Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Praca – Strona 11 – Oszczędny Milioner

Jaki procent dochodów zaoszczędziłem w 2017 r.?

Najpierw wyjaśnię, co rozumiem pod pojęciem – zaoszczędziłem.  To nadwyżka dochodów nad wydatkami, przy czym inwestycji nie traktuję jak wydatków, tylko właśnie jak …. inwestycje.

Rok 2017 był niezły pod względem dochodowym. Ambitny plan został w znacznej części wykonany. Ponieważ wydatki nie szybowały w górę – efektem był bilans zdecydowanie na plusie.

Ogólna stopa oszczędności wyniosła 40 % dochodu netto ze wszystkich źródeł. Dużo to czy mało?

Z jednej strony mamy spore dochody (aczkolwiek jeszcze nie wchodzimy w drugi próg podatkowy) , z drugiej prawie połowa dochodów zostaje nam w kieszeni, a w zasadzie jest inwestowana. Ja osobiście jestem zadowolony.

A jak to wygląda w Waszym przypadku?

 

 

Jak duże pieniądze powodują oderwanie od realiów. Antyinstrukcja obsługi na krótkim przykładzie.

Sam mocno wierzę, że pieniądze pozwalają stać się lepszym człowiekiem. Pod dwoma wszakże warunkami: panujemy nad nimi, a nie poddajemy się im oraz staramy się złapać punkt odniesienia do przeciętnej w swojej kategorii.

Kiedy zaniedbamy jeden z tych warunków, wyglądamy tak jak pewien Szef (historia rzeczywista), o którym dziś opowiem.

Był sobie mężczyzna w średnim wieku. Piastował stanowisko kierownicze (szefował dużej firmie). Z tego powodu przez wiele lat przynosił do domu ok. 15.000 zł miesięcznie, przy realnej pensji szeregowych podwładnych poniżej 2.500 zł .  Kiedyś zwróciła się do niego o podwyżkę wynagrodzenia  (dostawała niewiele ponad minimalną) pracownica – samotna matka. Powiedziała: -Panie dyrektorze, ciężko mi, dochód niewielki, małe alimenty, a trzeba utrzymać dwie osoby. Nasz Szef podzielił się z nią refleksją (oczywiście odmawiając): – Trudno to jest mnie, ja mam czworo dzieci. Po pewnym czasie przestał być Szefem, poszedł na niższe stanowisko. Kompletnie nie mógł zrozumieć, dlaczego jego pensję obniżono o połowę (czyli nadal  zarabiał 7.500 zł miesięcznie).  Skarżył się współpracownikom o dochodach znacznie niższych: Jak źle mnie potraktowano, przecież za prywatne studia dziecka płacę 2500 zł miesięcznie.

Każdego dnia, staram się być przeciwieństwem tego Szefa. Dostrzegam wyjątkowość mojej sytuacji (w końcu jestem milionerem), wiem że nie zawsze tak było, i może kiedyś nie będzie (wojna, choroba itp.). Dlatego wpis nazwałem antyinstrukcją z dedykacją dla wszystkich Szefów przed Świętami.

Poranne rozmyślania o kawie. Czynnik latte.

Każdy, kto zaczyna interesować się finansami domowymi, czyta w pewnym momencie o tzw. czynniku latte – pojęciu zaczerpniętym z książek Davida Bacha, autora takich bestsellerów jak „Ruchome schody do fortuny” czy „Automatyczny milioner”. Mówiąc w  wielkim skrócie, napisał on, że odmawiając sobie codziennie dużej latte w barze, można w ciągu dorosłego życia stać się zamożnym człowiekiem. Czy ma to sens? Jak ma się ta myśl do naszych warunków? Czytaj dalej Poranne rozmyślania o kawie. Czynnik latte.

Strategia podatkowa a wartość netto. Część I.

Dzisiejszy wpis nie ma wprawdzie charakteru porady o tym – jak płacić niższe podatki, ale pozwala uzmysłowić sobie pewien istotny fakt. O tym, że wybór strategii opodatkowania ma wpływ na nasze finanse, chyba nikogo nie trzeba przekonywać, a ja spróbuje poprzeć to liczbami. Oto one.

Opodatkowanie najmu nieruchomości. W jednym z postów pisałem o wyborze rodzaju opodatkowania najmu nieruchomości – ryczałt czy zasady ogólne. Właściwa decyzja pozwala zaoszczędzić, przy założeniu rentowności najmu na poziomie 5 % wartości nieruchomości nawet 500 zł na każde 100 tys. zł, czyli w przypadku mieszkania za 400 tys. zł to 2000 zł rocznie. Pomnożone przez 20-30 lat da to nawet 60 tys. zł więcej dzisiejszych pieniędzy (przy założeniu: stopa zwrotu z inwestycji tych 2000 zł = inflacja) niż zły wybór.

Oszczędności emerytalne. Żaden rozsądny trzydziestolatek, a nawet czterdziestolatek nie liczy na emeryturę z ZUS. Dlatego odkładam na emeryturę 500-1000 zł miesięcznie (w zależności od przychodów w firmie). Korzystanie z IKE (czyli brak podatku od zysków kapitałowych) to w moim wypadku (24 lata do emerytury) ok. 55.000 zł (w dzisiejszej wartości pieniądza ok. 27.000 zł).  Zwiększenie stopy zwrotu o 2% to z kolei 120.000 zł ekstra na koncie emerytalnym (czyli 60.000 zł obecnych złotówek).

Podatek liniowy czy według skali. Ktoś kto osiąga zyski z firmy na poziomie 200 tys. zł może zyskać na podatku liniowym nawet 16 tys. zł rocznie. Po upływie 30 lat będzie to prawie pół miliona.

Samozatrudnienie czy etat. Etatowcy płacą najwyższe podatki i składki. Oto jak wygląda symulacja dla osoby zarabiającej  średnią krajową ok. 3000 zł netto z tytułu umowy o pracę.  3000 zł netto to 5100 zł kosztu dla pracodawcy. Jeżeli nie doliczamy podatku VAT, to rocznie przeznaczano na pracownika  61.200 zł z czego otrzymywał on 36.000 zł. Teraz przejdźmy na samozatrudnienie.  Obie strony muszą zarobić. Koszt pracodawcy spada do 4600 zł miesięcznie. Wydał 56.200 zł rocznie. A pracownik? Z 4600 zł jako rozpoczynający DG zapłacił składki ZUS w wysokości 600 zł (aby z nich skorzystać trzeba zmienić pracodawcę – inaczej będzie to 1172 zł). Zostało mu 4000 zł do opodatkowania, prawda? Nieprawda. W działalności gospodarczej wykorzystuje swój samochód. Może go amortyzować i odpisać wydatki na paliwo, czyli w przypadku auta używanego za 30 tys. zł, które miesięcznie kosztuje 700 zł, nie zapłaci podatku od 1700 zł. Następnie telefon, komputer i inne zakupy niezbędne w DG, potem kwota wolna od podatku itp. i nagle okazuje się, że nie płacimy podatku od 2500 zł zarobionych pieniędzy, dodatkowo odliczamy składkę zdrowotną i mamy podatku dochodowego równe 0 zł.     Na minimalnym ZUS-ie otrzymujemy do ręki 4000 zł, na zwykłym 3400 zł, a na umowie o pracę 3000 zł. W ten sposób zarabiamy rocznie nawet 12.000 zł więcej (po 30 latach 360.000 zł).

Za dwa dni ciąg dalszy.

Wartość netto, a niezależność finansowa.

Wartości netto poświęciłem kilka ostatnich wpisów. O niezależności finansowej pisałem m.in. tutaj: http://oszczednymilioner.pl/2016/08/19/niezaleznosc-finansowa-wzgledna-i-bezwzgledna/ . Jak mają się do siebie te dwa stany finansowe?

Czytaj dalej Wartość netto, a niezależność finansowa.

Jak rozsądnie oszczędzać na jedzeniu? Dlaczego wydajemy „na życie” mniej niż przeciętna rodzina?

Odwrotnie niż  w przypadku edukacji, „na życie” wydajemy prawie 15 % mniej niż przeciętni Kowalscy. Jak to jest możliwe? Czy jemy wyłącznie dania
„trzeciej świeżości”  i mięso oddzielane mechanicznie?

Zdecydowanie nie. Oszczędne gospodarowanie budżetem domowym w tej części to głównie zasługa mojej żony. Treść tego wpisu konsultowałem zatem właśnie z nią.

Praktycznie nie pijemy alkoholu, nie palimy też papierosów. Kowalscy wydają w ten sposób kilkadziesiąt złotych na osobę.  Nasze wydatki to przeciętnie może 1 zł miesięcznie na osobę (pomijalne).

W zasadzie nie jadamy „na mieście”. Wyjątkiem jest jeden z naszych nastolatków, ale średnie wydatki na osobę w tej części nie przekraczają 4-5 zł miesięcznie na osobę.

Nie kupujemy gotowych półproduktów. Dzięki żonie, w naszej kuchni gotowe sosy, pizze, pierogi  itp. nie mają racji bytu. W efekcie jest znacznie taniej.

Nie korzystamy z soków, dżemów itp. ze sklepowych półek. Moją działką jest produkcja owoców i warzyw (w zeszłym roku  389 kg), a żony przetworzenie ich.  Efekt – dobre jakościowo produkty za pół ceny.

Kupujemy część mięsa i wędlin oraz większość jajek „od chłopa”. Tym sposobem jedzenie z zaufanego źródła wychodzi taniej niż znacznie gorsze „sklepowe”.

Nie szalejemy z wydatkami „ubraniowymi”. Staramy się kupować rzeczy dobrej jakości w umiarkowanych cenach. 80% zakupów dokonujemy w trakcie wyprzedaży. Część ubrań to prezenty (liczone w odrębnych kategoriach). Nie gardzimy też „ciuchlandami”. Tutaj wielki ukłon w stronę mojej żony. Mam koleżanki, które potrafią wydać całą pensję w galerii.  Ja szczęśliwie nie muszę zmagać się z takimi problemami.

Chemię wybieramy kierując się relacją cena/jakość.  Dodatkowo biorąc pod uwagę wielkość rodziny zakupy dzielimy przez większą liczbę osób. Kosmetyki kupujemy z kieszonkowego i jako prezenty.

Efekt – wydatki niższe niż przeciętne.

 

 

 

Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Nie mam zamiaru prowadzić na blogu ściśle socjologicznych rozważań. Dążę raczej do maksymalnego uproszczenia. Dlatego proszę o wybaczenie pominięcia pewnych niuansów. Mamy więc przeciętnego Kowalskiego. No cóż, niekoniecznie. Każdy z nas żyje w określonej grupie społecznej, wswoim środowisku. W tym środowisku  pewne zachowania i nawyki (w tym dotyczące pieniędzy) są oczywiste. Dawna arystokracja używała np. powiedzenia „Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają” z kolei dla kupców, przemysłowców były one tematem wielu rozmów. Czy dzisiaj jest podobnie? Czytaj dalej Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Czym naprawdę jest niezależność finansowa i czy ją osiągnąłem?

Jednym z tematów, o których miałem spokojnie czas pomyśleć w wakacje jest niezależność finansowa. Sygnalizowałem już, że różni się ona od zamożności. Zamożność definiuje jako pewien poziom majątku (a ściślej wartości netto: majątek-zadłużenie) określany kwotowo np. 1 mln. złotych. Niezależność finansowa oznacza coś innego – to zdolność do utrzymania się z oszczędności i odsetek od nich. Krótko mówiąc – nie będziesz musiał pracować zarobkowo.  Perspektywa wydaje się ciekawa. Nigdy nie potrzebować podjąć pracy czyli… mieć wieczne wakacje. Postawiłem sobie pytanie: Czy jestem niezależny finansowo?  Czy mogę sobie pozwolić na porzucenie etatu, działalności gospodarczej i życie rentiera? Policzyłem to dokładnie. I nagle okazało się, że duża rodzina + dom + dwa samochody generują poziom wydatków znacznie powyżej przeciętnej, gdy tymczasem dochód z majątku nie jest wcale tak duży.

Czy da się wprowadzając kilka korekt zbliżyć dochody do wydatków?

Po pierwsze – powrót z domu do mieszkania. Sprzedaż domu pozwala odzyskać kwotę odsetek i raty kapitałowej od kredytu, a także odsetek od pozostałej ceny domu. Efekt + 1000 zł.

Po drugie – sprzedaż narażonego na potencjalnie droższe usterki auta, kupionego „for fun” to minimum 500 zł (z uwzględnieniem utraty wartości jeszcze więcej).

Po trzecie – u mnie w pracy obowiązuje dress code. Zmiana garniurów i koszul ze szytwnym kołnierzykiem na dżinsy oraz bluzy pozwala ściąć kolejne 100 zł.

Nagle wydatki, będą nadal obiektywnie wysokie, ale czy już możliwe do zrównoważenia? Jeszcze trochę brakuje. Co dalej? O tym w piątek.