Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Styl życia – Strona 52 – Oszczędny Milioner

Dlaczego wydaję na edukację 3 razy tyle co przeciętna rodzina?

Największa dysproporcja pomiędzy wydatkami rodziny przeciętnej i mojej wystąpiła w kategorii „Edukacja” – ok. 70 wobec 220 zł na osobę/miesiąc.   Czy warto poświęcać aż tyle  (u mnie w liczbach bezwzględnych 1100 zł) na naukę? Warto.

Posłużę się dwoma przykładami. Czytaj dalej Dlaczego wydaję na edukację 3 razy tyle co przeciętna rodzina?

Wydatki Oszczędnego Milionera i przeciętnego Kowalskiego.

Z dostępem do wydatków statystycznej rodziny jest spory problem.  Tylko GUS publikuje takie dane, posłużę się zatem kwotami  przeciętnych wydatków w 2015 r. (nowszych danych na razie nie ma). Porównam je z opisami wcześniej wydatkami mojej rodziny, która jak wiecie liczy 5 osób. A oto wyniki:  Czytaj dalej Wydatki Oszczędnego Milionera i przeciętnego Kowalskiego.

Wydatki mojej rodziny. Podsumowanie.

Ponieważ cykl opisywania poszczególnych kategorii wydatków właśnie się skończył, czas na podsumowanie. Moja rodzina wydaje zatem na:

  • Życie – 2150 zł,
  • Opłaty – 1400 zł,
  • Transport – 550 zł,
  • Ubezpieczenia – 255 zł,
  • Naukę – 1110 zł,
  • Wakacje – 1100 zł,
  • Wyposażenie i remont domu – 200 zł,
  • Działkę – 200 zł,
  • Kieszonkowe – 420 zł,
  • Prezenty – 300 zł.

Razem wydatki prywatne to: 7.685 zł (1537 zł/osobę).

Wydatki na inwestycje wynoszą (lokale, firma) – 1430 zł.

W czwartek porównanie z przeciętymi Kowalskimi.

Wydatki w poszczególnych kategoriach. Kieszonkowe.

Z kieszonkowym w mojej rodzinie sprawa jest prosta – dostaje je każdy, kto wkroczył w wiek szkolny. Wysokość dostosowana jest do płci, wieku czyli krótko mówiąc – do potrzeb. To pieniądze, z których nie trzeba się rozliczać.

Z tego względu najwyższe dostaje moja żona – 200 zł. Może też przeznaczyć na własne potrzeby dodatkowe dochody (nagrody w pracy, zlecenia) – razem średnio ok. 300 zł.

Czytaj dalej Wydatki w poszczególnych kategoriach. Kieszonkowe.

Mamy już kolejny rok. Czas na plany i podsumowania.

Dzisiaj, kiedy opadł już sylwestrowy kurz, a niektórym przeszedł ból głowy, czas na podsumowania minionego – 2016 roku. Pod względem finansowym, zapowiadał się tak sobie, a okazał się jednym z najlepszych. Plany udało mi się zrealizować w 100%, a nawet w niektórych przypadkach ze sporym naddatkiem. Czytaj dalej Mamy już kolejny rok. Czas na plany i podsumowania.

Dochody przeciętnej rodziny. Co zmienić?

Jak już pisałem dochody mojej rodziny i „przeciętnych Kowalskich” różnią się. Nie chodzi tylko o wysokość, ale i rodzaje osiąganych dochodów. Co da nam zmiana i jak ją przeprowadzić?

Każdy, kto interesuje się oszczędzaniem zwraca uwagę na modny obecnie nurt „wolności finansowej” zamiast „zamożności”. Czym one się różnią? W wielkim uproszczeniu – wolny finansowo jest ten, kto jest w stanie utrzymać się  bez udziału pracy przez określoną liczbę lat (najlepiej do śmierci). W praktyce, jeśli mam stały tzw. dochód pasywny 3.000 zł (np. z praw autorskich od napisanej książki) oraz majątek 300.000 zł, który mogę spieniężyć, a wydatki 3.500 zł, to jestem wolny finansowo na 50 lat (bo 300.000/6.000=50), czyli w praktyce do śmierci.

W zamożności liczy się tylko majątek. Jeśli zgromadziłem taki wart milion złotych  – jestem zamożny.  W praktyce ludzie zamożni, często nie są wolni finansowo, bo wydają za dużo. Jak  pewnie zauważyliście 1.000.000 zł to tylko ok. 1.600 zł przez 50 lat, jeśli nie uzyskujemy żadnego dochodu z posiadanych środków. Jest też spora grupa ludzi wolnych finansowo, którzy nigdy nie będą zamożni. Po prostu wydają mało i już, w ten sposób nie potrzebują wielkich przychodów.

Moja ocena jest taka, że zawsze trzeba szukać złotego środka. Wolność finansowa to piękne hasło, ale jeśli wiąże się ze skąpstwem (np. mieszkanie w ruderze, jeśli stać nas na ładny dom), dramatycznym cięciem wydatków, a nie zwiększaniem dochodów, to pozbawiona jest większego sensu. I tu dochodzimy do tytułowego pytania – co robić? Odpowiedź jest prosta. Aby dojść do struktury dochodu milionera trzeba starać się osiągać jak najwięcej dochodów pasywnych. Jeśli mój kolega z pracy, który milionerem nie jest, a pobiera taką samą pensję, ma dochód pasywny równy 0, a ja osiągam bez pracy 2.000 zł, to oczywiście nie tylko w rzeczywistości dysponuje większymi sumami pieniędzy, ale stopniowo uniezależniam się od etatu. Oto właśnie chodzi – zwiększać dochód pasywny.  Jak to robić?

Po pierwsze – gromadź oszczędności. Oszczędności zamienione w inwestycje przynoszą dochód z dywidend, odsetek, wzrostu wartości.

Po drugie – kupuj nieruchomości. Możesz wtedy korzystać z czynszów (dzierżawa lub najem). Jeśli dobrze wybierzesz,  ich wartość będzie rosła.

Po trzecie – wymyśl coś. Tantiemy od praw autorskich do publikacji, muzyki albo opłaty za korzystanie z patentów mogą podreperować Twój budżet.

Po czwarte – załóż firmę. Posiadanie firmy, można przypisać do kategorii „inwestycje”, ale wydzieliłem ją do odrębnego punktu. Własna firma jest dochodem pasywnym jeśli nie wymaga pracy właściciela. W przeciwnym wypadku to tylko tworzenie własnego etatu. Firma daje dywidendy (procent od zysku) oraz rośnie na wartości. Nie bez znaczenia jest fakt, że większość właścicieli firm to przedsiębiorcy. Jak to się dzieje? To proste, firma to metoda optymalizacji podatkowej (odliczanie VAT od zakupów, podatek liniowy niezależnie od wysokości dochodów, służbowy samochód itp.).

A którą metodę Ty wykorzystasz?

Dochody>wydatki to oszczędności. Wydatki > dochody oznaczają długi.

Warto zrozumieć prostą prawdę – jeśli Twoje wydatki w perspektywie roku są większe niż dochody to aby je sfinansować zaciągasz długi.

Skoro wiesz już ile wydajesz, a  także ile zarabiasz, możesz odpowiedzieć na pytanie –  oszczędzasz czy zadłużasz się? Możesz zarabiać 1300 zł miesięcznie i oszczędzać, a także otrzymywać miesięcznie 10.000 zł i pogrążać się w długach. Dochód nie ma znaczenia. Pokazuje tylko ile zarabiasz. Dopiero porównany z wydatkami daje obraz Twojej sytuacji finansowej.

Umiejętność odpowiedzi na takie pytanie często stanowi moment przełomowy, ponieważ nasze subiektywne odczucia pozostają w sprzeczności z rzeczywistością. Umysł nie przyjmuje do wiadomości faktów. Stanięcie przed samym sobą w prawdzie – pomimo wysokich dochodów zadłużam się, jest w wielu wypadkach fundamentem zmiany. Znam osoby, które tak długo wierzyły w moc dochodów, aż fala długu zmiotła ich z powierzchni. Jedno niespodziewane zdarzenie, np. półroczny spadek przychodów w firmie oznaczał brak spłat i wypowiedzenie kredytów. Uwierz mi, gdyby przestały się oszukiwać wcześniej, wszystko wyglądałoby inaczej. A mówimy o ludziach zarabiających miesięcznie 10-15 tys. zł.

Stara (i ciągle aktualna) prawda głosi – wydawaj mniej niż zarabiasz. Banki, firmy pożyczkowe i wszelkiej maści lichwiarze próbują nas przekonać, że warto żyć inaczej: wydawać dzisiaj, to co zarabiamy jutro. Nie mówią jednak, że biorąc  dzisiaj kredyt na urządzenie Świąt np. w wysokości 1000 zł, przez najbliższy rok spłacisz 1200-1300 zł (a może i sporo więcej). Jako Oszczędny Milioner usprawiedliwiam dwa rodzaje kredytu: hipoteczny (zakup mieszkania) oraz na edukacje. Wszystkie inne są pułapką, mającą nas przekonać – stać mnie, gdy w rzeczywistości dana rzecz leży poza granicami możliwości finansowych (i warto to wiedzieć, tak jak ja wiem, że nie stać mnie na Bentleya, własny helikopter itp.).

A sytuacja odwrotna? Wyższe dochody niż wydatki dają nam możliwość oszczędzania. Stać nas na coraz więcej. Większe potrzeby finansujemy z odłożonych środków. Osiągamy dochód pasywny (bez bieżącego wysiłku). Nasze życie staje się łatwiejsze. Sam tego doświadczam. Uwierz mi. W grupie kolegów z pracy wszyscy zarabiamy podobnie. Jeden jest typowym dłużnikiem – na kredyt dom, samochód, inne rzeczy, jednocześnie ma problem by wysupłać 20 zł za  kawę. Drugi żyje rozsądnie, ale przygniata go zbyt duży kredyt hipoteczny, a więc wystarcza mu jedynie na drobne szaleństwa. Trzecim jestem ja i dzięki dochodom pasywnym i małemu kredytowi, a także nawykom stałego oszczędzania, mogę co jakiś czas kupić coś ekstrawaganckiego (np. sportowy rower, dobre pióro, zegarek itp.). Dlaczego? Bo od wielu lat pewną (od 10 do 40%)  dochodu regularnie oszczędzam i inwestuję, poza tym mam jasny plan. Po kilkunastu latach pracy zbieram owoce, przed emeryturą ta różnica jeszcze się pogłębi.  Wokół siebie widzę wiele podobnych przypadków. Rekordzista kupuje mieszkania jak inni rękawiczki – co sezon (bo jednocześnie z przeciętnie płatną pracą prowadzi gospodarstwo rolne, pensjonat i żyje z wynajmu). Zrozum. Dochód jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest stosunek dochodu i wydatków. Aby wiedzieć jak się sprawy mają, spisujemy dochody, wydatki, sporządzamy budżety. Potem zostaje tylko planowanie.

Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.

Najpierw odpowiem na tytułowe pytanie. Warto. Z dwóch powodów:

  • lepszy plan miesięczny niż żaden,
  • im krótszy okres, tym łatwiej planować, bo trwa to krócej.

Pierwsza przyczyna jest oczywista. Czytaj dalej Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.

Jak odkładanie 10% wydatków zmieni Twoje życie. Zadłużeni.

Ostatni wpis poświęciłem opisowi zmian, które w życiu żyjących od 1. do 1. dokonuje regularne oszczędzanie 10% dochodów. Dzisiaj podobna analiza poświęcona zadłużonym. Ponownie posłużę się przypadkiem singla zarabiającego 2700 zł miesięcznie i pary osiągającej dochód 5500 zł. Osoba samotna winna odkładać 270 zł, a para 550 zł. Zakładam posiadanie następujących długów (być może niereprezentatywnej, ale typowej dla moich znajomych) – kredytu hipotecznego, kredytu samochodowego oraz długu na karcie kredytowej. Zaczynamy.

Singiel, kupując mieszkanie, zadłużył się na 100.000 zł. Rata wynosi obecnie 450 zł. Do tego dorzucił 15.000 zł kredytu samochodowego na 8 lat (rata 325 zł). Ma też zadłużenie 5.000 zł na karcie kredytowej, z której regularnie spłaca kwotę minimalną (ok. 250 zł).  Razem raty wynoszą 1025 zł (prawie 40% dochodu). Na życie zostaje mu niespełna 1700 zł, a musi jeszcze oszczędzić 270 zł. Czy to w ogóle realne? Odsyłam do wpisu poświęconego, życiu za pensję minimalną.

http://oszczednymilioner.pl/2016/07/18/czy-da-sie-utrzymac-rodzine-za-1500-zl-tabela/

A zatem przechodzę do wyliczeń.  Pierwsze pół roku nasz singiel poświęca na budowę choćby minimalnego funduszu awaryjnego (ok. 1600 zł). Potem bierze się za kartę kredytową. Zwiększając spłaty dwukrotnie (z 250 zł do 520 zł), z długiem upora się  w 10 miesięcy. Od tej pory wszystkie oszczędności (250 zł dawnej raty karty oraz 270 zł – nasze 10% zarobków) przeznacza na spłatę kredytu samochodowego, powiększając w ten sposób wpłatę do 845 zł (bo pozostała jeszcze regularna rata 325 zł). Nagle, zamiast w ciągu 8 lat spłaci auto w 1 rok i 7 miesięcy. Minęły nieco ponad 3 lata, a singlowi pozostał do spłaty tylko kredyt hipoteczny z ratą 450 zł. Jego też możne się pozbyć. Nadpłacając tylko kwotą z karty (250 zł), bo przecież musi wymienić samochód oraz oszczędzać (270 zł), po dalszych 17 latach (20 lat od punktu „0”) będzie miał 60.000 oszczędności oraz ok. 20.000 zł kredytu do spłaty (zamiast blisko 70.000 zł).  Różnica będzie więc gigantyczna. Jednorazowa nadpłata całości kredytu pozwoli zostać z oszczędnościami ok. 40.000 zł – i to w przypadku osoby, która dotąd miała same długi.

W przypadku rodziny także efekt będzie doskonały. Ich punkt startowy to dwukrotnie większy kredyt hipoteczny (200 tys. zł z ratą 900 zł), kredyt samochodowy na 30.000 zł (rata 650 zł) oraz kredyt na karcie 10.000 zł (minimalna spłata 500 zł).  Przystępując do spłacania mają do dyspozycji 550 zł nadpłaty.

Tworzenie funduszu awaryjnego to 6 miesięcy.

Potem bierzemy się za kartę. Spłacimy ją w 10 miesięcy (wpłata 1050 zł, zamiast 500 zł).

Następny w kolejce będzie samochód. Tutaj potrzebujemy ok. 1,5 roku (spłata: 1700 zł = 500 +550 +650 zł).

Zostanie nam kredyt hipoteczny. Regularna nadpłata kwotą 500 zł, skróci okres kredytowania, a więc po 20 latach od rozpoczęcia całego programu rodzina będzie miała 40.000 zł kredytu do spłaty i 120.000 zł oszczędności. Jednorazowa spłata, oczyści ich z długów i pozwoli cieszyć się odłożonymi 80.000 zł.