęśliwie”? Oj, chyba nie. Chciwym władcą pozostał Jerzy III. Jego chciwość doprowadziła kraj do utraty kolonii północnoamerykańskich. Wreszcie, chciwymi pozostają Soros i Trump. Czy stworzyli coś wielkiego, czy tylko pasożytują na społeczeństwie? Czy są szczęśliwsi niż Buffet, Branson czy Ferriss? Czyje idee przetrwają dłużej i będą inspirować? Czy ta druga grupa nie ma „wystarczająco” pieniędzy, szacunku, pasji? Czy nic nie stworzyli?
Dlatego nikomu nie polecam chciwości. Ona karze pracować ponad siły i skraca życie, w efekcie – unieszczęśliwia, nie pozwala w pełni smakować życia. Konieczny jest umiar. Ot taki Colas Breugnon, ideał praktycznego rzemieślnika, miłośnik śpiewu, jadła i napoju. Ani ktoś miotający się od jednej skrajności do drugiej (Ignacy Loyola, Karol V, Henryk VIII). Ni typowy asceta, ni hulaka.
Pieniądze często uzależniają. Chciwcowi trudno się z nimi rozstać. Niektórzy (tytułowy Skąpiec), żałują ich własnym dzieciom, nie są w stanie przestać zarabiać. Jednocześnie, przecież potrzebujemy ich do życia, dobrze jest spełniać marzenia.
Kazda nadmiernie rozdeta cecha charakteru-do tego stopnia, ze nie Ty te ceche kontrolujesz,ale ona Ciebie – jest zła.
…w/s Kulczyka:
Wroble na plocie cwierkaja, ze Kulczyk zyje (z takim majatkiem jest bardzo latwo upozorowac wlasna smierc i zalatwic inna tozsamosc,a majac kontakty z wierchuszka WSI, GRU jeszcze latwiej).
Poszlaki:
1.Byl widziany na swoim jachcie gdzies w swiecie, daleko od PL,
2.Tzw. zamek Kulczyka -niby zatrzymano budowe,potem uchylono, chyba nadal sie buduje.Kto ma takiemozliwosci, zeby w parku narodowym na pozwolenie na dom jednorodzinny wywalic zamek z wieza na kilkadziesiat metrow, w stylu Malborka?
…krotko przed „smiercia” slyszalem w tv wypowiedz Kulczyka: „oni coraz wiecej chca”. „Oni” to prawdopodobnie wysocy oficerowie wywiadu, dzieki ktorym K. mogl prowadzic swoje interesy na taka skale i w taki sposob (chocby telefon w srodku nocy do Millera, Miller wzywa w nocy na dywanik ministra skarbu Kaczmarka i pyta go: „dlaczego nie chcesz sprzedac Jasiowi cementowni?”).
Akurat nie wierzę, że Jan Kulczyk żyje. To, że ktoś podobno go widział nie jest nawet poszlaką. Ponieważ wielu z nas ma sobowtóra, a wreszcie – nawet tego nie wiemy, bo nikt nie cyknął fotki. Powikłania pooperacyjne nie wybierają, nie zaglądają do portfela.
Zamek w Stobnicy jest wręcz dowodem na sytuację przeciwną. Gdyby był budowany dla Kulczyka, nigdy by go nie skończyli, ponieważ o ile JK, gdzieś w bantustanie miałby może szanse żyć sobie nierozpoznanym, o tyle 50 km od Poznania raczej pozna go każdy.
Moze i tak, to tylko moje gdybania.