Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Elektryk nie nadaje się w trasy. Właściciel firmy budowlanej mówi „sprawdzam”. – Oszczędny Milioner

Elektryk nie nadaje się w trasy. Właściciel firmy budowlanej mówi „sprawdzam”.

Jadąc w góry, przy autostradowej ładowarce spotkałem kierowcę Forda Mustanga. Nie tego słynnego V8, ale elektryka Mach-E GT. Chwilę wcześniej wyprzedził mnie w trasie, jadąc z prędkością…. autostradową.

Ponieważ ładowanie akumulatorów trwa kilkanaście minut, mieliśmy okazję pogadać, a z uwagi na odmienność doświadczeń, warto te doświadczenia przekazać dalej. A zatem zaczynajmy.

Człowiek zrobił samochodem elektrycznym 45 tys. km w ciągu 8 miesięcy, głównie w trasach, jeżdżąc pomiędzy budowami i miejscem zamieszkania – głównie po ekspresówkach i autostradach. Mustang podobno świetnie się do tego nadaje. Tak, zupełnie nie chodziło o bujanie się „wokół komina” tylko konkretne i częste przebiegi (5 tys. km miesięcznie).

Sposób eksploatacji? Niestandardowy. 130-140 km na tempomacie i tankowanie w razie potrzeby na płatnych ładowarkach, oraz na budowie i w biurze (początek/koniec trasy) z trójfazówki, częściowo (biuro) z FV. Czyli nikt tu nie planuje oszczędności – liczy się czas. Bateria 91 KWh. Spalanie w takich warunkach – 25 KWh/100 km, czyli zasięg autostradowy ponad 300 km. Rzeszów-Wrocław (440 km)- na jedno tankowanie.

Fun z jazdy ogromny. Wóz ma prawie 500 KM i charakterystykę amerykańskich muscle cars. Jednym zdaniem – mistrz prostej. Właściciel zadowolony, paszcza się cieszyła.

Teraz trochę ekonomii. Załóżmy, że w trasie (900 km w obie strony) ładujemy się dwa razy – w sumie 80 KWh. Wtedy płacimy ok. 240 zł za prąd na ładowarkach oraz 100 zł na budowie – razem 340 zł, czyli ok. 38 zł/100 km. Jeśli przeliczymy na benzynę – niecałe 6 l/100 km, ropy 6,5 l/100 km, LPG 14 l/100 km. Bez oszczędzania, pół tysiąca koni pod maską, poniżej 5s/100 km. Może tak warto spojrzeć na elektryka?

70 komentarzy do “Elektryk nie nadaje się w trasy. Właściciel firmy budowlanej mówi „sprawdzam”.”

  1. Nawet gdyby jezdzil za darmo, nie zamienilbym v8 na elektryka, ani zadnego innego silnika spalinowego.Poza ortodoksja spalinowa, mniej lub bardziej iuzasadniona, dochodzi czynnik ryzyka-wjedziesz w wode czy bloto wyzej zderzaka, auto staje (dobrze, jesli sie nie zapali gdy woda wejdzie do aku). Dla mnie to dyskwalifikacja.Dlatego kiedy slysze, ze ktos ma tzw. terenowke na prad, smiech mnie ogarnia.Pojazd stricte szosowy tez powinien miec zdolnosc pokonania niewielkiego brodu.Bo sa rozne sytuacje i warunki w zyciu albo moga kiedys byc.

    1. Wbrew pozorom elektryk radzi sobie nieźle przy opadach (nie mówię o pokonywaniu brodu, autem wyposażonym w snorkel, ale przeciętnym pojeździe). W Warszawie podczas ostatnich podtopień – spalinowce stawały, bo zassały wodę do cylindra, a elektryki jechały dalej.
      V8 to piękne motory, ale do określonej eksploatacji (podobnie jak diesel czy gaz).

      1. Mialem na mysli brod glebokosci do okolo 25 cm.
        Sam stanalem w latach 80-tych 125p w Katowicach podczas ulewy, zalalo mi aparat zaplonowy.Na drugi dzien obsechl i jazda.

  2. Druga sprawa – kolizje drogowe. Ile płaci ubezpieczalnia za szkodę całkowitą a za ile wycenia uszkodzony pojazd, którego nie można przywrócić do ruchu? Dochodzi do tego obowiązkowy zwrot dotacji.

    1. Naprawy elektryka i same czesci sa duzo drozsze niz spalinowego, poza tym sam pojazd tez jest drozszy. Czyli ubezpieczenie tez musi byc sporo drozsze, a jesli jeszcze nie jest bo malo elektrykow to w przyszlosci bedzie.

      OM-bez urazy.

      1. Sławek-biorac pod uwage uprzywilejowana politycznie pozycje elektrykow (nieslusznie, bo jak dotad jedynym argumentem za jest tanie ladowanie oraz troche wiekszy moment obrotowy dostepny od razu w calosci), moze byc tak, ze ubezpieczenia e-aut nie pojda w gore, poniewaz wielkie korpo bedace wlascicielami ubezpieczalni wywra nacisk na zarzady, zeby za szkody elektrykow placili wszyscy ubezpieczeni, a moze nawet dla zachety im skladki obniza z powodow politycznych.

      2. Zależy jakie części i jakie naprawy. Blacharsko moja Kona niewiele różni się od spalinowej. Ubezpieczenie nie jest droższe od aut o porównywalnych osiągach i wielkości (wiem, bo mam).
        Droższe są naprawy stricte elektryczne i związane z baterią (trwałość na 70% ok. 300 tys. km, w czasie kolizji nie musi ulec zniszczeniu, jeśli tak się stanie – mamy szkodę całkowitą), ale z drugiej strony… silniki się nie zacierają, nie pękają bloki, skrzyni biegów brak.

        1. …nie zalalo baterii? Pytam bo nie wiem czy baterie sa bardzo szczelnie obudowane i woda tam nie wplynie (co byloby dobre), czy moze sa polozone wyzej i dlatego woda sie nie dostala do srodka?

          1. Kona (jako SUV) ma prześwit 17 cm. To najniższy punkt i raczej zawieszenie niż bateria. Otworów od dołu nie ma (widziałem na kanale), z boku też nie. Więc musiałoby być sporo więcej, zalać kable lub nalać się do środka (co pewnie jak w Fiacie 125p, powstrzymują uszczelki). I właśnie kable uważam za najgroźniejsze (zwarcie).

          2. Do 16.24: najczesciej woda wchodzi przez uszczelki,w koncu typowe auta to nie amfibie.

    2. Ja akurat jestem zwolennikiem walki do końca (szkody ubezpieczeniowe notorycznie się zaniża). Zwrot dotacji mnie nie dotyczy…. bo jej nie brałem, i oczywiście to dodatkowy element szkody.

    1. Tytuł trochę clickbaitowy. Ocieplenie klimatu to fakt – można dyskutować o skutkach i przyczynach. W XII w. w Polsce uprawiano winorośle, bo też zrobiło się cieplej, a potem w XVI w. znowu chłodniej.

      1. Pewnie, tylko media i pseudoekolodzy (zeby nie napisac ekoterrorysci) robia z tego katastrofe wywolana spalaniem wegla i ropy,co nie jest prawda.Jak piszesz to naturalne procesy.

  3. Jan, poza samochodami wolę wszystko co elektryczne, bo jakoś tak czuję prąd, i lubię podłączać kabelki do siebie. Mam elektryczną kosiarkę, kosę elektryczną, piłę itp. Spalinowek dotąd unikałem. Kilka dni temu kupiłem piłę Stihla, bo elektryczna Makita nie dawała rady z pocięciem starych belek. Muszę powiedzieć, że no, rewelacja. Nie miałem pojęcia, że cięcie drewna może być takie przyjemne. Co do aut na prąd, nie mogę się zdecydować; niby wszystko okay, ale jest jakaś niepewność. Te auta w razie nawet małego uszkodzenia trzeba złomować, a nie naprawiać. Nie wiem jak to jest rozliczane. Normalnie, jeśli szkoda wynosi więcej niż 50-60% dostajesz jakieś ochłapy i wrak w rozliczeniu, to się nazywa szkoda całkowita. Spalinówkę da się jakoś wyklepać i sprzedać, elektryka nie wolno. Nie wiem jak ubezpieczalnie podchodzą do tego tematu. Nikt nie chce się przyznać, może dlatego, że większość jest w leasingu, wtedy to sprawa właściciela, który i tak zabiera wszystkie wpłaty i auto.

    1. …jezeli w czasie wypadku dojdzie do pozaru elektryka, to nie da sie go juz klepac-karoseria poddana dlugo dzialaniu ognia straci swoja wytrzymalosc i nie moze byc uzywana.Jezeli nie bylo pozaru to pewnie mozna.

      1. Każda karoseria po spaleniu nie nadaje się do użytku. Widziałem kilkanaście elektryków pokolizyjnych, żaden się nie zapalił. To musiałoby być wyjątkowo pechowe uderzenie lub z ogromną siłą (sprasowane między dwoma TIR-ami). Wtedy utrata auta staje się najmniejszym problemem.
        Wbrew pozorom elektryki nie palą się częściej niż spalinowe, choć trzeba przyznać, widowiskowo.

        1. Tak, kazda, chodzilo mi, ze elektryki czesciej sie pala i dluzej trwa gaszenie, w zasadzie do calkowitego wypalenia .

          1. No tak. Ilość pożarów aut jest podawany. Elektryki też gdzieś spisują (w Polsce nie ma danych). Była kiedyś dyskusja w necie i widziałem te dane.

    2. Co do napraw powypadkowych, co nieco wiem. Także w pojeździe spalinowym mała szkoda może okazać się całkowitą. Ponownie użyć nie wolno szeregu części, w tym mega drogich (poduszki powietrzne, pasy bezpieczeństwa), a jednak Polak je „regeneruje” zamiast wymieniać na nowe.
      Szczerze, nie słyszałem, żeby elektryka nie wolno było naprawiać po kolizji/wypadku? Wiesz z czego to wynika?
      Z ubezpieczycielami trzeba walczyć. Ostatnio kumplowi zaproponowali 3 tys. za lampę zbitą przez sarnę w Audi Q7, a używka w sieci 5 tys. (nówka 12 tys.). Wystarczą 4 lammpy, 3 poduszki, trochę blachy, pasy, chłodnice i już mamy całkę w aucie sprzed 8-10 lat. Idzie na wojnę i wygra.
      Natomiast leasing wypada podczas szkody bardzo kiepsko.

      1. W bardziej cywilizowanych krajach niż Polska, naprawy robi się z zachowaniem protokołów bezpieczeństwa, a to eliminuje opłacalność napraw wobec aktualnych cen baterii litowych. Sama naprawa nastręcza trudności techniczne ze względu na zmiażdżone wiązki elektryczne w samochodzie i obecność wysokiego napięcia rzędu 400 V, śmiertelnego dla człowieka. Takie napięcie zabiło polskiego aktora, Jacka Chmielnika, podczas awarii hydroforu z domowej instalacji. Wszelkie zwarcia przy takim napięciu grożą pożarem. Mam jeszcze w domu historyczne tomy młodzieżowego magazynu „Młody Technik” z lat 60, gdzie rozważano potencjały oksydoredukcyjne różnych pierwiastków typując akumulator przyszłości, którym miał się stać akumulator litowy. Podsumowanie było jednak pesymistyczne. Taki akumulator byłby zbyt niebezpieczny w codziennym użytkowaniu z uwagi na reaktywność, zarówno litu, jak i wodoru. Na pewno pamiętacie doświadczenie ze szkolnej lekcji chemii, kiedy kawałek metalicznego potasu lądował w wodzie, tańcząc na wodzie w otoczeniu efektownego płomienia. Tak samo reagują pozostałe metale alkaliczne, jak lit. W reakcji powstaje wodór, który w wysokiej temperaturze wybuchowo reaguje z tlenem. Wodór i tlen w odpowiednich proporcjach to przecież „mieszanka piorunująca”, wybuch tej mieszanki spowodował katastrofę w Czernobylu.

        1. Zagrożeniem są zwarcia i tu się zgadzam. Technologia, prawidłowo stosowana, zwarcia te stara eliminować. W domu mamy przecież siłę o niewiele mniejszym napięciu (aczkolwiek AC nie DC) i chociaż pożary się zdarzają, nikt nie postuluje likwidacji trzech faz (a w domu łatwiej zalać kabel niż w baterii). Odbiorników trójfazowych mamy wręcz coraz więcej. Bateria generalnie montowana została szczelnie, z jakimś tam chłodzeniem i co ważne, bezpiecznikami.
          Oczywiście, gdy już dojdzie do pożaru, mamy sytuację niebezpieczną. Tak samo palą się baterie mniejsze (hybrydy, a nawet rowery, hulajnogi i elektronarzędzia).
          W latach 90-tych straszono pożarem aut z LPG teraz czas na elektryki.
          Co do wodoru – Toyota właśnie wdrożyła Mirai i stacje ładowania tego pierwiastka.

          1. 220 v tez zabije.
            Ogniwa wodorowe wytwarza tez Orlen, na razie eksperymentalnie.To po prostu butle, chyba po kilka kg, wymieniane w samochodzie a nie nabijane jak lpg.

          2. Tak, ale piszemy nie o prawidłowo stosowanej technologii, ale o skutkach wypadków. Również w domach w razie wybuchu, w pierwszej kolejności odłącza się gaz i prąd aby wyeliminować ryzyko. Same tylko naprawy lakiernicze wymagają uprawnień elektrycznych na wysokie napięcia. Podobno Porsche jeździ na 800V.

          3. Owszem, Hyundai i Porsche mają technologię 800V. Pozwala na super szybkie ładowanie.

        2. Uznanie dla wiedzy chemicznej.Pamietam spalanie potasu na wodzie 🙂
          Kiedys tez bawilismy sie krazkami karbidu rzucajac je do rzeki i podpalajac (tata to wymyslil i przyniosl z kopalni karbid, ktory uzywano do wytwornic acetylenu).

          1. Strzelanie z karbidu i robienie sputników z cukru i saletry to było jedno z podstawowych zajęć dawnej młodzieży 🙂
            Ja lubiłem wtedy też zabawy z prądem. Całe szczęście, że nikt nie ucierpiał. Do dziś pamiętam jak nasłuchiwałem, czy do sąsiadów nie jedzie ambulans na sygnale, kiedy podłączyłem fazę z gniazdka do kranu z wodą. Robiłem, też stosy Volty z bezużytecznych już pięcio- i jednozłotówek, dawały całkiem spore napięcia. Ten metaliczny potas budził wtedy moje pożądanie, chciałem go wypróbować w roli nowoczesnej baterii elektrycznej. Za pomocą transformatora grawerowałem kolegom napisy na nożach, ech… wróciłbym do tamtych czasów jedynie po to, aby znów poczuć jak smakowało wtedy życie.

          2. Mój kumpel wrzucił w szkole do ustępu. Awantura na całego plus wezwanie rodziców.

        3. Slawek do 21.08: dobrze pamietamy wydarzenia z mlodosci. Wszystko bylo takie swieze, takie pierwsze. Najlepiej pamietam zapach benzyny pierwszego motocykla 🙂 , a nie smak pierwszego papierosa czy pierwszego calusa-ciekawe, nie?).
          Kariere chemika skonczylem na saletrze zmieszanej z glowkami zapalek 🙂

          1. Saletra. Kiedy podpaliłem z bratem na balkonie, sąsiadka prawie zadzwoniła po straż. Bawiło się.

          1. Tak daleko na pewno nie sięga. Raczej po 5-7 km w każdą stronę max.

          1. Za daleko na 100%. Musieliby Lublin wywłaszczyć, to by było więcej niż CPK.

  4. OM, Slawek-wlasnie doszlo do mnie, ze powodem sprzeciwu wobec e-aut nie sa ich wady (one tez,ale nie przede wszystkim), tylko nachalne i silowe wdrazanie ich do zycia codziennego. Gdyby nie ten przymus ,pewnie sprzeciw nie bylby tak silny (przynajmniej moj sprzeciw).

    1. Siłowe wdrażanie to lobbying + marketing. Jako użytkownik widzę sporo zalet, ale w wielu zastosowaniach e-auta nie mają sensu – np. jako służbowe dla przedstawiciela handlowego czy prezesa, który jeździ dużo i szybko pomiędzy filiami. Tu nadal wygrywa mocny diesel.
      Jeśli mówimy o dopłatach, to niech sobie będą – taka zachęta. Natomiast nakładanie podatków od CO2 czy wprowadzenie limitu śladu węglowego – bez sensu. Choć my, jako przedsiębiorcy mamy łatwiej – samochód firmowy nie będzie się wliczał do prywatnego rachunku.

    2. Nie jestem przeciwnikiem elektryków. Przeciwnie, przez jakiś czas widziałem w nich nawet zalety. Przede wszystkim mogłyby ułatwić większą osobistą swobodę. Zakładasz fotowoltaikę, ładujesz i jeździsz. Coś jest jednak nie tak. Jeśli propozycja przybiera formę przymusu, musi być drugie dno. Przychodzi mi na myśl kilka powodów, wcale nie mających związku z ratowaniem świata przed katastrofą ekologiczną, dowodów jednak nie mam. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że rewolucja odbywa się w wielu dziedzinach życia i w każdej powoduje odebranie któreś ze swobód obywatelskich, a także uzależnienie od jakiegoś monopolu (choćby mięso, które wciąż możesz sobie sam wyprodukować aby je zjeść, a za pewien czas, kiedy we wszystkich czytelnikach mainstreamowych mediów ugruntuje się przekonanie, że takie mięso nie tylko krzywdzi zwierzęta, ale też powoduje nieodwracalne zmiany klimatyczne, kupisz jedynie w wersji przemysłowej, sklonowanej, od Billa G.) chodzi pewnie o kolejne ograniczenia. Rewolucja zmierza w stronę aut autonomicznych, sterowanych algorytmem komputerowym. Podobnie jak w przypadku elektronicznej gotówki, będzie łatwo nałożyć na takie auto dowolne ograniczenia. W efekcie pojedziesz autem jedynie do pracy, o ile będziesz miał szczęście przyczyniać się do zwiększonej emisji CO2. Większość z ludzi z założenia będzie żyć w „piętnastominutowych miastach” i samochód nie będzie im potrzebny.

      1. Na obecnym etapie nie uważam aut elektrycznych za przymus. Możesz sobie wejść do salonu kupić diesla, LPG, benzynę, elektryka, hybrydę zwykłą lub plug-in. Są jakieś finansowe zachęty.
        Osobiście nie znam nikogo, kto kupiłbym taki wóz, z powodu nieuchronnej katastrofy klimatycznej. Nawet górale kierują się tanią eksploatacją i stosunkiem osiągi/praktyczność/cena. Mąż łatwiej wytłumaczy się przed żoną darmową ładowarką i panelami na dachu niż pokrętnie potrzebą posiadania 300-600 KM przy odpowiednio dużym spalaniu. Bo elektryk łączy wodę z ogniem, a to potrafi niewiele aut spalinowych (seria S i RS, M, AMG), i za zupełnie inną cenę.
        Auta autonomiczne odwołują się do naszej wygody. Lepiej jechać 130 km/h w strumieniu pojazdów, słuchać sobie muzyki, jeść przekąski, nawet uciąć sobie drzemkę i dotrzeć na wakacje 1200 km dalej niezmęczonym. Już aktywny tempomat daje namiastkę takiego luzu i z wiekiem doceniam go coraz bardziej. Pełna autonomia to kolejne kroki. Nadal istnieje jednak cały szereg środków transportu, które nie mogą zostać zablokowane.
        Jedzenie. Z nim wszystko jest proste. Wyhodujesz sobie w komórce na wsi nawet niezgłoszoną świnkę. W mieście coś mniejszego. Na nielegalu, ale jednak.
        Miasta 15-minutowe. Idea nie jest nowa a demonizowana. Sam chciałbym w takim żyć, ot mieścina powiatowa, zalety miasta (o ile mamy dobrą pracę) i wsi w jednym. Samochód nadal będzie potrzebny (wypoczynek, rozrywka, zwiedzanie, odwiedziny rodzinne, drugie domy), więc nikt go nie wyłączy.

          1. Przeczytam tę uchwałę z Krakowa i zrobię wpis. To są jakieś jaja, a gdyby dotyczyło A4 – skandal. Niemniej jednak „po wielkiemu cichu” bo ani pisowski wojewoda ani żadna organizacją non profit nie wystąpiła o unieważnienie tej regulacji lub pch tego nie sprawdziła.

          2. On do nas przyszedł z zachodu (Berlin i chyba Kalifornia). Tu odkryję fragment przygotowanego wpisu. Żeby tzw. Strefy Czystego Transportu były możliwe, w 2018 r. wprowadzono ustawę, za głosował praktycznie cały obecny PiS, a przeciw (z drobnymi wyjątkami) głosowała PO i PSL. Kukiz ’15 podzielił się.

  5. Panowie-mozna wszystko,ale bez przymusu.

    Auta autonomiczne, tzn. z autopilotem-znajomy mojej zony z 15 lat temu kupil nowego merca z tym ustrojstwem, wlaczyl autopilota i wjechal pod TIRa.Do dzis na wozku.

    1. Systemy są udoskonalane lecz nie doskonałe. Świadczą o tym wypadki Tesli. W lotnictwie autopilot sprawdzą się. Zawsze odpowiada kierowca i o tym warto pamiętać.

        1. Formalnie tak. Powinien w odpowiedniej chwili złapać kierownicę. Takie info znajduje się w instrukcji wielu aut.

          1. Np. jakies 9,5 sek, przed uderzeniem, kiedy ludzki umysl potrzebuje 1 sek. na reakcje?

          2. …koncerny, panstwa i korpo tworza prawo jakie im a nie nam odpowiada, a my nie mamy nic do gadania.Szukanie jasniejszych stron i sposobow obchodzenia pomaga na chwile, ale widac, ze intencje i dzialania w/w ida w coraz gorszym kierunku.

          3. Czy to prawo odpowiada korpo? Śmiem wątpić. Weźmy taki ORLEN. Im więcej sprzeda paliwa, tym lepiej. Stare samochody palą więcej, więc normy czystości spalin, wszelkie ULEZ-y, powodują obniżenie zysku. Człowiek chodzący piechotą, jadący rowerem lub autobusem – również.
            Ekologia jest potrzebna, sam za nią jestem – w końcu nie używam nawozów sztucznych, ale czym innym moja decyzja, a czym innym zakazanie tych nawozów moim sąsiadom rolnikom. W długiej perspektywie musiałoby to prowadzić do wzrostu cen żywności i głodu w Afryce. To z kolei nasiliłoby emigrację do UE, skutki znamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *