Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędzanie – Strona 54 – Oszczędny Milioner

Budżet domowy. Przykładowa miesięczna lista dochodów.

Jak już wiecie, aby przygotować plan finansowy, obojętnie czy na miesiąc, kwartał, półrocze, czy rok musimy znać swoje dochody. Dzielimy je na:

– regularne (otrzymywane stale i w zbliżonej wysokości),

– nieregularne. Czytaj dalej Budżet domowy. Przykładowa miesięczna lista dochodów.

Dochody>wydatki to oszczędności. Wydatki > dochody oznaczają długi.

Warto zrozumieć prostą prawdę – jeśli Twoje wydatki w perspektywie roku są większe niż dochody to aby je sfinansować zaciągasz długi.

Skoro wiesz już ile wydajesz, a  także ile zarabiasz, możesz odpowiedzieć na pytanie –  oszczędzasz czy zadłużasz się? Możesz zarabiać 1300 zł miesięcznie i oszczędzać, a także otrzymywać miesięcznie 10.000 zł i pogrążać się w długach. Dochód nie ma znaczenia. Pokazuje tylko ile zarabiasz. Dopiero porównany z wydatkami daje obraz Twojej sytuacji finansowej.

Umiejętność odpowiedzi na takie pytanie często stanowi moment przełomowy, ponieważ nasze subiektywne odczucia pozostają w sprzeczności z rzeczywistością. Umysł nie przyjmuje do wiadomości faktów. Stanięcie przed samym sobą w prawdzie – pomimo wysokich dochodów zadłużam się, jest w wielu wypadkach fundamentem zmiany. Znam osoby, które tak długo wierzyły w moc dochodów, aż fala długu zmiotła ich z powierzchni. Jedno niespodziewane zdarzenie, np. półroczny spadek przychodów w firmie oznaczał brak spłat i wypowiedzenie kredytów. Uwierz mi, gdyby przestały się oszukiwać wcześniej, wszystko wyglądałoby inaczej. A mówimy o ludziach zarabiających miesięcznie 10-15 tys. zł.

Stara (i ciągle aktualna) prawda głosi – wydawaj mniej niż zarabiasz. Banki, firmy pożyczkowe i wszelkiej maści lichwiarze próbują nas przekonać, że warto żyć inaczej: wydawać dzisiaj, to co zarabiamy jutro. Nie mówią jednak, że biorąc  dzisiaj kredyt na urządzenie Świąt np. w wysokości 1000 zł, przez najbliższy rok spłacisz 1200-1300 zł (a może i sporo więcej). Jako Oszczędny Milioner usprawiedliwiam dwa rodzaje kredytu: hipoteczny (zakup mieszkania) oraz na edukacje. Wszystkie inne są pułapką, mającą nas przekonać – stać mnie, gdy w rzeczywistości dana rzecz leży poza granicami możliwości finansowych (i warto to wiedzieć, tak jak ja wiem, że nie stać mnie na Bentleya, własny helikopter itp.).

A sytuacja odwrotna? Wyższe dochody niż wydatki dają nam możliwość oszczędzania. Stać nas na coraz więcej. Większe potrzeby finansujemy z odłożonych środków. Osiągamy dochód pasywny (bez bieżącego wysiłku). Nasze życie staje się łatwiejsze. Sam tego doświadczam. Uwierz mi. W grupie kolegów z pracy wszyscy zarabiamy podobnie. Jeden jest typowym dłużnikiem – na kredyt dom, samochód, inne rzeczy, jednocześnie ma problem by wysupłać 20 zł za  kawę. Drugi żyje rozsądnie, ale przygniata go zbyt duży kredyt hipoteczny, a więc wystarcza mu jedynie na drobne szaleństwa. Trzecim jestem ja i dzięki dochodom pasywnym i małemu kredytowi, a także nawykom stałego oszczędzania, mogę co jakiś czas kupić coś ekstrawaganckiego (np. sportowy rower, dobre pióro, zegarek itp.). Dlaczego? Bo od wielu lat pewną (od 10 do 40%)  dochodu regularnie oszczędzam i inwestuję, poza tym mam jasny plan. Po kilkunastu latach pracy zbieram owoce, przed emeryturą ta różnica jeszcze się pogłębi.  Wokół siebie widzę wiele podobnych przypadków. Rekordzista kupuje mieszkania jak inni rękawiczki – co sezon (bo jednocześnie z przeciętnie płatną pracą prowadzi gospodarstwo rolne, pensjonat i żyje z wynajmu). Zrozum. Dochód jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest stosunek dochodu i wydatków. Aby wiedzieć jak się sprawy mają, spisujemy dochody, wydatki, sporządzamy budżety. Potem zostaje tylko planowanie.

Skąd wiem ile wydaję. Czyli kilka słów o spisywaniu wydatków.

Dzisiaj napiszę o najbardziej znienawidzonej przez wielu, najbardziej nudnej, ale jednocześnie niezbędnej czynności – codziennym spisywaniu wydatków.

Wiem, że tego nie polubisz, ani uznasz za pasjonujące. Ale tak jak mycie zębów jest nużące i trywialne, a jednak robimy to mając świadomość dobroczynnego wpływu na nasze zdrowie, tak samo spisywanie wydatków owocuje zdrowymi finansami domowymi. Ba, stanowi fundament budżetu. Dlaczego? Ponieważ aby zaplanować i ewentualnie coś zmienić, musisz najpierw wiedzieć jaki jest stan obecny.  Zaczynamy więc. Czytaj dalej Skąd wiem ile wydaję. Czyli kilka słów o spisywaniu wydatków.

Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.

Najpierw odpowiem na tytułowe pytanie. Warto. Z dwóch powodów:

  • lepszy plan miesięczny niż żaden,
  • im krótszy okres, tym łatwiej planować, bo trwa to krócej.

Pierwsza przyczyna jest oczywista. Czytaj dalej Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.

Konstruowanie budżetu domowego. Wstęp.

Tworząc domowy budżet, trzeba pamiętać, że aby był on wykonalny potrzebne są trzy rzeczy:

  • rzetelne informacje o rzeczywistych dochodach i wydatkach,
  • prostota konstrukcji (a więc brak nadmiernej komplikacji),
  • motywacja i chęć do realizacji, a następnie konsekwencja w działaniu.

Początkującym najtrudniej będzie z punktami pierwszym i trzecim. Postaram się coś z tym zrobić ułatwiając zdobycie takiej informacji oraz podtrzymywanie motywacji.  Mogę też powiedzieć jak robię to ja i osoby, które znam.

Trzeba pamiętać o tym, że każdy budżet składa się przynajmniej z 2 punktów:

  • dochody,
  • wydatki.

Musisz zatem wiedzieć ile zarabiasz i ile wydajesz. Czytaj dalej Konstruowanie budżetu domowego. Wstęp.

Jak odkładanie 10% wydatków zmieni Twoje życie. Zadłużeni.

Ostatni wpis poświęciłem opisowi zmian, które w życiu żyjących od 1. do 1. dokonuje regularne oszczędzanie 10% dochodów. Dzisiaj podobna analiza poświęcona zadłużonym. Ponownie posłużę się przypadkiem singla zarabiającego 2700 zł miesięcznie i pary osiągającej dochód 5500 zł. Osoba samotna winna odkładać 270 zł, a para 550 zł. Zakładam posiadanie następujących długów (być może niereprezentatywnej, ale typowej dla moich znajomych) – kredytu hipotecznego, kredytu samochodowego oraz długu na karcie kredytowej. Zaczynamy.

Singiel, kupując mieszkanie, zadłużył się na 100.000 zł. Rata wynosi obecnie 450 zł. Do tego dorzucił 15.000 zł kredytu samochodowego na 8 lat (rata 325 zł). Ma też zadłużenie 5.000 zł na karcie kredytowej, z której regularnie spłaca kwotę minimalną (ok. 250 zł).  Razem raty wynoszą 1025 zł (prawie 40% dochodu). Na życie zostaje mu niespełna 1700 zł, a musi jeszcze oszczędzić 270 zł. Czy to w ogóle realne? Odsyłam do wpisu poświęconego, życiu za pensję minimalną.

http://oszczednymilioner.pl/2016/07/18/czy-da-sie-utrzymac-rodzine-za-1500-zl-tabela/

A zatem przechodzę do wyliczeń.  Pierwsze pół roku nasz singiel poświęca na budowę choćby minimalnego funduszu awaryjnego (ok. 1600 zł). Potem bierze się za kartę kredytową. Zwiększając spłaty dwukrotnie (z 250 zł do 520 zł), z długiem upora się  w 10 miesięcy. Od tej pory wszystkie oszczędności (250 zł dawnej raty karty oraz 270 zł – nasze 10% zarobków) przeznacza na spłatę kredytu samochodowego, powiększając w ten sposób wpłatę do 845 zł (bo pozostała jeszcze regularna rata 325 zł). Nagle, zamiast w ciągu 8 lat spłaci auto w 1 rok i 7 miesięcy. Minęły nieco ponad 3 lata, a singlowi pozostał do spłaty tylko kredyt hipoteczny z ratą 450 zł. Jego też możne się pozbyć. Nadpłacając tylko kwotą z karty (250 zł), bo przecież musi wymienić samochód oraz oszczędzać (270 zł), po dalszych 17 latach (20 lat od punktu „0”) będzie miał 60.000 oszczędności oraz ok. 20.000 zł kredytu do spłaty (zamiast blisko 70.000 zł).  Różnica będzie więc gigantyczna. Jednorazowa nadpłata całości kredytu pozwoli zostać z oszczędnościami ok. 40.000 zł – i to w przypadku osoby, która dotąd miała same długi.

W przypadku rodziny także efekt będzie doskonały. Ich punkt startowy to dwukrotnie większy kredyt hipoteczny (200 tys. zł z ratą 900 zł), kredyt samochodowy na 30.000 zł (rata 650 zł) oraz kredyt na karcie 10.000 zł (minimalna spłata 500 zł).  Przystępując do spłacania mają do dyspozycji 550 zł nadpłaty.

Tworzenie funduszu awaryjnego to 6 miesięcy.

Potem bierzemy się za kartę. Spłacimy ją w 10 miesięcy (wpłata 1050 zł, zamiast 500 zł).

Następny w kolejce będzie samochód. Tutaj potrzebujemy ok. 1,5 roku (spłata: 1700 zł = 500 +550 +650 zł).

Zostanie nam kredyt hipoteczny. Regularna nadpłata kwotą 500 zł, skróci okres kredytowania, a więc po 20 latach od rozpoczęcia całego programu rodzina będzie miała 40.000 zł kredytu do spłaty i 120.000 zł oszczędności. Jednorazowa spłata, oczyści ich z długów i pozwoli cieszyć się odłożonymi 80.000 zł.

 

Jak odkładanie 10% dochodu zmieni Twoje życie, jeśli teraz żyjesz od 1. do 1.

Może zastanawiałeś się dlaczego tak namawiam do odkładania  przynajmniej 10% dochodu? Ponieważ suma ta ma szansę zmienić Twoje życie. Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia i relacji osób, które robią to od wielu lat. A zatem przejdźmy do konkretów.  Tylko Ty masz świadomość, jak naprawdę wyglądają Twoje finanse. Na potrzeby tego wpisu zakładam cztery wersje:

  • poczynałeś sobie beztrosko, czego efektem są długi,
  • żyjesz od pierwszego do pierwszego,  zadłużyłeś się tylko na zakup mieszkania, nie masz oszczędności,
  • odkładałeś niewielkie sumy, albo prawie nic, oszczędności brak,
  • masz spore oszczędności.

W ostatnim przypadku, o ile nie dostałeś tych pieniędzy „szybką ścieżką” już doświadczyłeś potęgi oszczędzania. Ciebie nie trzeba przekonywać.

Przejdźmy do wersji nr 3. Nie masz oszczędności, zarabiasz z małżonkiem dwie średnie krajowe (ok. 5.500 zł), posiadacie dzieci. Albo, jesteś singlem z pensją 2700 zł. Dotychczas każdy nagły zakup skutkował koniecznością pożyczania: w pracy, od rodziny, znajomych, z banku. Potem przychodziła chwila prawdy i spłacanie.  Wiesz, że nie musi tak być. 10% dochodu to albo 270 zł (singiel), albo 550 zł (małżeństwo).  Już po niespełna roku   (singiel 11 miesięcy, małżeństwo 6 miesięcy)  uskładasz 3000 zł potrzebne na tzw. fundusz awaryjny. Z niego pokryjesz wszystkie nieprzewidziane wydatki (wizyta u dentysty, wymiana lub naprawa zepsutej pralki itp.). Potem będziesz uzupełniać go do poziomu 3000 zł. Posiadanie takiego „żelaznego zapasu” już odmieni Twoje życie – przestaniesz bać się co przyniesie jutro – będziesz na nie przygotowany.

Masz już fundusz awaryjny, co dalej? Teraz czas na marzenia. Nie wiem, jakie są Twoje. Dlatego przyjmę te najpopularniejsze: podróż do egzotycznego kraju, zakup luksusowego przedmiotu, samochód konkretnej marki, mieszkanie dla dziecka. Czy kiedykolwiek mają szanse się spełnić?  Oczywiście, chociaż nie wszystkie na raz.

Studium przypadku luksusowy przedmiot – zakup ekspresu do kawy marki Jura.  Jura to wśród ekspresów odpowiednik Mercedesa.Nowy kosztuje od 3000 zł  do kilkunastu tysięcy złotych. Czy stać Cię? Na razie nie. Przyjmując wersję pośrednią (ok. 4500 zł) jako singiel kupisz go za niespełna 1,5 roku (17 miesięcy), a w małżeństwie nawet po 9 miesiącach. Teraz już na zawsze (te ekspresy wytrzymują kilkadziesiąt lat) możesz cieszyć się smakiem doskonałego espresso o  poranku.

Podróż do Chin. Wyjazd dla jednej osoby to ok. 10.000 zł (zorganizowany). Do odłożenia w ciągu 3 lat. Myślałeś już o tym?

Mieszkanie dla dziecka. Sam mam trójkę dzieci.  Widzę jak ważny jest dobry start w dorosłość. Dobry, czyli bez kredytu. Na kawalerkę w moim mieście potrzeba 120 tys. zł. Z przywoływanych na wstępie 10% statystyczna rodzina, będzie w stanie kupić je za gotówkę w ciągu ok. 18 lat (jeżeli  założymy zwrot na poziomie inflacji cen mieszkań i stałe wpłaty), lub nawet krócej jeśli przyjmiemy wzrost wartości wpłat i oprocentowanie oszczędności.

Efekt? W ciągu ok. 20 lat pijąc kawę z doskonałego ekspresu, przeżywając podróż do Chin, dotychczas nieoszczędzający są w stanie kupić dziecku mieszkanie. A przed nimi, jeszcze kilkadziesiąt lat życia.

 

 

 

Jak najprościej odłożyć 10% dochodu?

Na blogu wszystko wygląda prosto. Na przykład moja rada – odłóż od razu po wpływie 10% dochodu.  No, tak, ale trzeba jeszcze:

  • zalogować się do systemu bankowego i wykonać przelew lub
  • pójść do oddziału i wykonać przelew lub
  • odłożyć do oddzielnej koperty kilka banknotów,

a następnie powtarzać tę czynność co miesiąc do końca życia, prawda?

Nieprawda. Mądrzy ludzie, znając leniwą naturę ludzką (moją też!) wymyślili lepszy sposób – automatyzacja. Jeśli tylko masz konto w banku, kasie SKOK, możesz zaoszczędzić sobie comiesięcznego pamiętania o przelewie. Służy temu doskonała instytucja – stałe zlecenie. Działa ona zgodnie z naszym wewnętrznym leniwcem – raz zleć przekazywanie gotówki na wskazane konto, określ kwotę, dzień miesiąc i…. zapomnij do czasu aż przyjdziesz coś zmienić.

Nieco trudniej będzie przedsiębiorcy lub innej osobie mającej zmienne dochody (np. duże premie). Może on jednak  zrobić coś innego. Uśrednić dochody z ostatnich  12 miesięcy i zamiast odkładać 10% zysku z każdej wpłaty, przekazywać stałą kwotę.

Wiesz, ile przelewów stałych opłat powinienem wykonać miesięcznie? Około 20. A ile faktycznie robię? 3, wszystkie związane z działalnością gospodarczą. Tych, których nie da się zautomatyzować (VAT, podatek dochodowy, ZUS). Koniec. Zamiast 100 minut (każdy przypada innego dnia, trzeba włączyć komputer, zalogować się i zlecić operację) , poświęcam tylko 12 (VAT i dochodowy płacę razem).

Ty też uprość swoje oszczędzanie.  Przekazuj stałą kwotę – 10% średnich dochodów z 12 miesięcy.  Ustal stałe zlecenie i czytaj następny wpis o tym jak te 10% zmieni Twoje życie.

 

Przedsiębiorco, płać najpierw sobie. Szybkie oszczędzanie dla prowadzących działalność gospodarczą i otrzymujących nieregularne dochody.

W przypadku osób, które są pracownikami, realizacja zasady, 10% zarobków płać najpierw sobie, zanim zdążysz cokolwiek wydać jest prosta. Poświęciłem temu ostatni wpis.

Ale przecież nie każdy ma szczęście (lub nieszczęście) zatrudnienia na etat i otrzymywania stałej pensji. Na świecie funkcjonują jeszcze indywidualni przedsiębiorcy, samozatrudnieni, zleceniobiorcy i wykonawcy z umowy o dzieło, a przede wszystkim pracownicy żyjący z premii i innych zmiennych składników wynagrodzenia. Co z nimi?  Ich wpływy są bardzo nieregularne. Jak wtedy zaplanować odkładanie 10%?

Da się. Trzeba tylko potrącać i przelewać na odrębne konto 10% z kwoty zarobku netto każdego otrzymanego przelewu. Nie zawsze jest to już takie proste. Dlaczego?

Po pierwsze, przelew przedsiębiorcy opiewa na kwotę brutto, z której trzeba potrącić podatki (stąd mowa o kwocie netto). Prowizyjni działają jak zwykły etatowiec.

Po drugie, nie cały przychód pomniejszony o podatki jest dochodem. Trzeba jeszcze potrącić koszty uzyskania (poniesione aby wystawić fakturę).  Dobry przedsiębiorca wie wiedzę, ile zostawia sobie, a ile trzeba zachować jako zapłatę innym (a jeśli nie wie, niech spyta księgowego).

Nie ma wątpliwości, że etatowiec ma lżej.