5 kroków, które powinieneś zrobić przed emeryturą. Część IV – Znajdź sobie zajęcie.

Dzisiaj wpis niefinansowy. Nie napiszę nic o oszczędzaniu. Powód jest dosyć ważny – emerytura oznacza zmianę sposobu życia i warto się do niej przygotować, żeby nie spędzać czasu przed telewizorem. Jak to zrobić?

Pierwszą zmianą, która przychodzi wraz z emeryturą jest duża ilość wolnego czasu. Zamiast wstawać o 6, możemy budzić się około 8. Nie idziemy do pracy na 8 godzin (czasami z dojazdami 10). Cały dzień mamy dla siebie. To jednocześnie radość i wyzwanie, bo ten czas można zabijać, zmarnować lub należycie wykorzystać.

Najpierw o zabijaniu. W śląskiej piosence, przeznaczeniem emeryta (starzyka) jest: fajeczka, gołąbeczek, ławeczka, ogródeczek czyli leniwe przesiadywanie przed domkiem, hodowla i uprawa ziemi. Współczesnym emerytom niespecjalnie to jednak pasuje. Oni chcą czegoś więcej niż: TV od rana do wieczora, wychowywania wnuków, odwiedzin kościoła i ogólnie czekania na koniec.  O ile nie muszą, nie myślą też o dodatkowej pracy.

Zostaje zatem opcja druga – jak ten czas najlepiej wykorzystać. I tu nie ma idealnej rady poza jedną – przygotuj się na emeryturę. A to oznacza – przemyśl co lubisz robić, co sprawia przyjemność. To będą różne przedmioty i działania. Np. moja teściowa zaczęła pisać ikony i interesować się zdrowym odżywianiem. A zrobiła to po całym życiu spędzonym w biurze i smażeniu na głębokim tłuszczu rytualnego schabowego. Inni znani mi emeryci wybierali spośród następujących aktywności:

  • podróże. Wcześniej nie było czasu na zwiedzanie i oglądanie świata. Wakacje ograniczały się do morza/jeziora w lecie i gór w zimie (narty). Teraz wszystko się zmienia i niekoniecznie idzie w kierunku sanatorium w Ciechocinku. Niektórzy kupują kampera i jadą z wnukami „w Europę”, inni korzystają z cen w niskim sezonie.
  • działka. Chyba najbardziej popularna forma spędzania czasu. Czy to ROD, czy własny kawałek ziemi na wsi, czy domek nad jeziorem/w górach/nad morzem.  Ma być blisko natury i zawsze coś do zrobienia.
  • sztuka. Niektórzy dopiero na emeryturze zaczynają pisać, malować, tworzyć. Wreszcie jest na to czas i okazuje się, że przez 50 lat od ukończenia szkoły mrozili swoje talenty.
  • aktywność. Kiedy nie ma możliwości podróżowania, może chociaż wersja minimum – spacery z kijkami (nordic walking), zwykły rower, pływanie itp. Pewnie warto.
  • wnuki. Złośliwi powiedzą, że taką aktywność planują nam dzieci. Niekoniecznie prawda. Znam takich, których wnuki zmieniły nie do poznania. I to nie w wielu 60 lat, a przed pięćdziesiątką.
  • spotkania. Emeryci odnajdują przyjaciół z liceum i starają się odbudować zerwaną więź. Jadą do kolegi z wojska, popatrzeć co u niego słychać. I porozmawiać.
  • zwierzęta. W ostatnich latach życia (w dzisiejszych warunkach spokojnie 20-25 lat) wiele osób posiada swojego „najlepszego przyjaciela” i z nim spędza czas. Dotyczy to głównie ludzi mieszkających na wsi albo daleko od rodziny.

To tylko przykłady. A jaki może być najgorszy wybór? Kontynuacja pracy w pełnym wymiarze. To okradanie samego siebie z koniecznego okresu wypoczynku. Najczęściej jednak wynika ze źle rozumianego przysłowia „Bezczynnym emerytom zaraz dzwonią” (nie chodzi tu o pracę, ale o jakiekolwiek zajęcie) lub takiego układu finansowego, w którym trzeba pracować, bo inaczej umrze się z głodu.  Czym innym jest jednak 1/4 lub pół etatu. Wspominana ostatnio moja ciotka, pracowała do śmierci –  w poniedziałki jechała na 4-6 godzin na uniwersytet, codziennie pisała i czytała po kilka godzin, oraz przez 4 godziny w tygodniu przyjmowała  w prywatnym gabinecie. Tyle. Przy czym robiła to nie dla pieniędzy, ale kultywując swoją pasję, po prostu nie wyobrażała sobie życia bez pacjentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *