„Dobrowolne ubóstwo. O konsekwencjach dobrowolnego ZUS dla samozatrudnionych” taki tytuł nosi podobno raport wykonany na zlecenie poprzednich władz ZUS przez Polską Sieć Ekonomii. Sam raport pierwotnie utajniono, a potem jednak przedstawiono opinii publicznej – https://www.zus.pl/documents/10182/24154/Raport+-+Dobrowolne+ub%C3%B3stwo.pdf/7456a747-c715-44ef-9431-d5c082e974cd?t=1737752803323 Czy jest się czego bać?
Zupełnie nie i już wyjaśniam – dlaczego. Generalnie, główny prezentowany wniosek sprowadza się do konkluzji – emerytury przedsiębiorców będą tak niskie, że „nawet po 30 latach” prowadzenia dg państwo dopłaci do minimalnego świadczenia – tragedia, więc trzeba zwiększyć składki, zlikwidować ulgi itp. I z nim trzeba się rozprawić.
Raport firmują Janina Petelczyc i Tomasz Lasocki. Po sprawdzeniu w wyszukiwarce CEIDG z uwzględnieniem wykreślonych „niespodzianka” – żadna tych osób (pierwsza ma rzadkie nazwisko, a w drugim przypadku pojawiają się usługi samochodowe i optyczne – nieadekwatne do przedmiotu zainteresowania) działalności gospodarczej nigdy nie prowadziła. Do tego Janina Petelczyc (politolog) publikowała regularnie w „Krytyce Politycznej”, a Tomasz Lasocki (z wykształcenia prawnik) rozbawia mnie do łez analizami https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9555108,minister-pelczynska-nalecz-zszokowala-stwierdzeniem-ze-zus-jest-piram.html – w wielkim skrócie, błędnie rozkładając na czynniki pierwsze, działalność ZUS, pod kątem definicji piramidy finansowej (będzie o tym wpis).
Teza 1. Przedsiębiorcy płacą najmniej, jak to możliwe. Otóż – badacze Polskiej Sieci Ekonomii, która składa się z nie-ekonomistów, Ameryki nie odkryli. Średnia składka przedsiębiorcy jest niższa niż od minimalnego wynagrodzenia. Nie dlatego, że przedsiębiorcy oszukują, lecz z powodu różnych ulg („małych ZUSów”). Przeważająca większość płaci „najmniej jak się da”. Dlaczego? Ponieważ to się kalkuluje. Wrzucanie kasy w czeluść ZUS kompletnie nie ma sensu. Liczyłem wielokrotnie. Znacznie lepiej wychodzi ktoś, kto inwestuje w PPK czy IKZE, a jeśli potrafi – samodzielnie. Weźmy kogoś, kto „odkłada” w ZUS te 60% prognozowanego średniego wynagrodzenia, co daje 1015 zł m-c przez 40 lat. Na koniec dostaje 1800 zł (emerytura minimalna) przez niecałe 9 lat (mężczyźni). Przecież to kompletnie nie ma sensu. Gdyby odkładał „na boku” z zyskiem 5% po 40 latach zbierze 1,5 mln zł, co daje 75 tys. zł emerytury rocznie i 7000 zł/m-c. No i pozostały kapitał dziedziczy się. W gorszej sytuacji znajdą się kobiety, ale i one wyjdą na plus (1.150 tys. zł da im 4000 zł emerytury). I takiego właśnie wyliczenia zabrakło mi w raporcie. Dlaczego go nie ma? Proste – za badanie płacił ZUS.
Teza 2. Osoby, które prowadzą działalność nie mają w wieku emerytalnym środków wystarczających do obliczenia emerytury minimalnej. Państwo będzie musiało więc dopłacić do ich emerytur minimalnych. Zaraz, zaraz . Tyle to ja wiem i bez 70-stronnicowego raportu. Ktoś, kto odprowadza małe składki, musi zebrać niewiele.
Właściciel małej firmy odprowadza składkę jak ktoś z pensją 5203,80 zł. Powiedzmy sobie szczerze – tak zarabia w Polsce całkiem sporo osób – ich ten problem także dotyczy. Nie opisujemy jakieś nadzwyczajnej sytuacji. Państwo dopłaca nie po 10% (jak w tym przypadku), ale po 90% rolnikom, księżom i zakonnikom, 100% sędziom, prokuratorom, całej mundurówce. Jan dodałby – jeszcze całej budżetówce. Stąd dlaczego państwo nie może dopłacić 150 zł przedsiębiorcy, a może nawet więcej, pracownikowi na minimalnej lub 90% rolnikowi? Co ich różni? Nic. Natomiast twórcy raportu – uważają inaczej. No cóż, droga wolna, państwo naukowcy, proponuję skorzystać z ptasiego mleka we własnej firmie. Nie chcecie? Może jednak pisanie analiz dla ZUS i granty z Krytyki Politycznej (strzelam: na zasadzie umowy o dzieło – czyli bez składek) wychodzi lepiej.
Teza 3. Ubóstwem emerytalnym są zagrożone w szczególności samozatrudnione kobiety. Kolejny raz – a co w tym dziwnego? Ktoś pracuje krócej, mało uzbierał. Kogoś (poza krytycznie-politycznymi naukowcami) jeszcze to dziwi? . Ale tak samo zagrożone ubóstwem będą pracownice na pensji minimalnej (dzisiaj dostaje ją prawie 30% zatrudnionych). Dlaczego czepiać się przedsiębiorczyń, które dodatkowo niszczy ZUS, gdy tylko podniosą podstawę (hasło: matki przeciwko ZUS). Zresztą nawet wg danych wyjściowych raportu tzw. próba 2400, widać, że kobiety zarabiają mniej – ok. 60% dochodów mężczyzn z dg. Dodatkowo mają przerwy – zatem ubóstwem emerytalnym zagrożone są i gdyby wprowadzić inne składki. Drugi aspekt – nieefektywność „lokat ZUS” w przypadku składki od dochodu ich problemy jeszcze pogłębiłby.
Teza 4. Wprowadzenie tzw. dobrowolnego ZUS-u dla przedsiębiorców, o którym mówią niektórzy politycy, byłoby tragedią dla samozatrudnionych przechodzących na emeryturę. Halo, halo, tu ziemia. Nie byłoby tragedią z kilku powodów.
Po pierwsze – przedsiębiorcy odkładają na boku. Nie liczą wyłącznie na państwową emeryturę. M.in. dlatego, że płacą takie składki. Gdyby zrobić inaczej – znajdą się w gorszej sytuacji, bo nie będą mogli odkładać z wyższą stopą zwrotu.
Po drugie – podjęto kroki zachęcające, by oszczędzali jeszcze więcej. Limit IKZE dla przedsiębiorcy wynosi 150% limitu pracownika.
Po trzecie – wszyscy emeryci przeżyją szok. Wszyscy dzisiaj w okolicach 40-tki. Nawet w przypadku, dość dobrze zarabiającego specjalisty (od 10 lat – ok. 250% średniej), emerytura wyniesie 30% ostatniej pensji, a więc 6000 zł (wg obecnych kwot i siły nabywczej). 5000 zł netto, dla kogoś, kto zarabiał dotychczas prawie 14.000 zł netto. Nie będzie eldorado, jak dzisiejsi emeryci, dostający świadczenia 70 a nawet czasami 100% ostatniego wynagrodzenia netto. Przy spadającej dzietności nie da się tego utrzymać. Sam widziałem prognozy, w którym WSZYSTKIE kobiety urodzone po 1977 r. dostaną minimalne świadczenie, niezależnie od tego, ile składek płaciły.
Teza 5. Statystyczny samozatrudniony osiąga przeciętnie znacznie większy dochód niż wynosi zarobek pracownika, a jednocześnie samozatrudnieni płacą bardzo niskie składki na ubezpieczenia społeczne, niższe od osób pracujących na etat. Półprawda oparta o statystykę, dodatkowo kulawą. Widać to po stworzonej na potrzeby badania tzw. próbie 2400. Poza informacją o płci (1200 kobiet, 1200 mężczyzn) nic nie wiemy o jej statystycznej istotności (odzwierciedleniu populacji, branż). Po prostu naukowcy takie dane dostali i takie wzięli. Spory błąd. Chętnie zobaczyłbym tabele źródłowe . Ma ona odzwierciedlać rozkład dochodów w grupie 2400 przedsiębiorców. I mamy wykres 7 na str. 33 raportu. Co tam widzimy?Podzielono płatników na 3 grupy: dochód niski, średni, wysoki w określonych przedziałach do 2500 zł, 2501-7000 zł, 7001 zł i więcej. Dlaczego 3 grupy, dlaczego takie wielkości? Zero uzasadnienia. Ale najlepsze przed wami. Próba 2400 powinna zawierać …. 2400 osób, prawda? A tutaj mamy ok. 900 osób (suma we wszystkich grupach). Co się stało z 1500 przedsiębiorców? Wyparowali? Nie podali dochodów? Zaliczają stratę? Nie wiadomo. Jak na takiej podstawie można cokolwiek wyliczyć? Dlaczego dochód 7001 zł/m-c nazwiemy „wysokim”, skoro kształtuje się na poziomie nieco powyżej przeciętnego wynagrodzenia? Przecież to jakieś żarty, a nie poważne badanie, za które płacimy z …. naszych podatków.
I jeszcze jedne kwestia – „przeciętny przedsiębiorca”. Podobno w „próbie 2400” średni dochód wyniósł 155.309 zł (prawie 200 tys. zł mężczyźni i 110 tys. zł kobiety). I na tej podstawie prowadzone są wyliczenia o „zaniżonych składkach”. Super, tylko średnia arytmetyczna to złe narzędzie (prawnik z politologiem mogą o tym nie wiedzieć) do analiz statystycznych. Jeżeli samozatrudniony w IT płaci minimalną składkę od dochodu 300 tys. zł/rok i taką samą właścicielka kiosku z dochodem 10 tys. zł na rok, ich średnia wychodzi ….155 tys. zł/rok. Stąd takie wyniki. Worek pn. samozatrudnieni zawiera mnóstwo elementów. Niektórzy płacą składki relatywnie wysokie, inni faktycznie niskie (fikcyjne jednoosobowe firmy, pracujące dla jednego klienta np. jako zarządzający), ponieważ dg stało się sposobem optymalizacji składkowo-podatkowej dla lepiej zarabiających. I zwalczajmy patologię, a nie wszystkich przedsiębiorców. Ponieważ ten ostatni ma jeszcze jedną cechę – rzadko korzysta z państwa: leczy się prywatnie, dzieci posyła do prywatnej szkoły, nie bierze kasy z MOPS-u, zasiłku dla bezrobotnych itp.
Pracownik na emeryturę odprowadza niecałe 10% pensji. A przedsiębiorca? Nie znam danych dotyczących średniego dochodu przedsiębiorcy(w tajemniczej i prawdopodobnie błędnej próbie 2400 jest to 155 tys. zł) ani mediany w jdg (ZUS go zna), ale popatrzmy, że składka emerytalna równa się 19,76%. Gdyby przyjąć takie 13 tys. zł podstawy miesięcznie, oznaczałoby to 2,6 tys. zł. Może i taka wychodzi średnia z dziwnej próby 2400, ale ile małych firm (nie fikcyjnych samozatrudnionych) tak zarabia? I ilu pracowników, rolników, księży zarabiających faktycznie 13k miesięcznie nie płaci składek wcale lub śmiesznie małe (odwołajmy się do listy uprzywilejowanych)?
Teza 6. Przedsiębiorcy więcej zasysają z chorobowego niż wpłacają składek. Tutaj kłania się podstawowy błąd merytoryczny. Otóż wykres na stronie 39 nie uwzględnia jednego faktu – ubezpieczenie chorobowe przedsiębiorcy jest nieobowiązkowe. A to znaczy, że płacą go tylko zainteresowani – tacy, którzy wiedzą, że zaraz zaczną korzystać. Wyciąganie wniosków dotyczących całości grupy okazuje się błędem. W moim miejscu pracy średnia długość zasiłków chorobowych rocznie wynosi 25 dni (wobec średniej krajowej 33 dni – dane ZUS). Średnią w firmie znacznie zawyżają:
- etatowi chorujący i matki małych dzieci (średnia 90 dni) – niewielka grupa beneficjentów systemu (5-10%),
- kobiety w ciąży (średnia 180 dni).
I właśnie analogiczne grupy przedsiębiorców (dodatkowo nadreprezentowane w próbie 2400) opłacają sobie dobrowolne ubezpieczenie chorobowe jak przedsiębiorcy. W przypadku pracowników – równoważą ich osoby nie korzystające z L4.
Teza 7. Przedsiębiorca powinien płacić ZUS od dochodu – wtedy uzyska godną emeryturę. Oczywiście lek na wszystkie bolączki – podnieść składki do wysokości blisko 20% dochodu. Tylko tak przedsiębiorca dostanie wysoką emeryturę. Oczywiście, dla każdego, kto zna opisywaną przeze mnie na blogu sytuację ZUS (uznaniowość, demografia), taka obietnica wywoła pusty śmiech. Możesz płacić wysokie składki, a dostaniesz … guzik, bo nagle sejmowa większość przegłosuje „świadczenie obywatelskie”. W rzeczywistości ZUS-owi chodzi o bieżące zasypanie dziury (wysokie składki) a o reszcie dopiero pomyślą. Nie stanowią wyjątku – tak działał już Bismarck.
Nie mam wątpliwości, że przedsiębiorcy sobie z tym poradzą, nagle cudownie spadnie im dochód, ubezpieczą się chorobowo i pół roku przesiedzą na zwolnieniu itp. Tego naukowcy nie przewidzą, bo jako się rzekło, działalności gospodarczej nigdy nie prowadzili.
A biedni (z niskim dochodem)? Dla nich nie ma żadnej recepty, chodzi o to by łupić najwięcej zarabiających.
Teza 8. Wadami dobrowolnego ubezpieczenia są: zagrożenie powszechności systemu, ” dobrowolność przytłaczająco rozszerzy pole do instrumentalizacji uczestnictwa w systemie zabezpieczenia społecznego” – musiałem zacytować, zwiększą się wypłaty z innych systemów.
Każde z tych twierdzeń da się sfalsyfikować. Otóż tzw. powszechność systemu jest konstrukcją teoretyczną. Z ZUS wyłączono ogromne grupy uprzywilejowane (KRUS, mundurówka, sędziowie, prokuratorzy), a niektórym (duchowni, górnicy) dopłaca się krocie. Utrwalanie takiej praktyki nie ma żadnej wartości, a tym bardziej nie istnieje powód, dla którego mieliby go utrzymywać przedsiębiorcy.
Tzw. pole do instrumentalizacji oznacza – komu się opłaca – przystępuje, kto widzi lepsze lokaty – nie przystępuje. W praktyce – do ZUS zapisze się dobrowolnie może 10% przedsiębiorców i to tylko na 20-25 lat, aby uzyskać świadczenie minimalne (jak pracownicy). I nie widzę w tym nic złego. Dokładnie to samo robią pracownicy. Idą na renty, pracują na czarno po zaliczeniu minimalnego stażu do emerytury. A negatywne skutki? Widać po artystach. Ta grupa przez lata nie miała obowiązkowych składek. Czy gryzą piach? Nie, albo pracują do śmierci, albo odłożyli wystarczająco dużo i śmieją się z ZUS-u oraz jego „zawrotnych” świadczeń.
Zwiększenie wypłat z innych systemów wymaga większej uwagi. Czy faktycznie przedsiębiorcy rzucą się masowo do pomocy społecznej? Chyba nie. A powód jest prosty. Żeby pójść do MOPS-u nie można mieć istotnego majątku, a przedsiębiorcy zapobiegliwie go gromadzą, ponieważ na ZUS nie liczą. A jak nie ma majątku, są dzieci. Nie bójcie się MOPS dobrze sprawdza, czy ma kto płacić alimenty. Jeśli znajdzie taką osobę, odmówi zasiłku. Dlatego, problem pomocy społecznej jest pomijalny. Naukowcy rozdmuchując go, bazują na porównaniu z Niemcami. Nie znam tego systemu, ale być może rozwiązany jest inaczej (nie szukają dzieci, nie grzebią w majątku – tam zresztą większość na wynajmie). A nawet gdyby przedsiębiorcy wybrali tę drogę? No cóż, po to całe życie płacili podatki. Zabierzmy dopłaty dla nierentownych kopalń, krewnych i znajomych królika oraz kleru tzw. willa plus, a oddajmy tym, którzy całe życie wspomagali system. Takiej refleksji mi zabrakło. Przedsiębiorca jest dla autorów raportu wyłącznie dojną krową i tak zestawiają dane, by więcej mleka wyssać mu ze strzyków.
Błędy merytoryczne, które udało mi się wyłapać.
- Sławetna próba 2400, której reprezentatywność łatwo zakwestionować (str. 39 – „Ponadto w próbie znajdują się wyłącznie roczniki 1975-1985”), a okazała się próbą 900 (wykres na stronie 33) i która stanowi podstawę większości wniosków (w tym tezy 6).
- Przypis str. 33 – „Większość ubezpieczonych ustala składki od przychodu tj. pełnej otrzymanej kwoty. W przypadku samozatrudnionych powinien być to dochód, który jest różnicą między przychodem, a kosztami jego uzyskania.” Bzdura. Pracownik też odlicza koszty uzyskania przychodu, tyle że robi to ryczałtowo. Proszę spojrzeć w swój PIT-11 od pracodawcy, państwo doktorzy, chyba że optymalizujecie się podatkowo na umowie zlecenie czy o dzieło.
- Prowadzenie badań dotyczących ubezpieczenia chorobowego (i dochodów) wyłącznie na grupie osób z roczników 1975-1985 czyli z nadpreprezentacją kobiet w wieku rozrodczym i posiadających małe dzieci. To normalne, że zachodzą one w ciążę, biorą zwolnienia na chorego malucha itp., a ich rówieśnicy – mężczyźni znajdują się na szczycie możliwości zarobkowych. Wnioski raportu są błędne, ponieważ dane wyjściowe nie odpowiadają populacji.
- Wyciąganie wniosków dotyczących przedsiębiorców na podstawie grupy opłacającej ubezpieczenie chorobowe, które jest nieobowiązkowe, i spora część z niego rezygnuje (a w zasadzie płacą je zamierzający korzystać ze świadczeń).
- Analizowanie emerytury przedsiębiorców, wyłącznie na podstawie danych osób które pobierały w 2021 r. emeryturę jednocześnie prowadząc dg (str. 43). Takie dane w oczywisty sposób są zniekształcone – dorabiają dg głównie ci, otrzymujący niskie świadczenia.
- Dokonywanie obliczeń przyszłych emerytur (warianty V i kolejne) na podstawie osób pracujących mało tj. ok. 34 lata w przypadku mężczyzn i ok. 30 lat (kobiety). Przecież przeciętny pracujący, nawet po studiach, ma przed sobą 41 lat pracy (mężczyzna) i 36 lat pracy (kobieta). I o dziwo mężczyzna-przedsiębiorca z takim stażem, jeśli płaci składki dzisiejsze (ulga przez pierwsze 2 lata), nawet wg wyliczeń raportu, jednak zarobi nimi na swoją emeryturę.
- Przykład przedsiębiorcy z Białej Podlaskiej (str. 61) jako dowód na wady systemu dobrowolnego ubezpieczenia. Otóż drodzy naukowcy, ten człowiek popadł w długi ponieważ musiał płacić składki nieproporcjonalne do dochodu. Gdyby ich nie było, nie powstałby dług, a przedsiębiorca albo pracowałby do śmieci, albo odkładał „na boku” część składek i dostał świadczenie jak obecnie. A wy opowiadacie jakieś bajki o świetnych dochodach (tj. pow. 7000 zł brutto) w próbie 2400, składającej się z osób w wieku najwyższych możliwości zarobkowych (37-47 lat).
Na koniec – otóż składki przedsiębiorców zawsze były niskie w relacji do średniej pensji, podobnie jak emerytury (w relacji do przeciętnego świadczenia). I właściciele firm nauczyli się sobie z tym radzić. Bowiem w rzeczywistości nie chodzi o pochylenie się nad dolą samozatrudnionych, ale o uzasadnienie ich wydojenia jeszcze mocniej. Stąd pomysł pobierania składek od dochodu. Do czego doprowadzi (gdyby został wdrożony)? Do masowej likwidacji firm i rozrostu szarej strefy oraz …. katastrofy ZUS. Jak mawiają mądrzy ludzie „Lepiej jeść małą łyżeczką”. I warto by prezes Uścińska i prezes Derdziuk o tym pamiętali. Zarżniecie krowę, pojecie mięso przez miesiąc, a potem przez 20 lat zabraknie wam mleka.