Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędny Milioner – Strona 139 – Oszczędny Milioner

Kaizen milionera. Część III.

Dzisiaj kolejne dwie zasady kaizen, przystosowane do warunków oszczędnego milionera.

Odrzucaj ustalony stan rzeczy.

Nie musisz godzić się na to co jest. Na przeciętność, bylejakość, słabość. Powiem więcej – absolutnie nie powinieneś. To, że wszyscy w pracy biorą kredyt na wakacje spłacany potem cały rok to norma, ale Ty możesz być inny. Bądź inny. Wielu lekceważy swoje obowiązki, niech Ciebie to nie dotyczy. Jeśli czerpiesz wzorce to od lepszych, nigdy od gorszych. Rób tak w każdym obszarze, a odniesiesz sukces. Odnoś tę zasadę do życia rodzinnego, pracy, i oczywiście do budowania zamożności. Jak to wygląda w praktyce?

Nikt z nas nie rodzi się oszczędnym. Prawie nikt z nas w pierwszej pracy (pierwszym roku działalności gospodarczej)  nie zarabia kokosów. Nikt nie jest inwestorem od kołyski (chociaż oczywiście niektórzy mają większe predyspozycje). Wykształcenie w sobie tych cech to efekt pracy, ciężkiej pracy, krok po kroku. Tu bardzo rzadko są drogi na skróty.  Zacznij od tego, że przestajesz być zadowolony ze swojej sytuacji w każdym z trzech obszarów trójkąta zamożności (chyba, że masz akurat powody do dumy). W konsekwencji podejmujesz decyzję – trzeba coś zmieniać. Tego czegoś musisz się dowiedzieć. Zaczynasz zbierać wiedzę. Wprowadzasz drobne usprawnienia. W efekcie po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach docierasz do celu. Jesteś milionerem.

Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.

Jak najłatwiej zniszczyć szansę na realizację dobrego pomysłu? Powiedzieć sobie – tego nie da się zrobić, a następnie szukając wymówek, dlaczego tak jest. Takie samousprawiedliwianie do niczego nie prowadzi, nic nie zmienia na lepsze w Twojej sytuacji. Stojąc w miejscu, cofasz się. Jedna z najpopularniejszych zasad motywacyjnych brzmi: Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu. Bądź tym, który szuka sposobu. Zawsze jest jakiś sposób. Znam wiele takich przypadków wśród zwykłych ludzi. Nie wszyscy są milionerami, nie wszyscy nawet chcą nimi być, ale wszyscy osiągnęli niesamowity postęp w stosunku do swojej sytuacji sprzed 10-20 lat. Jak to się stało? Szukali sposobu, zamiast wymówek. Kombinowali. Próbowali. Podchodzili raz z lewej, raz z prawej. Mylili się, popełniali błędy, to przecież część ich nauki. Wyciągali wnioski, poprawiali i znów stawali do walki. Każdego dnia.

Wyobraź sobie taką sytuację. Ja nie muszę – wiem, że jest prawdziwa. Młody chłopak. Mieszka na wsi. Do najbliższego miasta akademickiego 70 km. Najpierw 10 km na piechotę, potem 60 km autobusem. Szkołę skończył z przeciętnymi wynikami. Marzy o tym, aby pewnego dnia zostać radcą prawnym lub adwokatem. Uczy się. Dostaje się na prawo. Wielu kolegów ma rodziców: sędziów, notariuszy, adwokatów, radców prawnych, prokuratorów, wykładowców akademickich, u niego w domu nikt nie skończył żadnej szkoły, ojciec od wielu lat pije. Jakie ma szanse? Wydaje się, że bliskie zeru. Ale stale pielęgnuje swoje marzenia. Nie dostaje się na aplikację raz, drugi. Otrzymuje propozycję wsparcia swoich starań w nieuczciwy sposób. Odrzuca ją. W końcu zmieniają przepisy. Dzieciom z nieprawniczych rodzin łatwiej zdać egzamin. Dostaje się na aplikację, ale nie ma członka rodziny, prowadzącego za rękę. Jest mu trudno. Powtarza jeden rok. Kończy. Przystępuje do egzaminu końcowego. Porażka. Za drugim razem jest lepiej. Spełnia swoje marzenie. Teraz stawia sobie cel ambitniejszy, chce być bardzo dobry w tym co robi. Konsekwentnie do niego dąży. Teraz przemyśl to jeszcze raz. Jakie były szanse na powodzenie?  Bliskie zeru. Ile osób w jego sytuacji dokonuje tego samego? Prawie nikt. Co zatem wyróżnia, tego mecenasa spośród innych? Determinacja. Dążenie do celu. Szukanie sposobu.

Mówię Ci. Da się zdobyć milion od zera. Nie trzeba go ukraść. Jeśli będziesz miał determinację i szczęście zajmie to kilka lat. Jeśli tylko determinację, wtedy pewnie 20 może 30. Nie szukaj wymówek. Nie myśl, że wszyscy tak robią, Nie bądź taki jak wszyscy.

Wymówki w oszczędzaniu są proste. Słyszałeś je wielokrotnie. Za mało zarabiam. Nie mam z czego oszczędzać. Oszczędzać mogą bogaci. Muszę kupić to, albo tamto. Człowiekowi z moją pozycją nie wypada jeździć używanym samochodem. Najnowszy smartfon jest po prostu najlepszy. Chcę pożyć naprawdę, a nie wegetować. Przecież zasługuję na wakacje all inclusive dwa razy do roku. W moim środowisku wszyscy biorą kredyty – ja też muszę. Nie da się kupić mieszkania bez kredytu.  To tylko kilka wymówek-nieprawd. Nie daj się im. Szukaj sposobu żeby oszczędzać. Znaleźć tańszy zamiennik. Kupić używany samochód „dla osób z Twoją pozycją”. Zastąpić najnowszego smartfona, wersją prawie o połowę tańszą (ubiegłoroczny flagowiec). Spełniać marzenia o podróżach tanim kosztem (np. zacznij od moich wpisów o tanich lotach). Staraj się zebrać gotówkę, aby nie korzystać z kredytu.  Rozumiesz ideę?

Podobnie będzie z zarabianiem. Klasyka to trzy pseudomądrości. W moim zawodzie nie da się  dorobić. Nie mam czasu na dodatkową pracę/działalność zarobkową? Nie ma dobrej pracy dla człowieka z moim wykształceniem. To zmień zawód. Lepiej zarządzaj czasem. Uzupełnij wykształcenie.

A inwestowanie? Nie mam wiedzy. Nie potrafię. Nigdy tego nie robiłem. Nie mam kapitału. Znane? Znane. To zacznij z małym kapitałem, wtedy nieuchronne porażki mniej bolą. Nie masz wiedzy, to dokształcaj się. Warren Buffet też nie urodził się inwestorem (chociaż umówmy się, raczej Ty i ja mu nie dorównamy). Idź krok po kroku. Wykorzystuj swoje szansy. Kilka z nich, może przenieść Cię do miliona w krótkim czasie.

Na koniec o wymówce braku czasu. Tutaj podam swój własny przykład. Od 7 do 16 pracuję zawodowo. Po godzinach prowadzę własną działalność (średnio dwie godziny dziennie + częste urlopy). Mam dużą rodzinę, co oznacza dowożenie, przywożenie, zebrania, zabawy, naukę itp. Dodatkowo jestem właścicielem starego domu na wsi z prawie półhektarową działką (ogród, sad, warzywnik), na którym spędzam weekendy. Gdzie tu miejsce na aktywność fizyczną i bloga? Proste. Od 4 do 6 rano. Da się? Da się. Właśnie tak.  Próbowałem pisać popołudniami. Nie zdało to egzaminu. Szukałem sposobu. Znalazłem.

 

Kaizen milionera. Część I.

Jakiś czas temu trafiłem na kapitalną książkę  dostępną między innymi tu

http://onepress.pl/ksiazki/filozofia-kaizen-jak-maly-krok-moze-zmienic-twoje-zycie-robert-maurer,filokv.htm

i postanowiłem szerzej rozpoznać temat.  Po analizie, przekonałem się, że zgadzam się z większością twierdzeń autora i teoretyków metody KAIZEN, co więcej stosowałem ją już wcześniej, nawet o tym nie wiedząc. Zdopingowany przez wiernego czytelnika bloga dziele się swoją wiedzą i zdradzam możliwości praktycznego wykorzystania.

Filozofia kaizen (stałej zmiany na lepsze) opiera się na 10 zasadach. Brzmią one tak:

  1. Problemy stwarzają możliwości.
  2. Pytaj 5 razy „Dlaczego?”
  3. Bierz pomysły od wszystkich.
  4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.
  5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
  6. Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.
  7. Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
  8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
  9. Pomyłki koryguj na bieżąco.
  10. Ulepszanie nie ma końca.

Te krótkie hasła postaram się rozwinąć w kilku wpisach.

Problemy stwarzają możliwości

Tylko jeśli wiesz, że masz problem, możesz coś udoskonalać. Odnieśmy to do pieniędzy. Zamożność opiera się na opisywanym przeze mnie na blogu trójkącie: zarabianie, oszczędzanie, inwestowanie (pomnażanie). Jeśli nie jesteś milionerem, przyczyn tego stanu rzeczy można upatrywać w następujących przyczynach: wiek (bardzo młode osoby mają znacznie mniejsze szanse posiadania sporego majątku, zazwyczaj niewiele w swoim życiu zarobiły), zbyt małe dochody (problemem tkwi w zarabianiu), ledwo pokrywające wydatki (pensja minimalna nie daje wielu szans na wzbogacenie się), zbyt duże wydatki (problem w oszczędzaniu), dotykający wielu dobrze zarabiających osób, brak inwestycji lub ich nieefektywne prowadzenie. Problem rodzi możliwości. Warto szukać rozwiązań, wyrwać się z błędnego koła dotychczasowych niepowodzeń. Ktoś, kto mało zarabia, musi próbować znaleźć dodatkowe źródło dochodów. Mający problem z oszczędzaniem, drastycznie ograniczyć wydatki. Słaby inwestor, znaleźć przyczynę np. awersja do ryzyka, brak wiedzy, kłopoty psychologiczne.  Młody ma z kolei wiele lat na zmianę obecnego stanu rzeczy.

Istotą Kaizen jest stopniowa zmiana. Trzeba dać sobie czas. Wprowadzać ulepszenia stopniowo. Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że jesteś kiepski w oszczędzaniu, tak jak jeden z moich znajomych. Zarabia znacznie powyżej średniej (kilkaset tysięcy złotych rocznie), jednak jeszcze więcej wydaje, posiłkując się kredytem. Nie gromadzi żadnych oszczędności. Uwielbia drogie ciuchy, markowe gadżety. Czy to jest problem?  Z punktu widzenia finansowego, na pewno. Czy potrafi to zmienić z dnia na dzień? Z pewnością nie. Co zatem powinien uczynić. Każdego dnia wrzucać jeden banknot (przy jego zarobkach, to nie problem) do słoika, lub stworzyć specjalne konto, na które przeleje ustaloną kwotę (w jego przypadku np. sto złotych dziennie). Pieniądze te muszą być automatycznie przelewane. Powinien także zablokować sobie do nich dostęp (np. tylko w oddziale banku położonego daleko od domu). Rozumiesz o co chodzi? Przekuć słabość w siłę. Znaleźć prosty sposób, na oszukanie swojego ego.

Jeśli słabo zarabiasz drogi do zmiany tej sytuacji są dwie. Dodatkowa praca, biznes na boku – krótko mówiąc więcej zajęć lub podnoszenie kwalifikacji (np. kierowca busa robi uprawnienia na międzynarodowy transport TIR-em), pozwalające zarabiać więcej. Ja prawie od początku (czyli już 16 lat) pracuję na dwóch etatach, od 7 lat prowadzę firmę, w pewnym momencie podniosłem kwalifikację i w ciągu 7 lat  moja pensja wzrosła dwukrotnie.  Tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Trzeba planować. Pokonywać małe odległości, ale robić to codziennie. Proś często nawet o niewielkie podwyżki 100-200 zł. Po 5-10 latach możesz zarabiać znacznie więcej. Staraj się aby prośba miała racjonalne uzasadnienie.

Teraz inwestowanie. Nie zaczynaj od Forex-a. Na czym się znasz? Może potrafisz wykonywać prace remontowe? Skup się na inwestycjach w mieszkania do remontu (inna kwestia to posiadanie kapitału). Może pracujesz w rozwijającej się branży? Wystarczy, że kupisz akcje najlepszej firmy, którą jesteś w stanie ocenić.  Kupuj ziemię rolną, złoto, antyki, sprowadzaj elektronikę z Chin, rób cokolwiek na czym się znasz i stale powiększaj swoje kompetencje.

Zasada „5 Dlaczego”

Pięć pytań „Dlaczego?” pozwala nam dotrzeć do istoty problemu, ujrzeć jego istotę. Jak działa?

Załóżmy, że masz problem z zarabianiem.  Oto jak może wyglądać seria pięciu pytań i odpowiedzi.

P1: Dlaczego mało zarabiam?

O1: Ponieważ mój pracodawca mało mi płaci.

P2: Dlaczego mój pracodawca mało mi płaci?

O2:Ponieważ łatwo może znaleźć 10 osób na moje miejsce.

P3: Dlaczego łatwo może znaleźć 10 osób na moje miejsce?

O3: Ponieważ praca nie wymaga specjalnych kwalifikacji?

P4: Dlaczego wykonuję pracę nie wymagającą kwalifikacji?

O3: Ponieważ nigdy ich nie zdobyłem?

P5: Dlaczego nigdy nie zdobyłem kwalifikacji?

O5: Ponieważ nigdy nie uczyłem się nowych rzeczy.

Efekt. Rozpoznaliśmy cały problem. Wykonywanie prostej pracy, niewymagającej kwalifikacji jest przyczyną pośrednią.  Praprzyczyną jest niechęć do podnoszenia kwalifikacji. Pracuj nad tym, a szybko osiągniesz efekty.

Podobnie sprawa wygląda z oszczędzaniem.

P1: Dlaczego nie posiadam oszczędności?

O1: Ponieważ nie oszczędzam?

P2: Dlaczego nie oszczędzam?

O2: Ponieważ po dokonaniu wszystkich wydatków, nie dysponuję żadnymi nadwyżkami?

P3: Dlaczego nie dysponuję żadnymi nadwyżkami?

O3: Ponieważ dużo wydaję na ubrania, gadżety, elektronikę?

P4: Dlaczego dużo wydaję na ubrania, gadżety, elektronikę?

O4: Ponieważ lubię imponować wyglądem.

P5:  Dlaczego lubię imponować wyglądem?

O5: Ponieważ uważam, że ludzie „jak z obrazka” są bardziej lubiani.

Oczywiście to tylko przykład, ale tu problemem jest chorobliwa potrzeba akceptacji. Praca nad własnymi przekonaniami (zresztą zupełnie nieprawdziwymi), że drogie ciuchy, supertelefon= fajność  wydaje się kluczem do rozwiązania zagadki. Poprzestając na pytaniu 1 i 2 nic nie zrozumiemy.

Teraz inwestowanie.

P1: Dlaczego osiągam tak kiepskie wyniki inwestycyjne?

O2: Ponieważ osiągam stopy zwrotu na poziomie 1 %?

P2: Dlaczego osiągam tak marne stopy zwrotu?

O2: Ponieważ moją główną metodą „inwestowania” są lokaty bankowe?

P3: Dlaczego moją główną metodą „inwestowania” są lokaty bankowe?

O3: Ponieważ boje się ryzyka związanego np. z rynkiem akcji?

P4: Dlaczego boję się ryzyka?

O4:Ponieważ podczas ostatniego krachu na giełdzie wiele straciłem?

P5: Dlaczego tak wiele straciłem?

O5: Ponieważ nie znam, a więc nie stosowałem żadnych zasad zarządzania ryzykiem.

Już rozumiesz? Większość z nas „inwestuje” w lokaty, ponieważ sparzyła się na giełdzie. Przyczyną niepowodzeń był albo brak wiedzy (kupowanie na górce, modne akcje, porada maklera) albo brak zasad zarządzania ryzykiem (wielkość pozycji), albo problemy psychologiczne (niechęć do wyjścia z nietrafionych inwestycji) albo wszystkie te problemy razem wzięte. Aby osiągać lepsze wyniki, nie trzeba być super-hiper nadczłowiekiem, ale tylko konsekwentnie stosować się do pewnych zasad (o których jeszcze napiszę) i stale pogłębiać wiedzę.

 

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła – czyli o mieszkaniu w kamperze

W wielu z nas drzemie duch podróżnika.  Jednak kierat praca-dom-obowiązki-rodzina skutecznie zabija szansę na dłuższe wakacje. U mnie powodem jest charakter prowadzonej działalności gospodarczej (zupełnie jednoosobowa, z nieprzewidzianymi wrzutkami) oraz konieczność prac na dużej działce poza miastem. Jeśli biorę urlop, to na dwa tygodnie, z czego tydzień spędzam na działce, a tydzień na faktycznych wakacjach.

Niemniej jednak zawsze pociągało mnie kamperowanie. Co to jest? To wyjazd na objazdową wycieczkę samochodem kempingowym.

Istnieje forum dla osób spędzających czas w ten sposób:

http://www. camperteam.pl

Najradykalniejsi z nich próbują spędzać tak cały rok. Młodzi zaczynają projekt mieszkania w kamperze, starsi (i doświadczeni) studzą ich zapał. Jednak moim zdaniem taki projekt młodemu lub parze (studentom, młodym-bezdzietnym) może się udać. Czy będzie taniej niż wynajęcie mieszkania(o co zazwyczaj chodzi), to już temat na odrębny wpis. Po kolei obalam,  zgłoszone przez doświadczenie zastrzeżenia.

Nie ma co zrobić ze ściekami i skąd nabrać wody. Student potrafi. Wodę przyniesie bańkami z zaprzyjaźnionej stancji. Ścieki wyleje do ogólnodostępnej toalety lub szamba znajomych mieszkających w domku.

Niewielka powierzchnia. Skoro da się mieszkać w 5 osób w dwuosobowym pokoju w akademiku… Kamper przy takich warunkach to hotel, o ile zasiedlimy go maksymalnie parą.

Ogrzewanie. Z tym będzie największy problem. Wyjścia są dwa. W zimie wyjeżdżać na długo na południe (to dla niepracujących, niestudiujących), lub przynajmniej na jakiś czas (studenci). Drugie rozwiązanie to zimowanie w Polsce. Potrzebny będzie tzw. kamper zimowy i polarne śpiwory.  Zużyty gaz (jak podają na camperteam.pl) będzie kosztował mniej więcej 500 zł. Dalej jest taniej niż wynajęcie kawalerki dla dwojga (i tak drogo tylko przez 3 miesiące w roku).

Koszt kampera. Z tym może być problem. Sprzęt nadający się do użytku to koszt ok. 20 tyś. zł + sporo pracy własnej.

Dlatego, jeśli masz marzenia …. próbuj. Zrób to zanim pojawią się dzieci. Bo wtedy następna szansa przyjdzie na emeryturze.

 

 

 

 

Dlaczego nie jestem minimalistą?

Wielu blogerów oszczędnościowych zachwyca się minimalizmem. Ja nie. Przeczytałem książki Leo Babauty i Dominique Loreau, ale niespecjalnie do mnie przemówiły.  Wprawdzie doceniam pewne aspekty minimalizmu (slow life, cieszenie się chwilą), ale większość propagowanych zasad pasuje raczej do mnichów niż do zwyczajnych, przeciętnych ludzi (a więc do mnie też).

Osobiście uważam, że drogą większości może być „złoty środek”, nie rozrzutność, konsumpcjonizm, ale też nie zupełne zanegowanie dóbr doczesnych.  Niektóre pomysły na życie minimalistów są, no cóż, kompletnie nieżyciowe, nieprzydatne dla większości z nas. Oto dwa sztandarowe przykłady:

Rezygnacja z samochodu

Pisałem już o tym na blogu. Po pierwsze, jestem fanem motoryzacji. Po drugie, ojcem rodziny.  Życie bez auta w obecnym świecie, z dziećmi, wakacjami, bagażami, psem to mrzonka.  No dobrze, taka opcja hard dla singla lub bezdzietnej pary.

Posiadanie mniej niż x (np. 100 przedmiotów)

Lubię oszczędność. Lubię proste formy. Nie cierpię zagraconych pomieszczeń, ale posiadanie 100 przedmiotów  to dla mnie absurd.  Przecież nie każdy żyje tak samo. Wielu z nas ma swoje potrzeby, hobby.  Reguły życia społecznego wymagają od nas spełnienia pewnych ról, przestrzegania form. Jestem mężem, ojcem, synem, blogerem, ogrodnikiem, kolarzem, biegaczem, pracownikiem, przedsiębiorcą. W każdej sytuacji muszę mieć inny „uniform” zestaw cech i, jakby to powiedział mój syn „skilli”.  Osobie jednowątkowej może uda  się zmniejszyć liczbę przedmiotów do 200-300, ale mnie z pewnością nie. Przykład? Biegam. Muszę mieć odpowiednie buty, koszulkę i spodenki, bluzę na chłodne dni, długie sportowe spodnie, opaskę do pulsometru, czapkę, 3 pary skarpetek, rękawiczki. Już ten zestaw to 11 przedmiotów. Jazda na na rowerze to:  rower, zestaw kluczy (przyjmijmy, że to jeden przedmiot), pompka, bidon, buty, spodnie z „pampersem”, koszulka, bluza, spodnie,  skarpetki (wykorzystam biegowe), rękawiczki. Kolejne 11 przedmiotów.  Poza tym, jak liczyć? Komplet naczyń i sztućców dla 6 osób to 48 przedmiotów  czy 1?  Jeśli 48, to czy powinienem zrezygnować z przyjmowania znajomych, czy żywić ich na jednorazówkach? A gdzie rodzina, która wymusza dodatkowe zakupy. Poza tym książki. Mam ich w sumie kilka tysięcy. Wyrzucić? Rozdać? Po co?

Doceniam przy tym, że minimaliści to nie zwykłe sknery, oszczędzające dla widoku zer na koncie, lecz raczej osoby mające swój pomysł na życie. A że zupełnie inny od mojego własnego i niemożliwy do wdrożenie dla przeciętnego Kowalskiego, to już zupełnie inna historia.

Skoro nie stać mnie na wszystko, to na co mogę sobie pozwolić?

Wczoraj wyjaśniałem jak szkodliwy może być mit: stać Cię na wszystko – TERAZ. No dobrze, wielu z Was chciałoby wiedzieć, na co rzeczywiście mogą sobie pozwolić.

Generalna zasada brzmi: skoro masz uzbieraną gotówkę i potrafisz ponieść koszty utrzymania kupowanej rzeczy – stać Cię. Daleki jestem od namawiania do minimalizmu, ascezy itp. Kupuj to, co potrzebne, czego pragniesz i ciesz się tym. I właśnie, skoro kupisz na kredyt, to kiedy przyjdzie spłata rat przestaniesz czerpać przyjemność z tej rzeczy (może poza mieszkaniem).  A teraz szczegóły.

DOM

Dom/mieszkanie  to jedyny zakup usprawiedliwiający kredyt. Dlaczego? Trzeba mieć dach nad głową a utrzymanie wynajętego kosztuje w zasadzie podobnie.  Zatem – nie bierz kredytu większego niż 2-3-krotność rocznego dochodu rodziny. Proste. Nie kupuj domu (nawet jeśli masz gotówkę), którego utrzymanie (koszty bieżące) przekroczy 10 % dochodu rodziny.

SAMOCHÓD

Tutaj już głównie gotówka. Górną granicą rozsądku jest 10-krotność miesięcznych dochodów rodziny. Jeszcze istotniejsze niż w przypadku domu będą koszty utrzymania. Np. jeśli otrzymałeś pokaźny spadek (lub osiągnąłeś inny dochód z założenia jednorazowy), pamiętaj gotówka to nie wszystko. Zakup nowego sportowego wozu może Cię zruinować w przyszłości. Jak? Kosztami eksploatacji. Ubezpieczenie, przegląd, naprawy kosztują nagle nie 1000 zł rocznie (co da się zrobić w przypadku używanego Fiata Pandy), ale 20.000 zł.  Takie auto więcej też pali (koszt paliwa np. wzrasta 3-krotnie). Zrezygnuj z takiego zakupu, jeśli nie chcesz oszczędzać na wszystkim.

WYPOSAŻENIE DOMU

Meble, dywany, sprzęt RTV i AGD powinny pozostawać w granicach Twoich możliwości finansowych. Jeśli, aby je kupić korzystasz z kredytu, nie są. Jeżeli przekraczają łącznie 15% wartości domu/mieszkania, wyliczonej jak powyżej, znowu zbytnio zaszalałeś. W przypadku typowej rodziny – 15% wartości mieszkania  to 30-45% rocznego dochodu, czyli maksymalnie 30.000 zł.  Rozsądniej zrobisz, mieszcząc się w 2/3 tej sumy.

HOBBY

Każdy z nas ma zainteresowania. Są one mniej lub bardziej kosztowne. Znowu – granica rozsądku przebiega pomiędzy zakupem za gotówkę i na kredyt. Dodatkowo wydawanie więcej niż 10% dochodu na hobby (o ile nie przyniesie ono w przyszłości pieniędzy, a więc jest inwestycją w warsztat pracy lub tezauryzacją dochodu) to przesada. Kupno roweru/wędek za 10 tys. przez kogoś kto zarabia przeciętnie, będzie finansowo nieodpowiedzialne (chociaż oczywiście – zdarza się), nawet jeśli był w stanie zgromadzić gotówkę.

Przestrzegając tych zasad stałem się milionerem. Tobie też się uda.

 

 

Największy mit współczesności

Każdy z nas codziennie bombardowany jest reklamami. Zawierają one podstawowy przekaz, zupełnie niezgodny z naszym doświadczeniem, ale jednak poprzez swoją powszechność przyjmowany – możesz mieć wszystko – TERAZ.

To właśnie największy mit współczesności. Na jego podatnym gruncie powstają pułapki kredytowe i nadmierne zadłużenie wielu rodzin. Dlaczego? Jak to działa?

Włączasz telewizję. Nadają reklamę sklepu sprzedającego elektronikę.  Pokazują wspaniały telewizor 60 calowy. Jego cena – 4200 zł. Nie masz tyle. Ale reklama jeszcze się nie kończy, możesz go mieć już TERAZ – rata tylko 210 zł. Na tyle Cię stać. Zbliża się Wielkanoc. Przyjedzie rodzina. Tylko 210 zł. I kupujesz telewizor.

Otwierasz gazetę. Pomiędzy artykułami reklama samochodu. Kosztuje 50.000 zł.  Nie posiadasz takich oszczędności. Ale pod spodem informacja, nie musisz go kupować, aby cieszyć się nim już TERAZ. Wystarczy miesięczna rata 600 zł +VAT i wyjeżdżasz nowym autem. Tyle przecież masz. Kupujesz samochód.

A potem… Potem samochodu domaga się żona, dzieci chcą konsolę, trzeba zapłacić za wakacje (koniecznie w tropiki), wcześniej zapożyczyłeś się na mieszkanie  itp. itd. W końcu kredyt goni kredyt. Większość dochodów przeznaczasz na spłatę rat. A za co żyjesz? Za to co zostanie, czyli bardzo skromnie. To działa niezależnie od dochodów. Znam osoby zarabiające kilkaset tysięcy rocznie, które nie mogą odłożyć 1/5 rocznego dochodu na zakup auta za gotówkę. I wszystko dlatego, że uwierzyły w mit – stać Cię na wszystko TERAZ.

Niestety, nigdy tak nie było, że każdego natychmiast stać na wszystko. Jestem milionerem. Żeby zmienić samochód – odkładam. Telewizor, laptopa, pralkę itd. zmieniam, gdy się popsują, z odłożonych wcześniej pieniędzy. Konsoli nie kupiłem do dzisiaj. Mój telewizor ma 7 lat (poprzedni odmówił współpracy).  Mam dochód znacznie większy niż przeciętny i nadal nie stać mnie na wszystko. Czy rozpaczam z tego powodu? Nie. Po prostu planuję wydatki z wyprzedzeniem i kupuję to, czego naprawdę chcę i tylko wtedy, gdy mnie stać.

Inwestycja w duże spółki dywidendowe. Zysk za ostatni rok.

Jednym z polecanych powszechnie sposobów inwestowania jest kupowanie spółek regularnie dzielących się zyskiem z akcjonariuszami. Zbliża się sezon ustalania prawa do dywidendy za 2015 r. Jak wyglądał rok ostatni (od marca 2015 do marca 2016)? Dzisiaj analizuję kursy  spółek z indeksu WIG30 wypłacających w 2015 r. najwyższą dywidendę i porównuje ich ceny (zyski lub straty) z indeksem. Z 30 spółek 11 nie wypłaciło dywidendy.  W 7 przypadkach była ona symboliczna (pon. 3% brutto).  Najwyższe dywidendy (procentowo) wypłaciły:

  1. Bank Handlowy – 7,33%.
  2. PZU – 6,98 %.
  3. Energa – 5,63 %.
  4. Orange – 5,49%.
  5. Pekao – 5,43 %.

Indeks WIG30 stracił w ciągu roku 15,83%. Będzie on naszym punktem odniesienia.

Teraz lista osiągnięć 5 spółek z najwyższą dywidendą w 2015 r.

Bank Handlowy wypłacił 7,33% dywidendy Pomimo tego ceny jego akcji spadły o 18,5%. Nawet uwzględniając dywidendę strata wynosiła 11%.

PZU wypłacił  3 zł dywidendy (6,98 %). Nie zapobiegło to spadkom o 17%. Jeżeli dodamy dywidendę strata to okrągłe 10%.

Jednym z liderów była ENERGA, wypłacając 1,44 zł na akcje (ok. 5,7% kursu w chwili wypłaty).  Jednak cena akcji  spadła o ponad 8 zł (prawie 40%). Nawet doliczając do zysku dywidendę spadek wynosił ok. 7 zł  (mniej więcej 30%).

Orange  z 50. groszową dywidendą miał jej współczynnik na poziomie 5,49%. Pomimo tego kurs spadł o 30%. Dywidenda poprawiła ten wynik do 24%.

Ostatnie miejsce w pierwszej piątce miało Pekao. 10 zł dywidendy to 5,43 % kursu, który spadł o 12%. Z dywidendą to tylko 6%.

Wszystkie spółki z najwyższą dywidendą poniosły stratę. Średnia strata to 23 % czyli ok. 50% gorzej niż punkt odniesienia (WIG30).  Nawet wypłacona dywidenda nie pozwoliła podnieść się wyżej niż przeciętna.

Jak widać z powyższego wyliczenia, nie należy kierować się samą wysokością dywidendy. Istotne są inne czynniki, bo np. Eurocash zyskał w tym samym czasie 60% a Orlen 20%.

 

 

 

Ile kosztuje wybór felg 17 calowych zamiast 15 ?

Wiadomo, że im większe felgi, tym ładniej wygląda samochód. Mało kto zastanawia się nad skutkiem finansowym takiego wyboru. Oszczędny milioner musiał zatem to policzyć.

Załóżmy, że kupujesz auto klasy średniej np. Skodę Octavię.  W takim aucie standardowo montowano opony 195/65/15.  Można też było zaszaleć i założyć obręcze 17 calowe z oponą 225/45/17.

Opona Dębica na felgę 15 calową kosztuje 160 zł.  Rozmiar 17 cali już 260 zł.  Każdy komplet opon budżetowych (trzeba je zmieniać co 3-4 lata) będzie więc droższy o 400 zł (w przypadku opon klasy premium o 600 zł).  Do tego dojdzie koszt felg ok. 2500 zł za pierwszym razem.

Średni koszt większych felg (nie licząc zmniejszonego komfortu na gorszych drogach i większego ryzyka uszkodzenia) przez 8 lat eksploatacji samochodu wyniesie minimum 400 zł rocznie (z czego 300 zł felgi i 100 zł opony).

 

 

 

Opiekunka do dziecka, czy matka w domu? Aspekt finansowy.

Morze atramentu wylano chwaląc zalety obu tych rozwiązań, ja jednak skupię się na jednej tylko stronie medalu  – wpływie na finanse rodziny. Opiekunka to ktoś, komu trzeba zapłacić (wyłączamy babcie).

Aby należycie ocenić opłacalność należy znać trzy zmienne:

  • wysokość potencjalnych zarobków matki,
  • koszty opiekunki,
  • dochody poza pensją matki.

Pierwsza zmienna może przybierać różne wartości. Od pensji minimalnej (lub ułamka tej pensji jeśli pracuje na część etatu lub ma umowę cywilnoprawną) do kwot pięcio-, a nawet sześciocyfrowych. Zatem im wyższa pensja matki, tym większy sens płatnej opieki.

Koszt opiekunki zależy zasadniczo od jej kwalifikacji, doświadczenia oraz rynku. Inny jest w Warszawie, a inny w niewielkiej miejscowości z dużym bezrobociem. Przyjmuję pewien przedział od 1000 zł (za 190 godzin w miesiącu w małej miejscowości) ) do 3000 – 4000 w tym samym czasie w Warszawie.

Dochody poza pensja matki mają często znaczenie rozstrzygające. Jeśli wynoszą one kilkanaście tysięcy złotych, to nawet strata średniej krajowej nie będzie tragedią i zaczną być oceniane czynniki pozafinansowe.  Z drugiej strony samotna matka, raczej nie ma wyboru, chyba że skorzysta z pomocy rodziny, pomocy społecznej lub dostaje wysokie alimenty.

Żeby ułatwić decyzję stworzyłem przykładowe modele.

Matka z pensją minimalną, ojciec zarabia niewiele powyżej. Dochód rodziny 2700 netto, 1 dziecko.

W takiej sytuacji sprawa wydaje się prosta.  Najtańsza opiekunka poprosi o 1000 zł, który nawet płacony „pod stołem” prawie zrówna się z pensją matki. Jeżeli dodamy możliwość otrzymania świadczeń państwowych wyłącznie przy pensji męża (dochód na osobę w rodzinie niespełna 500 zł) to do bilansu musimy doliczyć minimum 1000 zł (rodzinne + 500 na dziecko+ dodatek z tytułu opieki nad dzieckiem). I nagle opiekunka zaczyna być droższa, a państwo daje prawie tyle samo co pensja. To paradoks, że najbiedniejsi często spędzają czas z dziećmi. Tam po prostu „nie opłaca się” pracować.

Matka zarabia 2000 zł, ojciec średnią krajową. Dochód rodziny 4700 zł, 2 dzieci.

Tu już sytuacja wydaje się bardziej skomplikowana. Dochody męża nie pozwalają rodzinie „załapać się” na świadczenia rodzinne i dodatki, a tylko na świadczenie wychowawcze (500 na dziecko). Opiekunka weźmie nieco więcej – załóżmy, że ekwiwalent pensji minimalnej 1300 zł. I zaczynamy liczyć. Jeśli matka pójdzie do pracy, to stracą 1800 zł, a zyskają 2000 zł. Różnica jest tak niewielka, że proponowałbym matce zostać w domu.

Matka zarabia średnią krajową, ojciec 2 takie średnie. Dochód rodziny 8100 zł, 2 dzieci.

W takiej rodzinie opiekunka nawet wymagająca oddania połowy pensji matki, może się opłacić (finansowo). Brak bowiem jakiejkolwiek pomocy państwa, a zostaje zawsze druga połowa pensji. Znowu wybór zależy od emocji, chociaż finansowo jest jasny.

Jak widzicie, najbardziej opłaca się nie pracować matce zarabiającej grosze. Wszystkie świadczenia państwowe, jeśli nie pracuje, zrównują się prawie z jej poborami. Dodanie do bilansu opiekunki generuje czystą stratę. A milionerzy? Zazwyczaj zarabiają na tyle dobrze, że nawet strata na 2-3 lata pensji żony nie stanowi większego problemu. Są więc w identycznej sytuacji jak najbiedniejsi.

 

 

 

 

 

Dobre, bo polskie. Milioner kupuje opony samochodowe.

Ile razy muszę zmienić opony samochodowe, w pierwszej kolejności szukam tych, które produkowane są w Polsce, pod polską marką. Dlaczego?

Pierwszy powód to patriotyzm gospodarczy, który niedługo szerzej opiszę na blogu.

Drugą przyczyną są  wyniki w konkurencji cena/jakość. Podam konkretny przykład. Ostatnio kupowałem dwie opony w dość sporym rozmiarze 205/50/17 z wysokim indeksem prędkości (W) i oznaczeniem ZR. Na placu boju były:

  • opony chińskie – w ogromnym wyborze cenowym (150-350 zł), nieznanych firm,  i zapewne różnej jakości,
  • opony środkowoeuropejskie – tutaj ceną królowały Dębice (191 zł)  i Barumy (236 zł),
  • doskonałe opony pod markami własnymi Michelin, Goodyear, Dunlop, Continental – za  400 – 600 zł za sztukę.

Nie jeżdżę agresywnie, nigdy też na granicy przyczepności. Jeżeli Dębice są tańsze np. od Goodyearów,  ale tylko o 20% procent gorsze, dlaczego mam przepłacać 200%? Najlepsze rzeczy zawsze kosztują nieproporcjonalnie drożej od przeciętnych. Opłaca się wybierać ze średniej półki.

Powód trzeci – dobre opinie. Użytkownicy tacy jak jak (jeżdżący spokojnie) polecali te opony, jako wystarczające. Podobny cenowo Barum miał znacznie więcej opinii krytycznych. Fulda, tylko trochę lepsza, jest o  50% droższa.

Jak widzicie, bycie oszczędnym milionerem zobowiązuje. Wybiera się wtedy produkty w rozsądnych cenach, ze średniej półki jakości. Nie warto kupować najtańszego (bo zaraz trzeba będzie wyrzucić ) jak również najdroższego (cena zbyt wysoka do różnicy jakości).