Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Trzy kłamstwa o świecie, w którą wierzy klasa średnia. – Oszczędny Milioner

Trzy kłamstwa o świecie, w którą wierzy klasa średnia.

W zeszłym roku, wymieniliśmy z Bartkiem kilka komentarzy dotyczących sytuacji klasy średniej. Dzisiaj czas na powrót do tamtych rozważań.

Zaczynamy od mitów, kłamstw o świecie, w które wierzy klasa średnia. Są nimi: państwo opiekuńcze, lojalność pracodawców, ciężka praca się opłaca. Przeanalizujmy je po kolei.

Kłamstwo państwa opiekuńczego bazuje na dwóch filarach: składkach (zdrowotnej, emerytalnej, rentowej) – stanowiących ekwiwalent możliwych do uzyskania świadczeń oraz przekonania, że państwo pomaga swoim obywatelom w trudnych sytuacjach. Nad „pewną i zależną od składek emeryturą” znęcałem się wiele razy. Odsyłam do tych wpisów. Ale na tym się nie kończy. Każdy z nas płaci składkę rentową. Pomimo tego – pomijając przypadki skrajne (brak możliwości chodzenia, albo nawet kuśtykania) – nie masz szans na rentę. Nie dostaniesz jej po nowotworze, z uciętą nogą, amputowaną ręką, bez jednego płuca lub nerki, z ciężką astmą, nadciśnieniem 200/120, dwubiegunową, ze stentami, by-passami itd. W zasadzie nigdy, o ile nie jesteś osobą przykutą do łóżka. A w najlepszym razie dostaniesz po 10 -letniej walce w sądzie, gdy już prawie umrzesz z głodu (w końcu ile osób jest w stanie wyżyć bez pensji przez dekadę). Pieniądze płacone na rentę to dla 99,9% sumy wyrzucone w błoto. Teraz kłamstwo „leczenie za składkę zdrowotną”. Dla pracujących w stanie nienagłym – prawie niemożliwe. O ile nie masz czasu na wysiadywanie w poczekalni, pędzenie w odpowiednim momencie (1 dzień w roku), żeby zapisać się na zabieg za 8 miesięcy – nie dostaniesz nic, chyba że karetka przywiezie Cię na SOR. Krótko mówiąc- płacisz lub umierasz. Im więcej pracujesz, tym mniejsze masz szanse na darmową służbę zdrowia, bo ta jest dla bezrobotnych, MOPS-iarzy i emerytów. Płacąc przez wiele lat trzykrotną składkę zdrowotną, trzy swoje choroby przewlekłe leczyłem prywatnie, wydając grubą kasę, bo system proponował mi wizytę za pół roku, a rezonans za kwartał, w sytuacji gdy leżałem złamany atakiem rwy kulszowej. Mogłem iść na L4, wyleżeć, ale nie o to chyba chodzi w leczeniu. I tu dochodzimy do sedna – jedyna składka, z której skorzystasz to chorobowe. Klasa niższa na zwolnieniu maluje mieszkania, dorabia, a klasa średnia pomstuje na wyłudzaczy. Stąd warto zmienić paradygmat i przestać płacić wszystkie. Albo drastycznie je obniżać.

A państwo Ci pomoże? Nie żartuj. Coraz więcej systemów (edukacja, sądownictwo, opieka zdrowotna) leży i dogorywa. Jest na tak niskim poziomie, że na granicy przydatności. Klasa średnia za każdy z nich płaci, czeka (głównie sądy i leczenie) i nigdy się nie doczeka. Jaki sens ma procesowanie się z nieuczciwym łobuzem, którego wyrzucenie z Twojego mieszkania trwa 5 lat? Owszem państwo weźmie Twoje podatki, a nawet opłatę od pozwu, ale niepłacący lokator nadal może mieszkać, dewastować, a Ty zapewniaj mu za darmo prąd, wodę, odbiór ścieków i śmieci przez 60 miesięcy. Chcesz żeby dziecko nauczyło się języka obcego? To płać za korepetycje. Żeby dostało się na medycynę? Podobnie.

Kłamstwo lojalności pracodawców. Wiele firm (ale i szefów tzw. budżetówki) publicznie deklaruje „pracownicy to nasz najcenniejszy zasób”, „nasza firma jest jak rodzina” albo „oferujemy atrakcyjne wynagrodzenie i przejrzysty system premiowania”, a potem okazuje się, że całe oddziały przenoszone są do Rumunii albo Azji, a setki pracowników (także w IT) wyrzucane na bruk za wypłatą 6 miesięcznej odprawy. I radź sobie sam. Poza tym, zjawisko mobbingu, nękania, pokazuje, czego nie powiedziano, że wprawdzie firma jest jak rodzina, ale patologiczna. Do Polski, przedarło się także zjawisko gigantycznych kominów płacowych. I tak CEO może zarabiać 5 mln zł/rok, a trzymać grupę pracowników na pensji minimalnej. Lekarz dostaje 2,5 mln/rok, a w tym samym czasie szpital salowe wypchnął na śmieciówki do prywatnego podmiotu, a kucharki zwolnił, bo „trzeba optymalizować koszty” i taniej wychodzi catering, który widzimy później w internecie. Sam obserwowałem zwolnienie pracownicy z 40-letnim stażem i zaawansowanym nowotworem, zastąpienie pracownika firmą, czy zwolnienie jednej osoby i nieformalne (za pomocą polecenia pracodawcy) rozdzielenie jej zadań na 3 pozostałe, bez żadnej, choćby symbolicznej podwyżki, a po pół roku atakowanie ich, że nie zrobiły czegoś na czas. W tym samym okresie firma zatrudniła 3 dodatkowych menedżerów, którzy smętnie snują się po korytarzach.

Ten medal ma też drugą stronę, o czym pracodawcy wydają się zapominać. Otóż, tak jak ruch socjalistyczny nie wziął się z próżni, tak „agresywna optymalizacja kosztowa” ma swoją cenę. Jak podała kiedyś firma Conperio, średnia zwolnień lekarskich wynosi w firmach z nią współpracujących prawie 27 dni/rok. Co to oznacza? Prawie 1 miesiąc spędzony „na wolnym”, a jeżeli powiemy o zwolnieniach krótkich (bez weekendów), spinających święta – nawet półtora miesiąca. Akcja rodzi reakcję. Nielojalny pracodawca ma nielojalnych pracowników i często jeszcze bezsensownie dziwi się, publicznie na nich narzekając. Inni (zwłaszcza w zawodach najgorzej wynagradzanych, albo zatrudnieni na czarno) z dnia na dzień porzucają pracę. A w biurach na porządku dziennym jest drastyczne obijanie się. Pracodawca zwalnia kobiety zaraz po wychowawczym, więc dziewczyny idą na 100% płatne ciążowe od 1-go tygodnia od dwóch kresek na teście. Efekt? Całkowity zanik stosunków, znanych z amerykańskich filmów z lat 50-tych – my Wam dajemy stałą pracę i pensję (co dla pokolenia po Wielkim Kryzysie) miało ogromną wartość, Wy szczycicie się, że przez 40 lat nie wzięliście ani dnia chorobowego. Sam znałem jeszcze takich pracowników – ostatni odszedł na emeryturę 5 lat temu (a wcześniej system rentowy walczył z nim 6 lat, po wypadku). Następców nie widać – stąd standard 30 dni. I biorąc pod uwagę działania pracodawców, oceniam takie zachowania jako logiczną konsekwencję decyzji firm o zaprzestaniu polityki lojalności. Co więcej, znam przedsiębiorców, którzy na czas luzu posezonowego biorą miesiąc L4, robiąc sobie dodatkowe „wakacje składkowe”.

Kłamstwo opłacalności ciężkiej pracy. Od lat powtarzam na blogu – pracuj mądrze, a nie ciężko. Skoro mogę zarobić sumę x, pracując na swoim 60 godzin miesięcznie, po co mi zatrudnienie na 170? Skoro jako „niepracująca szlachta” kobieta z 4-ką dzieci dostanie 7000 zł z MOPS i emeryturę 1700 zł, po co ma chodzić do pracy za najniższą krajową (3700 zł) i emeryturę 1700 zł? Skoro jak przepychacz kanalizacji mogę zarobić miesięcznie 8000 zł miesięcznie w 7 dni, po co mi chodzić do biura na 15? Skoro kolega z sąsiedniego pokoju leń i obibok (20 dokumentów miesięcznie), zarabia tyle samo co pracowita koleżanka (200 dokumentów), tylko dlatego że jest kumplem szefa, jaki sens ma ciężka praca? Po co poświęcać na studia podyplomowe 20 k zł i 2 lata, skoro dostanie się za nie „hojne 100 zł podwyżki”? Takie pytania można mnożyć. Generalnie, ciężka praca ma sens, tylko wtedy, gdy gwarantuje wyższe wynagrodzenie – nigdy dla samej idei.

Dodać należy, że zarówno całkowite lenistwo jak i harówka zużywają nas. Pisałem o tym już kiedyś. O czym codziennie się przekonujemy, opłaca się być 39-letnią emerytką z 15-letnim stażem pracy i 4000 zł świadczenia, a nie pracującym na taśmie do 67 r.ż mężczyzną, któremu system za 20 lat zaproponuje emeryturę minimalną (1700 zł). Lepiej prowadzić „1 ha gospodarstwo” i płacić 250 zł składki KRUS, a dorabiać dorywczo na czarno przez 10 dni w miesiącu niż łupać w przetwórni owoców od rana do wieczora. System da takie same „starcze renty”, a i zarobimy podobnie za połowę mniej starań.

Dlatego biada temu, kto z klasy średniej uwierzył w trzy kłamstwa opisane w dzisiejszym poście. Klasa niższa już to zrozumiała.

4 komentarze do “Trzy kłamstwa o świecie, w którą wierzy klasa średnia.”

  1. Najciekawsze, że w te ” prawdy” wierzy tylko spora część klasy średniej. Jak napisałeś- ” niższa klasa” ale też ” wyższa” – zupełnie z innej pozycji i z innych powodów- zasadniczo nie wierzy. Co doprowadza swoją drogą do ciekawych przemyśleń socjologicznych, ale to nie miejsce na nie.

    1. Klasa wyższa nie wierzy, bo ani państwowe świadczenia, ani pewna ani lekka praca jej nie interesują. Klasa niższa – ponieważ dawno już sparzyła się na każdej z tych „prawd”. W końcu w klasie niższej furorę robi filmik pod tytułem „Regulamin pracy”, który zaczyna się od słów „Przełożonych się nie lękaj, mało rób, a dużo stękaj”.

  2. Jest jeszcze takie takie hasło „praca uszlachetnia”Zwłaszcza ciężka ;)Czy aby na pewno????Kto w to jeszcze wierzy?Dla mnie propaganda.

    1. W tym przysłowiu, które ma długą historię, można jeszcze doszukać się zwrócenia uwagi na przeciwieństwo (praca i lenistwo). I wtedy może faktycznie lepiej coś robić (niekoniecznie zarobkowo), niż leżeć na kanapie. Próba (często skuteczna) zrównania „pracy” z „pracą zawodową” to już zasługa współczesnej propagandy. W domyśle, nie idziesz do biura, sklepu etc. jesteś nieprzydatnym (gorszej kategorii) członkiem społeczeństwa, nawet jeżeli prowadzisz dom, opiekujesz się starszymi członkami rodziny czy bierzesz udział w wolontariackim projekcie. Klasie wyższej (jak napisał pewien mądry norwesko-amerykański ekonomista „klasie próżniaczej”) potrzebę są miliardy wyrobników, aby pracować na nią „za miskę ryżu” i płacą, żeby do tego przekonać pozostałych. Wszystko, co mieści się na lewo od Matczaka, Muska czy Balcerowicza (w tym ostatnim przypadku, członka PZPR, czyż to nie ironia), nazywają lewactwem. I wielu kupuje tę propagandę.
      I osobisty wątek. Wczoraj miałem z większą grupą kobiet rozmowę na temat faktu, że moja żona raczej nie wróci już do biura, tylko będzie właśnie „prowadzić dom”. Większość rozmówców i rozmówczyń uważała „jako to, jeszcze 9 lat do emerytury, trzeba pracować” lub diaboliczne „przecież dostanie jakieś grosze” lub częste „co zrobi, gdy postanowisz ją zostawić”, część nawet po przedstawieniu wyliczeń (pojawią się na blogu) uważała decyzję o rozstaniu się z rynkiem pracy za błąd. Mają tak przeorany propagandą umysł, że coś co 70 lat temu wydawało się oczywiste (kobieta nie pracuje, mąż zarabia na rodzinę), potraktowały jako szkodliwą aberrację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *