Jak żyć z dwójką dzieci? Czy da się wyrwać z systemu.

Ostatnio pofilozofowałem sobie na temat stylu życia na wsi, w mieście i alternatywnie, przy optymalnych warunkach – jesteśmy młodymi DINKS (dwa dochody, bezdzietni). Teraz czas popatrzeć z perspektywy pary z dwójką dzieci. Sporo się zmieniło.

Dzieci to poświęcony czas, dzieci to też wydatki. Dla siebie, czasami ciężko wstać do pracy, dla nich robimy to chętniej. Jednocześnie, obecna władza, przedstawia się jako „przyjazna dzieciom”. Czas powiedzieć sprawdzam, opisując różne schematy drogi życiowej. Łączy je jedno – dwójka dzieci.

Najpierw klasyczny model „miejskiego kieratu”. Dzieci pojawiają się dobrze po 30-tce. Dwójka to niestandardowy wybór, ale mamy swoje założenia. On pracuje na etacie (niech będzie -fizycznie, ale może być i w biurze) za pensję 3500 zł netto, ona za niewiele mniej – 3000 zł. Czy są to pensje wysokie? Nie. Znam fryzjerki, które wyciągają więcej. Znam „złote rączki” z zarobkami 2-razy takimi. Z drugiej strony, 35-letnia urzędniczka dostaje 2500 zł wypłaty. Fakt, jeśli doliczymy trzynastki, drobne nagrody dobije do tych 3000 zł netto.  Dlatego takie założenie. To oczywiście nie Warszawa, ale dajmy na to, Tarnów, Kielce, Nowy Sącz czy Płock.  Państwo jest hojne, państwo daje. Młoda rodzina dostanie 2 x 500+, czyli 1000 zł. Z uwagi na dochód (a pracują legalnie) nie „łapią się” na zasiłki rodzinne, energetyczne itp. Dostaną co najwyżej mieszkaniowy. A, dzieci trafiły do przedszkola, więc jeszcze nie szkoła, a oboje rodzice mogą pracować. Wróćmy do dochodów 3500+3000+1000 zł = 7500 zł. Takim budżetem dysponujemy. Jak go podzielić? Czy w mieście przeżyją za taką kwotę (i na jakim poziomie). Najbardziej agresywna opcja wymaga zakupu własnego mieszkania.  Na kredyt oczywiście. Teraz państwo ma dać zabezpieczenie wkładu własnego młodym rodzicom – niech tego kredytu będzie 200 tys. zł, co przy ostatnich wzrostach stóp procentowych daje ratę 1600 zł, do tego opłaty 700 zł i mamy 2300 zł na mieszkanie. W lepszej sytuacji będą „spadkobiercy” lub dzieci zamożnych rodziców, ale trzymajmy się modelu. Znowu wracamy do transportu. Taniej niż za 160 zł nie da się. To cena przejazdówek do pracy. Przy aucie – 300 zł. Opłaty za przedszkole i wyżywienie w nim dzieci, jakieś zajęcia ekstra to 500 zł. Czyli wydaliśmy 3100 zł (z autem) lub (2960 zł bez auta). Teraz patrzymy na tzw. życie. Tu, w zależności od stopnia ogarnięcia, mogą być wartości i na poziomie 1200 zł (patrz blog o godnym życiu, za niewielką kasę), jak i 3-4 razy większe. Przyjmuje kompromisowo 2000 zł. Razem mamy 5100 zł (auto) i 4960 zł (bez auta). Teraz potrzeby własne, ubezpieczenia, składki, prezenty niech to będzie 900 zł. Dobijamy do 6000 zł (5860 zł). Z osiągniętego dochodu zostało nam 1500 zł (1640 zł). Musimy wystarczyć i na urządzenie, i na wakacje, i na własny rozwój i na oszczędności (zmianę samochodu). Da się? To możliwe, ale gdy „popuścimy pasa” i na życie wydamy 5000 zł (zamiast szacowanych 2000 zł), to wręcz zabraknie.

Wracamy na wieś. Dwójka młodych zamieszkała z rodzicami. Dobudowali sobie 3 pokoje do rodzinnego domu. On pracuje „na czarno” w budowlance, ona siedzi z dziećmi w domu (częsty model). Dzięki temu korzystają z szerokiego wachlarza zasiłków. Ale zacznijmy od pensji – niech będzie 3500 zł „do ręki”. Państwo wypłaci: 400 zł zasiłku wychowawczego, 1000 zł 500+, 190 zł zasiłek rodzinny, 500 zł dopłaty do mieszkania i uzbiera się 2090 zł. Razem małżeństwo dysponuje 5590 zł. Wydatki będą znacznie mniejsze niż w mieście. Przede wszystkim nie ma kredytu hipotecznego, a koszty utrzymania domu to 700 zł. Życie też jest tańsze (kobieta w domu, nie pracuje) –  1500 zł wystarczy dla 4 osób, nie ma opłat za przedszkole. Samochód musi być – 300 zł. Zakładam także inne wydatki 900 zł. W sumie – 3400 zł. Tak, takiej rodzinie zostanie „na wszystko inne” większa kwota jak w mieście 2190 zł. Co więcej, tu nie ma presji środowiska, na wakacje, na atrakcje itp.

Przy dzieciach, trochę trudno o trzecią drogę, chyba że na faktycznie nietypową – są z miasta, kupują małą działkę na wsi, stawiają oszczędny „mały domek na zgłoszenie” za  100 tys. zł. On pracuje, ona w domu (powielamy wariant wiejski). Zamiast domku, kupują kampera i jadą w objazd po Polsce. W lecie mieszkają nad morzem lub górach, gdzie on sezonowo dorabia, a ona sprząta pokoje, dziećmi zajmuje się babcia. Przy obecnych stawkach są w stanie wyciągnąć i 200 zł dziennie każde, czyli przy pracy 26 dni/miesiąc mamy 10.400 zł miesięcznie. Na wiosnę, jesienią i zimą korzystają z pomocy państwa, dokładając efekty pracy mężczyzny na południu Europy. Mają wtedy tyle, żeby przeżyć. Dzieci uczą się zdalnie.

Na koniec inny,  niestandardowy styl życia. Podam go na przykładzie znanym mi z obserwacji. Młodzi postanawiają mieć dzieci (dwójkę) już na studiach. Nie warto im pracować, bo rodzice dają takie kwoty, jakby utrzymywali ich na uniwersytecie tj. po 2 x 1500 zł. Do tego państwo dokłada „kosiniakowe” (jedno dziecko małe) -1000 zł, 2 x 500 zł, zasiłki mieszkaniowe 500 zł, rodzinne 190 zł. Są tez 2 stypendia socjalne po 1000 zł. W efekcie mamy dochód równy rodzinie pracującej – 7690 zł (3000 od rodziców, 2000 stypendium socjalnego 2590 zł od państwa). Tu wracamy do wersji „miejskiego kieratu” z drobną modyfikacją. Młodzi wynajmują mieszkanie dwupokojowe za 2000 zł z opłatami (zmodyfikowałem trochę życie – tam mieszkanie jest „po babci”, więc realnie płacą 700 zł, ale nie każdy ma taki luksus, więc dodałem koszt wynajmu).  Można żyć? Oczywiście. Chyba Polska niepostrzeżenie stała się państwem opiekuńczym.  Gdyby „młody” poszedł do pracy na pół etatu zarobi  tylko tyle, żeby nie stracić stypendium socjalnego, wtedy dołoży jeszcze 1500 zł i nagle dochody wzrosną do 9190 zł. Całkiem nieźle. Oczywiście, gdyby zastąpić pracą wkład rodziców (te nieformalne alimenty), młodzi stracą kasę, więc nie mają motywacji do szukania zatrudnienia. A co Wy o tym sądzicie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *