Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Oszczędzanie – Strona 61 – Oszczędny Milioner

Jak uzbierać na wkład własny na mieszkanie?

Odpowiedź zgodna z duchem tego bloga brzmi – stopniowo.

Decyzji o zakupie pierwszego mieszkania nikt nie podejmuje (albo przynajmniej nie powinien) z dnia na dzień. Młodzi ludzie najpierw wynajmują przez pewien czas, zanim zdecydują się na zakup.

Obecne regulacje (od stycznia 2016 r.) wymuszają posiadania na kredytobiorcy minimum 15% wkładu własnego. Wyjątkiem jest program dopłat dla młodych. Ja uważam, że wkład ten powinien wynosić nie mniej niż 20%. Dlaczego?

Po pierwsze, ktoś kto nie jest w stanie oszczędzić minimum 40 tys. zł w ciągu kilku lat, będzie miał w przyszłości ogromne problemy ze spłatą rat.

Po drugie, brak wkładu w tej wysokości powoduje automatyczne i bardzo niekorzystne naliczenie ubezpieczenia brakujących kwot (kilka tysięcy co 3-5 lat).

Po trzecie, im wyższy wkład, tym niższe raty. O zaletach takiego rozwiązania, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

Po czwarte, brak wkładu własnego oznacza niemożliwość zakupu mieszkania, o ile nie korzystamy z programu Mieszkanie dla Młodych.

A zatem jak zebrać brakujące kilkadziesiąt tysięcy. Zakładam, że cena mieszkania to minimum 150 tys. zł.  20% z tej sumy to 30 tys. Do tego trzeba doliczyć opłaty notarialne i okołokredytowe, a także minimalne chociaż wykończenie. Razem zakładam konieczność odłożenia 40 tys. zł.

Jak napisałem na początku, warto pieniądze zbierać stopniowo.  Jak długo? To już zależy od dochodów i wydatków. Szybka ścieżka (1 rok, 2 lat) dostępna jest dla osób zarabiających sporo (4-5 tys. netto). Szczęśliwcy, w ogóle nie muszą zbierać, bo dostaną pieniądze od rodziców. Skoków na bank, ślubów z milionerem, wygrania w kasynie lub Lotto także nie przedstawiam jako alternatywy. Zostawmy je desperatom.

Dobry plan na wkład własny musi być realny. Realny, czyli dostosowany do uzyskiwanych dochodów i poziomu wydatków. Przyjmuję, że mamy do czynienia z parą osób zarabiających łącznie 3 tys. netto (trochę więcej niż dwie pensje minimalne). Czy to wystarczy? Musi.  40 tys. oszczędności rozłożone na 5 lat to 8 tys. rocznie, nieco ponad 650 zł miesięcznie. Dwie osoby są w stanie tyle odłożyć (jak – o tym w innych wpisach).

Czasami warto pojechać pracować do bogatszych krajów UE. Tam, zamiast 650 zł można odkładać 2-3 razy tyle. Wtedy 40 tys. uda się zebrać w 2 lata.

Można także podjąć dodatkową pracę lub zdecydować się na zlecenie, nadgodziny. Wtedy oszczędności będą rosły w tempie 1000-1200 zł miesięcznie, a więc czas potrzebny na zgromadzenie wkładu własnego skróci się do niespełna 3 lat.

Radykalną opcją jest zamieszkiwanie z rodzicami. Oszczędzenie dodatkowych minimum 600 zł  (dwoje) na kosztach stancji, to 7,5 tys. rocznie, czyli razem już 15 tys. zł. Czyli zamiast pięciu lat, mniej niż 3.

Niektórzy uzgadniają z rodzicami, że nie organizują wesela, a pieniądze które były na to przeznaczone, odkładają na wkład własny. Przy przeciętnych kosztach przyjęcia zostanie minimum 10-20 tys. zł. To już połowa środków na dobry początek.

Jaki będzie finał? Wynajęcie mieszkania wartego ok. 150 tys. zł to średnio 1000 -1100 zł.  Rata kredytu od 120 tys. wyniesie 540 zł. Nawet jeśli dodamy koszty opłat (200 zł), będzie to 740 zł, o 260 zł (czyli około 1/4) mniej niż w przypadku wynajmu.

Mieszkanie w TBS, czy to złoty interes?

Wiedząc o trudności w dostępie do tanich mieszkań, wprowadzono instytucję Towarzystw Budownictwa Społecznego – TBS  (ustawa  z dnia 26 października 1995 r. o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego Dz. U. z 2013 r. poz. 255 ze zm.).

Konstrukcja ich jest w miarę prosta. Gmina lub podmiot prywatny tworzą TBS. Dostaje on kredyt na wybudowanie mieszkań. Przyszli lokatorzy wpłacają wkład  partycypacyjny (w wysokości określonej w umowie – standardowo 30% wartości odtworzeniowej) i mogą mieszkać do śmierci.  Po śmierci prawo przechodzi na najbliższych członków rodziny (jak najem). Dodatkowo mieszkańcy zobowiązani są do opłacania czynszu, nie wyższego niż 4% wartości odtworzeniowej (5% jeśli miało miejsce finansowanie zwrotne). Trzeba przy tym pamiętać, że TBS nie jest dla wszystkich (obowiązują ograniczenia w dochodzie).

Ja w tym poście skupiam się wyłącznie na opłacalności ekonomicznej w moim mieście. Analizuje cztery warianty.

  1. Mieszkanie używane kupione na kredyt na wolnym rynku.
  2. „Zakup” nowego mieszkania w TBS.
  3. „Zakup” udziału w TBS na wolnym rynku.
  4. Wynajem mieszkania na wolnym rynku.

Wariant I. Mieszkanie używane kupione na kredyt na wolnym rynku.

Typowe mieszkanie ma powierzchnię 50 m2. Cena wynosi 225.000 zł.

Czynsz – 200 zł (przy 2 zamieszkałych osobach).

Rata kredytu hipotecznego (przy wkładzie 30%) – 708 zł.

Razem (czynsz+rata) = 908 zł.

 

Wariant II. Zakup nowego mieszkania w TBS.

Powierzchnia podobna. Wkład partycypacyjny- 52.500 zł.

Czynsz  – 800 zł (przy 2 zamieszkałych osobach).

Razem (czynsz+rata) = 800 zł.

 

Wariant III. Zakup używanego mieszkania w TBS.

Odstępne (w tym wkład partycypacyjny)  –  70.000 zł.

Nadwyżka ponad wkład minimalny finansowana z kredytu – 100 zł.

Czynsz – 800 zł (przy 2 zamieszkałych osobach).

Razem: 900 zł.

 

Wariant IV. Wynajem podobnego mieszkania na wolnym rynku.

Czynsz najmu – 1200 zł .

Odsetki od wkładu własnego – 120 zł.

Wkład własny (podzielony na 40 lat) – 100 zł.

Razem – 980 zł.

Jak widać nie ma wielkich różnic finansowych pomiędzy TBS, wynajmem, zakupem mieszkania. Skoro tak, to ja wybrałbym zakup. Dlaczego kiedy TBS buduje nowe mieszkania, ludzie całymi dniami stoją w kolejkach?

Przyczyn jest kilka.

Po pierwsze –  brak zdolności kredytowej na zakup na wolnym rynku. Nie każdy może sobie pozwolić na zaciągniecie kredytu.

Po drugie – bardziej cywilizowane warunki niż najem od osób prywatnych.

Po trzecie – dostajemy nowe, wykończone mieszkanie.

Po czwarte – część z osób starających się o TBS nie liczy kosztów, pociąga je niski wkład własny i brak kredytu.

System kopertowy – najprostszy sposób na opanowanie wydatków

Czy ciągle masz problemy z planowaniem swoich finansów? Prowadzenie rejestru wydatków w zeszycie, excelu, telefonie nie sprawdza się w Twoim przypadku? Brak Ci motywacji do oszczędzania i zapisywania?

Mam dla Ciebie najprostsze rozwiązanie. Sprawdziły go nasze babcie, które wprawdzie były mniej wykształcone, ale często znacznie rozsądniejsze jeśli chodzi o pieniądze.

System opiera się o kilka zwykłych kopert. Wystarczają te w formacie a6 (najmniejsze), chodzi o to aby mieściły się w nich banknoty.  Nie korzystamy z konta ani kart kredytowych. Posługujemy się wyłącznie widocznym, fizycznym pieniądzem. Zaczynamy.

Kowalscy, typowa młoda rodzina ma dochody w wysokości 3000 zł netto. Właśnie otrzymali pensję na kolejny miesiąc. Pamiętają, że trzeba:

  • opłacić czynsz za wynajęcie kawalerki + opłaty dla właściciela wynajmowanego mieszkania – 1000 zł (nie w Warszawie),
  • uregulować rachunki za komórki, internet – 100 zł,
  • kupić 2 bilety komunikacji miejskiej –  170 zł,
  • przeznaczyć pewną kwotę na życie (tj. jedzenie, ubrania, chemia, leki) – 830 zł,
  • inną na rozrywki – 300 zł,
  • co nieco zaoszczędzić – 600 zł (20% dochodów).

Potrzebują zatem 10 kopert.  5 z nich opiszą kategoriami wydatków (mieszkanie, rachunki, transport, rozrywka, oszczędności). Pozostałe pięć numerami kolejnych tygodni w miesiącu.

Do pierwszej włożą pieniądze na opłaty. Wyjmą je przed 10. kiedy będą rozliczać się z właścicielem.

Drugą wypełnią środkami na rachunki. Kiedy nadejdzie termin płatności, kopertę opróżnią.

W trzeciej przechowują pieniądze na karty ZTM. Bilety muszą kupić do 3.

Czwarta zostanie przeznaczona na rozrywki.  Można z niej podbierać, dopóki pieniądze się nie skończą.

W piątej Kowalscy gromadzić będą oszczędności.

Kopert przeznaczonych na życie będzie 5. Każda na inny tydzień. Dlaczego aż 5? Bo nad wydatkami na życie najtrudniej nam zapanować. Tutaj zakupy, tam zakupy, tutaj bluzka, tam nowe buty i … po pensji.

Zasady są proste. Nie można wydawać na dany cel więcej niż jest w kopercie. Jeśli wypłacimy mniej, środki idą albo na oszczędności, albo przechodzą na kolejny miesiąc. Tym sposobem nawet najwięksi rozrzutnicy, jeśli widzą jak szybko ubywają im pieniądze, zaczynają wkraczać na ścieżkę rozsądku.

I o to chodzi.

Sam przez kilka lat korzystałem z tej metody.

Jak spłacić kredyt hipoteczny w 15 lat zamiast w 30?

Wielu z nas ma kredyty hipoteczne. Przy zawieraniu umowy decydowaliśmy się często  na najdłuższy możliwy okres spłaty, czyli 30 lat. Jednak okres umowny można skrócić nawet o połowę. Jak? Nadpłacając.

Przyjmujmy pewne założenia.  Typowa rodzina, kupując nieruchomość, wzięła 200 tys. kredytu hipotecznego. Rata wynosi ok. 900 zł. Ile więcej trzeba zapłacić aby czas życia kredytu skrócił się o połowę?  Niespełna 600 zł miesięcznie. 

Czy to dużo? Z pewnością dla jednych to suma niemożliwa do zaoszczędzenia. Dla innych niewielka korekta planów.

Jeżeli kredyt spełniał warunki przyjmowane dla rozsądnego ojca rodziny (rata nie więcej niż 15% dochodu) to możemy założyć, że nasi kredytobiorcy zarabiają około  6000 zł netto miesięcznie (mniej więcej 2 średnie pensje). W takiej sytuacji jest pole do optymalizacji wydatków w ten sposób, aby wygospodarować dodatkowe 600 zł miesięcznie na nadpłatę.

Jeżeli kredyt był brany na 30-40%  przeciętnych dochodów? No cóż, tutaj nie ma wielkich możliwości manewru. Pozostaje tylko zwiększyć dochody.

 

 

Sknera czy oszczędny?

Wiele osób używa słów „sknera” i „oszczędny” jako synonimów. Mają one jednak zupełnie inne znaczenie. Różnica między sknerą a człowiekiem oszczędnym jest zasadnicza.

Sknera to osoba, żałująca sobie (i wszystkim najbliższym) każdego grosza. Ubiera się byle jak, je byle co, jeździ byle czym, nie wydaje i zbiera pieniądze dla samego posiadania. Jego myślą jest mieć więcej. Aby to osiągnąć potrafi pojechać bezpłatnym autobusem na drugi koniec miasta, żeby kupić opakowanie proszku o 50 groszy taniej.

Oszczędny z kolei, wprawdzie odmawia sobie (i czasami bliskim) wielu rzeczy, ale robi to z konkretnego powodu. Ma priorytety wydatkowe i na nich się skupia, bezlitośnie eliminując pozostałe wydatki lub tnąc je do kości. Planuje cele finansowe i wie, że nigdy ich nie osiągnie, jeżeli nie skupi się na tym co ważne. Wybiera wakacje (jeśli są dla niego ważne) zamiast wyjść na miasto, odłożenie na 1-szą wpłatę na mieszkanie zamiast hucznego wesela na 300 osób. Stara się optymalizować. Jest zdolny do wyrzeczeń, ale nie dla zasady (jak sknera) lecz aby spełniać marzenia.

Oszczędny a sknera

SkneraOszczędny
JedzenieWybiera najtańszeStara się niewielkim kosztem jeść zdrowo np. wybierając gotowanie w domu zamiast fast-foods.
Horyzont planowania
Krótkoterminowy (zaoszczędzić dzisiaj)Długoterminowy
Wpływ na innych ludziNegatywny (marudzą, wypominają)Pozytywny (inspirują do dobrych zmian)
Stosunek do cenyPatrzy tylko na cenęDostrzega relację cena/jakość

Z zewnątrz najłatwiej poznać oszczędnego po uśmiechu na twarzy. Realizuje swoje kolejne plany i cieszy się życiem. Sknera zaś ciągle narzeka i wszystkim się zamartwia.

Oszczędzanie na podatkach cd. ulga internetowa i emerytalna.

Znacznie mniejszy zysk przyniosą  dwie omawiane dzisiaj ulgi – internetowa i emerytalna. Mimo wszystko warto się nimi zainteresować.

Ulga internetowa

Kolejne odliczenie (tym razem od dochodu), z którego korzystają rozliczający się według skali podatkowej.

Masz internet w swoim mieszkaniu lub mobilny?  Potrafisz udokumentować wydatek fakturą na swoje nazwisko (nie trzeba jej dołączać)?  Ta ulga jest dla Ciebie.  Pamiętaj, że odliczysz wydatki za samą sieć (nie – zakup urządzeń, aktywacja itp.).

Niestety istnieje jedno istotne ograniczenie. Z ulgi można korzystać przez dwa następujące po sobie lata i jednorazowo (czyli w sumie 2 razy od 2004 r. kiedy została wprowadzona). Jeżeli masz żonę/męża to najpierw zawieraj umowę na jedno, potem na drugie. Każde jest odrębnym podatnikiem i ma prawo do ulgi.

Istnieje także limit wydatków – 760 zł rocznie. Jeśli zapłacisz mniej, odliczysz mniej. Jeśli rachunki będą wyższe nie wykorzystasz całej ulgi.

Zysk wynosi: 760 zł odliczone od dochodu  x stawka podatkowa (w przypadku większości osób 18%), czyli 137 zł.

Ulga emerytalna

Państwo postanowiło wspierać oszczędzających na emeryturę. Pozwala im odliczyć pewną kwotę od dochodu podlegającego opodatkowaniu.

Warunków jest kilka. Po pierwsze musisz zawrzeć z instytucją finansową umowę o prowadzenie indywidualnego konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Oferują je banki, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, towarzystwa ubezpieczeniowe. Konto jest prowadzone dla Ciebie, małżonek musi mieć swoje. Ma to istotne zalety – limit ulgi będzie podwójny.

Po drugie masz 18 lat (lub 16 jeśli pracujesz).

Po trzecie wpłacasz w roku podatkowym pieniądze na to konto. Możesz co miesiąc, ale nawet jednorazowo 31 grudnia. Maksymalna kwota uprawniająca do odliczenia to w 2016 r.  to 4.866 zł.

Po czwarte nie jesteś ryczałtowcem. Rozliczający się według skali podatkowej i płacący podatek liniowy mogą korzystać z odliczenia.

Czyli zaoszczędzisz minimum 876 zł. Jeżeli konta mają oboje współmałżonkowie to już 1.752 zł.

Dodatkowy zysk jest taki, że jeśli dotrzymasz pieniądze do emerytury (65 lat i minimum 5 lat oszczędzania)  to zapłacisz tylko 10% podatek od wypłaty.

Przy IKZE trzeba bardzo uważać na opłaty. Są one pobierane np. przy pierwszej wpłacie, od zarządzanych aktywów, za kolejne inwestycje, przy wypłacie itp.

Nie omawiam innych mniej powszechnych ulg (leki, rehabilitacja, krwiodawstwo), ponieważ skierowane są do wąskich grup osób.

Jutro porada – jak zyskać 30% w 3 minuty. Poradnik dla przedsiębiorcy.

Jak obniżyć płacone podatki? Dwa pierwsze sposoby. Wspólne rozliczenie i ulga na dzieci.

Nie jestem doradcą podatkowym, dlatego wszelkie przeczytane informacje zweryfikuj u swojego księgowego, ale moje doświadczenie wskazują, że można legalnie płacić niższe podatki. Nie namawiam do wyjazdu za granicę (tzw. zmiany rezydencji), oszustw ani tym podobnych działań.

Propozycję albo nadają się dla wszystkich, albo tylko dla właścicieli firm. Zaznaczam to wyraźnie.

Po prostu pomyśl.

Większość osób nie ma przemyślanej strategii podatkowej. Wydaje im się, że nie warto zawracać sobie tym głowy. Najlepiej niech rozliczenia dokona pracodawca lub księgowy. To nierozsądne. Posiadanie strategii oznacza optymalizację w dobrym znaczeniu tj. korzystanie z ulg, możliwości wspólnego rozliczenia się, dokonywanie zakupów obniżających podatek do zapłaty, korzystniejsza forma opodatkowania. NIE jest to natomiast oszukiwanie na podatkach, pompowanie kosztów, przyjmowanie faktur od firm-słupów za niewykonane usługi. Amatorzy takich rozwiązań często kończą w więzieniu, albo całe oszczędności wydają na prawników.

Po pierwsze – rozlicz się z żoną lub dzieckiem

Małżonkowie, których małżeństwo trwało cały rok podatkowy mogą wspólnie rozliczać się z podatków. Nie dotyczy to sytuacji, w której jedna z osób jest ryczałtowcem (płaci podatek od przychodu, a nie dochodu), przedsiębiorcą z rozliczeniem liniowym, płacącym podatek tonażowy, lub korzystającym z karty podatkowej (wyjątkiem jest ryczałt od najmu).  Co to oznacza? Jeżeli ja zarabiam z pensji (lub mam dochód z działalności gospodarczej rozliczanej wg skali podatkowej) 100 tys. zł, a moja żona nic, wtedy albo, myśląc tradycyjnie i zostawiając rozliczenie pracodawcy podatek będzie wyglądał następująco:

Żona – 0,

Mąż: =19.470 zł,

Podatek do zapłaty w rodzinie: 19.470 zł.

Jeżeli małżonkowie rozliczają się wspólnie to wtedy: 16.888 zl.

Zysk = 19.470 – 16.888=2.582 zł.

Podobna sytuacja ma miejsce jeżeli z dzieckiem rozlicza się osoba samotnie wychowująca je.

Po drugie – skorzystaj z ulgi na dziecko, internetowej itp.

Osoby wychowujące dzieci mogą korzystać z ulgi (obniżenia podatku) jeżeli rozliczają się według skali podatkowej (znowu odpadają ryczałtowcy i prowadzący firmę na karcie podatkowej).

Oznacza to, że takie osoby nie zapłacą podatku:

  • pierwsze i drugie dziecko  – 1.112 zł
  • trzecie dziecko – 2.000 zł
  • czwarte dziecko i każde kolejne – 2.700 zł.

Posiadając trójkę dzieci odliczymy aż 4.224 zł. Pracodawca za nas tego nie zrobi.

Wracając do naszej rodziny z poprzedniego przykładu. Ich podatek po obliczeniach 16.888 zł pomniejszamy o ulgę na dwoje dzieci 2.224 zł i zapłacą już tylko 14.664 zł.

 

 

Unplugged – czyli rzecz o zmniejszaniu wydatków na prąd

Energia elektryczna to kolejna, poważna kwota w budżecie domowym. Jej wysokość można poważnie ograniczyć stosując kilka podstawowych zasad. I znowu nie propaguję siedzenia w ciemności, kładzenia się spać o zmroku, niekorzystania z komputera, telewizora itp. Ograniczam się do rad możliwych do wprowadzenia bez  nadmiernych wyrzeczeń.

Po pierwsze zamień żarówki zwykłe na LED-y (o ile jeszcze tego nie zrobiłeś). Dopóki mieszkałem sam w dwupokojowym mieszkaniu i wracałem do domu wyłącznie na noc moje rachunki za prąd nie przekraczały 30 zł (dodatkowo prąd był wtedy  tańszy). Kiedy jednak urodziły się dzieci, zmieniłem mieszkanie na większe, nagle opłaty poszybowały w górę – do 250 – 300 zł miesięcznie.  Jako człowiek  oszczędny kupiłem za kilkadziesiąt złotych miernik przepływu energii, liczyłem zużycie prądu w każdym gniazdku i każdej lampie. Wynik bardzo mnie zaskoczył, także w odniesieniu do ilości prądu zużywanego przez żarówki. Zaraz przekonasz się dlaczego.  W trzypokojowym mieszkaniu znajduje się  co najmniej 6 lamp , z których każda ma średnio 3 żarówki 80 watowe. Jeżeli każda z żarówek świeci średnio 4 godziny, miesięczne zużycie energii wyniesie 172 Kwh. Jeżeli kupimy LED-y to zużycie prądu spadnie do 17,2 Kwh. Przy średnich cenach prądu zaoszczędzimy ok. 90 zł miesięcznie. Koszt żarówek zwróci się po pół roku, dodatkowo są one znacznie trwalsze.

Nie należę do szczególnych amatorów programów telewizyjnych, większość z nich uważam za zwyczajną stratę czasu.  Niemniej jednak warto powiedzieć sobie, że telewizor to również poważny pożeracz prądu. Działająca przez godzinę plazma potrzebuje 300 W, telewizor LCD ok. 180 W, LED 70 W (oczywiście sporo zależy od modelu i trybu pracy). Jeżeli statystyczny Polak włącza go na 4 godziny  dziennie, możemy założyć, przy 4 osobach, ok. 8 godzin każdej doby.  Tracimy w ten sposób od  10 zł (LED) do 40 zł (Plazma).  Skrócenie czasu oglądania telewizji o połowę pozwoli nam oszczędzić nawet 20 zł miesięcznie.

Jednym z głównych pożeraczy energii są sprzęty domowe.  Wiedząc jak są niezbędne, nie namawiam do ich usunięcia, ale optymalizacji. Najlepiej robić to przy wymianie na nowy, ale najpierw policzmy czy to się w ogóle opłaca.  Dwa główne urządzenia to lodówka i pralka. Pierwszą rzeczą powinno być dopasowanie wielkości do aktualnych potrzeb. Czy dwóm osobom (bo wyprowadziły się dzieci) naprawdę potrzebna jest wielka lodówka i pralka na 7 kg prania? Czy nadal musimy włączać zamrażarkę, skoro prawie nic w niej nie trzymamy?  Odpowiedź na te pytania pozwoli dokonać sporych oszczędności. Mała lodówka A+  (dobra dla 1-2 osób, bardzo oszczędna) dziennie konsumuje w ciągu 24h około 0,46 Kwh energi elektrycznej, większa już 0,75 Koh. Przeliczając to na pieniądze miesięcznie zaoszczędzimy 5 zł. Niewiele, lecz pamiętajmy o tym, że mało kto wymienia nową lodówkę. Dlatego kwestią jest energooszczędność. Stara lodówka Mińsk (swego czasu bardzo popularna) zużywała na dobę ok. 3,5 Kwh prądu. Miesięcznie kosztowała zatem 60 zł. Współczesna pozwoli zaoszczędzić nawet  75% z tej sumy (45 zł).  Ale pomijając urządzenia nadające się do muzeum nawet 10 lat temu standardem było zużycie 2 krotnie większe niż dziś. To oznacza, że wymieniając  popsutą lodówkę na nową zyskujemy miesięcznie 15 zł.

Pralki również kupuje się na wiele lat (przynajmniej dawniej tak było). Wielu z nas ma w domu urządzenia z czasów, gdy prąd był tani i nikt nie przejmował się parametrami takimi jak zużycie energii. Z tego powodu (oraz oczywiście ze względu na inną technikę i proszki) pralki zużywały nawet 4 KWh na 1 pranie (wyższa  temperatura, dłuższe pranie). Obecnie z łatwością kupimy pralki, które potrzebują 1 KWh, a nawet mniej. Oznacza to spadek zapotrzebowania na prąd o ¼ z około 66 kWh miesięcznie do 16 KWh miesięcznie. Zamiast 40 zł wydamy więc tylko 10 zł. Dodatkowo nowoczesne pralki potrzebują znacznie mniej wody. O ile kiedyś standardem było 90 l na cykl prania, to teraz wynik na poziomie 30 l nie jest niczym nadzwyczajnym. W cyklu miesięcznym pozwoli to uzyskać oszczędności  1 m czyli około 8 zł.  Łącznie na wymianie pralki zaoszczędzimy 38 zł.

Warto też korzystać z listwy zasilającej, wszędzie tam gdzie to możliwe. Tym sposobem podłączając kilka urządzeń do wspólnego gniazdka (pamiętając o dopuszczalnym obciążeniu listwy) możemy również wyłączyć je jednym kliknięciem przycisku on/off i zaoszczędzić prąd pochłaniany w tzw. trybie czuwania (standby). Telewizor, dekoder telewizyjny, laptop, kino domowe – wprowadzone w ten tryb (zazwyczaj świeci się czerwona lampka) potrzebują prądu nawet nie widzimy efektów ich pracy. Jego ilość zależy od urządzenia, ale możemy przyjąć średnią ok. 2W/godzinę. Ładowarki od telefonu, ładowarki akumulatorków zadowolą się ilością 4 razy mniejszą tj. 0,5 W/godzinę.  Chociaż najnowsze urządzenia nie zużywają prądu, dopóki nie zaczniemy ładować. Teraz dokonajmy obliczeń. Czteroosobowa rodzina ma jeden telewizor z dekoderem, zestaw kina domowego, 3 laptopy, 4 telefony. Wszystkie te urządzenia wprowadzone w tryb czuwania zużyją przez godzinę 12W. Wyłączając je całkowicie zaoszczędzimy miesięcznie  7 kWh (zakładając 20 godzin czuwania w ciągu dnia), a więc 4 zł. Nie są to wielkie wydatki (dla większości prawie niezauważalne), ale zupełnie bezsensowne, dlatego namawiam do ich wyeliminowania.

Uwagi dotyczące gotowania (kuchenki elektryczne, płyty grzejne) pozostają takie same jak przy kuchenkach gazowych. Pamiętaj o wielkości palnika, czystych garnkach i używaniu przykrywek.

Zastosowanie wszystkich porad przedstawionych w tym poście pozwoli obniżyć rachunki za prąd o połowę. Dodam, że dzienne zużycie w moim 5-pokojowym domu wynosi ok. 10 Kwh energii elektrycznej, przy 5. mieszkańcach w tym dwóch nastolatkach. Jedną piątą zużywają lodówka i zamrażarka, drugie tyle  komputery moich nastolatków, 1/10 lampy. Druga połowa to pralka (1 cykl dziennie), zmywarka (2 cykle), oraz telewizor, żelazko, ładowarki itp.

 

 

Jak płacić mniej za telefony komórkowe?

Obniżenie opłat za telefony komórkowe może wynikać z kilku działań. Najprościej oczywiście nie dzwonić (zwłaszcza mając ofertę na kartę), koszt utrzymania komórki będzie wtedy wynosił dosłownie kilka złotych miesięcznie. Drugi prosty sposób, to namówić pracodawcę, aby pokrywał koszty telefonu.

Nie o to jednak droga dla wszystkich. Trzeba znaleźć lepsze, a co najważniejsze uniwersalne rozwiązanie, żeby zamiast np. 150 – 200 złotych płacić ledwie 20.

Najpierw proponuję zastanowić się, czy mamy telefon na kartę, czy na abonament. Kończąca się umowa abonamentowa terminowa, umowa na czas nieokreślony lub karta to dobry znak. Możemy dokonywać zmian. Trzeba bowiem pamiętać, że za zerwanie współpracy z siecią telefonii komórkowej (czyli wypowiedzenie umowy zawartej np. na 2 lata przed terminem) może nas słono kosztować. Operator naliczy wtedy kary umowne w wysokości kilku tysięcy. To zupełnie nieopłacalne. W takiej sytuacji pozostaje nam tylko cierpliwie czekać, aż upłynie czas do wygaśnięcia umowy.

Załóżmy jednak, że jesteśmy wolni.

Musimy odpowiedzieć sobie – czy nasz telefon jeszcze trochę pożyje, czy wymaga  zmiany. Wymiana aparatu przy każdej okazji, to kiepski wybór. Wiem, wiem, technologia się starzeje. Ale policzmy koszty. Wymiana aparatu co 4 lata zamiast co dwa, to przy cenie 960 zł, 20 zł miesięcznie zamiast 40 zł. Koszty obcięte o połowę.

Oszczędzajmy dalej. Załóżmy, że zmieniasz telefon co 2,5 roku. Za abonament „prawie all-inclusive” płacisz 80 zł. Dostajesz przy tym nowego smartfona za 123 zł. Przez okres obowiązywania umowy zapłacisz:

80*30+123= 2523 zł

Ten sam aparat na wolnym rynku kosztuje 1200 zł. Abonament do niego, w ofercie „tylko SIM” 35 zł. Koszt przedstawia się następująco:

35*30+1200 = 2250 zł.

Przez 2,5 roku nadpłacasz prawie 300 zł, to 10 zł miesięcznie. Dlaczego tak się dzieje?  W rzeczywistości nie płacisz za rozmowy, ale spłacasz ratę za telefon. Zawiera ona koszt zakupu i odsetki.  Teraz już wszystko jasne.

Kolejny trik przemyślany. Pójdźmy jednak naprzód. Na początku mówiłem o rachunkach rzędu 150-200 zł. Skąd one się biorą? Z zakupu najnowszych smartfonów. Np.  Iphone 6s 64 Gb w ofercie Play, przy umowie na 24 miesiące, kosztuje 199,99 zł miesięcznie + 39 zł na start.  Policzmy łączny koszt:

200 x 24 +39= 4839 zł.

Nie sądzę, że koniecznie musisz mieć supersmartfona. U mnie w rodzinie najdroższy telefon na żona – kosztował 1200 zł. Ja zadowoliłem się aparatem za  600 zł.  4 abonamenty kosztują nas w sumie 80 zł.   Niektórym nie wystarczyłoby nawet na jeden telefon. To najlepsza opcja.

Jak to się stało, że płacę tak mało za abonament?  Dobrałem go do naszych potrzeb i skorzystałem z oferty rodzinnej. Najpierw odpowiedziałem na ważne pytania:

Ile dzwonimy?

Ile wysyłamy sms-ów, czy korzystamy z internetu, rozmów międzynarodowych?

Potem ograniczyłem ofertę do niezbędnych elementów zawartych w cenie. Zamiast sms-ować, dzwonimy (rozmowy poza stacjonarnymi są abonamencie).  Telefony używane są „do zniszczenia” i łączymy je z prezentami gwiazdkowymi. Tym sposobem udało mi się osiągnąć następujące wyniki:

4 abonamenty = 80 zł/miesięcznie,

telefon nr 1 (żona) = 1200/30= 40 zł,

telefon nr 2 (ja) = 600/24 = 25 zł,

2 pozostałe telefony = 800/48= 16 zł x 2= 32 zł,

Razem (4 telefony + 4 abonamenty) = 177 zł.

Gdybym wybrał 4 Iphony, na które zresztą byłoby mnie stać, zapłaciłbym:

4 x 200 zł  =  800  zł.

Nie kupiłem ich jednak, gdyż bycie oszczędnym milionerem oznacza rozsądną optymalizację a nie całkowitą rezygnację z rzeczy,. Każdy z nas ma dobry telefon, z nielimitowanymi rozmowami, a płacimy 1/4 ceny Iphonów, bez których spokojnie możemy się obyć.

 

Jak obniżyć rachunki za telewizję?

Dzisiaj podpowiem, jak obniżyć opłaty za korzystanie z telewizji. Przyniosą one może rezultaty mniej spektakularne, ale na pewno i mniej odczuwalne niż np. obniżenie temperatury w całym domu. Startujemy.

Zacznijmy radykalnie. Czy telewizja w ogóle jest Ci potrzebna? Czy musisz na nią wydawać ok. 100 zł miesięcznie? Czy na najwyższy pakiet namówił Cie handlowiec? Ile czasu spędzasz przed TV każdego dnia?

Telewizja nie jest potrzebna do życia. To truizm. Bez kablówki, anteny satelitarnej i 200 programów można normalnie funkcjonować. U mnie w domu przez długi czas działało tylko 5 programów. I wiesz co, telewizor często był wyłączony. Ja sam najchętniej całkiem zrezygnowałbym z umowy. Wiadomości czytam na portalach internetowych, seriali nie oglądam, programy poradnikowe (z moim ulubionym „Zakupem kontrolowanym” na czele) odtwarzają z tygodniowym opóźnieniem w sieci. W końcu przyjąłem wersję kompromisową. I nie wydaję na nią 100 zł miesięcznie, ale 20 zł, a można jeszcze mniej.

Każda kablówka, sieć satelitarna posiada programy podstawowy w cenie do 20 zł. Jest jeszcze naziemna telewizja cyfrowa (DVB-T), korzystanie z której to równe 0 zł.  Pakiet podstawowy w NC+, z której korzystam to kilkadziesiąt programów, w tym najważniejsze stacje informacyjne (TVP Info, TVN24), programy dla dzieci i dorosłych.

Można wybrać wersję droższą – za 40 zł, za 60 zł itp, albo dokupić kanały w pakietach (np. filmowe, sportowe). Spokojnie rachunek wyniesie 100 zł miesięcznie.  Jednak czy warto? Większości z nich nie obejrzymy lub zrobimy to sporadycznie.

Oczywiście handlowiec (sprzedawca) będzie mówił co innego. W jego interesie jest sprzedać jak najwięcej (żyje z prowizji). Spróbuj zrobić eksperyment. Policz ile czasu dziennie spędzasz przed telewizorem i jakie kanały/programy oglądasz. Większość z nich można mieć już w ofercie podstawowej.

Innym trikiem będzie sprawdzenie, czy nie możesz mieć ulubionych programów taniej. Może warto sprawdzić konkurencję? Zweryfikować ofertę, poprosić o rabat. Każde takie działanie może być warte kilkadziesiąt złotych miesięcznie, a kilkaset rocznie.

Nie zaczniesz jednak oszczędzać z dnia na dzień. Zazwyczaj sieć satelitarna lub kablowa przywiązuje nas do siebie umową. Jej wypowiedzenie przed czasem kończy się naliczeniem kary umownej. Nie warto. Lepiej już zastosować inną regułę. Zaczekać do końca umowy i wtedy zmienić pakiet na niższy, lub w ogóle zrezygnować z telewizji. Zyskasz nawet ponad 1000 zł w każdym roku.