Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędzanie – Strona 50 – Oszczędny Milioner

Dobry i zły kredyt.

Stare przysłowie mówi: „Kredytu banki najchętniej udzielą tym, którzy go nie potrzebują”. Co ono oznacza? Że samo posiadanie zdolności kredytowej to jedno, a rzeczywiste potrzeby to drugie. Czy faktycznie tak jest?

W pewnych kręgach za wyznacznik prawdziwej dorosłości uchodzi kredyt hipoteczny, a sama zdolność kredytowa, to już coś. W erze niepewnych, niestabilnych umów śmieciowych, stała praca daje dostęp do kredytu. Nareszcie można kupować rzeczy, nie posiadając na nie pieniędzy? Czy to dobrze, czy to źle? To zależy. Od czego?

Od tego czy mamy do czynienia z długiem dobrym czy złym. Czym one się różnią? Zły kredyt wciąga nas głębiej w zależność finansową, powiększa wydatki, a nie dochody, przeznaczany jest na rzeczy tracące na wartości albo wręcz na bieżącą konsumpcję. Dodatkowo najczęściej ma najwyższe oprocentowanie. Takich zobowiązań trzeba unikać. Są nimi m.in.: kredyt na wakacje, urządzenie świąt itp, pożyczki chwilówki, kredyt na auto (o ile nie używamy go do osiągania proporcjonalnych do wydatku przychodów), na remont mieszkania, zwykłe pożyczki konsumpcyjne na dowolny cel itp. Do tej listy dodałbym jeszcze pożyczkę na zakup akcji lub pochodnych – wysokie ryzyko inwestycji często prowadzi do tego, że mimo strat musimy płacić raty. A kredyt dobry? To ten, którzy zwiększa nasze dochody, pozwala zastąpić porównywalny wydatek na najem rzeczy, ale i gromadzić majątek. A zatem zaliczymy do niego: kredyty hipoteczne (na zakup nieruchomości przynoszącej dochody wyższe niż rata odsetkowa lub własnego lokum przy założeniu rata+opłaty za korzystanie niższej niż czynsz najmu), kredyty inwestycyjne w firmie (o ile przeznaczone są na tzw. pewny interes i zysk pokrywa z naddatkiem ratę kredytu). Jak widzicie lista dobrych długów jest znacznie krótsza niż złych. Dlatego opublikowałem cykl – jak szybciej spłacić kredyty.  Ponieważ trzeba się ich pozbyć i … nie zaciągać nowych.

 

 

Nadpłata kredytu hipotecznego. Wyniki obliczeń.

W ostatnim wpisie zamieściłem kilka refleksji na temat nadpłaty kredytu hipotecznego. Teraz czas na twarde dane. Przygotowałem kilka wersji dotyczących kredytu wziętego na 30 lat, w kwocie 100.000 zł (łatwiej dokonywać przeliczenia), z oprocentowaniem 4,5%, wziętego w ubiegłym roku (czyli spłacono już 12 rat). Czytaj dalej Nadpłata kredytu hipotecznego. Wyniki obliczeń.

Jak spłacić swoje długi. Metoda „kuli śniegowej”.

O  spłacie długu sposobem „kuli śniegowej” wymyślonym przez Dave’a Ramsey’a wylano już morze atramentu. Ma ona jedną istotną zaletę, działa szczególnie motywująco na początku, kiedy walka nie weszła nam jeszcze w krew.  Najpierw, podobnie jak wybierając metodę „najpierw najwyżej oprocentowane”, trzeba stworzyć listę zobowiązań. Czytaj dalej Jak spłacić swoje długi. Metoda „kuli śniegowej”.

Jak spłacić swoje długi? Najpierw najwyżej oprocentowane.

Ta metoda wyboru zobowiązań do nadpłacania jest banalnie prosta (oczywiście chodzi o sekwencję działań a nie wykonanie). W pierwszej kolejności wykonujemy spis swoich zobowiązań. To chwila prawdy. Potrzebujemy następujących danych: Czytaj dalej Jak spłacić swoje długi? Najpierw najwyżej oprocentowane.

Jak spłacić swoje długi? Zarys metod.

Dzisiaj proponuję porady dla osób, które zmagają się ze sporym zadłużeniem. No dobrze, ale co to jest spore zadłużenie? Dla każdego próg będzie inny. Ja widzę dwie metody oceny, czy przekroczyliśmy pożyczkowy Rubikon. Pierwsza, opiera się na psychologii. Jeżeli spłata rat robi się dla nas uciążliwa, to pożyczyliśmy za dużo. Drugi sposób, to czysta matematyka. Zakredytowany jest ten, który spłaca raty przekraczające 1/3 jego dochodu.  Ocena uciążliwości jest nawet bardziej konserwatywna (ja czułem się źle nawet z ratą wynoszącą 7% miesięcznych przychodów rodziny).

Rozsądny człowiek, jeśli w bucie uwiera go kamień, przystaje na chwilę, aby go wyrzucić. Z kredytem sprawa nie będzie taka prosta. Wyrwanie się z długów (zwłaszcza jeśli mamy ich więcej) to proces obliczony często na lata. Warto jednak podjąć próbę. Generalnie potrzebne są plan i konsekwentna jego realizacja. Plany proponuję oprzeć na jednej z metod (o których napiszę szerzej w kolejnych tygodniach): kuli śniegowej albo spłaty najpierw najwyżej oprocentowanych zobowiązań.  Każdej z nich poświęcę odrębne wpisy.

Strategia podatkowa a wartość netto. Część I.

Dzisiejszy wpis nie ma wprawdzie charakteru porady o tym – jak płacić niższe podatki, ale pozwala uzmysłowić sobie pewien istotny fakt. O tym, że wybór strategii opodatkowania ma wpływ na nasze finanse, chyba nikogo nie trzeba przekonywać, a ja spróbuje poprzeć to liczbami. Oto one.

Opodatkowanie najmu nieruchomości. W jednym z postów pisałem o wyborze rodzaju opodatkowania najmu nieruchomości – ryczałt czy zasady ogólne. Właściwa decyzja pozwala zaoszczędzić, przy założeniu rentowności najmu na poziomie 5 % wartości nieruchomości nawet 500 zł na każde 100 tys. zł, czyli w przypadku mieszkania za 400 tys. zł to 2000 zł rocznie. Pomnożone przez 20-30 lat da to nawet 60 tys. zł więcej dzisiejszych pieniędzy (przy założeniu: stopa zwrotu z inwestycji tych 2000 zł = inflacja) niż zły wybór.

Oszczędności emerytalne. Żaden rozsądny trzydziestolatek, a nawet czterdziestolatek nie liczy na emeryturę z ZUS. Dlatego odkładam na emeryturę 500-1000 zł miesięcznie (w zależności od przychodów w firmie). Korzystanie z IKE (czyli brak podatku od zysków kapitałowych) to w moim wypadku (24 lata do emerytury) ok. 55.000 zł (w dzisiejszej wartości pieniądza ok. 27.000 zł).  Zwiększenie stopy zwrotu o 2% to z kolei 120.000 zł ekstra na koncie emerytalnym (czyli 60.000 zł obecnych złotówek).

Podatek liniowy czy według skali. Ktoś kto osiąga zyski z firmy na poziomie 200 tys. zł może zyskać na podatku liniowym nawet 16 tys. zł rocznie. Po upływie 30 lat będzie to prawie pół miliona.

Samozatrudnienie czy etat. Etatowcy płacą najwyższe podatki i składki. Oto jak wygląda symulacja dla osoby zarabiającej  średnią krajową ok. 3000 zł netto z tytułu umowy o pracę.  3000 zł netto to 5100 zł kosztu dla pracodawcy. Jeżeli nie doliczamy podatku VAT, to rocznie przeznaczano na pracownika  61.200 zł z czego otrzymywał on 36.000 zł. Teraz przejdźmy na samozatrudnienie.  Obie strony muszą zarobić. Koszt pracodawcy spada do 4600 zł miesięcznie. Wydał 56.200 zł rocznie. A pracownik? Z 4600 zł jako rozpoczynający DG zapłacił składki ZUS w wysokości 600 zł (aby z nich skorzystać trzeba zmienić pracodawcę – inaczej będzie to 1172 zł). Zostało mu 4000 zł do opodatkowania, prawda? Nieprawda. W działalności gospodarczej wykorzystuje swój samochód. Może go amortyzować i odpisać wydatki na paliwo, czyli w przypadku auta używanego za 30 tys. zł, które miesięcznie kosztuje 700 zł, nie zapłaci podatku od 1700 zł. Następnie telefon, komputer i inne zakupy niezbędne w DG, potem kwota wolna od podatku itp. i nagle okazuje się, że nie płacimy podatku od 2500 zł zarobionych pieniędzy, dodatkowo odliczamy składkę zdrowotną i mamy podatku dochodowego równe 0 zł.     Na minimalnym ZUS-ie otrzymujemy do ręki 4000 zł, na zwykłym 3400 zł, a na umowie o pracę 3000 zł. W ten sposób zarabiamy rocznie nawet 12.000 zł więcej (po 30 latach 360.000 zł).

Za dwa dni ciąg dalszy.

Wartość netto, a niezależność finansowa.

Wartości netto poświęciłem kilka ostatnich wpisów. O niezależności finansowej pisałem m.in. tutaj: http://oszczednymilioner.pl/2016/08/19/niezaleznosc-finansowa-wzgledna-i-bezwzgledna/ . Jak mają się do siebie te dwa stany finansowe?

Czytaj dalej Wartość netto, a niezależność finansowa.