Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Praca – Strona 12 – Oszczędny Milioner

Poranne rozmyślania o kawie. Czynnik latte.

Każdy, kto zaczyna interesować się finansami domowymi, czyta w pewnym momencie o tzw. czynniku latte – pojęciu zaczerpniętym z książek Davida Bacha, autora takich bestsellerów jak „Ruchome schody do fortuny” czy „Automatyczny milioner”. Mówiąc w  wielkim skrócie, napisał on, że odmawiając sobie codziennie dużej latte w barze, można w ciągu dorosłego życia stać się zamożnym człowiekiem. Czy ma to sens? Jak ma się ta myśl do naszych warunków? Czytaj dalej Poranne rozmyślania o kawie. Czynnik latte.

Strategia podatkowa a wartość netto. Część I.

Dzisiejszy wpis nie ma wprawdzie charakteru porady o tym – jak płacić niższe podatki, ale pozwala uzmysłowić sobie pewien istotny fakt. O tym, że wybór strategii opodatkowania ma wpływ na nasze finanse, chyba nikogo nie trzeba przekonywać, a ja spróbuje poprzeć to liczbami. Oto one.

Opodatkowanie najmu nieruchomości. W jednym z postów pisałem o wyborze rodzaju opodatkowania najmu nieruchomości – ryczałt czy zasady ogólne. Właściwa decyzja pozwala zaoszczędzić, przy założeniu rentowności najmu na poziomie 5 % wartości nieruchomości nawet 500 zł na każde 100 tys. zł, czyli w przypadku mieszkania za 400 tys. zł to 2000 zł rocznie. Pomnożone przez 20-30 lat da to nawet 60 tys. zł więcej dzisiejszych pieniędzy (przy założeniu: stopa zwrotu z inwestycji tych 2000 zł = inflacja) niż zły wybór.

Oszczędności emerytalne. Żaden rozsądny trzydziestolatek, a nawet czterdziestolatek nie liczy na emeryturę z ZUS. Dlatego odkładam na emeryturę 500-1000 zł miesięcznie (w zależności od przychodów w firmie). Korzystanie z IKE (czyli brak podatku od zysków kapitałowych) to w moim wypadku (24 lata do emerytury) ok. 55.000 zł (w dzisiejszej wartości pieniądza ok. 27.000 zł).  Zwiększenie stopy zwrotu o 2% to z kolei 120.000 zł ekstra na koncie emerytalnym (czyli 60.000 zł obecnych złotówek).

Podatek liniowy czy według skali. Ktoś kto osiąga zyski z firmy na poziomie 200 tys. zł może zyskać na podatku liniowym nawet 16 tys. zł rocznie. Po upływie 30 lat będzie to prawie pół miliona.

Samozatrudnienie czy etat. Etatowcy płacą najwyższe podatki i składki. Oto jak wygląda symulacja dla osoby zarabiającej  średnią krajową ok. 3000 zł netto z tytułu umowy o pracę.  3000 zł netto to 5100 zł kosztu dla pracodawcy. Jeżeli nie doliczamy podatku VAT, to rocznie przeznaczano na pracownika  61.200 zł z czego otrzymywał on 36.000 zł. Teraz przejdźmy na samozatrudnienie.  Obie strony muszą zarobić. Koszt pracodawcy spada do 4600 zł miesięcznie. Wydał 56.200 zł rocznie. A pracownik? Z 4600 zł jako rozpoczynający DG zapłacił składki ZUS w wysokości 600 zł (aby z nich skorzystać trzeba zmienić pracodawcę – inaczej będzie to 1172 zł). Zostało mu 4000 zł do opodatkowania, prawda? Nieprawda. W działalności gospodarczej wykorzystuje swój samochód. Może go amortyzować i odpisać wydatki na paliwo, czyli w przypadku auta używanego za 30 tys. zł, które miesięcznie kosztuje 700 zł, nie zapłaci podatku od 1700 zł. Następnie telefon, komputer i inne zakupy niezbędne w DG, potem kwota wolna od podatku itp. i nagle okazuje się, że nie płacimy podatku od 2500 zł zarobionych pieniędzy, dodatkowo odliczamy składkę zdrowotną i mamy podatku dochodowego równe 0 zł.     Na minimalnym ZUS-ie otrzymujemy do ręki 4000 zł, na zwykłym 3400 zł, a na umowie o pracę 3000 zł. W ten sposób zarabiamy rocznie nawet 12.000 zł więcej (po 30 latach 360.000 zł).

Za dwa dni ciąg dalszy.

Wartość netto, a niezależność finansowa.

Wartości netto poświęciłem kilka ostatnich wpisów. O niezależności finansowej pisałem m.in. tutaj: http://oszczednymilioner.pl/2016/08/19/niezaleznosc-finansowa-wzgledna-i-bezwzgledna/ . Jak mają się do siebie te dwa stany finansowe?

Czytaj dalej Wartość netto, a niezależność finansowa.

Jak rozsądnie oszczędzać na jedzeniu? Dlaczego wydajemy „na życie” mniej niż przeciętna rodzina?

Odwrotnie niż  w przypadku edukacji, „na życie” wydajemy prawie 15 % mniej niż przeciętni Kowalscy. Jak to jest możliwe? Czy jemy wyłącznie dania
„trzeciej świeżości”  i mięso oddzielane mechanicznie?

Zdecydowanie nie. Oszczędne gospodarowanie budżetem domowym w tej części to głównie zasługa mojej żony. Treść tego wpisu konsultowałem zatem właśnie z nią.

Praktycznie nie pijemy alkoholu, nie palimy też papierosów. Kowalscy wydają w ten sposób kilkadziesiąt złotych na osobę.  Nasze wydatki to przeciętnie może 1 zł miesięcznie na osobę (pomijalne).

W zasadzie nie jadamy „na mieście”. Wyjątkiem jest jeden z naszych nastolatków, ale średnie wydatki na osobę w tej części nie przekraczają 4-5 zł miesięcznie na osobę.

Nie kupujemy gotowych półproduktów. Dzięki żonie, w naszej kuchni gotowe sosy, pizze, pierogi  itp. nie mają racji bytu. W efekcie jest znacznie taniej.

Nie korzystamy z soków, dżemów itp. ze sklepowych półek. Moją działką jest produkcja owoców i warzyw (w zeszłym roku  389 kg), a żony przetworzenie ich.  Efekt – dobre jakościowo produkty za pół ceny.

Kupujemy część mięsa i wędlin oraz większość jajek „od chłopa”. Tym sposobem jedzenie z zaufanego źródła wychodzi taniej niż znacznie gorsze „sklepowe”.

Nie szalejemy z wydatkami „ubraniowymi”. Staramy się kupować rzeczy dobrej jakości w umiarkowanych cenach. 80% zakupów dokonujemy w trakcie wyprzedaży. Część ubrań to prezenty (liczone w odrębnych kategoriach). Nie gardzimy też „ciuchlandami”. Tutaj wielki ukłon w stronę mojej żony. Mam koleżanki, które potrafią wydać całą pensję w galerii.  Ja szczęśliwie nie muszę zmagać się z takimi problemami.

Chemię wybieramy kierując się relacją cena/jakość.  Dodatkowo biorąc pod uwagę wielkość rodziny zakupy dzielimy przez większą liczbę osób. Kosmetyki kupujemy z kieszonkowego i jako prezenty.

Efekt – wydatki niższe niż przeciętne.

 

 

 

Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Nie mam zamiaru prowadzić na blogu ściśle socjologicznych rozważań. Dążę raczej do maksymalnego uproszczenia. Dlatego proszę o wybaczenie pominięcia pewnych niuansów. Mamy więc przeciętnego Kowalskiego. No cóż, niekoniecznie. Każdy z nas żyje w określonej grupie społecznej, wswoim środowisku. W tym środowisku  pewne zachowania i nawyki (w tym dotyczące pieniędzy) są oczywiste. Dawna arystokracja używała np. powiedzenia „Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają” z kolei dla kupców, przemysłowców były one tematem wielu rozmów. Czy dzisiaj jest podobnie? Czytaj dalej Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Czym naprawdę jest niezależność finansowa i czy ją osiągnąłem?

Jednym z tematów, o których miałem spokojnie czas pomyśleć w wakacje jest niezależność finansowa. Sygnalizowałem już, że różni się ona od zamożności. Zamożność definiuje jako pewien poziom majątku (a ściślej wartości netto: majątek-zadłużenie) określany kwotowo np. 1 mln. złotych. Niezależność finansowa oznacza coś innego – to zdolność do utrzymania się z oszczędności i odsetek od nich. Krótko mówiąc – nie będziesz musiał pracować zarobkowo.  Perspektywa wydaje się ciekawa. Nigdy nie potrzebować podjąć pracy czyli… mieć wieczne wakacje. Postawiłem sobie pytanie: Czy jestem niezależny finansowo?  Czy mogę sobie pozwolić na porzucenie etatu, działalności gospodarczej i życie rentiera? Policzyłem to dokładnie. I nagle okazało się, że duża rodzina + dom + dwa samochody generują poziom wydatków znacznie powyżej przeciętnej, gdy tymczasem dochód z majątku nie jest wcale tak duży.

Czy da się wprowadzając kilka korekt zbliżyć dochody do wydatków?

Po pierwsze – powrót z domu do mieszkania. Sprzedaż domu pozwala odzyskać kwotę odsetek i raty kapitałowej od kredytu, a także odsetek od pozostałej ceny domu. Efekt + 1000 zł.

Po drugie – sprzedaż narażonego na potencjalnie droższe usterki auta, kupionego „for fun” to minimum 500 zł (z uwzględnieniem utraty wartości jeszcze więcej).

Po trzecie – u mnie w pracy obowiązuje dress code. Zmiana garniurów i koszul ze szytwnym kołnierzykiem na dżinsy oraz bluzy pozwala ściąć kolejne 100 zł.

Nagle wydatki, będą nadal obiektywnie wysokie, ale czy już możliwe do zrównoważenia? Jeszcze trochę brakuje. Co dalej? O tym w piątek.

Dlaczego nie radzę oszczędzać na edukacji?

Jeśli czytaliście serię moich ostatnich wpisów być może uderzył Was jeden fakt – relatywnie wysokie wydatki na edukację. Dlaczego nie warto na tym oszczędzać?  Ponieważ jedynym pewnym sposobem wyrwania się z zaklętego kręgu biedy (niskie dochody=niewielkie oszczędności=niewielki majątek=niewielkie inwestycje=niskie dochody) jest edukacja. Alternatywą dla czystej wiedzy może być tylko własny biznes, ale i wtedy trzeba mieć wiedzę oraz pieniądze na początek. Powiem to na własnym przykładzie. 10 lat temu zarabiałem (netto czyli na rękę) ok. 3800 zł. Potem wydałem 17 tys. na własną edukację, zdobyłem dodatkowe uprawnienia i teraz moja pensja u tych samych  pracodawców wynosi … 7300 zł. Wydatki na edukację zwróciły się w 4 miesiące.

Nie każdy będzie miał takie szczęście i możliwości, ale… zawsze warto przeliczać. Często już sama znajomość języka obcego umożliwia nam lub naszemu dziecku zarobienie za granicą 3-4 krotności wynagrodzenia pobieranego w Polsce. Nie trzeba jednak nigdzie wyjeżdżać.

Niewykwalifikowany robotnik zarabia nie więcej niż  8-10 zł za godzinę. Hydraulik, glazurnik, dekarz, stolarz itp. kilka razy więcej. Znam elektryków dojeżdżających do klienta Porsche Cayenne.

Nauczyciel dyplomowany dostaje na etacie pensję o połowę wyższą niż jego dyplomowany odpowiednik.

Radca prawny w administracji zarabia o 40% więcej niż przeciętny pracownik.

W przypadku wyszkolonego sprzedawcy, wynagradzanego prowizyjnie te różnice są znacznie większe.

Wiedza to jednak nie tylko formalne wykształcenie. To szereg umiejętności, które zdobywamy na praktycznych kursach, szkoleniach. Rozwija się je przez całe życie.

No dobrze, ale wielu magistrów pozostaje dzisiaj bez pracy, albo wykonuje zupełnie niezgodną z kierunkiem wykształcenia. Co im powiedzieć?

Wiedza, to nie papierek. Często skończenie np. socjologii, politologii, kulturoznawstwa nie daje żadnej przewagi praktycznej. Zresztą ilu politologów może wchłonąć rynek pracy? Trzeba najpierw rozpoznać czy na dane umiejętności jest aktualnie zapotrzebowanie i będzie się utrzymywało przez najbliższe 10 lat. Nie słyszałem o bezrobotnym programiście, stolarzu czy lekarzu.  Kto pójdzie na łatwiznę i wybierze kierunek kształcenia, który najłatwiej skończyć, raczej nie znajdzie zatrudnienia w swoim zawodzie.

Dlatego właśnie moja rodzina wydaje na edukację minimum 1000 zł miesięcznie. Przeznaczamy je na naukę języków, sport (zdolne dziecko) i studia.

 

 

Czy warto pracować za 1500 zł?

Jako jeden ze skutków programu „Rodzina 500+” media podają niechęć do pracy za pensję minimalną i  niewiele większą (czyli 1350-1700 zł). Czy to prawda i czy za takie pieniądze  nie warto pracować?

Najpierw trochę filozofii, czyli pytanie co daje nam praca. Dla niektórych będzie to kontakt z innymi ludźmi, przyjemne (chociaż często niezbyt głębokie) relacje, dla innych szansa samorealizacji, uregulowanie planu dnia, nadanie celu w życiu. Jednak dla większości praca to sposób na zapełnienie portfela. Czy można inaczej zaspokoić te potrzeby? Zastanówmy się.

Spotkania z ludźmi mają miejsce w różnych miejscach. Można zapisać się do klubu sportowego, zdecydować na wolontariat, zacząć kolejne studia. Sposobów jest sporo. Większość z nich daje także szansę na samorealizację. Zresztą, umówmy się, etat za pensję w okolicach minimalnej to nie są prace szczególnie satysfakcjonujące lecz raczej zestaw powtarzalnych czynności (chociaż niekiedy w biurze). Najtrudniej poradzić sobie z planem dnia. Do pracy trzeba wstać, przyjść (lub przyjechać), wykonać obowiązki (pod nadzorem szefa), wrócić do domu. Nagle dzień np. od 6 do 16 mamy zapełniony (czyli np. 10 godzin z  17-18 nieprzesypianych). Nie pracując, mamy więcej czasu dla siebie. Dla jednych to zaleta, dla innych wada. A cel w życiu? W pracy za pensję minimalną? Nie, chyba raczej nie o to chodzi.  Pozostaje wypełnienie portfela, krótko mówiąc musimy mieć pieniądze na życie? Czy te 1350-1700 zł da się zarobić w inny sposób?

Zakładam, że nie mamy do czynienia z osobami bogatymi (taka kwota to odsetki od 500-700 tys. zł), a więc odpada rentierka. Pozostają prace sezonowe, zlecenia, fuchy. Wyobraźmy sobie zbieracza owoców. Można spokojnie zarobić za dniówkę 100 zł czyli miesięcznie 2500 zł (w Polsce). Za granicą będzie to nawet 2,5 raza więcej (6000 zł). Czyli w grę wchodzi opcja – pół roku (a nawet 3 miesiące) pracy sezonowej, w budowlance, a pozostała część roku konsumowanie jej owoców.  Takie życie wybiera całkiem spora liczba osób. A co w przypadku utraty zdrowia, wypadku, starości? Tutaj pojawia się problem. Można ubezpieczyć się lub zbierać na emeryturę, ale ile osób to robi? Nagle nie ma dochodów. Z wiekiem ubywa nam sił. Do czasu zmiany prawa, pozostawał jeszcze sposób „na rolnika” (zakup hektara ziemi i ubezpieczenie w KRUS). Teraz jego realizacja staje się mocno utrudniona (ziemię rolną można kupić tylko od najbliższej rodziny).

Jak widzicie, nie znalazłem zbyt wielu argumentów do pracy za niewielką pensję. Po prostu, da się takie kwoty zarobić inaczej. Jeśli pracujemy, to dlatego, że nie widzimy innego sposobu.

Natomiast nie przekonuje mnie argument 500+. To są pieniądze do wydania na dzieci.  Nie służą temu, żeby ojciec/matka mogli siedzieć bezczynnie. Myślenie „mam 500 zł (lub 1000)  i nic nie muszę”  to krok w złym kierunku. Zwłaszcza, że 1350 – 1700 zł da się spokojnie zarobić w inny sposób niż na etacie, bo np. w ciągu pół roku robót sezonowych. Tylko czy za tę kwotę można utrzymać rodzinę? To już temat na kolejny wpis.

Kooperacja księgowych – sposób na mieszkanie.

Księgowi codziennie stykają się z pieniędzmi. Powinni o nich wiedzieć znacznie więcej. Czy tak jest zawsze? Nie, ale znam wielu księgowych, którzy są wyjątkowo oszczędni, po prostu rozumieją wartość pieniądza i starają się go pomnożyć. Czasami mają problem z inwestowaniem, ale w oszczędzaniu są naprawdę dobrzy. Dzisiaj jedna historia z życia wzięta.

Pewna całkiem spora spółka zatrudniała 10 księgowych. Pracowały one ze sobą od lat, zarabiając w sumie niewielkie pieniądze – ok. 3/4 średniej krajowej (w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza  2000 zł netto). Ich mężowie mieli nieco lepsze pensje, ale rodziny uzyskiwały ok. 2 średnich krajowych (czyli były blisko mojego wzoru oszczędnego milionera). Kiedy po kolei dorastały dzieci, pojawiła się potrzeba zapewnienia im mieszkań. Księgowe nie miały wyjątkowych ambicji – myślały o kawalerkach. Zaczęły liczyć.

Skoro kawalerka kosztuje 40 średnich pensji, nie bardzo mają szanse odłożyć taką kwotę samodzielnie, tym bardziej w krótkim okresie. Co robić? Każda potrafiła zaoszczędzić 20% pensji swojej i męża, czyli ok. 40% średniej. Ponieważ było ich 10, razem miały już 4 średnie pensje miesięcznie. Czyli co 10 miesięcy mogły kupić kawalerkę. Postanowiły wykorzystać efekt synergii.

Po kolei każda z nich kupowała mieszkanie dla dziecka, pozostałe oddawały jej swoje oszczędności. Potem następna i następna. Przez 100 miesięcy (ok. 8 lat) wszystkie dysponowały mieszkaniem dla dziecka.  Gdzie tu geniusz? Przecież w 8 lat zbierając oddzielnie kupiłyby mieszkania? No tak, ale tutaj wyglądało to trochę inaczej. Pierwsza dostała klucze już po 10 miesiącach, a dopiero ostatnia po 8 latach. Średni czas oczekiwania wynosił niespełna 5 lat. Rozumiesz?

Oczywiście, takie współdziałanie wymaga albo wyjątkowego zaufania, albo mocnych zabezpieczeń, nie jest jednak niemożliwe. Przemyśl to. Może znasz osoby, z którymi jesteś w stanie powtórzyć osiągnięcie księgowych?

Kaizen milionera. Część IV.

Dzisiaj czwarta część serii „Kaizen milionera”. Kontynuuję opisywanie 10 zasad kaizen, stosowanego do zdobywania majątku.

Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.

To zaskakujące, jak często zapominamy o tej prawdzie. Oczekiwanie na idealny moment przypomina czekanie na Godota, który nigdy nie nadchodzi. Żyjemy w określonych warunkach, w określonym czasie. Nie możemy zmienić przeszłości, nie potrafimy przewidywać przyszłości. Naszym czasem jest teraźniejszość. Tu i teraz.

Tu i teraz musisz zarabiać.

Tu i teraz musisz oszczędzać.

Tu i teraz musisz inwestować.

Nie ma lepszego momentu do wykonania pierwszego kroku niż TERAZ.

Nie zastanawiaj się co by było gdybyś dwa lata temu kupił akcje, trzy lata temu rzucił pracę, spotkał inną kobietę/innego mężczyznę.

Dzisiaj też są okazje inwestycyjne na giełdzie. Teraz też możesz zmienić pracę. Teraz też jest czas aby  kogoś poznać. A więc…. nie czekaj na idealne rozwiązania, działaj teraz. Staraj się jednocześnie znajdować najprostsze rozwiązanie.

A więc: nieskomplikowane metody by oszczędzać (piszę o nich na blogu), nieskomplikowane metody by zarabiać więcej, nieskomplikowane metody by inwestować (pełna klasyka: własna firma, akcje, nieruchomości).

Z pewnością im bardziej złożony produkt/usługa, tym większa szansa, że zarobi ten, kto Ci go sprzedaje. Przykłady? Kredyty hipoteczne w CHF sprzedawane w szczycie słabości tej waluty, polisy inwestycyjne, z których wycofanie wymagało zapłacenia kary równej 90% wpłaconych środków (mówiąc po ludzku po roku dostawałeś 10% swoich pieniędzy), lewarowane zakupy na forex-ie, na których traci 95% „inwestorów” (dla pocieszenia – bankrutują też profesjonalni uczestnicy obrotu np. wielkie banki – ponieważ zmiana rynku o 1% powoduje stratę 50% kapitału – rekordowe platformy oferują lewar 1:1000 – to tak jakbyś grał w ruletkę).

Użyj sprytu zamiast pieniędzy.

Jak zarobić pieniądze nie mając pieniędzy? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być typową kwadraturą koła. Co jednak jeśli spróbujesz użyć sprytu?

Co trzeba zrobić, żeby więcej zarabiać? Trzeba albo pracować więcej (poświęcić dodatkowy czas), albo pracować mądrzej (za wyższą stawkę godzinową). Co wybierasz? Dorabianie czy podwyżkę/zmianę pracy? A może i jedno i drugie. Na początek nie zarobisz w ten sposób milionów. Ale pamiętaj istotą kaizen są drobne kroki we właściwym kierunku. Nawet dodatkowe 200 zł miesięcznie przybliża Cię do zamożności.

Spryt w oszczędzaniu nie polega na cięciu wszystkich wydatków do kości. Tak zrobi sknera. Oszczędny milioner radzi rozsądne oszczędzanie. Szukanie oszczędności tam gdzie nikt się ich nie spodziewa. Podam kilka moich rozwiązań na poziomie milionerskim. To nie są dylematy na codzienne zakupy. Mają jedynie podkreślić, że skoro może milioner (wprawdzie oszczędny) to może przeciętny Kowalski.

W pracy muszę dobrze wyglądać. Klienci kupują moje usługi (a tak na prawdę mnie) oczami. Jednocześnie  nie jestem na tyle szalony aby szastać pieniędzmi. Potrzebowałem paru artefaktów, aby wyglądać jak Pan Obkupiony i jednocześnie nie zbankrutować. Musiałem znaleźć sposób zamiast pieniędzy.

Czasami wożę klienta swoim samochodem. Muszę wzbudzać podziw. Czy samochód marki Porsche jest wystarczający? Niewątpliwie. No cóż, nowy kosztuje 300 tys. zł. Nie oszalałem. Jak mieć Porsche i kilkaset tysięcy w kieszeni? Kupić używany? Otóż można mieć dobrze wyglądające używane Porsche za cenę nowej gołej Dacii Sandero i 10% wartości auta salonowego.

Kolejna rzecz. Zegarek. Klient patrzy mi na rękę i widzi …. Omegę. Nowa kosztuje minimum 15 tys. zł. Lepsze modele zaczynają się od 25 tys. zł. Nie oszalałem na punkcie zegarków. Pragnę zachować obie nerki. Czy jest jakiś sposób? Otóż można mieć wyglądający jak nowy zegarek Omegi za 5% ceny (800-1200 zł). Trzeba zdecydować się na podobnie wyglądający model sprzed kilkudziesięciu lat.

Trzeci atrybut – pióro. Słyszałeś o marce Montblanc? Moi klienci słyszeli. Kiedy podpisuję dokumenty czarnym Meisterstuck 149 (topowy model firmy do kupienia za prawie 4000 zł), nikt nie wie, że wydałem na niego mniej niż 25% tej sumy. Przy okazji dementuję powszechną plotkę. Stalówka pióra jest tak twarda, że nie układa się do ręki właściciela. Dlatego spokojnie można pożyczać cudze pióro, a nawet kupić używane.

Rozumiesz moją ideę (a w zasadzie moją interpretację kaizen w budowaniu zamożności)? Nie chodzi o to aby być sknerą, żyć jak sknera, wyglądać jak sknera. Chodzi o to, aby wyglądać jak milion dolarów za maksimum 5-25% ceny sklepowej przedmiotów, których używamy. Nie namawiam do noszenia używanej bielizny, butów, koszul itp., bo to aby zaoszczędzić byłaby przesada (sknerstwo). Ale zegarek, pióro, samochód – czemu nie. Nie chodzi o to, aby wakacje spędzać na RODOS (Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką), ale o znalezienie np. lotu do Mediolanu za 300 zł w obie strony. Używaj sprytu zamiast pieniędzy.

A jak jest z inwestowaniem? Podobnie. Szukaj akcji, które mają szanse dać Ci zysk wielokrotnie większy niż lokata. Zamiast zanosić pieniądze do banku, załóż własną firmę. Kupuj działki w przyszłościowych lokalizacjach. Wynajmuj mieszkania. Podam przykład mojej córki chrzestnej. Mieszka w Anglii i zajmuje się marketingiem w sieci. Jej klienci to niecuchnący gotówką założyciele start-upów. Co zrobiła moja mądra bratanica? Zaproponowała im istotne zniżki w cenie usługi w zamian za 10% udziałów w firmach. Doszła do następującego wniosku. Miesięcznie wykona 5 zleceń. W roku 60. Ze 60 klientów:  58 zbankrutuje, 1 osiągnie pewien zysk, ale 1 rozwinie się w większe przedsiębiorstwo. Jeśli jej założenie będzie prawdziwe w 25% to za 10 lat będzie miała 10% udziałów w 2-3 przyzwoitych firmach przynoszących jej stały dochód. Jednocześnie ciągle zarabia na bieżąco (klienci mniej, ale płacą). To się nazywa używanie sprytu zamiast pieniędzy.