Ostatnie 10 lat to pojawienie się nowego zjawiska – pętli długów osób starszych. Winę ponosi przede wszystkim państwo, które kwestii tej nie uregulowało należycie, sądy stające po stronie banksterki, w sprawach wydawałoby się ewidentnych, rodzina wyciskająca z babci ostatnie soki. Jak to wygląda w praktyce? Czytaj dalej Długi starszego pokolenia.
Autor: Oszczędny Milioner
Dobry i zły kredyt.
Stare przysłowie mówi: „Kredytu banki najchętniej udzielą tym, którzy go nie potrzebują”. Co ono oznacza? Że samo posiadanie zdolności kredytowej to jedno, a rzeczywiste potrzeby to drugie. Czy faktycznie tak jest?
W pewnych kręgach za wyznacznik prawdziwej dorosłości uchodzi kredyt hipoteczny, a sama zdolność kredytowa, to już coś. W erze niepewnych, niestabilnych umów śmieciowych, stała praca daje dostęp do kredytu. Nareszcie można kupować rzeczy, nie posiadając na nie pieniędzy? Czy to dobrze, czy to źle? To zależy. Od czego?
Od tego czy mamy do czynienia z długiem dobrym czy złym. Czym one się różnią? Zły kredyt wciąga nas głębiej w zależność finansową, powiększa wydatki, a nie dochody, przeznaczany jest na rzeczy tracące na wartości albo wręcz na bieżącą konsumpcję. Dodatkowo najczęściej ma najwyższe oprocentowanie. Takich zobowiązań trzeba unikać. Są nimi m.in.: kredyt na wakacje, urządzenie świąt itp, pożyczki chwilówki, kredyt na auto (o ile nie używamy go do osiągania proporcjonalnych do wydatku przychodów), na remont mieszkania, zwykłe pożyczki konsumpcyjne na dowolny cel itp. Do tej listy dodałbym jeszcze pożyczkę na zakup akcji lub pochodnych – wysokie ryzyko inwestycji często prowadzi do tego, że mimo strat musimy płacić raty. A kredyt dobry? To ten, którzy zwiększa nasze dochody, pozwala zastąpić porównywalny wydatek na najem rzeczy, ale i gromadzić majątek. A zatem zaliczymy do niego: kredyty hipoteczne (na zakup nieruchomości przynoszącej dochody wyższe niż rata odsetkowa lub własnego lokum przy założeniu rata+opłaty za korzystanie niższej niż czynsz najmu), kredyty inwestycyjne w firmie (o ile przeznaczone są na tzw. pewny interes i zysk pokrywa z naddatkiem ratę kredytu). Jak widzicie lista dobrych długów jest znacznie krótsza niż złych. Dlatego opublikowałem cykl – jak szybciej spłacić kredyty. Ponieważ trzeba się ich pozbyć i … nie zaciągać nowych.
Nadpłata kredytu hipotecznego. Wyniki obliczeń.
W ostatnim wpisie zamieściłem kilka refleksji na temat nadpłaty kredytu hipotecznego. Teraz czas na twarde dane. Przygotowałem kilka wersji dotyczących kredytu wziętego na 30 lat, w kwocie 100.000 zł (łatwiej dokonywać przeliczenia), z oprocentowaniem 4,5%, wziętego w ubiegłym roku (czyli spłacono już 12 rat). Czytaj dalej Nadpłata kredytu hipotecznego. Wyniki obliczeń.
Nadpłata kredytu hipotecznego. Czy warto?
Kredyt hipoteczny to najlepszy z kredytów: jest najniżej oprocentowany i został wzięty na dobro o w zasadzie rosnącej wartości (nieruchomość). Czytaj dalej Nadpłata kredytu hipotecznego. Czy warto?
Spłata długów. Porównanie obu metod.
Jak pamiętacie w obu wcześniejszych wpisach opisałem dwie metody spłat długów: metodę „najpierw najwyżej oprocentowane” i „kulę śniegową”. Zobaczmy ile możemy zyskać spłacając dług przed terminem. Czytaj dalej Spłata długów. Porównanie obu metod.
Jak spłacić swoje długi. Metoda „kuli śniegowej”.
O spłacie długu sposobem „kuli śniegowej” wymyślonym przez Dave’a Ramsey’a wylano już morze atramentu. Ma ona jedną istotną zaletę, działa szczególnie motywująco na początku, kiedy walka nie weszła nam jeszcze w krew. Najpierw, podobnie jak wybierając metodę „najpierw najwyżej oprocentowane”, trzeba stworzyć listę zobowiązań. Czytaj dalej Jak spłacić swoje długi. Metoda „kuli śniegowej”.
Jak spłacić swoje długi? Najpierw najwyżej oprocentowane.
Ta metoda wyboru zobowiązań do nadpłacania jest banalnie prosta (oczywiście chodzi o sekwencję działań a nie wykonanie). W pierwszej kolejności wykonujemy spis swoich zobowiązań. To chwila prawdy. Potrzebujemy następujących danych: Czytaj dalej Jak spłacić swoje długi? Najpierw najwyżej oprocentowane.
Podróże małe i duże. Jak Instagram rozpędził przemysł, który niszczy finanse wielu osób.
Dzisiaj będzie o trzech przykładach osób, które dały się złapać na lep poglądu „podróże kształcą”. Ostatnio nieczęsto zgadzam się z Jackiem Walkiewiczem, ale kiedyś powiedział dwa niegłupie zdania – Nieprawda, że podróże kształcą. Podróże kształcą wykształconych. Gdyby zamienić wykształcenie na mądrość (bo nie chodzi o tytuł akademicki lecz wiedzę o życiu), dojdziemy do sedna (aczkolwiek stracimy sens przysłowia). I od tego dzisiaj zaczynam. Instagram przekonał nas, że warto zwiedzać świat. Ba, że jeżeli nie zobaczymy: zachodu słońca na Hawajach, egipskich piramid, nie doświadczymy oceanu w Tajlandii, nie wypijemy drinka z kokosem na Zanzibarze, to de facto nie żyliśmy wcale. I wielu uwierzyło w taką narrację.
No cóż, jeżeli ktoś dał wiarę słowom „podróże to nowe szlachectwo”, życzę mu szczęścia, ale się nie zgadzam. Mniejsza o filozofię (mnie bliżej do Macieja z vloga „To się uuda”, który mówi „Wolność to pójście nad jezioro z wędką w środku tygodnia”), skupmy się na finansach. Jak zwykle będą przykłady.
Przykład 1. Nieźle zarabiająca kobieta. Dochody powyżej przeciętnej (150% średniej swojej społeczności). Co roku 1 gruby wyjazd z biurem podróży i kilka mniejszych. Pomimo niezłych dochodów, minimalny majątek. Niczego się nie dorobiła (a jest moją rówieśniczką), mieszka nadal z rodzicami, nie ma nawet auta (i prawa jazdy). Dlaczego? Żyje na luzie (po singielsku), a wszystkie nadwyżki idą na podróże. Zwiedziła cały świat. Natomiast finanse – level zero. Jakakolwiek poważniejsza choroba, utrata pracy i spada z planszy po 3-6 miesiącach. Teraz, póki żyją (85+) jakoś pomogą rodzice, za 5 lat, w jej wieku przedemerytalnym może nie być szans.
Przykład 2. Ponownie 50-latka. Kolejna singielka. Cały, niemały dochód (pensja ok. 14k/m-c) , przeznacza na ratę kredytu (póki rodzice żyli, mieszkała z nimi), utrzymanie samochodu, ubrania i podróże. No właśnie, podróże. Za 10 lat emerytura. Ponieważ mamy do czynienia z kobietą po studiach, bez kapitału początkowego – czeka ją spadek z 14k/m-c do 6k. Nawet jeśli spłaci ratę, cóż zostanie? Niewiele. Podróże zabrały jej szansę na dostatnią starość (i spowodowały, że spieniężyła cały wart ok. 700k spadek).
Przykład 3. Trzech kumpli – singli. Jeżdżą po całym świecie. Jeżdżą, to mało powiedziane, oni prawie nie bywają w domu. Akurat mogą, bo każdy prowadzi własną firmę. Natomiast poziom wydatków wakacyjnych wynosi ich 30k/m-c. Żaden nie ma oszczędności na emeryturę, nawet funduszu awaryjnego.
I wracamy do podstaw. Tezy Joe Domingueza o pracy jako reduktorze energii życiowej. Czy warto poświęcić 50% budżetu (energii życiowej przeznaczonej na pracę), żeby podładować akumulatory o 20% dziś, a zredukować szanse na spokojną starość do 0? Chyba to kiepski rachunek. Niezależnie od tego, że piątkę opisanych singli podróże faktycznie kształcą. Nie siedzą bezmyślnie przy hotelowym basenie, tylko uczą się czegoś nowego. Niemniej jednak, bilans nadal wychodzi na minus. Instagram o tym nie powie.
Jak spłacić swoje długi? Zarys metod.
Dzisiaj proponuję porady dla osób, które zmagają się ze sporym zadłużeniem. No dobrze, ale co to jest spore zadłużenie? Dla każdego próg będzie inny. Ja widzę dwie metody oceny, czy przekroczyliśmy pożyczkowy Rubikon. Pierwsza, opiera się na psychologii. Jeżeli spłata rat robi się dla nas uciążliwa, to pożyczyliśmy za dużo. Drugi sposób, to czysta matematyka. Zakredytowany jest ten, który spłaca raty przekraczające 1/3 jego dochodu. Ocena uciążliwości jest nawet bardziej konserwatywna (ja czułem się źle nawet z ratą wynoszącą 7% miesięcznych przychodów rodziny).
Rozsądny człowiek, jeśli w bucie uwiera go kamień, przystaje na chwilę, aby go wyrzucić. Z kredytem sprawa nie będzie taka prosta. Wyrwanie się z długów (zwłaszcza jeśli mamy ich więcej) to proces obliczony często na lata. Warto jednak podjąć próbę. Generalnie potrzebne są plan i konsekwentna jego realizacja. Plany proponuję oprzeć na jednej z metod (o których napiszę szerzej w kolejnych tygodniach): kuli śniegowej albo spłaty najpierw najwyżej oprocentowanych zobowiązań. Każdej z nich poświęcę odrębne wpisy.
Strategia podatkowa a wartość netto. Część II.
Dzisiaj obiecana druga część uwag dotyczących strategii podatkowej. Czytaj dalej Strategia podatkowa a wartość netto. Część II.