Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Samochód – Strona 2 – Oszczędny Milioner

Czy teraz mamy lepiej niż wcześniej? Dzisiaj w robocie – samochód klasy LUX i najtańsze na rynku.

Znalazłem w czeluściach internetu dane dotyczące cen Mercedesa S-klase W126 z połowy roku 1990. Dla młodych – już z rządami Solidarności, ale jeszcze prezydentem Jaruzelskim. Niektórzy czytelnicy bloga jeszcze się nie urodzili albo chodzili do przedszkola. Porównuje je z cenami S-klasy z 2015 r. (symboliczny koniec III RP) oraz obecnymi. Zestawiam też z średnią pensją w każdym z tych okresów. Potem piszę o autach najtańszych.

Na początek jednak trochę motoryzacyjnej historii. Mercedesowska S-klassa, od kiedy pojawiła się w latach 70-tych stanowiła wyznacznik luksusu i pomnik technicznych możliwości koncernu. Dla młodych chłopaków (jak ja na początku lat 90-tych) niedościgły obiekt marzeń. Zadebiutowała w 1979 (do produkcji weszła na początku lat 80-tych), więc w 1990 r. była już opatrzona (za progiem czekał legendarny „czołg” – generacja W140).

Najtańsza wersja w 1990 r. to 160 KM rzędowa szóstka 260SE. Tak, piękne czasy, gdy cyfry oznaczały po prostu pojemność silnika. 260 miał 2600 cm3, 420 – 4200 cm3, a flagowa 560 prawie 5600 cm3 z widlastej ósemki. Tak, wtedy, żeby kupić niewysilonego (50-60 KM z litra), aksamitnego wielocylindrowca nie trzeba było oglądać się za motoryzacją amerykańską bądź … koreańską.

Podstawowa odmiana 260 SE kosztowała w lipcu 1990 r. (po kursie oficjalnym, wtedy ceny były jeszcze w markach) ok. 363 mln zł, przy średniej pensji 1,029 mln (idziemy znów w tym kierunku).Przeciętny Polak na najtańszą S-klassę musiałby wydać pensję z 352 miesięcy (prawie 30 lat). Nic dziwnego, że pojazd stanowił obiekt marzeń (przedłużany 560 SEL kosztował ponad 2 razy więcej – 776 mln.) Takich aut nie spotykało się prawie na ulicach. Jeździli nimi najbogatsi.

Teraz przenosimy się do roku 2015. Rządzi jeszcze PO wespół z PSL-em. Średnia pensja wynosi 3900 zł (bez 22 groszy, ale te pomińmy). Mercedes S-klasse to debiutująca niedawno generacja W222, o pięknych barokowych liniach. Dużo ładniejsza i mniej awaryjna niż W221 czy zwłaszcza W220. Kosztuje „jedyne” 343 tys. zł (krótki, „mały” diesel) czyli 87 przeciętnych pensji brutto.

A aktualnie? Najtańsza S-klassa (wersja W223) ceni się na 506 tys. zł, przy przeciętnej pensji – 6833 zł. Będzie miała silnik diesla, a żeby na nią zarobić, zjadacz chleba musi pracować 74 miesiące, ponad 6 lat, o ile uniknie podatków i składek, bo jeśli weźmiemy pensję netto, to ponad 8 lat. Znacznie lepiej niż w 1990 r. Widać też poprawę jeśli porównamy z 2015 r.

Oczywiście „przeciętny Kowalski” klasę S widzi tylko na parkingu. Dla niego dostępna jest raczej najtańsze auto nowe np. Dacia Sandero, a w 1990 r. nowy „Maluch”. I tu wnioski będą nieco inne. Maluch w 1990 r. kosztował 17 mln zł czyli ok. 17 średnich pensji. Dacia Sandero w 2015 r. ceniła się na 29.900 zł, czyli 7,6 średnich pensji. Obecnie do salonu nie przychodź bez 62000 zł (najtańszy Fiat Panda, Sandero podobnie), a więc 9 średnich pensji. Wniosek – w ciągu ostatnich 7 lat, najtańsze auta stały się relatywnie mniej dostępne niż drogie i podrożały o ponad 107%, podczas gdy pensje wzrosły o 75% . Także w tym punkcie widzimy efekt inflacji (przypominam – w latach 2008-20015, Sandero utrzymało cenę (wzrost z 28.500 należy uznać za kosmetyczny), przy wzroście średniego wynagrodzenia o 1/3 z 2943 zł). Daję pod rozwagę wszystkim, którzy wyznają ekonomię pod hasłem „ale mnie wzrosła pensja”. Cen oleju, chleba, mleka, wędlin, litościwie tym razem nie podaję.

Oszczędzanie w czasach inflacji. Zostaw samochód w garażu.

Najprostszą, ale zarazem najbardziej bolesną (i czasami niemożliwą) opcją oszczędzania na aucie jest zostawienie wozu w garażu. Dojazd do pracy zamieńmy na rower, własne buty, komunikację miejską. W dłuższą trasę wybierzmy pociąg. Plotę? Nie sam tak robię. O ile nie jesteś matką dowożącą, nie mieszkasz na przedmieściu lub na wsi, dasz radę. Ile można zyskać? Czytaj dalej Oszczędzanie w czasach inflacji. Zostaw samochód w garażu.

Oszczędzanie w czasach inflacji. Wybierz oszczędne auto.

O kosztach eksploatacji samochodu napisałem już sporo. Dlatego, komuś, kto czyta mnie regularnie, wniosek wydaje się oczywisty – zmiana wozu na inny, może zlikwidować wir w portfelu. Ile zaoszczędzimy? Czytaj dalej Oszczędzanie w czasach inflacji. Wybierz oszczędne auto.

Koszty utrzymania najtańszego samochodu. Fiat 500 na gaz.

Pisałem już o tym. Moja żona zaprotestowała przeciwko pomysłom samochodowym, które miałem.  Powiedziała, że ani pickupem (5,3 m długości), ani Passatem jeździć nie zamierza. W ten sposób Porsche musi pójść pod młotek, zastąpione przez Fiata 500C. Założy się mu gaz i powstanie… najtańszy w eksploatacji samochód.

Czytaj dalej Koszty utrzymania najtańszego samochodu. Fiat 500 na gaz.

Oszczędny diesel kontra elektryk. Miasto i trasa.

Dzisiaj opiszę własne doświadczenia. Tymczasowo wrócił do mnie Passat 2017 1.6 TDI 120 KM BlueMotion sedan. Zamieniłem go z synem na elektryka (on ma darmową ładowarkę 3 km od domu), a ja czekam na Hiluxa. I różnicy między dwoma tymi zupełnie nieporównywalnymi autami poświęcam niniejszy wpis. Będzie on miał charakter opisowo-ekonomiczny. Czyli trochę wrażeń, trochę kasy.  Czytaj dalej Oszczędny diesel kontra elektryk. Miasto i trasa.

Jakie auto ma ekonomiczny sens przy różnych sposobach eksploatacji. Wstęp.

Dzisiaj zaczynam cykl wpisów dotyczący, a jakże, motoryzacji. Staram się walczyć sam ze sobą, żeby z bloga o finansach nie zrobiła się monokultura samochodowa, ale to jest silniejsze. Pewnym ustępstwem stają się zatem różne warianty i potrzeby ewentualnych użytkowników. Będzie więc o aucie dla:

  1. emeryta: krótkie jazdy na niewielkich dystansach, przebieg do 5000 km/rok.
  2. dojeżdżającego ze wsi: codzienne odcinki 2x 15-45 km, plus inne jazdy, przebieg 20 tys. km rocznie,
  3. podróżnika: częste i  dłuższe wyjazdy – przebieg roczny 40 tys. km,
  4. matki dowożącej (wyłącznie miasto lub przedmieścia) – wielkość przebiegów 10 tys. km,
  5. studenta (różne odcinki, od dojazdu na studia do wycieczki nad morze) – 10  tys. km rocznie.

Generalnie opiszę te scenariusze, używając nazw konkretnych aut zupełnie przykładowo, zwracając uwagę na cechy.

Emeryt.

Wiadomo, może nim być i zamożny właściciel firmy jak i nauczyciel. Tu jednak założenie wydaje się proste – dochód wyłącznie ze świadczeń. Czego szuka? Przewidywalności. Zarówno samego samochodu jak i kosztów. Nie bez powodu emeryci pokochali najpierw Daewoo Lanosa, potem Dacię a ostatnio Fiata Tipo. Zbędne są im niesamowite osiągi, w mieście i na dojeździe na działkę nie mają większego znaczenia, wygrywać ma prostota napraw jak i przystępne ceny. Instalacja gazowa będzie zaletą. Wyższe siedzisko – również (kręgosłupy). 5000 km nie zniszczy nam portfela nawet w mocnym aucie, ale lepiej oszczędzać. Więc…

Silnik. Prosta benzynacoś jak podstawowy, niewysilony, nieuturbiony. Dodając LPG mamy sporo zalet. W praktyce, z  prawie nowych będą to Dacie (Sandero, Logan, może Duster), Fiat Tipo 1.4, Hyundaie  maksymalnie kompakty w wersjach bazowych, takież Kie, Skody. W używanych mamy więcej opcji:

  1.  stare i proste – Fiat Grande Punto 1.4 77KM, ew. Panda 1.1-1,2, Opel Astra II max. 1.6, Octavia II, Fabia II,  Dacia Logan I,
  2. trochę nowocześniejsze – Toyota Auris I i II, Fiat Tipo, Logan II,
  3. pojemniejsze – minivany lub kombivany – Citroen Berlingo, Renault Scenic III, Dacia Lodgy.

Czy to oznacza, że Mercedes S-klasse w 222 nie pasuje emerytowi? Jednemu lub drugiemu – na pewno tak, ale statystycznie rzecz biorąc, nie.

Nadwozia. Tu w zależności od potrzeb i kasy – albo miejskie, albo nawet 7-osobowe lub z ogromnym bagażnikiem.  Ktoś oczekuje sprawnego parkowania, ktoś inny ładowności (działka, pies).

Koszty. Ma być tanio i przewidywalnie, to już ustaliliśmy. Przy  skromnej emeryturce, nie wchodzą w grę drogie naprawy.  Spalanie miejskie max. 8 l (Yaris w dieslu zadowala się 5 l/100 km). Przy obecnych cenach paliw to od 30 zł (Logan w gazie) do 65 zł (Lodgy, Astra 1.6, Octavia 1.6) na 100 km.  Przebieg 5000 km oznacza miesięczne wydatki na paliwo od 125 do 255 zł. Dodajmy ubezpieczenie (40 zł), przegląd (50 zł), naprawy (z wymianą podstawowych części) 80 zł. W efekcie mamy 295 zł/miesiąc jako stawkę podstawową. Oczywiście, podbije ją stara benzyna, a przede wszystkim konieczność inwestycji takich jak zmiana kompletu opon, naprawa blacharsko-lakiernicza czy remont zawieszenia. Ja jednak przyjmuję pewną średnią.

Utratę wartości pomijam, bo w tak tanich autach liczy się głównie stan, a utrzymanie w dobrej kondycji, gwarantuje prawie stałą cenę.

A czym jeżdżą znani mi emeryci?

Nissan Almera II, Volkswagen Jetta (na Golfie VII), Honda Civic VI,  Skoda Rapid, Citroen Berlingo, Toyota Yaris, Volkswagen Polo, Mini, Audi A3, Renault 19.

Dojeżdżający codziennie ze wsi.

W tym przypadku mam większy problem niż z emerytem. W tej grupie będzie zarówno właściciel firmy z dochodami kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, jak kasjerka z Biedronki/nauczycielka w wiejskiej szkole. Zupełnie inne potrzeby i możliwości. Zakładam zatem wersję – ma być tanio. Często takie osoby wybierają auta nowsze.

Silnik

20-30 tys. km rocznie w mieście lub pod nim, nie wymaga gigantycznej mocy i zrywności. Z drugiej strony, zaczynamy mówić o zużyciu (po 5 latach to 100-150 tys.km). Wydaje się, że właśnie takie osoby stają się potencjalnymi nabywcami elektryków i hybryd. W warunkach miejsko-podmiejskich oba te napędy pozwalają pokazać się z najlepszej strony. Taka Auris II hybrid z gazem pali minimalnie (5 l LPG na 100 km) odzyskując sporo energii. Także wyniki mojej Kony napawają optymizmem (9 KWh lato, 12 KWh jesień/wiosna). Nawet starego Leafa ładujemy codziennie i mamy luz. A paliwo kosztuje. Jeśli nie chcemy nowości to:

  1. małe turbobenzyny dające jako-taki luz przy wyprzedzaniu,
  2. małe diesle – jeśli tego terenu podmiejskiego będzie więcej.

W praktyce, poza Koną, Leafem, czy Aurisem, sprawdzi się kompakt (Volkswagen Golf, Renault Megane, Skoda Octavia),  SUV (jeśli mamy gorsze drogi), lub wyższa średnia (pokroju Insignii), jeśli dojeżdżamy bliżej tych 45 km.

Nadwozie 

Kompakt, SUV, średnie kombi. Bo poza kierowcą, w auto wsiadają często dzieci z bagażami.

Koszty.

To już nie jest beztroska emeryta, który zalewa zawsze za 50 zł. Różnice rosną dramatycznie.  Na dystansie 20 tys. km taki elektryk ładowany z FV może zużyć paliwa za … 0 zł, jeśli z gniazdka domowego (65 gr/KWh) za 1600 zł. Hybryda w benzynie 4700 zł, w gazie 3000 zł. Benzyna oszczędniejsza lub mały diesel 7000 zł, a żarłoczny SUV (pokroju XC60 T6) nawet 20.000 zł. Skoki gigantyczne.

To samo będzie z ubezpieczeniem. Jeśli zakładamy tylko OC, to jeszcze mamy tanio – 400-500 zł/rok. Jeśli dokładamy AC, wtedy znowu otwierają się wrota piekieł. Od 1200 zł za pakiet w przypadku taniego kompakta do kilkunastu tysięcy za markowego SUV-a klasy premium.

 

 

10 zalet elektryka po miesiącu użytkowania.

Niewątpliwie samochody spalinowe mają swoje zalety. W mojej ocenie, przede wszystkim diesle. Niemniej jednak nie sposób pominąć również dobrych stron elektrycznej motoryzacji. Oto refleksje po miesiącu jazdy Hyundaiem Kona Electric. Czytaj dalej 10 zalet elektryka po miesiącu użytkowania.

Długa trasa, wielu pasażerów. Jaki dojazd będzie najoszczędniejszy?

Wpis o rozmowie z kierowcą BMW i3, oraz doświadczenia z mijającego miesiąca  (wyjazd na mecz syna, w dużym gronie) skłoniły mnie do wyliczeń, na potrzeby bloga, opłacalności różnych środków transportu. Założenia miałem proste: podróż 820 km w obie strony, 8 osób, czas przejazdu nie dłuższy 24 h. A oto wyniki. Czytaj dalej Długa trasa, wielu pasażerów. Jaki dojazd będzie najoszczędniejszy?

Pierwsze wrażenie z jazdy elektrykiem. Ekonomia.

Ostatnio podzieliłem się pierwszymi wrażeniami z jazdy elektrykiem. To jednak blog o oszczędzaniu, więc czas na konkretne wyliczenia. Czytaj dalej Pierwsze wrażenie z jazdy elektrykiem. Ekonomia.

Pierwsze wrażenia z jazdy elektrykiem.

Stało się – kupiłem samochód elektryczny, pod dom podjechał Hyundai Kona rocznik 2019, sprowadzony z Francji po delikatnej stłuczce (maska, zderzak). Czas na podzielenie się pierwszymi wrażeniami. Czytaj dalej Pierwsze wrażenia z jazdy elektrykiem.