Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędzanie – Strona 58 – Oszczędny Milioner

Czy można zostać milionerem grając w Lotto?

Teoretycznie tak. W praktyce, to prawie niemożliwe.

Lotto opiera się na dwóch założeniach, z których oba są korzystne dla firmy organizującej losowanie, a działają na niekorzyść graczy.

Pierwszym jest oczywiście rachunek prawdopodobieństwa. Szansa trafienia 6 (czyli wygranej gwarantującej zostanie milionerem) wynosi 1: 13 983 816. Krótko mówiąc trzeba wypełnić prawie czternaście milionów zakładów i wydać kilkadziesiąt milionów, aby uzyskać pewność wygranej.

Drugie założenie (niezwykle trafne) to mechanizm pędu stadnego. Loterie to podatek od marzeń.  Im więcej znajduje się w puli, tym więcej zawieranych zakładów, a to oznacza podzielenie się głównym trafieniem. To dlatego w sobotniej kumulacji, trzej „szóstkowicze” dostaną  po 20 mln. zamiast 60.

No dobrze, powie ktoś. Nie muszę wygrywać od razu miliona, chce mieć satysfakcję, że od czasu do czasu coś wygram. Prawdopodobieństwo trójki wynosi 1: 57, czyli żeby dostać 24 zł (wygrana gwarantowana) trzeba wydać 171 zł. Kiepski interes.

Oszczędzanie i inwestowanie daje na praktycznie pewność zostania milionerem (jeżeli przeżyjemy odpowiednio długo), gra w Lotto zdecydowanie nie.

 

Po jakim czasie zostaniesz oszczędnym milionerem?

Dzisiaj spróbuję pokazać po jakim czasie zostaniesz oszczędnym milionerem. Przyjąłem następujące warianty:

  • zarobki rodziny na poziomie 2 średnich krajowych,
  • oszczędności na poziomie 10% dochodów/20% dochodów,
  • stopa zwrotu na poziomie 5%/8%.

Zatem do dzieła. Dwie średnie krajowe to ok. 5.500 zł. 10 % z tej sumy to 550 zł, a 20% już 1.100 zł. Tyle odkładamy miesięcznie. Zakładam, że pieniądze zostaną złożone na rachunku, na którym brak podatku Belki (np. IKE).

Obliczenia przedstawia tabela:

Oszczędności 10% (550 zł)Oszczędności 20% (1100 zł)
Zysk 5% rocznie43 lata32 lata
Zysk 8 % rocznie
33 lata25 lat

Trochę to potrwa, prawda? Ale przecież nigdy nie obiecywałem, że uda się to osiągnąć przez 2 lata. Z drugiej strony popatrz, przycinając wydatki przeciętny Polak po studiach ma szansę zostać milionerem przed pięćdziesiątką. Jeżeli zacznie pracę po maturze, może osiągnąć pierwszy milion w okolicach czterdziestki.  Warto spróbować.

Siedlisko na wsi, czy wyjazdy na wakacje? Analiza ekonomiczna.

Zakończony długi weekend skłonił wiele osób do rozważań, czy nie warto byłoby mieć swojego własnego małego gniazdka na wsi, do którego można pojechać w każdej chwili – krótko mówiąc domku wakacyjnego zwanego też z rosyjska daczą.

Domek taki położony w atrakcyjnej turystycznie okolicy, gdzieś nad wodą lub blisko lasu zapewniałby wypoczynek w weekendy i wakacje.  Czy to się jednak opłaca? Policzmy.

Od 1 maja istnieją poważne problemy z kupieniem tzw. siedliska tj. działki z domem na wsi. Dlaczego? Przepisy dotyczące obrotu ziemią rolną ograniczyły możliwość nabycia przez nie-rolników  do działek o powierzchni do 6000 m2. Takich  nieruchomości jest bardzo mało. Oczywiście ich ceny zaraz pójdą w górę. Pozostają działki przeznaczone na cele nierolne czyli turystyczne. Ale ograniczając się do cen. Goła działka (kawałek pola) o powierzchni ok. 0,5 ha będzie kosztowała nie mniej niż 20 tys. zł, zabudowana niewielkim domkiem nie wymagającym natychmiastowego remontu już ok. 100 tys. Z kolei domek za 50 tys.  najprawdopodobniej wymaga natychmiastowego remontu. Przyjmijmy zatem cenę 100 tys. zł przeciętnie i przynajmniej dwa razy tyle w miejscu atrakcyjnym turystycznie (znane jezioro, góry, morze).  Nie wiedziałeś, że aż tyle? Niestety tak jest. Pojawia się pierwszy problem – skąd wziąć takie pieniądze? Trzeba je albo wyjąć z konta (ten kto może), albo pożyczyć. Roczny koszt to 3-5% wartości (3000-10.000 zł). W lepszej sytuacji są ci, którzy domek dostali, ale i oni mogliby go sprzedać i pieniądze wykorzystać w inny sposób.

Następnie co miesiąc trzeba ponosić koszty utrzymania (drobne remonty, woda, prąd, śmieci, rośliny) – obliczam je według własnych doświadczeń na nie mniej niż 2000-3000 zł rocznie.

Razem rocznie wydamy 5.000 do 13.000 zł. Jaka jest alternatywa? Wynajmować. Domek wiejski wynajmiemy za 80 zł za dobę, w atrakcyjnej miejscowości zapłacimy ok. 200-300 zł w zależności od pory roku (w wakacje najwięcej) i długości pobytu.  Czyli możemy sobie pozwolić na maksymalnie 40-60 dni wynajmu. To dwutygodniowy urlop i jeszcze od 12 do 22 weekendów. Możemy je spędzać zawsze w innym miejscu.

To wyliczenie może wyglądać inaczej jeśli dokonamy zakupu w kurorcie i będziemy wynajmować. Tylko, że wtedy … sami nie możemy korzystać z domku.

Podsumowując, opłacalność wygląda słabo.

Czy warto starać się o działkę w rodzinnych ogrodach działkowych?

W latach osiemdziesiątych pracownicze (obecnie rodzinne) ogrody działkowe przeżywały renesans. Były to bowiem dostępne dla wszystkich niewielkie nieruchomości położone blisko centrów miast. Brak własności nikogo nie przerażał – w socjaliźmie nawet mieszkania były spółdzielcze, a prawa do działki pozbawiano zupełnie wyjątkowo.

Potem lata 90-te i renesans prywatnej własności, zepchnęły działkowców do defensywny. Atak przypuściły też samorządy, które ostrzyły sobie zęby na cenne grunty. Działki stały się synonimem reliktu PRL-u i opcją dla nieudaczników (tych których nie stać na „prawdziwą” własność).  Dlatego moje pytanie może brzmieć nieco przekornie?

Odpowiedź jednak jest krótka. Jeśli możesz znaleźć działkę blisko swojego domu, za rozsądne odstępne (2-3 tys.), lubisz pracę w ziemi, a nie możesz (bądź nie chcesz) uzyskiwać własności (np. ze względów finansowych), to opcja jest dla Ciebie. Jeśli jednak ogródek przeraża Cię ogromem prac, masz różne zajęcia od rana do wieczora, to porzuć ten pomysł jak najszybciej.

Tyle o kwestiach nastawienia. Teraz, jako oszczędny milioner, napiszę co nieco o aspekcie finansowym.

Działki w ROD są tanie. Płaci się tylko za altanę i nasadzenia. Koszt jest niewielki (2-5 tys. zł). Żeby kupić grunt podobnej wielkości (300 m2) w dużym mieście trzeba wydać około 100 tys. zł i dodatkowo go ogrodzić, zagospodarować. To przemawia za działkami.

Z kolei własny kawałek pola pod miastem, rodzi kolejne ograniczenia. Po pierwsze, nie ma tam działek kilkusetmetrowych a 10 razy większe. Po drugie trzeba dojeżdżać. Co prawda wydamy już tylko 20-30 tys. zł, ale sporą  kwotę (np. 800 zł rocznie przy 40 wyjazdach) pochłonie benzyna do auta. Tutaj, działki wychodzą na plus.

Własne warzywa i owoce dają ulgę domowym budżetom. Z 200 m2 można zebrać 150 kg warzyw, co pozwoli na oszczędność w wydatkach ok. 600 zł.  Koszt ich wyprodukowania wyniesie ok. 100-150 zł. Jeśli zsumujemy zyski i koszty, będzie to wyglądało następująco:

Zysk – 600 zł (warzywa w cenach „sklepowych”),

Koszty – 350 zł (w tym 150 zł koszt produkcji, 200 zł utrzymanie działki).

Będziemy do przodu o 250 zł. Jest to suma, która równa się 4 godzinom pracy miesięcznie na umowie śmieciowej. Przy średniej pensji będzie to niespełna 1,5 godziny.

I tutaj wracamy do punktu wyjścia. Praca i relaks w ogródku działkowym mają wartość dla kogoś, kto to lubi. Dla przeciwnika „grzebania się w ziemi” lepiej znaleźć sobie dodatkowe płatne zajęcie na 7 godzin tygodniowo (tyle zajmie praca na działce). Efekt finansowy z pewnością będzie lepszy.

Kooperacja księgowych – sposób na mieszkanie.

Księgowi codziennie stykają się z pieniędzmi. Powinni o nich wiedzieć znacznie więcej. Czy tak jest zawsze? Nie, ale znam wielu księgowych, którzy są wyjątkowo oszczędni, po prostu rozumieją wartość pieniądza i starają się go pomnożyć. Czasami mają problem z inwestowaniem, ale w oszczędzaniu są naprawdę dobrzy. Dzisiaj jedna historia z życia wzięta.

Pewna całkiem spora spółka zatrudniała 10 księgowych. Pracowały one ze sobą od lat, zarabiając w sumie niewielkie pieniądze – ok. 3/4 średniej krajowej (w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza  2000 zł netto). Ich mężowie mieli nieco lepsze pensje, ale rodziny uzyskiwały ok. 2 średnich krajowych (czyli były blisko mojego wzoru oszczędnego milionera). Kiedy po kolei dorastały dzieci, pojawiła się potrzeba zapewnienia im mieszkań. Księgowe nie miały wyjątkowych ambicji – myślały o kawalerkach. Zaczęły liczyć.

Skoro kawalerka kosztuje 40 średnich pensji, nie bardzo mają szanse odłożyć taką kwotę samodzielnie, tym bardziej w krótkim okresie. Co robić? Każda potrafiła zaoszczędzić 20% pensji swojej i męża, czyli ok. 40% średniej. Ponieważ było ich 10, razem miały już 4 średnie pensje miesięcznie. Czyli co 10 miesięcy mogły kupić kawalerkę. Postanowiły wykorzystać efekt synergii.

Po kolei każda z nich kupowała mieszkanie dla dziecka, pozostałe oddawały jej swoje oszczędności. Potem następna i następna. Przez 100 miesięcy (ok. 8 lat) wszystkie dysponowały mieszkaniem dla dziecka.  Gdzie tu geniusz? Przecież w 8 lat zbierając oddzielnie kupiłyby mieszkania? No tak, ale tutaj wyglądało to trochę inaczej. Pierwsza dostała klucze już po 10 miesiącach, a dopiero ostatnia po 8 latach. Średni czas oczekiwania wynosił niespełna 5 lat. Rozumiesz?

Oczywiście, takie współdziałanie wymaga albo wyjątkowego zaufania, albo mocnych zabezpieczeń, nie jest jednak niemożliwe. Przemyśl to. Może znasz osoby, z którymi jesteś w stanie powtórzyć osiągnięcie księgowych?

Wycieczki szkolne kiedyś i dziś. Rozważania ojca-milionera.

Wychowanie dzieci kosztuje. Ten fakt nieznany jest osobom, które dzieci jeszcze nie mają. Co więcej, jest coraz drożej. Kiedyś cieszyliśmy się z małych rzeczy dzisiaj nastolatkom zapewnia się znacznie więcej.

Mój najstarszy chodzi do gimnazjum. Publicznego, co ważne. Pierwsza gimnazjum odpowiada  dawnej siódmej klasie podstawówki. Pamiętam jak pojechaliśmy wtedy na dwa dni na Roztocze.

Wczoraj moja żona wróciła z zebrania i usłyszała plan wycieczek.   No cóż, teraz wszystko wygląda inaczej. Plan jest następujący.

Pierwsza klasa – Londyn. Koszt ze zwiedzaniem, symbolicznym kieszonkowym, posiłkami w drodze – 2500 zł.

Druga klasa – Berlin, Drezno, Tropical Island. Bliżej, to i taniej – 1500 zł.

Trzecia klasa – Paryż. Znowu prawie 2500 zł.

Ze szkoły syna, na wycieczki jedzie tylko połowa. Nie dziwie się, skoro koszt zbliża się do średniej pensji. Przeciętnie zarabiających, po prostu nie stać. Muszą wybierać albo wakacje całą rodziną (za 2500 zł, czteroosobowa rodzina da radę spędzić tydzień w górach lub nad jeziorem).  Singiel za podobne pieniądze wyjedzie na 2 tygodnie np. do Gruzji.

Warto pokazać to wyliczenie przeciwnikom programu 500 Plus.

Życie bez samochodu. Wyliczenia.

W jednym z wpisów opowiedziałem się za posiadaniem samochodu argumentując to głównie problemami z dojazdem i marnowaniem czasu. Teraz wracam do tematu z konkretnymi wyliczeniami. Uczciwie podaję przykład potrzeb mojej rodziny (duże miasto, trójka dzieci),  a nie  np. dwójki singli. Czytaj dalej Życie bez samochodu. Wyliczenia.

Monopoly – jakie wnioski płyną z tej gry

Bardzo lubię grać w Monopoly. Według moich dzieci  dlatego, że zawsze wygrywam. Ja jednak z każdą rozgrywką uczę się czegoś nowego. Jakie wnioski płyną z Monopoly?

Warto planować swoje posunięcia finansowe w długim okresie

Minimalny okres planowania w grze to 4-5 kolejek (rzutów kostką) naprzód. Podobnie jest w życiu. Planuj z wyprzedzeniem kilku lat a osiągniesz sukces. Życie z dnia na dzień i z kolejki na kolejkę prowadzi do finansowej katastrofy.

Nie da się przewidzieć przyszłości, element losowy jest bardzo ważny 

Jeden zły rzut kostką może uniemożliwić Ci odniesienie sukcesu. Jeden krach giełdowy może Cię zablokować na wiele lat. Takie jest życie. Taka jest gra.

Ważne jest z kim grasz

Nigdy nie siadaj do stołu z oszustami. Nigdy nie graj z szulerami. Nigdy nie inwestuj z krętaczami. Musisz mieć pełne zaufanie do partnerów w biznesie.

Odniesienie sukcesu wymaga czasu

Zbudowanie imperium w Monopoly zajmuje przynajmniej kilkanaście kolejek. Zbudowanie biznesu wymaga czasu. Zdobycie mistrzostwa w swoim zawodzie zajmuje lata. Sukces z dnia na dzień jest złudny.

Zawsze warto mieć w zapasie pewną ilość gotówki

Gra jak i życie niesie szanse i zagrożenia.  Czasami nie wystarczy mieć majątek. Trzeba dysponować gotówką. Pozwala ona wykorzystać niespodziewane okazje inwestycyjne lub pokryć nieprzewidziane wydatki. W Monopoly jak i w życiu kryzys płynności jest tym najniebezpieczniejszym.

Jedna porządna inwestycja przynosi większe dochody niż 4 małe

Jeden hotel jest lepszy niż 4 domy. Duża inwestycja to szeroki strumień gotówki. Dobra pensja podobnie. 4 małe strumyczki nigdy nie dorównają jednemu wielkiemu.

Warto dywersyfikować

Inwestycje powinny być rozłożone. Trzeba mieć wiele państw i hoteli aby wygrać w Monopoly. Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że będziemy mieli częstych gości. Podobnie w życiu, inwestuj w akcje, własny biznes i edukację, staraj się pracować w kilku miejscach. Wtedy szansa na zwycięstwo jest dużo większa. Jednocześnie nie przesadzaj. Kto wiele obejmuje, ten słabo ściska.

Kaizen. Podsumowanie.

Zasady kaizen mają wielorakie zastosowania. Mogą być używane codziennie. Nadają się i do odchudzania i do budowania własnej zamożności.  Pamiętaj o tym wprowadzając kaizen do własnego życia. Mogę powiedzieć, że moje uległo ogromnej, dobrej zmianie.

Ten blog powstał dzięki kaizen. Ilu znasz blogerów, którzy pracują zawodowo, nie są „spółkami blogerskimi”, którzy trzymają się swojej działki, pracują zawodowo i dodają 5 wpisów tygodniowo? Ja  niewielu. Postanowiłem być jednym z nich. Jak wśród nawału codziennych obowiązków (praca, działalność gospodarcza, rodzina, dom na wsi z ogromnym ogrodem) znaleźć czas na regularne pisanie? Przeszedłem test 5 „dlaczego” i postanowiłem – zacznę wstawać wcześniej. Dotychczas była to 6.00. Dla wielu i tak barbarzyńska pora. Potrzebowałem zejść do 4.00 może 4.30. Zgodnie z zasadą małych zmian co tydzień budziłem się wcześniej o 5 minut. Po pół roku regularnie wstawałem o 4.00.  Nagle miałem czas na pisanie (ok. 1-1,5 h), poranne ćwiczenia (0,5 h), czytanie (0,5 h). To wszystko zdążyłem zrobić przed 6. Użyłem sprytu zamiast pieniędzy (mogłem przecież wynająć kogoś, kto przeleje moje myśli na papier). To właśnie potęga kaizen. Pięć minut co tydzień zmieniło moje nawyki. Jestem blogerem, ćwiczę i czytam przynajmniej 1 książkę tygodniowo.

Kaizen pozwoliło mi znacznie ulepszyć moje finanse. Przestałem oszukiwać sam siebie, że potrafię wprowadzić wielkie zmiany. Wprowadziłem system „kont”, o którym jeszcze napiszę. Kupiłem wymarzony samochód. Pracuję mniej, a zarabiam więcej. To zasługa wdrożenia kaizen.

Także Twoje życie (również w aspekcie pozafinansowym) może znacznie się zmienić, jeżeli zaczniesz postępować zgodnie z ideami kaizen. Warto spróbować.

 

 

Kaizen milionera. Część V.

Dzisiaj dwie ostatnie zasady kaizen. Jutro podsumowanie.

Pomyłki koryguj na bieżąco.

Nie ma sensu czekać na zakończenie realizacji planu (roku, kilku lat), aby skorygować pomyłki. Rób to od razu. Widzisz, że coś wymaga zmiany, wprowadzaj ją od ręki. Jak to wygląda w praktyce?

Planowałeś oszczędzić w tym roku 10.000 zł. Tymczasem minęły dwa miesiące a Ty odłożyłeś tylko 100 zł. Musisz interweniować natychmiast. Sprawdź gdzie jest źródło przecieku. Zareaguj. Nie patrz jak zawala się cały roczny projekt.

Założyłeś firmę. Zyski miały pojawić się po pół roku. Minęło 8 miesięcy, a nadal generujesz stratę.  Przemyśl od razu, co poszło nie tak. Czy źle skalkulowałeś cenę, czy zabrakło reklamy, czy po prostu Twój produkt nie odpowiada na oczekiwania rynku. Im wcześniej się tego dowiesz i zmienisz to, tym lepiej. Wcześniej przestaniesz dokładać, a zaczniesz zarabiać.

Zainwestowałeś w akcje. Wydawały Ci się najlepsze na świecie, a zaczęły spadać. Przyjąłeś margines tzw. stop loss na poziomie 10% (jeśli tyle stracisz, wycofujesz pieniądze). Nie czekaj aż spadną o 15 % (chociaż mogą się też odbić). Działaj automatycznie. Sprzedaj kiedy przekroczysz ustawiony przez Ciebie próg strat.

Ulepszanie nie ma końca.

Ostatnia zasad kaizen jest zarazem jedną z najważniejszych. Ulepszenie nie ma końca. Nigdy nie przestajesz starać się być jeszcze lepszym. Jako przyszły milioner, zawsze starasz się podnieść dochody (zarabiać więcej), trzymać w ryzach wydatki (oszczędzać więcej), osiągać coraz lepszą stopę zwrotu z inwestycji. Codziennie starasz się nauczyć czegoś nowego, wprowadzasz drobną zmianę. Kumulacja tych zmian da potężny efekt w dłuższym okresie.

Taka „potęga rzeczy drobnych” to esencja kaizen. Nie chodzi o rewolucję, o wielkie projekty, zwroty o 180 stopni z dnia na dzień. Trzeba codziennie stawać się lepszym (w naszym przypadku zarabiającym, oszczędzającym, inwestorem) chociaż trochę. Posunąć się naprzód choćby o krok. Wprowadzaj te zmiany w każdym obszarze swojego życia, a zobaczysz efekty. Potężne efekty. Różnica w skuteczności realizacji celów pomiędzy człowiekiem, który praktykuje kaizen, a pozostałymi jest ogromna. Nie wynosi 10% ale 10 razy tyle. Staraj się wykorzystać tę moc.