Cztery modele gospodarowania swoimi finansami. Sprawdź, który z nich stosujesz.

Robert Kiyosaki, w swoich książkach, wprowadził podział ludzi na trzy grupy: bogaci, klasa średnia, biedni, przypisując do każdej z nich określony sposób postępowania i wyborów finansowych. Dokonując obserwacji, nie podzielam tego poglądu, ponieważ w każdej z klas społecznych (wyższej – bogacze, średniej, i niższej-biedni) występują jednocześnie różne modele finansowe. Gdyby było inaczej, klasy nie przenikałyby się, nie następowałby awans ani degradacja. O nich będzie dzisiejszy wpis. 

Cztery modele funkcjonowania w trudnym obszarze finansów osobistych są następujące:

  1. Zarabiacze.
  2. Oszczędzacze.
  3. Wydawacze.
  4. Inwestujący.

Każdy z tych modeli ma odniesienie do propagowanego przeze mnie „trójkąta zamożności” to jest równania: majątek= (dochody-wydatki)x inwestycje. Teraz każdemu z tych modeli poświęcę chwilę, wyjaśniając, na czym on naprawdę polega.

Zarabiacze. To ludzie osiągający mocno ponadprzeciętne dochody, tj. co najmniej 50 tys. zł/miesięcznie, a często  i 10 razy tyle.  Czasami nawet nie wiesz, że masz do czynienia z zarabiaczem (jeśli żyje skromnie), w innym wypadku od razu widzisz „artefakty bogactwa” – drogie przedmioty. Nie ma sensu porównywać się z nimi, bo to grupa wąska i wyjątkowa. Większość z nas nigdy nie osiągnie takich dochodów. To właściciele firm i wybitni specjaliści w swoich dziedzinach, topowi sportowcy, artyści.

Jednocześnie zarabiacze mają taki dochód, że nawet oszczędzając w granicach 5-10% dochodu są w stanie dojść do zamożności, a nawet bogactwa. Nie potrzebują wyrafinowanych inwestycji. Nie potrzebują kombinowania. Po prostu, jeśli nie zmienią się w wydawaczy, żyją sobie spokojnie na wysokim poziomie, nadal akumulując majątek.

Nie należę do zarabiaczy, chociaż kilku z nich znam i podziwiam. Uwielbiają to co robią, spełniają się w pracy/firmie, ale jeszcze raz powtórzę, to czarne łabędzie. Np. wielu blogerów finansowych- ludzie, którzy już przed erą bloga zarabiali dobre kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Czasami dobrze się na nich wzorować, ale ich doświadczenia dla 80% społeczeństwa są po prostu niedostosowane do realiów.

Oszczędzacze.  Ich majątek bierze się z (zgadza się) …. oszczędności. Niezależnie ile zarabiają, potrafią odłożyć dużo więcej niż inni. W ten sposób tworzą majątek. Mają zdolność do życia za 60%, a czasem i 10% dochodów. Jeśli mieszczą się w sferze zarobków średnich (czyli obecnie ok. 8-20 tys. zł miesięcznie na rodzinę netto), potrafią dobić do niezależności finansowej, albo zamożności (w zależności czy ich celem jest majątek, czy uwolnienie z przymusu pracy). Tak, ja jestem oszczędzaczem i dla podobnych sobie (i tych, którzy chcą pójść taką drogą) tworzę ten blog. Każdy może stać się oszczędzaczem, tu nie chodzi o cechy wrodzone, lecz wybory. Nikt bowiem nie rodzi się ani rozrzutny ani oszczędny.  Co więcej, „zamożność oszczędzacza” jest dostępna dla 70-80% ludzi w Polsce, o ile wcześnie zaczną. Dla operatora dźwigu, franczyzobiorcy Żabki, nauczyciela, lekarza, glazurnika. Próg to 8-10 tys. zł/rodzinę (2 przeciętne pensje +20%).

Prawdziwi oszczędzacze, jeśli potrafią zarabiać więcej niż przeciętnie (czyli np. 30 tys. zł miesięcznie/rodzinę) dochodzą do całkiem sporych pieniędzy.

Wydawacze. Przeciwieństwo oszczędzaczy – 70% społeczeństwa.  Ile zarobią, tyle wydadzą. Mogą osiągać gigantyczne dochody, zamienią je na przyjemności do ostatniego grosza. Tak żyli Mike Tyson, Michael Jackson. Zarobili setki milionów i wydali setki milionów. Oczywiście nie brak ich też w niższych poziomach dochodu. Jeśli zarobią 10 tys., wydadzą 10 tys. Jeśli 3 tys. to 3 tys. Kwoty nie mają znaczenia, mogą być małe i duże.

Gdybym miał znaleźć synonim „wydawaczy” to powiedziałbym „konsumpcjoniści”. Koncentrują się bowiem na przyjemności płynącej z konsumpcji: przedmiotów, alkoholi, przyjemności, miłych doświadczeń. Z pewnością dostrzegasz ich w Twoim otoczeniu. Jeśli dobrze zarabiają, jeżdżą świetnymi samochodami, ubrani są doskonale, wyjeżdżają na wakacje i… potrafią nie mieć żadnego lub minimalny majątek. Współczesna pop-kultura model taki nachalnie promuje.

Inwestujący. Oni nie żyją z pracy, ale z inwestycji. Wśród nich często spotykamy rentierów.  Czyli albo muszą mieć istotny kapitał n albo z mniejszego np. lewarem osiągać wysokie stopy zwrotu. Przykładem jest mój kumpel. Ani on, ani jego żona nie pracują. Obracają odziedziczonymi nieruchomościami o wartości startowej co najmniej 2-3 mln (teraz to bliżej 7 mln. zł). Tanio kupują, drogo sprzedają, potem znowu kupują tanio coś innego. Każdy milion obrócą w kolejny milion majątku.

Bycie inwestującym wymaga nadprzeciętnej skłonności do ryzyka, jako alternatywy dużego majątku startowego, więc czasami  zaczynają od niewielkich kwot i ogromnych stóp zwrotu. Jeśli początek ich drogi to odziedziczony majątek, stopy mogą być niższe (np. 10% rocznie), ale też powtarzalne. Bo żeby zaliczać się do inwestujących, musisz nie pracować. Jeśli prowadzisz firmę i rozwijasz ją prężnie jesteś zarabiaczem lub oszczędzaczem. Doprecyzuję, mówię o firmie twórczej, nie wyłącznie spekulacyjnej. Czyli firma budowlana – zarabiający/oszczędzacz, firma-wehikuł inwestycyjny – inwestujący.

A Ty do którego modelu możesz się przyznać?

8 przemyśleń nt. „Cztery modele gospodarowania swoimi finansami. Sprawdź, który z nich stosujesz.”

  1. Bardzo fajny wpis, zresztą jak cały Twój blog . Wniosek jest jeden – dla większości jedyną możliwą i słuszną drogą jest oszczędzanie 😀 Jednocześnie wcale nie tak łatwą do realizacji w dzisiejszym świecie konsumpcjonizmu.

    1. Dzięki za komplement. Istotnie, większość nigdy nie będzie zarabiać dużych pieniędzy. Więc oszczędzanie i szkolenie się w inwestowaniu to jedyny sposób na zamożność.

  2. Bardzo fajny wpis, dobrze opisujący rzeczywistość. Próg 50k/miesięcznie to już naprawdę spore pieniądze (nie do osiągnięcia dla mnie w firmie). Mam tylko nadzieję że jako oszczędzacz osiągnę coś co pozwoli moim dzieciom na solidny start w dorosłym życiu.

    1. Z pewnością dasz radę.
      Będę jeszcze pisał o okresach w życiu, ale w największym uproszczeniu: najpierw mało zarabiasz i mało wydajesz, potem (najczęściej) pojawia się rodzina, pierwsze duże wydatki i nie zauważasz wzrostu dochodu, ale przychodzi okres usamodzielnienia się dzieci i nagle masz znacznie większe rezerwy.
      Kto potrafi wykorzystać pierwszy okres, nie popłynąć w drugim, przed 50-tką ma już z górki. Tym bardziej jeśli nie ubrał się w hipotekę.

  3. Czesc. Na wstepie dzieki za ten blog. I za wytrwalosc i chec dzielenia sie swoimi spostrzezeniami 😉

    Ja w sumie zaliczam sie po trochu do wszystkich 4 grup 🙂
    – Ostatnio zarabiam 50-55 tys zl netto miesiecznie na dwoch etatach. Ale to nie wiem jak dlugo pociagne. Z glownej pracy przynosze 20 tys zl netto. Zona dodatkowe 4 tys zl. Wynajem mieszkania 2,3 tys zl.
    – Co miesiac zawsze cos zostawiamy na koncie. A to na splate leasingu, a to poduszka finansowa, a to gotowka w sejfie.
    – Wydajemy w sumie sporo. Poki co niestety glownie hipoteka. Ale do tego samochod, wyjscia na miasto, wakacje. Stale wydatki i zycie to obecnie okolo 10-12 tys zl.
    – Wiekszosc zarobkow idzie obecnie na wykonczenie domku na wsi + umeblowanie / wykonczenie mieszkania.

    Podliczylem sobie rowniez wartosc netto. I wlasnie zdalem sobie sprawe, ze przekroczylismy niedawno prog 1 mln zl. Biorac pod uwage szacunkowa wartosc nieruchomosci + oszczednosci – hipoteka i jakas mala pozyczka i leasing.
    ALE w ogole nie czuje sie, zebym takim „milionerem” byl. Nie czuje, ze moge sobie pozwolic na lepszy samochod, drozszy zegarek, albo wakacje dla dwoch osob na Dominikanie.
    Wydaje mi sie, ze poczulbym sie milionerem w momencie, kiedy mialbym ten milion odlozony na koncie w formie gotowki / oszczednosci. Wartosc nieruchomosci jakos do mnie nie przemawia 🙂 Co robic, jak zyc 😉

    Pozdrawiam.

    1. Gratuluję zdolności do pracy, dochodów i pierwszego miliona. Zarazem życzę konsekwencji, którą z pewnością masz, bo żyć za 10 tys., gdy dochód rodziny to 60 tys. stanowi spore wyzwanie. Potrzebne jest także wsparcie współmałżonka.
      Zarabiać – potrafisz, podobnie – oszczędzać. Zostało jeszcze inwestowanie. Przy takiej inflacji trzymanie kasy na koncie kompletnie mija się z celem.
      Warto też usiąść, by odpowiedzieć sobie samemu na pytanie – po co oszczędzam i inwestuję. Czy zmierzam do stanu FIRE, chcę kupić coś konkretnego, mieć dostatnią emeryturę, wyposażyć dzieci, wyjechać w Bieszczady, stworzyć fundację, czy jeszcze coś innego? To ważne, żeby nie popaść w skąpstwo.
      To, że możesz sobie pozwolić na droższy zegarek, nie oznacza od razu wycieczki do sklepu, po prostu o tym wiesz. I to wystarczy, dopiero jeśli faktycznie zależy Ci na tym zegarku, idziesz i kupujesz.
      Na wsi, graniczę z człowiekiem, który kupił pół miejscowości. Ma kawał pola i tartak. Nie jeździ na wakacje, bo nie można zostawić interesu, pracuje za trzech. Jeden z opisywanych tu „oszczędnych milionerów” został zmuszony przez żonę do dwóch tygodniowych wyjazdów rocznie, najlepiej bez komórki i zasięgu. Dobrze czytasz – zmuszony. Wcale nie czuł takiej potrzeby. Ja z natury jestem leniem, więc w szaleństwie pracy mam łatwiej z odpuszczaniem. Widzę kumpla, który pracował jak dziki, potem odziedziczył ziemię w dobrym punkcie i teraz siedzi z żoną w domu, zajmuje się dzieckiem, coś tam spekuluje, żeby było na bieżące wydatki, i … żyje.
      Każdemu, kto ma problem z wydawaniem „na siebie”, „na przyjemności” daję jedną radę – niech taki zegarek (jeśli o nim marzymy), będzie nagrodą daną samym sobie, za duże osiągnięcia. Wtedy idzie to łatwiej.
      A ja muszę popracować nad częścią inwestycyjną bloga, dla takich jak Ty.

      1. Dzieki za odpowiedz.

        Zeby nie bylo tak kolorowo – jak zaczynalem prace 10 lat temu, zarabialem 2100zl na reke. Z czego 800zl placilem za wynajem pokoju. Pozniej z doswiadczeniem i kazda zmiana pracy kwota rosla bardzo szybko. Duze pieniadze (20 tys netto) pojawily sie 8 miesiecy temu, a naprawde duze pieniadze pokazaly sie 2-3 miesiace temu, kiedy zaczalem drugi etat. Ale jest to naznaczone duza iloscia pracy i stresu.
        Jako ciekawostke napisze, ze jest to branza IT, a pierwsza linijke kodu napisalem jakies ~18 lat temu, kiedy jako 15-16 letni chlopak siedzialem po nocach i sam sie uczylem. To tez dla ochlodzenia zapalu, ze po jednym 3 miesiecznym bootcampie IT zacznie sie zarabiac niewiadomo ile 😉

        Najblizszy rok planuje przeznaczyc na splate wszelkich zobowiazan, tj. duza hipoteka (380 tys zl), mala hipoteka (100 tys zl), leasing (28 tys zl) i pozyczka 0% (19 tys zl).

        Aczkolwiek w miedzy czasie bardzo chetnie poczytam w co i jak inwestowac. Poki co wszystkie nadwyzki ida w nieruchomosci i ich remonty/wykonczenie. Tak wiec czekam na nowe wpisy.

        M.

        1. Tak strzelałem, że jesteś lekarzem, budowlańcem lub z IT. Mam w rodzinie młodego programistę. Skończył psychologię, rozejrzał się po rynku i na poważnie zajął dotychczasowym hobby czyli programowaniem. W pierwszej pracy dostał na początek 5000 zł netto.
          Teraz planuję serię wpisów o inwestowaniu w czasach inflacji. Zbieram materiały, sporo czytam, i nie mam dobrych wieści. Przy obecnym poziomie wzrostu cen (oficjalna 14%, odczuwalna 30%, producencka 25%) bardzo trudno będzie zachować realną wartość kapitału.
          Większość książek dla „inwestorów z klasy średniej” powstała na dobre czasy – niskiej inflacji, stabilnych trendów, wzrostu gospodarczego, pokoju. A widzimy inflację (stagflację?), wojnę, dużą zmienność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *