Niedawno miałem okazję obejrzeć fragmenty rozmowy przedsiębiorcy i polityka Marka Jakubiaka (Kukiz 15, PiS, FdR, a obecnie Rozwój Plus) u Grzegorza Jankowskiego. Poseł jak zwykle podnosił ciśnienie ludziom i pokazał, jak daleko ideały ruchu Kukiza oddaliły się od obecnej praktyki. Propozycje polityczne (podniesienie minimalnego wieku parlamentarzysty) brzmiały idiotycznie, ale do tego posłowie zdążyli nas przyzwyczaić, ale clou tkwiło w stosunku do: własnych dochodów, czasu pracy, pensji itd. Teraz czas je zweryfikować.
Jeśli ktoś uważa, że zarabia za mało, niech pójdzie do pracy tam, gdzie więcej się zarabia. Taką rada dla pracujących za pensję minimalną (3 mln osób) miał Marek Jakubiak. Najgłupsza wypowiedź od czasów „Znajdź pracę, weź kredyt”. Kompletnie oderwana od realiów. Dzisiaj powszechność „minimalnej” spowodowała, że pracuje się tak w wielu miejscach od produkcji do kultury. I o ile bez kredytu, w małym mieście „minimalna” posiada pewną siłę nabywczą, o tyle wystarczy wynajem/kredyt w takim Krakowie i mamy poważny problem.
Dodatkowo istnieją miejsca w Polsce, gdzie minimalna powoli zrównuje się z medianą, tzn. zarabia tak połowa zatrudnionych. Typowy sposób myślenia przedsiębiorcy-Janusza, stwierdza, że ludzie sami są winni niskich zarobków całkowicie te fakty ignoruje.
Są ludzie, którzy pracują od godziny 8 do 14 i oni widzą wyłącznie to co robią. Oni mają inne rzeczy, których ja nie mam. Np. mają weekendy. na przykład sobie odpoczywają, mają urlopy, zwolnienia lekarskie mają. … Mają wolne co 2.5 dnia. Czysta niewiedza i manipulacja. Czas pracy etatowej w Polsce wynosi 8 godzin. Od 8 do 14 mamy ich 6. Poseł (dodajmy – przedsiębiorca) albo nie ma pojęcia o czym mówi, albo kłamie, opowiadając o pracy od 8 do 14. W obu przypadkach – dramat. A co do nieobecności? Marek Jakubiak sprawuje mandat zawodowo. W Sejmie (miejscu pracy) powinien pojawiać się ok. 5 dni w miesiącu. A i tego nie robi (jest jednym z rekordzistów absencji 12%). I teraz pokażcie mi miejsce pracy, w którym możesz pojawiać się kiedy chcesz? Do tego poseł zawodowy, ma normalnie płacony ZUS, może iść na zwolnienie, a przy średniej nieco ponad 1 dzień w tygodniu, urlop chyba mu zbędny. Kowalski pracuje 5 dni, Jakubiak ok. 1 dzień i jeszcze Kowalskiego wyśmiewa, że mało pracuje. Czysta hipokryzja, tak charakterystyczna dla piewców „kultury zapierdolu”. Zestawmy ją jeszcze z badaniami. Z najnowszego raportu No Fluff Jobs „Czas w pracy Polek i Polaków 2026” wynika, że 75 proc. respondentów przyznaje, że zdarza im się pracować po wyznaczonych godzinach, a 26 proc. robi to co najmniej raz w tygodniu. 7 proc. ankietowanych pracuje co najmniej 50 godz. a ok. 45 proc. pracowników nie ma wpływu na godziny pracy. Standardowy 40-godzinny tydzień pracy stał się udziałem ledwie 57%. Przypominam – poseł mówi o pracy 6-godzinnej. Do tego poza etatowcami mamy jeszcze 1.5 mln zatrudnionych wyłącznie na „śmieciówkach” i 160 tys. na fikcyjnym b2b. Im żadne urlopy nie przysługują.
Pracuję 12-14 godzin na dzień. Swoje fabryki tymi łapami wybudowałem. Jak już pisałem – słowa te wypowiedział człowiek, który pojawia się w pracy sejmowej ok. 1 dzień w tygodniu. Do „pracy” dolicza zapewne spotkania z innymi politykami, prowadzenie własnej firmy, a nawet dojazdy. Żaden faktycznie pracujący nie może tak zrobić, ponieważ nie pojawia się w pracy raz w tygodniu. Ba, niewielu przedsiębiorców ma taką szansę. Oczywiście Jakubiak „fabryk” nie wybudował. Celowo wziąłem słowo w cudzysłów, ponieważ mówimy o browarach, które kupił za 700k w 2002 r. czyli równowartość 3 mieszkań w Warszawie, w tamtym czasie. Znacznie poniżej kosztów budowy samych nieruchomości. I wreszcie moje podstawowe zastrzeżenie – biznesmen Jakubiak inwestuje, nie pracuje, jedyna jego „praca” to Sejm i nawet z niej wywiązuje się słabo (12% absencji na kilkadziesiąt dni w roku).
Żeście się czepili tych kilometrówek. Przez takie gadanie wynająłem samochód i wszystkie limity wynajmu wyczerpałem dosłownie w ciągu pół roku. I co mi pan powie? Mam samochód, za który zapłaciłem kupę pieniędzy, bo mam dobry samochód. Zajeździłem go. ….. na wartości stracił ok. 300 tys. zł i tego pan nie rozlicza. Ale złotówka za kilometr to pana strasznie szarpie. Czym mam jeździć – maluchem, rowerem – żeby pan był zadowolony? I wracamy do sedna naszych Januszy, dla których poseł Jakubiak jest wzorem. Otóż, w realu, a parlamentarzysta go nie zna, ludzie w ogóle nie mają kilometrówek. W mojej firmie korzysta z nich może 5% i to nie na dojazdy do pracy, lecz rzeczywiste wyjazdy. Co więcej, poseł nie musi wcale korzystać z własnego auta, ma jeszcze darmowe bilety kolejowe i lotnicze. Pomimo tego koszt „kilometrówek” rozliczonych w Sejmie przez Marka Jakubiaka wynosi ok. 50 tys. zł rocznie. Nie znam nikogo w normalnej firmie, ani nawet stanowisku w administracji publicznej, kto dostawałby aż tyle. Druga dieta poselska, a poza nią ma jeszcze 155k uposażenia, łącznie 250k. Nieźle, jak na człowieka pojawiającego się w „pracy” ok. raz w tygodniu. Wychodzi prawie 5k/dziennie.
Tego, że nie trzeba kupować auta, tracącego na wartości 300k, chyba na tym blogu nikomu tłumaczyć nie muszę. Wyliczyłem wielokrotnie koszty eksploatacji różnych moich aut. Mój brat jeździ 40kkm/rok, ale na własny koszt (firma), nie domaga się zwrotu od podatników, a jego Audi Q3, z paliwem, ratą leasingową, serwisem, pełnym ubezpieczeniem, kosztuje go o 50% stawki popularnej „kilometrówki.” Poseł nie musi jeździć A8, albo Mercedesem EQS (bo taki pojazd traci 300k w 4 lata). Pomiędzy 300k/4 lata, a maluchem istnieje jeszcze mnóstwo możliwości pośrednich. Stąd – czysty populizm, zwany popularnie „odwracaniem kota ogonem”.
Pan zarabia 2 razy tyle, co Jakubiak. Typowy argument człowieka, którym okłada na prawo i lewo. Dodatkowo nieweryfikowalny, bo nie znamy dochodów redaktora Jankowskiego. Możemy je jednak oszacować, podobnie jak Marka Jakubiaka. W samym Sejmie (dieta/uposażenie/kilometrówki/kasa na biuro) dostaje ok. 400k/rok. Do tego dochodzi własna firma – wzrost wartości inwestycji ok. 2 mln/rok (te 14 godzin nie dotyczy z pewnością samego Sejmu). Nie przypuszczam aby Grzegorz Jankowski zarabiał 2.4 mln/rok. Ba, jestem tego pewien. Pensja czołowych twarzy programów informacyjnych wynosi ok. 60k/m-c czyli 720k/rok. Niecała 1/3 zarobków Marka Jakubiaka.
Wnioski wydają się proste. Jak każdy przedstawiciel „kultury zapierdolu”, poseł Jakubiak manipuluje danymi, kręci i zwyczajnie kłamie. Przedstawia własny sukces od podoficera do właściciela browaru jako naturalną ścieżkę, którą każdy mógł przejść, gdyby wystarczająco dużo pracował. Do tego gardzi zwykłymi ludźmi. Wielokrotnie wykazano, że zależność „dochód/ilość pracy” nie istnieje. Sam jestem tego najlepszym dowodem. Kapitał przynosi dochód niezależnie od pracy i zgromadzenie odpowiedniej ilości dobrze zainwestowanej kasy, wyłącza nas z wyścigu szczurów. Nawet jeśli przejazdy autem, finansujemy z własnej kieszeni, a nie domagamy się ich od podatników.