Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędzanie – Strona 8 – Oszczędny Milioner

Domowa pizza kontra gotowa i z pizzerii.

Dzisiaj pierwszy z serii wpisów inflacji i o oszczędzaniu na jedzeniu – dla tych co muszą oszczędzać i chcą to robić bez straty jakości. Pizza.

Cena 600g pizzy z Biedronki to 16 zł, co daje 27 zł/kg. I tu miejsce na dwie uwagi praktycznej natury.

  1. Przed czasem inflacji dało się ją kupić za 9 zł (inflacja skumulowana z 5 lat +56%).
  2. Podobnej średnicy domowa/restauracyjna porcja będzie 2 razy cięższa. To mówi sporo o jakości produktu dyskontowego (cienkie lecz nadmuchane ciasto, gorszy ser).

Ale wróćmy do liczb. 27 zł/kg pizzy mrożonej. W restauracji zapłacimy 50 zł i dostaniemy 1,2 kg – 42 zł/kg. A w domu?

Przyjmuję pewne założenia. Pizza składa się w 60% wagi z ciasta, 20% to ser, a pozostałe 20% inne składniki (kiełbasa, szynka, oliwki, ananas), co tam kto lubi. Przyjmuję ich cenę następująco:

  • ciasto: drożdże, mąka, woda, oliwa (Donatello robią raczej na oleju) kosztuje średnio 4 zł/kg . 60% z 1,2 kg to koszt 2,88 zł,
  • ser – 40 zł/kg – x 20% x 1,2 kg = 9,6 zł,
  • pozostałe składniki 40 zł/kg x 20% x 1,2 kg =9,6 zł.

Razem, domowa pizza wysokiej jakości (na oliwie, z dobrym serem, bo nie Gouda za 20 zł), da się zrobić za 22,08 zł, co daje 18, 40 zł/kg. Porównajmy ceny na koniec:

  • Donatello z Biedronki – 27 zł/kg,
  • z pizzerii – 42 zł/kg,
  • domowa – 18 zł/kg.

Oczywiście ta pierwsza na sztuki wyjdzie taniej (16 zł wobec domowej 22 zł), ale okaże się 2 razy lżejsza i gorszej jakości. Na tym polega oferta sieci handlowych i całego Matrixa – zrobić coś gorszego (ale nie tragicznego) maksymalnie obniżyć gramaturę, żeby 1 szt. wyszła tanio i w efekcie uzyskać dużą marżę, bo klient nie potrafi (lub nie chce) liczyć.

Jem jak popańszczyźniany chłop. Jak dieta wpłynęła na moje samopoczucie.

Miesiąc powoli zbliża się do końca, nadchodzi czas na podsumowanie. Dzisiaj jeszcze nie finansowo-praktyczne lecz dotyczące odczuć ciała i ducha, związanych ze zmianą diety.

Największą wątpliwość wzbudzały we mnie proste rachuby – prawdziwy chłop żył stosunkowo krótko, średnia wieku wynosiła ok. 40-50 lat. Czy jednak na pewno wynikała ona z diety? Poniekąd pewnie tak, lecz znacznie większe znaczenie miał brak dostępu do opieki lekarskiej na dzisiejszym poziomie. Każdy wypadek, a o takie na gospodarstwie nietrudno mógł zakończyć życie, każda choroba (np. grypa hiszpanka) stanowiła śmiertelne zagrożenie. Umierały dzieci, umierali dorośli. Z drugiej strony, autor pamiętników i inspirator próby odmiennego żywienia, przeżył 90 lat. Fakt, z racji funkcji i dochodów miał szanse na ponadprzeciętną długość życia. Prowadził też higieniczny tryb życia, nie pił alkoholu, nie uczestniczył w I WŚ.

Gwałtowna zmiana sposobu odżywania się mogła także załatwić mój żołądek. Zrezygnowałem bowiem z mięsa (jadłem je dwa razy – w gościach), nie jem słodyczy, porzuciłem kawę i wszystko to, czego chłop nie jadł i nie mógł wytworzyć (cukier, ryż, owoce południowe) . Wprowadziłem do jadłospisu znacznie więcej ziemniaków, chleba, mleka (wolę go od barszczu). To wszystko wzbudziło niebezpieczeństwo rozstroju żołądka.

Wreszcie, bałem się o brak sił. Niby chłop pracował fizycznie, a ja chodzę do biura, uprawiając skrawek ziemi weekendowo, ale mój organizm przez lata przyzwyczaił się do mięsa. Kawa podobno stawia na nogi, działa mobilizująco, a ja całkiem wyrzuciłem ją z codziennego menu, wcześniej pijąc 3 espresso z mlekiem.

Jak widać żyję i mam się dobrze. Nic takiego się nie stało. Nie mam ani problemów jelitowych, a nawet pozbyłem się zgagi. Normalnie funkcjonuję, potrafiłem zmniejszyć liczbę posiłków do 4 (czasem rezygnuję z podwieczorku lub kolacji). Nie odczułem także spadku sił, energii czy witalności. Po prawdzie, zmian na lepsze (poza zlikwidowaniem zgagi) też brakuję.

Jasne, na prawdziwe skutki trzeba by czekać miesiącami. Czy białko ze strączkowych zastąpi mięsne? Czy mleko i twaróg uzupełni ubytki? Odpowiedzi na to nie znam. Być może tzw. nędza galicyjska, niedożywione dzieci i dorośli, wysoka śmiertelność wynikały z ilości pożywienia, a nie jakości. Bo jedno jest pewne – przez prawie cały miesiąc nigdy nie byłem głodny. A niejeden chłop, tak.

Jem jak popańszczyźniany chłop. Opłaty na wsi.

Było o dojazdach, niech będzie i o mediach. Tym razem letnich (bez opału) i realnych u mnie.

Woda. 1,5 m3 na moje potrzeby i 1 m3 na podlewanie roślin. W sumie 2,5 m3 po 4 zł i 2 zł za odczyt – daje 12 zł miesięcznie.Gdybym zbierał deszczówkę

Śmieci. Stała opłata 23 zł/miesiąc (a w zasadzie 69 zł/kwartał).

Podatek. Z uwagi na duże garaże płacę sporo – 1080 zł/rok tj. ok. 90 zł miesięcznie.

Ścieki. Raz w roku wywóz osadu – 240 zł tj. 20 zł/miesięcznie. Jeśli przyjeżdżam od czasu do czasu, takiej potrzeby nie ma.

Internet. Można założyć światłowodowy za 60 zł/miesiąc. Ja mam szybszy za 90 zł/miesiąc, ale za to dzielę go z rodziną.

TV. Nie korzystam, nie potrzebuję.

Prąd. 20 zł miesięcznie (same abonamenty).

Gaz. Nie używam. Wodę podgrzewa słońce, gotowanie na prądzie.

Suma (jak napisałem na wstępie, bez ogrzewania) – 225 zł/ jedna osoba. Dwie osoby oznaczają wydatek o 29 zł większy (trochę wody plus opłata śmieciowa).

Dodając do tego opał (przeliczam standardowe potrzeby):

  • gaz ok. 6000 zł rok (średnio 500 zł/miesiąc),
  • drewno 200-300 zł rok (jeśli swoje tj. eksploatacja piły) – ok. 20 zł/miesiąc.
  • drewno kupowane ok. 200-250 zł miesięcznie (kilka kubików).

wyjdę na od 245 zł/jedna osoba i 274 zł/dwie osoby do 725 zł/jedna osoba i 754 zł przy gospodarstwie dwuosobowym. Nasza trójka potrzebuje 303 zł. Wiadomo, popańszczyźniany chłop nie montował gazu (nie miał też solarów, wodociągu, prądu i piły spalinowej, ani auta elektrycznego), ale nie chodzi o życie amisza, lecz maksymalnie proste w granicach rozsądku. W takiej sytuacji, praca zawodowa przestaje mieć sens. Bo te 300 zł na małą rodzinę zawsze zarobię (czasem w 1-2 godziny).

Jem jak popańszczyźniany chłop. Dojazdy ze wsi.

W ramach projektu „Jem jak popańszczyźniany chłop” dodałem kolejny element. Dojazd ze wsi do miasta. Podaję koszty aktualne w różnych wariantach na dystansie ok. 30 km. W sumie 13 dojazdów w przeliczeniu na pełny miesiąc czyli 780 km. Przeliczę też wartość dla pracujących normalnie (20-dni roboczych w miesiącu).

Wariant I. Samochód elektryczny. Ładowany z paneli FV i darmowej ładowarki w mieście. 13 dojazdów miesięcznie, przy spalaniu 10 KWh/100 km daje mi 78 KWh energii. Wystarczy jedno ładowanie tygodniowo. Koszt – 0 zł. Koszt przy 20 dniach roboczych 0 zł.

Wariant II. Pociąg + hulajnoga elektryczna. Tym razem coś tam zapłacę, lecz byłoby tanio. Każda trasa to najpierw przejazd hulajnogą, potem pociągiem, a w mieście znowu wsiadam na elektryka. Koszt ładowania (raz w tygodniu, dziennie przejadę 12 km) 0 zł, bo mam FV. Bilety PKP ok. 9 zł dziennie tj. 117 zł/13 razy/miesiąc. Koszt przy 20 dniach roboczych ok. 180 zł/miesiąc.

Wariant III. Fiat 500 diesel. 780 km przy spalaniu 4 l/100 km dają prawie 32 litry paliwa. Przy cenie 6.1 zł/l wydaję 195 zł. Przy 20 dniach roboczych w miesiącu zapłaciłbym 300 zł.

Wariant IV. Fiat 500 LPG. Liczba kilometrów do przejechania nie ulegnie zmianie – 780. Potrzebować będę zatem ok. 55 l lpg i 170 zł. Zakładając 20 dni roboczych zmieściłbym się w 250 zł.

Podsumowując, stałe dojazdy do pracy wieś-miasto, kosztowałby mnie od 0 zł do ok. 200 zł, a gdybym „normalnie” pracował o 50% więcej (więc 150% z 0 dalej wynosi okrągłe 0).

Jem jak popańszczyźniany chłop. Jak żyć za 181,5 zł.

Mija już pierwsza dekada eksperymentu z jedzeniem jak popańszczyźniany chłop. Przyzwyczaiłem się do nowej diety, mój żołądek doskonale ją znosi. Może dlatego, że zrezygnowałem z kawy i herbaty, mięsa i paru innych składników. Dzisiaj jednak skupiam się na aspekcie finansowym. Ile kosztuje taka dieta?

Wiemy doskonale, że XIX-wieczny chłop nie wydawał prawie nic. U mnie tak się nie da, bo chodzę do pracy. Prawie wszystkie rzeczy kupuję i oto moje wyniki.

Mleko. Ok. 300 ml dziennie tj. akurat na jeden posiłek. Miesięcznie 9 l mleka czyli ok. 30 zł.

Mąka. Na chleb, kluski. Ok. 500 g dziennie. Miesięcznie 15 kg i 60 zł.

Słonina na okrasę. 50 g dziennie tj. 1,5 kg miesięcznie. Koszt 15 zł.

Twaróg. 50 g dziennie czyli 1,5 kg miesięcznie. Płacę 30 zł/miesiąc.

Jajko. Do klusek. Ok. 5 jajek miesięcznie. 6,5 zł.

Śmietana. 3 opakowania miesięcznie – 10 zł.

Ziemniaki. Ok. 0,6 kg dziennie. Część idzie do zupy, cześć zjedzona ze zsiadłym mlekiem, albo jakie danie z okrasą. Koszt 20 kg to obecnie 30 zł.

Sól – niewielkie, pomijalne, przy obecnych cenach ilości.

Suma miesięcznych wydatków na jedzenie: 181,5 zł. Co z tego mógłbym zredukować, żyjąc na wsi, to pytanie dla wielu dość istotne? Jak bardzo da się oderwać od Matrixa?

Mleko mógłbym mieć swoje – wystarczy koza lub owca (0,5 l/dziennie od jednego zwierzęcia). Mąka – to też da się zrobić, mógłbym kupić tanio lub wyprodukować pszenicę/żyto i zawieźć do młyna. Podobnie ser i śmietana- da się zrobić z mleka. Jajka czyli kury także są do ogarnięcia. Ziemniaki – mogę mieć swoje.

W sumie dałbym radę przeżyć za 15 zł, bo świni stanowczo nie zamierzam hodować. Nawet jeśli dodam koszt weterynarza dla kóz, jakieś paliwo do glebogryzarki, to pewnie za 60-70 zł mógłbym funkcjonować.

Oczywiście da się tę dietę trochę uwspółcześnić. Ziemniaki zastąpić bobem, fasolą i owocami (przynajmniej w sezonie). Dodać sałaty, a nawet szparagi ( tym roku pierwsze poszły do ziemi, zobaczymy co wyjdzie). No i kupić trochę kawy.

Jem jak popańszczyźniany chłop. Minęło 5 dni.

Mija 5 dni mojego nowego-starego żywienia. Czas na pierwsze refleksje.

Jest prosto. Często rano kluski z mlekiem albo zupa (bez jajek i mięsa). Własny chleb.Na drugie śniadanie chleb z twarogiem lub smalcem, na obiad żur albo zsiadłe mleko z ziemniakami. Z podwieczorku rezygnuje, a na kolację zjadam jeszcze chleb ze smalcem.

Czego mi brakuje. Kawy i herbaty. Ta pierwsza – trzeba całkiem zrezygnować. Drugą zastępuję naparami (z morwy, pokrzywy, skrzypu). Po wierzbówkę na razie się nie wybrałem.

Co zmodyfikowałem. Do diety dodaje pierwsze własne owoce oraz warzywa (rukola, sałata, rzodkiewka). Chłop ich nie miał.

Co kupuję. Ziemniaki, kasze, mąki, mleko, słonina ser.

Wrażenia. Da się żyć. Poranny posiłek z ziemniakami czy kluskami- trzyma. Obiad również, zwłaszcza w tych temperaturach.

Moje proste życie, czyli żona z domu, mąż na luzie.

Ten wpis, to przeciwieństwo obrazu klasycznego „słomianego wdowca”. W stereotypie facet zostawiony samemu sobie, zaczyna rozglądać się za koleżkami do flaszki i spódniczkami. Ze mną jest inaczej. Okres bez żony wykorzystuję maksymalnie na eksperymenty prostego życia. Co z nich wynikało tym razem?

Jedzenie.

Daleko mi do żarłoka, jak i smakosza, dlatego proste jedzenie stało się dla mnie wystarczające. Przykładowy jadłospis wygląda tak:

6.00 – śniadanie. 2 kromki własnego chleba z masłem+ 2 jajka sadzone. Koszt 2.5 zł.

11.00 – II śniadanie. 2 kromki własnego chleba z masłem + 2 oscypki smażone i dżem czereśniowy. Koszt 7 zł.

15.00 Obiad. Zupa pomidorowa z kluskami. Ryż z jabłkami i śmietaną. Koszt 3,5 zł.

18.00 Podwieczorek. Jogurt z dżemem własnej produkcji. 1 zł

21.00 Kolacja. 2 kromki chleba + masło + szynka parmeńska. 1,5 zł.

Do tego: kawa z mlekiem x 2 (2 zł), herbata z morwy białej (własna), 1 herbata zwykła (0,3 zł).

Razem: 17,80 zł/dzień. Z tej liczby połowę stanowiły: jajka (2 zł), oscypki (6 zł) i szynka (1 zł).

Gdybym nie pracował, większość półproduktów miałbym z własnej zagrody (jajka, mąkę na chleb), a kupić musiałbym tylko ryż, cukier (na dżem), sól, drożdże (do zastąpienia zakwasem), śmietanę, szynkę, mleko i kawę/herbatę. Nawet ser (nawet oscypek) dałbym radę wykonać. W konsekwencji, przeżyłbym za 10 zł dziennie (300 zł/miesięcznie). A opisuję doświadczenia stycznia – miesiąca, w którym je się więcej i nie ma własnych zbiorów na świeżo.

Media

Gdybym mieszkał całkiem sam, kompletnie niepotrzebne byłoby mi posiadanie domu. Dałbym radę ograniczyć swoją przestrzeń do 2 małych pokoi (albo jednego z kuchnią) – ot. 35 m2 z PRL-owskiego blokowiska ewentualnie mikrodomku na wsi (35 m2 domek mobilny za 60 tys. dałbym rade sam zbudować).

Wytrzymuję spokojnie 18 st. C, nawet wtedy gdy pracuję z domu. Moja żona potrzebuje więcej ciepła. W przypadku mieszkania, obliczenia wydają się proste – 3000 KWh x 0,35 zł (gaz) = 1050 zł/rok = ok. 80 zł/mies. ogrzewania (średnia z całego roku). Grzanie prądem (cena x 2) i mamy 160 zł/miesiąc.

Alternatywa – własna koza. Przy pewnej ilości drewna zebranego własnoręcznie ze swojego gruntu (3000 KWh = uczciwy 1 m3) – koszt byłby jeszcze niższy – 8 zł (paliwo do piły).

Woda+kanalizacja – daję radę z 50 l/dzień. Łącznie 1,5 m3 miesięcznie. Przy obecnych cenach 15-30 zł/miesiąc + abonament za wodomierz (na wsi 10 zł, w bloku 1 zł).

Prąd, ciepła woda – da radę korzystając z solarów i FV, ale tylko w domku. W mieszkaniu rachunek wyniesie 50 zł

Śmieci – często stała opłata ok. 30 zł/osobę/miesiąc. W górach liczą od m3 zużytej wody.

Czynsz – ten tylko w bloku. W „moich górach” z funduszem remontowym 6.7 zł/m2 czyli 300 zł/45m2.

Podatek – trochę poszedł w górę, ale dam radę zmieścić się w 20 zł miesięcznie.

Internet/komórka. 30 zł, szybkie łącze jest mi zbędne. Wystarczy 30 GB z komórki.

Suma opłat: blok 625 zł, własny dom (grzany drewnem) – 118 zł. Jak widać – miasto kilkakrotnie droższe od wsi.

Transport.

Nagle role odwracają się. Wieś okazuje się kosztowniejsza a od miasta. Pisałem to wielokrotnie – kto mieszka choćby w miasteczku, nie potrzebuje swojego auta. W większość miejsc dotrze na piechotę (zwłaszcza jeśli ma czas). Raz w miesiącu wyda kilkadziesiąt złotych na bilet.

Na wsi, tak się nie da. Na nawet małe i tanie auto oraz sporadyczne jazdy potrzebujemy 250-300 zł/miesiąc, o ile nie jest się samotnikiem. Ten porusza się na rowerze, póki sił starczy. Raz w tygodniu wsiada w busa i jedzie do gminy lub powiatu „na zakupy” (koszt 40 zł/miesiąc).

Ubrania

Ja spokojnie, nie pracując dałbym radę za 50 zł/miesiąc.

Leki

Nie wydaję wiele – 20 zł/miesięcznie.

Chemia

Gdybym mieszkał sam, wystarczyłby mi ocet, pasta do zębów, dezodorant, papier toaletowy, mydło, coś do czyszczenia i proszek do prania. Dałbym radę za 50 zł/miesiąc.

Inne

Oj, bardzo pojemna kategoria. Jak zaczniemy liczyć ubezpieczenia, składki KRUS, jakieś wyjścia do ludzi, prezenty. Samotnik da radę za 200 zł/miesiąc. Komuś innemu tysiąca zbraknie. Zakładam minimum.

Podsumowanie.

Żyjąc na wsi „po staremu”, czyli według reguły, co wyprodukujesz, to masz – zakładam możliwość przeżycia za 788 zł. Kupując auto – jeszcze 200 zł muszę dołożyć. W mieście (nawet z własnym ROD-os + 40 zł/miesiąc) wyjdzie drożej – 1315 zł.

Krótko mówiąc, jedna osoba, pracując dorywczo kilka dni w miesiącu (żeby zarobić 800 zł wystarczą 4 dniówki) może sobie spokojnie pozwolić na tradycyjne życie. Ja, dałbym radę, zarobić na miesięczne życie, w ciągu jednego dnia pracy.

Oszczędzanie energii elektrycznej. Ile kosztuje użytkowanie ekspresu do kawy?

W moim miejscu pracy gorączka. Trzeba oszczędzać energię. Nie byłbym sobą, gdybym pod płaszczykiem „Wujka Dobra Rada” nie przemycił trochę draki. Tak było i  tym razem.  Podczas rozmowy z osobą odpowiedzialną za wdrożenie programu ograniczenia zużycia prądu usłyszałem tekst o energożerności ekspresu do kawy. Odpowiadam: trzeba założyć w gniazdku watomierz. Przychodzę następnym razem i jest. Przy okazji znalazłem takie urządzenie w domu (z czasów, gdy grzaliśmy prądem) i podłączyłem do domowego ekspresu. Jakie były wyniki? Czytaj dalej Oszczędzanie energii elektrycznej. Ile kosztuje użytkowanie ekspresu do kawy?

Czy da się w mieście żyć bez stałej pracy?

Ten wpis, dalszy ciąg serii „alternatywnego życia” ma odpowiedzieć na pytania –

1) ile trzeba otrzymywać dochodu, aby funkcjonować,

2) czy można żyć „poza systemem” także w mieście?

Przy czym rozpatrujemy wersję: singiel i mała rodzina.

Zacznijmy od singla.  Mieszkanie. 

Największym problemem jest dach nad głową. Nawet koszt wynajęcia samodzielnego pokoju może zniszczyć plany (minimum w jakimkolwiek mieście mojego województwa, standard „Gierek na bogato – 450 zł + dokładanie się do opłat), miejsce w pokoju wieloosobowym (kwatera) to 600 zł (tu już wszystkie media). Własną kawalerkę utrzymamy za 400 zł, o ile będzie mikroskopijna i bez kredytu (ten – dodatkowe 1000 zł, jeśli zakup nastąpił kilka lat temu). Alternatywa – pozostać w domu rodzinnym i dokładać się do opłat – 300-400 zł.

Czyli w zależności od oczekiwań, możliwości, portfela mamy 300-600 zł. Ewentualnie 1400 zł z kredytem.

Jak widać, już na początku, singiel z własnym mieszkaniem wygrywa. Podobnie jak taki, którego rodzice chcą dalej pod swoim dachem.

Singiel. Jedzenie.

`Znam koszty kilku osób gospodarujących samodzielnie. Minimum 150 zł (zakup głównie chleba, najtańszej herbaty,  reszta przywożona od rodziców ze wsi). Maksimum – 1200 zł (sportowiec, dieta 5000 Kcal, dobre jakościowo żarcie, część przywożona z domu).

Według moich doświadczeń z lata 2022 r. da się przeżyć za 15 zł dziennie. A były dni, że dawałem radę za 5 zł (cukinia własna, herbata z ziół). Przyjmijmy jednak realne 500 zł.

Singiel. Transport.

Da się wszędzie chodzić z buta, od czasu do czasu kupić bilet (większe miasto).  Realne koszty nie muszą przekroczyć 16 zł. Z biletem miesięcznym 100 zł.  Najtańsze auto? Będzie o tym wpis.

Singiel. Pozostałe.

Tu wrzucamy: leki, ubrania, prezenty, chemię, kosmetyki, jedzenie na mieście, jakieś życie towarzyskie, książki, alkohol. Minimum? 300-500 zł.

Singiel. Podsumowanie wydatków.

Jak już pisałem, wiele zależy od okoliczności. Jeśli akceptujemy „studencki styl życia” tj. brak auta i miejsce w pokoju (nie mamy własnej kawalerki)  potrzebujemy 1416 zł (300, 16, 500, 600).

Jeśli dysponujemy własnym kątem (ew. dołożymy się rodzicom), mamy ogródek i produkujemy żywność i chodzimy na piechotę, zejdziemy poniżej 1000 zł, a dokładnie do  941 zł (300, 16, 225, 400).

Opcja „na bogato” – małe auto, własna kawalerka na kredyt, lepsze żarcie wymaga 2700 zł (500, 300, 500, 1400 zł).

Teraz dochody.

Żeby zarobić 941 zł, w 2023 r. wystarczy że pracujemy 60 godzin w miesiącu, czyli ok. 14 h/tydzień. Niecałe dwie dniówki, przy założeniu pensji minimalnej. Gdy ktoś ma lepsze stawki, konkretne umiejętności, spokojnie dojdzie do 30 zł/netto/h czyli 32 godziny w miesiącu, 8 h/tydzień. Alternatywa? Przy obecnych odsetkach – kapitał  170.000 zł zapewni nam taki sam dochód. Albo? Pomoc społeczna (zasiłek stały – trzeba być niezdolnym do pracy)  i śmieszna praca na czarno (1 dzień w miesiącu). Zasiłek dla bezrobotnych.

Gdy potrzebujemy 1416 zł musimy „robić” na pół etatu. To 85 h/miesiąc i 20 h/tydzień. Gdy zarobimy dniówką 250 zł wystarczy nam 6 dniówek w miesiącu.  Ewentualnie pożyjemy jak rentier z 255 tys. zł.  A z zasiłków? Połowę dostaniemy z pomocy społecznej. Drugą zarobimy na czarno (3 dni w miesiącu).

Gdy mamy większe wymagania i spłacamy kredyt, stabilność daje nam stały dochód. Utrzymamy się za minimalną, ale…. i pół miliona kapitału lub pracując na czarno 11 dni w miesiącu (dniówka 250 zł). Idąc w zasiłki zaoszczędzimy 720 zł własnej pracy, zostanie nam do zarobienia ok. 2000 zł czyli 8 dni pracy na czarno.

W każdym z tych przypadków da się zmniejszyć koszty analizując inne sposoby życia poza systemem:

  • squat, wyprowadzka na wieś – zmniejszy koszty dachu nad głową,
  • własny rower – zastąpi auto/transport miejski,
  • podmiejska działka – zapewni produkcję żywności (da się zejść do 225 zł/miesiąc, a łatwiej o nią niż miejską). Podobny efekt da jadłodajnia, darmowe jedzenie (Caritas, MOPS-y).

W efekcie – wcale nie trzeba będzie pracować. Singiel spokojnie wyżyje z zasiłku.

Teraz rodzina. Przyjmijmy trzyosobową. Ma ona zupełnie inne warunki funkcjonowania. Przede wszystkim, nikt nie wynajmie lokum dla niepracujących z dzieckiem. Taki mamy klimat. Jedno dziecko to też za mało, by starać się o lokal socjalny. Co więc robić? Jak żyć poza systemem, panie premierze, jak żyć?

Znowu zaczniemy od wydatków.

Rodzina. Dach nad głową.

Wynajem jako się rzekło – praktycznie niemożliwy. Teoretycznie – z opłatami potrzeba ok. 2000 zł w najmniejszym z miast i kiepskim standardem. Więc co?

Rodzice (piętro, pokoje). Jeśli przyjmą do siebie, trzeba się dokładać do opłat – minimum 900 zł (300 zł/osobę).

Szczęściarze mają własne m. Jak pisałem, za 2 pokoje, minimum 900 zł (podobnie jak z rodzicami). Gdy dojdzie rata już 2500 zł (jeśli kredyt brany niedawno).

A może domek? Opisywałem takie siedliska, w cenie kawalerki, w moim mieście. Koszty utrzymania znam i wynoszą:

  • ogrzewanie (5 kubików drewna, może uda się pozyskać taniej) 220 zł,
  • gaz (1 butla miesięcznie) – 100 zł,
  • prąd – 120 zł, ale da się własną fotowoltaikę,
  • podatek – 30 zł,
  • internet – 85 zł,
  • 3 komórki – 80 zł,
  • woda -120 zł,
  • śmieci 90 zł

Razem: 845 zł.

Niespodzianka? Będzie taniej niż w bloku (ale palić trzeba i nie liczymy remontów).

Rodzina. Jedzenie.

W tym punkcie znowu walka postu z karnawałem. Bo tak, dom oznacza ogródek, a ogródek możliwość produkcji. Ale trzeba pracować w ziemi. Singiel da radę gorzej jeść, kobieta potrzebuje mniej, a dziecku nie pożałujesz. Z drugiej strony, dla dziecka chętniej da opieka. No i  zasiłki większe.

Zakładam zatem minimum 300 zł/os. W sumie 900 zł.

Rodzina. Transport.

Auto w bloku zbędne. Rowery dadzą radę. W domku na obrzeżach, już nie. Czyli liczymy – samochód 300 zł albo 50 zł (bilety dla dziecka).

Rodzina. Pozostałe.

W tym punkcie mam pewne doświadczenia. Ciuchy kobiety kosztują więcej. Wzrasta ilość kosmetyków, chemii. Dziecko = prezenty i leki. Dlatego ponownie – minimum to 900 zł.  Pod dwoma warunkami:

  • pociecha w wieku szkolnym (brak opłat za przedszkole),
  • zajęcia dodatkowe bezpłatne lub symbolicznie odpłatne.

Rodzina. Wydatki razem.

Znowu zakładam warianty. W pierwszym, mieszkamy z rodzicami, we własnym mieszkaniu bez kredytu.  Koszty 2750 zł (900,50, 900, 900).

W drugim, mieszkamy w swoim siedlisku, kupionym za gotówkę lub odziedziczonym. Koszty 2945 zł (900, 300,845,900).

W trzecim, płacimy kredyt za mieszkanie 4350 zł  (+1600 zł do wariantu I) ewentualnie za najem 3850  (+1100 zł do wariantu I).

Rodzina. Dochody.

Ten punkt wydaje się być znacznie bogatszy w przypadku rodziny.  Na dzieci państwo daje i tak:

  1. 500 zł  to słynne 500+,
  2. 124 zł – świadczenia rodzinne (podstawowa),
  3. obiady w szkole (zostaje w kieszeni kilkadziesiąt złotych miesięcznie),
  4. wyprawka, ubrania itp.

W sumie ok. 1/4 minimum  (ok.750 zł)  zbierzemy bez pracy.  Ale zostaje nam jeszcze 2000/2100/3100 zł. Tutaj ponownie możemy:

  1. iść do pracy na część etatu (8/12 dniówek dwóch osób łącznie),
  2. brać zasiłki dla bezrobotnych (czasowo i nie wystarczą przy kredycie),
  3. żyć z renty pieniężnej (360-558 tys. zł oszczędności).
  4. kombinować z innymi zasiłkami (np. opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem – wystarczy cukrzyca), kosiniakowe (małe dziecko, zaraz po urodzeniu),   minimum 600-1000 zł, a resztę dorobić,
  5. jedna osoba wyjeżdża na 2-3 miesiące do pracy „na szparagi”.

Konkluzja. W Polsce, jeśli mamy rodziców/dziadków, z którymi mieszkamy, ew. kupiliśmy własny dach nad głową za gotówkę, damy radę spokojnie żyć poza systemem, nawet jako rodzina.

Czy mój program „sankcji na Putina” okazał się skuteczny?

Pod koniec lutego  2022 rozpocząłem mój program „osobiste sankcje na Putina”, polegający na ograniczeniu zużycia gazu w domu.  Poszło to dwutorowo.

Czytaj dalej Czy mój program „sankcji na Putina” okazał się skuteczny?