O wydatkach sztywnych. Czy jesteś w stanie szybko zmniejszyć swój budżet?

Obecnie promowany styl życia zakłada m.in. wysoki poziom wydatków sztywnych (trudnych do zmniejszenia) takich jak: raty kredytu/leasingu, opłaty, subskrybcje, prywatna edukacja, abonamenty itd. Do tego dochodzą koszty związane ze stopniowym rozdymaniem potrzeb. W efekcie powstają wpisy o „niezbędnych budżetach 14k netto na 3 osoby”.

Warto w tej sytuacji zrobić rachunek sumienia. Czy uległem temu trendowi? Jak szybko, przy powstaniu trudności mogę zmniejszyć własne wydatki?

Jak zwykle zaczynam od siebie.

Kredyty/raty/leasingi. Nie posiadam. Równe 0.

Opłaty. Gros stanowi koszt utrzymania domu. Mam ogrzewanie gazowe, bojler na prąd. Poza tym trzeba płacić za wodę, wywóz śmieci, odbiór ścieków. Do tego podatki za 5 nieruchomości. Zbierze się ładna sumka. Jednocześnie, dzięki inwestycji w kozę i planom założenia kominka z płaszczem wodnym oraz instalacji FV zredukuje wydatki znacznie. Ale obecnie wynoszą one:

  • gaz – ok. 600 zł/m-c (średnia),
  • prąd – ok. 500 zł (średnia),
  • woda – 140 zł
  • internet – 2×100 zł,
  • śmieci – 150 zł,
  • komórki – 130 zł
  • podatek od nieruchomości – 200 zł,

Suma 1920 zł.

Wykonując dwa proste ruchy (kominek+FV), płacę 800 zł mniej. Wyprowadzając się na wieś, oszczędzam kolejne 300 zł. I nagle, zamiast 1920 zł, robi się 820 zł.

Prywatna edukacja. Także w tym punkcje – nie zapędziłem się. wydaję ok. 300 zł na korki dla młodego i 400 zł na sport/szkołę.

Subskrypcje. Mam swoje grzeszki, ale drobne – Onet, Wyborcza.pl, koszt utrzymania bloga, dysk google na zdjęcia z telefonów, Word 365 do pracy – 110 zł/m-c. Z tego szczęśliwie nie muszę rezygnować.

W sumie moje wydatki stałe wynoszą niecałe 3000 zł. Jestem w stanie je obniżyć do 1630 zł, prawie o połowę.

W zupełnie innej sytuacji znajduje się typowy przedstawiciel wielkomiejskiej middle class. 3500 raty hipoteki, 1500 zł na auto, 300 zł na meble, 2000 zł na utrzymanie domu, 2500 zł prywatna szkoła, subskrybcji na parę stów. I już robi się 10.000k. Do tego, bez radykalnych zmian życia – nie do przejścia.

14 komentarzy do “O wydatkach sztywnych. Czy jesteś w stanie szybko zmniejszyć swój budżet?”

  1. Do równego rachunku, szacunkowo ( bo nie prowadzę excela): 3500 stałe, 16500 zmienne ( w tym ponad 40% kategoria – wyjazdy i podróże).
    Zero kredytów.
    Także jest potencjalnie przestrzeń do znacznej redukcji kosztów, na szczęście nie ma takiej potrzeby-oczywiście jak do tej pory.

  2. Kredyty/raty/leasingi. Nie posiadam. Równe 0.

    Opłaty.

    gaz – ok. 400 zł/m-c (średnia),
    prąd – ok. 50 zł (FV),
    woda – 160 zł
    internet – 40zł,
    śmieci – 150 zł,
    komórki – 80 zl
    telewizja – 100 zł (Polsat i canal+)
    podatek od nieruchomości – 30 zł, (u mnie brak podatku, place tylko za ziemię w górach)
    Suma 1010 zł.

    Prywatna edukacja: w zasadzie obiady w szkole i przedszkole, plus jakieś składki/zdjęcia/teatrzyki – 550 zl

    Subskrypcje: Netflix na 3 rodziny więc jakieś 40 zł.

    Do tego wiadomo: 2 samochody, ubrania, jedzenie, infrastruktura przydomowa, drobne remonty, wakacje i wyjazdy weekendowe (trochę to kosztuje).

    Odkładam 50% zarobionych pieniędzy. Myślę, że dobrze. Gorzej z pomysłami na ich inwestowanie

    1. Marku, jest super. Poziom oszczędności 50% wydaje się niebotyczny, trzymanie wydatków w ryzach – także. Zwłaszcza, że śmieci wskazują na większą rodzinę. Mam jedno pytanie dotyczące FV. Czy u Ciebie też instalacja wyłącza się przy dużym nasłonecznieniu? U mnie całą wiosnę szalało i nie pomagało włączenie samochodu do ładowania (ok. 2 KWh poboru, a produkcja max. 3 KWh, bo mam małą instalację). Czytałem, że problem dotyczy całej Polski, a winne są sieci przesyłowe. Gdy już zamieszkamy da się może włączać wszystko: pralkę, podgrzewanie wody, różne sprzęty, ale w IV-V wyglądało to słabo. W czerwcu poprawa.
      A o inwestowaniu obiecuję więcej napisać w lipcu.

      1. Mieszkam w miejscowości gdzie jest około 40 domów a fotowoltaike ma pewnie 13 rodzin. Ja osobiście od 6 lat nie miałem żadnego wyłączenia. Mam instalacje 4,44kW.
        Nie zastanawiam się zbytnio jak obciążam instalacje w trakcie dużej produkcji. Jednak kilku sąsiadom wiem, że taka sytuacja się zdarzała. Nie wiem czy jesteśmy na innej stacji czy jest jakiś inny powód, nie zastanawiałem się bo nie miałem powodu 😀

        Co do oszczędzania, od 2-3 lat mam swój prime, który nie wiem ile potrwa. Nie oszalałem, bo pieniądze nigdy nie robiły na mnie jakiegoś większego wrażenia. Wiadomo, że wydatki się zwiększyły, ale ciężko jest nie podnieść swojego poziomu życia. Mam 40 lat, więc kiedy jak nie teraz. Sytuacja jaką mam stwarza olbrzymi komfort, bo nie musisz się zastanawiać czy w jednym miesiącu możesz pojechać na wakacje i wymienic meble w salonie. Ale ja każdą złotówkę oglądam dwa razy. Nie kupuje pochopnie, raczej planuje każdy zakup szukając okazji. Jeśli sytuacja w pracy się zmieni, to się dostosuje, ale teraz muszę myśleć co w perspektywie przyniesie mi dodatkowy dochód w razie obniżenia zarobków. Czekam na kolejne wpisy.

        1. Moja wieś jest większa, natomiast poza dwoma sąsiadami (bez FV) w promieniu 300-400m nie ma innego domu. Większy słup stoi w środku wsi i podłączyli do niego może 20 instalacji. Widocznie to spowodowało wyłączenia. O dziwo, gdy słońca jest więcej, wyłączenia następują rzadziej. Pewnie kwestia ustawień na transformatorze.
          Masz rację – podniesienie poziomu życia, a podniesienie go tak, żeby wydawać 100% pensji, istotnie się różni. W ogóle wydawanie na przedmioty materialne „bo mogę” kompletnie nie znajduje uzasadnienia, jednak wiele rodzin dokładnie tak postąpi. Dlaczego? Przyczyn widzę kilka. Pierwsza – presja środowiska, jeden zmienia kanapę, reszta powtarza. Ale środowisko ma szansę zadziałać odwrotnie. Funkcjonowanie w otoczeniu, które nie wydaje wszystkiego poprawia sytuację.
          Szukanie okazji – doskonały sposób zmniejszenia wydatków, bez pogarszania jakości życia i rezygnacji z marzeń. Sytuacja win-win. Druga – stopniowe rozszerzanie granic. Dzisiaj zmienię samochód, jutro kanapę, pojutrze wezmę kredyt na duży dom. Trzecia – przekonanie „po ciężkiej pracy, należy mi się”. Wszystkie składają się na tzw. inflację stylu życia, której uniknąłeś.
          Z drugiej strony, statystycznie zauważyłeś coś, co mnie umknęło 10 lat wcześniej – szczyt zarobkowy w pewnym momencie opada. Nie każdemu, ale uśredniając (najwięcej zarabiają 45-latkowie). I wtedy zaczynają się prawdziwe problemy, jeżeli brakuje prawidłowych nawyków oraz oszczędności.
          Natomiast życie czasem zaskakuje nas pozytywnie. Wczoraj miałem wizytę w innym dziale i z ludźmi młodszymi o 5-10 lat przez 2 godziny rozmawialiśmy o inwestycjach. Jeden z rozmówców, matematyk z wykształcenia, zwrócił mi uwagę na ważny aspekt, który zamierzam pogłębić. Otóż, tłumaczyłem młodej dziewczynie mechanizm „uśrednianie ceny nabycia”, obecnie niesamowicie reklamowany. A on mi mówi, że nie, to tak nie działa, uśrednianie ceny nabycia oznacza „kupowanie dobrych akcji w trakcie korekty”. I zaczęliśmy dyskutować. Ja tłumaczę, jak powszechnie rozumie się ten zwrot „kupowanie akcji powtarzalnie za tę samą kwotę, niezależnie od sytuacji na rynku”, więc używa go niewłaściwie i wprowadza zamęt pojęciowy. On mi na to „ale matematycznie taka losowość nie ma sensu”. Ponieważ byłem tego samego zdania (odnośnie sensowności a nie konieczności używania pojęć w ścisłym, a nie własnym znaczeniu), zaczęliśmy wymieniać opinię, no i wyszła z tego długa rozmowa. A wszystko zaczęło się od dyskusji o statystyce w zakładach bukmacherskich i pokerze.

  3. Presja otoczenia jest duża, znam dużo takich przypadków. Na wakacje do Gołębiewskiego, ubrania Armani a na koncie oszczędności na 2 miesiące. Do tego dochodzą „drobne” różnice między rodzinami. Po jednej stronie kredyt 4k i alimenty 1,5k, a po drugiej pracująca żona z pensja 4,5k. Jaka jest różnica? 10 tysięcy złotych. Czasem tak niewiele robi mega różnice.

    1. Poważnie mówiąc- nawet gdyby mi ktoś zapłacił za pobyt- raczej bym się na taki hotel nie zdecydował.
      Jakość materiałów firmy Bytom, w której się ubieram jest podobna jak w tych firmach odzieżowych ” premium”( zresztą mają w B bardzo dobre garnitury szyte z wysokiej jakości wełny).
      Podobnie: nie mam szczególnych potrzeb konsumpcyjnych. Korzystam z promocji, negocjuję ceny przy większych zakupach.
      Często zdarza mi się kupować książki w antykwariacie.
      Oczywiście jeżeli mam ochotę wypić butelkę szampana obserwując zachód morza w przytulnej knajpce- robię to. Ale robię to bo ja mam taką ochotę- nie dlatego, że tak trzeba, czy dla zdjęć wstawianych w mediach społecznościowych.
      Wyzbycie się chęci życia na pokaz, dla innych, jest w moim odczuciu kluczowe do prawdziwego zadowolenia i zachowania balansu.

      1. Cała grupa (Vistula, Bytom, Lantier itd.) ma niesamowite włoskie materiały. Z koszulami Wólczanki gorzej, jakość spadła.
        Negocjacje cen – fantastyczne efekty, bo mamy „tyle samo za mniej”. Nie tracimy jakości życia, a w portfelu coś zostaje.
        Też lubię antykwariaty. Uznaje je za źródło dobrych zakupów, a i wyrzuty sumienia mniejsze (bo kupuję faktycznie sporo książek). Gdybym musiał zmniejszyć budżet, zostanie biblioteka i też nie zapłaczę.
        Zdjęć do mediów społecznościowych nie wrzucam, one stały się głównym źródłem presji i niezadowolenia ludzi młodych. Ja już młody nie jestem, więc może i powód do chwały mniejszy, że nie wkręcę się w życie na pokaz.

    2. Presja otoczenia wyniszcza ekonomicznie klasę średnią. Zamiast być tradycyjnym, oszczędnym, zapobiegliwym mieszczaństwem, stała się karykaturą szlachty (która nie miała może płynności, ale dysponowała majątkiem).
      Co do ubrań Armaniego. Dzisiaj żona kupiła mi 4 koszule do pracy z Sinsay’a. Wyglądają super – cena 40 zł/szt. Mam też model góralski, ręcznie robiony z parzenicą, kosztował 180 zł (czyli taniej niż regularna cena Wólczanki, ktora potrafi się teraz zbiegać po 3-cim praniu), ale noszę już 3-ci rok (150 prań).

      1. 100 % zgody co do obecnej klasy średniej.
        Tak jak jestem asertywny i ogarnięty zawodowo, to faktycznie zwykle… żona mi kupuje ubrania i zmusza do przymierzania i oglądania jak to wygląda. A przecież wygląda tak samo od 25 lat +5-7 kg:-)).
        Dla ścisłości : moje luźne wyliczenia dotyczyły … tylko moich w % wydatków. Masz rację- zwykle osoby łączą się w pary z podobnymi im docelowo partnerami ze zbliżonymi aktywnościami zawodowowymi, dlatego moje koszty z posta poprzedniego należy przemnożyć x 1,5.

        1. Kiedyś słyszałem taki tekst: kobiety wydają na ubrania, torebki, buty, a mężczyźni na gadżety i narzędzia. I to się sprawdza, chodzi tylko o skalę. Nie wiem, czy funkcjonuję w dziwnej bańce (może tak), ale stawiam tezę, że zamożność rodziny zależy od trzech czynników:
          – zdolności zarobkowej męża,
          – tempa wydawania przez żonę,
          – umiejętności inwestycyjnych.
          Wypadkowa tych trzech zmiennych odpowiada statystycznie za wynik. Z poziomem odchylenia 20% czyli mąż sporo gorszy dochód, żona zarabia świetnie, oszczędna żona/rozrzutny mąż itd. W świecie samotnych (w tym w układzie: samotny rodzic+dzieci) wyniki zależą od jednej osoby i już ta prawidłowość zanika.
          Ponieważ kilka lat dorosłości funkcjonowałem jako kawaler, żona kupuje mi zwykle tylko ubrania drobne (koszule, skarpetki, t-shirty). Za grube (garnitur, buty, płaszcz itd.) odpowiadam sam. Nigdy nie byłem typem faceta (80% przypadków w moim otoczeniu), który idzie do sklepu, gdy np. garnitur już się rozpada. Nie chodziło tylko o przywiązywanie się do pewnego stylu, ale głównie o kasę. Po prostu nie lubię płacić za ubrania ceny detalicznej, która wygląda absurdalnie. Znacznie lepiej wygląda garnitur zrabatowany 50% i jeszcze 30% za drugą sztukę. Z 2000 zł robi się 700 zł. I tyle mogę zaakceptować. Podobnie buty – model za 500 zł – nie dla mnie, zwłaszcza po tym, jak reklamowałem Ecco z powodu pękniętej podeszwy (nie mogę powiedzieć, reklamację przyjęli, ale niesmak pozostał). Teraz mam dwie pary „trumniaków” na zimę, w lecie chodzę w mokasynach z Lidla.

  4. To i ja się pochwale swoimi wydatkami stałymi choć w tym momencie zbyt dużo nie mogę powiedzieć bo mija właśnie trzeci miesiąc po przeprowadzce z Niemiec do Polski, ale już mniej więcej widać jak to się będzie kształtowało:

    Leasingi, kredyty, subskrypcje= 0zł
    Prąd 400 (pompa ciepła, prąd bytowy, bez FV)
    Woda 130
    Śmieci 46
    Podatek za dom i działkę 23
    Internet 35
    Auto ubezpieczenie 62
    Jedzenie, chemia, restauracja około 1500
    Auto paliwo 200-300

    W tym momencie kształtuje się to właśnie tak i wychodzi jakieś 2.5k na dwie osoby bo prowadze ten budżet z narzeczona. Fajnie jest na to patrzeć po latach prowadzenia budżetu gdzie człowiek wie na co dokładnie idą jego pieniądze i ile może oszczędzać z wypłaty.

    Są też wydatki nieregularne jak wycieczki, hobby lub coś do domu ale tego nie da się przewidzieć.

    Oboje z biegiem lat Zauważyliśmy że nie ma się co przejmować presją społeczeństwa, ciuchy kupujemy sobie w second handach, wycieczki robimy dość budżetowo, nie zmieniamy auta co 2 lata tylko aż padnie (hybryda), nie kupujemy rzeczy na pokaz.

    Ostatnio np wzięliśmy ze sobą nasze rowery do małopolski i Zwiedzaliśmy okolice na lokalnych ścieżkach rowerowych velo a spaliśmy w prywatnej agroturystyce za 90 zł za dobę/osoba. Było spokojnie i czysto a to najważniejsze. Nie dla nas na tym etapie jakieś drogie hotele w którym jest podobne łóżko a ja i tak cały dzień jestem poza domem, a przychodzę na wieczór i biorę tam tylko prysznic i idę spać…

    Oczywiście każdy wybiera pod siebie ale u nas to jest najlepsze i dobrze się sprawdza.

    Mamy niesamowity spokój ducha mieszając na wiosce i majac takie koszty utrzymania gdzie nawet jedna osoba pracująca za minimalna jest w stanie utrzymać to wszystko i jeszcze pieniędzy zostanie.

    1. Niesamowicie niskie koszty. Do tego jedzenie zaliczyłbym do wydatków zmiennych, więc wychodzi faktycznie 1k wydatków sztywnych. Chyba powinienem zmienić nazwę bloga na „rozrzutny milioner” 😉
      Na wiosce żyje się spokojnie, widzę to w każdy spędzony tam dzień. Zieleń, luz, jakaś robota, ale nawet bez ciśnienia, że ASAP, że dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *