Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
filozofia – Strona 11 – Oszczędny Milioner

Jeden odziedziczył niebieskie oczy, drugi trzy mieszkania w Warszawie, czyli o stosunku do własności.

Na tym blogu przewija się co jakiś czas temat własności. W różnych kontekstach: opodatkowanie, wynajem, rabunek, reforma rolna itp. Teraz postaram się pokazać na przykładzie internetowego mema, jak osoby o różnym stosunku do własności wybierają sobie partie polityczne i jaki te partie formułują przekaz.

Mem jest taki. Nauczyciel w szkole tłumaczy: „Genetyka jest strasznie p…..ana. Jedni odziedziczą niebieskie oczy, czarną skórę, inni trzy mieszkania w Warszawie.”. I już nasz stosunek do tego mema pokazuje nasze spojrzenie na świat.

Lewicowy radykał (czyt. wyborca Razem, Wiosny, PiS) dostrzega przede wszystkim niesprawiedliwość takiego układu. Tzn. jeden ma lepiej, więc trzeba mu zabrać. Bo jego spadkodawca „skądś” miał. Jarosław Kaczyński powiedziałby: ukradł, Jasiu Śpiewak – wzbogacił się na nieuczciwej reprywatyzacji, a sam Adrian Zandberg – krzyknąłby „czynszojad”. Więc trzeba odebrać, opodatkować, ewentualnie wrzucić mu trzy rodziny z przymusowego kwaterunku do pustostanów.

Prawicowe skrzydło (Konfederacja, prof. Matczak) widzi to inaczej. Skoro ma, to się dorobił, czyli ciężko pracował, po 16h na dobę harował, aż kupił. Sprawiedliwe to, i trzeba mu jak w biblijnej opowieści o talentach, umożliwić kupienie kolejnych trzech lokali. Znieść podatki, umożliwić dowolne korzystanie. Chce, niech wynajmie bankowi, zamiast ludziom. Oni sami winni, bo leniwi i roszczeniowi. Jak zlikwidujemy spółdzielnie, TBS-y, dopłaty, wreszcie wezmą się do porządnej pracy w IT, a może, kto wie, założą biuro podatkowe.

Środek (PO, SLD) patrzy – tak. Dorobił się, to nasz. A naszego, nie ruszaj. Nie ważne czy uczciwie, czy ukradł, nie ruszaj, powiedziałem.

Prawda jak zwykle leży pośrodku. Bo wiadomo, jeden dorobił się na rekecie, przemycie, posiadaniu „salonu masażu”. Drugi na budzie targowej i ponieważ umiał omijać podatki. Trzeciemu podarowała ciocia z Ameryki. Czwarty z tej Ameryki przywiózł kasę po robocie i kupił. Piąty faktycznie pracował po 16h. Szósty z kolei, zaryzykował wziął kredyt i kupił. Siódmy, ma po dziadku (jak JKM). Ósmy, sprzedał firmę i zamienił na nieruchomości. Dziewiąty, był w latach 80-tych na placówce w Paryżu. Dziesiąty napisał książkę. Jedenasty – skupował roszczenia. Itd. Przykłady moglibyśmy mnożyć, bo co 3 mieszkania, to inna historia. Tak więc samo posiadanie (własność) z definicji, nie jest ani moralne, ani niemoralne. Zresztą, nie państwu ładować się w moralność obywateli.

Powstaje jednak taki stan faktyczny, że jeden ma 3, a drugi nie ma nic. I znowu, wyliczamy od początku. Nie ma nic, bo się spalił, przehulał, rodzice mu nie dali, nie ma dwóch rąk i nie może pracować, zachorował na nowotwór i wydał wszystko na leczenie. I pojawia się pytanie czy, komu i w jaki sposób państwo powinno pomagać, żeby nie mieszkał na ulicy, pod jednym z warszawskich mostów, bo jednak klimat nie sprzyja. I znowu, niestety wracamy do polityki. Bo Razem powie – dać wszystkim, Konfederacja – nikomu, a reszta zacznie dostrzegać jakieś niuanse. Że może choremu to tak, ale temu co się spalił już nie. Hulaka niech sobie radzi, a człowiek po nowotworze ma na 3 lata pomoc państwa i na komercyjne czynsze. Jak widzicie, wszelka skrajność jest zła, stąd nieodmiennie zadziwiają mnie młodzi ludzie (czyli z definicji, najbardziej wrażliwi – sam Piłsudski powiedział „Kto za młodu nie był socjalistą, na starość jest s…synem”) wybierający właśnie skrajności. Bo zarówno na Konfę jak i Razemków głosują głównie ludzie do 35 r.ż. Co więcej, słyszałem o paru Razemkach, którzy sami mają te mieszkania w stolicy. Ba, znam i Konfederatów, gołych i wesołych (czyli „kapitalistów bez kapitału”). Kompletnie nie wiem co obu tym grupom w głowach siedzi, racjonalności i logiki w tym za grosz.

Rozporządzenie wykonawcze 6102. Prezydent USA jak Bierut. Oddaj nam swoje złoto.

Dzisiaj po raz kolejny przyznam się do niewiedzy. Szukając informacji o złocie, trafiłem na stronę jednej z firm handlujących tym kruszcem w postaci fizycznej i przyznam, że doznałem szoku. W 1933 r., pod koniec Wielkiego Kryzysu, w majestacie prawa, rząd USA wywłaszczył własnych obywateli z posiadanego złota.Kto nie sprzedał po zniżonej cenie, ten narażał się na konfiskatę.

Nie zrobił tego afrykański kacyk, ani żaden nasz umiłowany przywódca, lecz Wuj Sam. Szczegóły, jak zwykle, pod linkiem. https://goldenmark.com/pl/mysaver/0290-rabunek-w-majestacie-prawa-2/ . Wcześniej o tym nie słyszałem. I teraz, jakie to ma konsekwencje dla inwestujących w złoto, i oszczędzających w ogóle?

Skoro taki kraj jak USA, gdzie nawet żeby wprowadzić podatek, zmieniano Konstytucję, w czasie niewojennym, bez zagrożenia bezpieczeństwa państwa, de facto wywłaszcza za pół ceny (20 USD za uncję, za chwilę było 35 USD za uncję,) swoich obywateli, jakie prawa mamy my obywatele skromnego kraiku wschodniej Europy? Ano, żadne. Jeśli miłościwie panujący prezes zarządzi, sejm wykona, TK klepnie i będziemy chować cenny kruszec, jak w czasie II WŚ. A nawet nie kruszec, ale jakiekolwiek aktywa. Bo skoro można odkupić tanio, żeby sprzedać drogo, złoto, to tym bardziej obligacje, akcje, PPK, PPE, OFE, TFI , Finaxy, nieruchomości itp. Jak ktoś ma pieniądze, to skądś je ma, pamiętacie? W efekcie, Sławku, moje kilkanaście tysięcy w PPK nie są mniej bezpieczne niż Twoje lokaty. I, żeby nie było, to wcale nie jest miła konkluzja. Wręcz przerażająca. Tu już nie chodzi o podatki od dobrze zarabiających (zwane dla niepoznaki Daninami Solidarnościowymi), podatki od głupoty (aktywów dobrze zarabiających, głosujących na socjalistów), ale wprost wywłaszczenie, prokuratorskie najazdy itp. A pamiętajmy, dzisiaj wiedzą o nas znacznie więcej niż Wuj Sam w 1933 r. Wtedy jeszcze dało się niepostrzeżenie kupić. Dzisiaj wszystkie transakcje (poza tymi na czarnym rynku, ale ryzyko spore) podlegają rejestracji. Stąd faktycznie, może warto chować się w mysią dziurę i robić swoje?

Oszczędzanie w czasach inflacji. Wybierz oszczędne auto.

O kosztach eksploatacji samochodu napisałem już sporo. Dlatego, komuś, kto czyta mnie regularnie, wniosek wydaje się oczywisty – zmiana wozu na inny, może zlikwidować wir w portfelu. Ile zaoszczędzimy? Czytaj dalej Oszczędzanie w czasach inflacji. Wybierz oszczędne auto.

Oszczędzanie w czasach inflacji. Wysokie raty. Jak wyjść z kryzysowego scenariusza?

Trochę tych wpisów z tagiem „inflacja” i  rozwiązywaniem problemu, jak z nią żyć, już się pojawiło. Sporo jeszcze przed nami. Ale wraz z zakończeniem „wakacji kredytowych”, warto pomyśleć o niższych ratach. I teraz historia. Jak ktoś mający 600 tys. zł kredytu (400 tys. hipotecznego i 200 tys. innych) ma sobie poradzić, bo raty wzrosły z 4000 zł do 8000 zł, kompletnie rozwalając mu budżet domowy? Nie może czekać 10 lat, musi działać tu i teraz.  Czytaj dalej Oszczędzanie w czasach inflacji. Wysokie raty. Jak wyjść z kryzysowego scenariusza?

Oszczędzanie w czasach inflacji. Część II. Jak obniżyć ceny jedzenia cd.

Ostatnio pisałem o obniżeniu kosztów jedzenia. Dzisiaj kontynuuję temat – skupiając się na kolejnych kategoriach.

Jak obniżyć wydatki na sery i twarogi.

Akurat w moim domu twarogi (czyli tzw. sery białe) nie cieszą się wielką popularnością. Jemy głównie ser żółty. Ma on dwie zalety – daje się łatwo i długo przechowywać, oraz da się go przerobić na ciepły posiłek. Ja np. lubię smażony ser kładziony na chlebie. Ceny w tej kategorii wzrosły o blisko 25%. Co robić?

Widzę dwa wyjścia (poza jedzeniem mniej). Szukanie źródła taniego zaopatrzenia i samodzielne wykonanie. Tanie zaopatrzenie nie musi oznaczać gorszej jakości, czasem wręcz przeciwnie. Rozwiązaniem jest np. zakup w sklepie firmowym. Moja żona pojechała parę tygodni wstecz do miasta powiatowego słynącego z doskonałej mleczarni. Wróciła z kilogramami sera, masłem. Ceny trochę niższe niż w dyskoncie, a jakość i smak znacznie lepsze. Rozejrzyjcie się wokół siebie, sprawdźcie internet może taki sklep macie w zasięgu ręki.

Innym sposobem na tanie zaopatrzenie w sery i twarogi jest korzystanie z instytucji tzw. baby ze wsi. Czasami to ktoś z rodziny, czasami znajoma znajomych. Produkuje ona ser z własnych produktów. Jeśli przełamiemy początkową niechęć (inny smak niż sklepowy), zyskamy na jakości i… cenie.

Na koniec kalkulacja własnej produkcji. Litr mleka da się kupić za 4 zł. I będzie to mleko wiejskie, nie sklepowe. Na kg sera potrzebujemy: twarogi 5 l mleka, sery twarde 10 l mleka. Wydaje się drogo, ale…

Kg sera twardego to obecnie ok. 30-35 zł (w dyskoncie). Twaróg jest tańszy – 20 zł. Teoretycznie opcja własnej produkcji nie może być opłacalna. Dzieje się tak, dopóki nie weźmiemy pod uwagę niektórych faktów. Produktem ubocznym własnego sera jest serwatka – cena 10 zł/l. Da się z niej zrobić mnóstwo rzeczy. Tu trochę przykładów:https://browin.pl/przepisnik/przepis/serwatka-nie-wylewaj-wykorzystaj .

Jak obniżyć wydatki na ryż?

Siania ryżu jeszcze nie ćwiczyłem. Pewnie w naszym klimacie udałby się średnio i z potężnym nawadnianiem. A inny sposób obniżania wydatków?

Z dzieciństwa pamiętam parowanie ryżu, gotowanego na sypko z wodą i kupowanego na kilogramy. Teraz modne stały się torebki po 100-150g. Oczywiście w takich opakowaniach ryż wychodzi drożej. Warto więc wrócić do sprawdzonych metod.

Jak obniżyć wydatki na ryby?

Ryb w mojej rodzinie nie je się zbyt wiele. Pewnie to niedobrze, bo podobno zdrowe.

Niemniej jednak parę sposobów na redukcję ceny znajdę. Najpierw – nie kupuj ryb mrożonych. Po rozmrożeniu ważą znacznie mniej czyli wydają się tanie i wygodne, a okazują się droższe i niesmaczne. Nie warto też iść w konserwy – tam zawartość ryby w rybie również malutka.

Warto, podobnie jak w przypadku sera, znaleźć taniego dostawcę. Może wędkarza, może stawy w okolicy?

Dobrze policzmy czy bardziej opłaca się cała ryba, tuszka czy filet. Różnice bywają spore. Przed ostatnimi świętami karp w tuszce kosztował 50 zł, a filet 75 zł. I tu każdy odpowie sobie sam, co lepsze. Jeden lubi skrobać, drugi nie cieni tego. Mam kumpla, który gotuje z łba i płetw zupy rybne, inni nakarmią kota, a u pozostałych te części wylądują w koszu. I wtedy – chyba jednak filet.

I ostatnie zagadnienie – jaki gatunek. Patrzmy na ceny i przeznaczenie. Jadłem wędzonego jesiotra. Tragedia, bo to sucha ryba (ości i skóra). Lepszy karp lub węgorz. Tania jest makrela, dorsz. Karp powoli wraca do normy.

Jaja

Istnieje jeden sposób na tanie jajka – własne kury. Niestety nie każdy może sobie na nie pozwolić. Żywe zwierze potrzebuje miejsca i czasu. W mieście, zwłaszcza większym, niewielu zdecyduje się na posiadanie kur.

W tej sytuacji pozostają dwa wyjścia: jeść mniej jajek ewentualnie znaleźć dostawcę zapewniającego najniższe koszty.

Kawa

Kawa, kawie nierówna. Obecnie w „mojej” palarni płacę 27 zł/250g. Jeszcze w 2016 r. wystarczyło 13 zł. Przyczyny są trzy: kiedyś sprzedawano „spod lady” teraz z uwagi na skalę działania nikt się w to nie bawi. A to oznacza spore podatki (na paragon było to 19 zł). Podwyżce zawinił kurs złotówki, koszty transportu i energii (palenie odbywa się w Polsce). Ale na palarniach świat się nie kończy.

Trzeba znaleźć kompromis pomiędzy ceną a jakością. Dla mnie stanowi go „złota” Woseba. Ostatnio, w zwykłym sklepie w górach, trafiłem ją za 11 zł/250 g. I takich miejsc trzeba szukać. Znowu, wysiłek niewielki, a efekt spory (40% ceny z palarni).

No i na koniec – zmniejszenie zużycia. W „Pamiętniku włościanina” (wielokrotnie będę wracał do tej książki, jako kwintesencji „zdrowego rozsądku”) Jan Słomka podaje dane – zużywano 60g kawy na rok. Niejeden z nas, wypija tyle kawy … dziennie. Stąd rezerwy oszczędzania pozostają jeszcze spore – wystarczy zrezygnować z jednej filiżanki. Osobiście zszedłem z 4 do 2. Bo własnej kawy w naszym klimacie uprawiać nie damy rady.

A niech was, politycy, z polityką mieszkaniową.

W lokalnej prasie przeczytałem artykuł o podwyżkach czynszów w lokalach komunalnych. Przeprowadzono wywiad z rzecznikiem miejskiej spółki mieszkaniowej. Podał on dane, które pokazują, jak daleko nam do wzorów skandynawskich oraz, że w Polsce, tanie gminne mieszkanie nie prawem, nie towarem, ale marzeniem. . Czytaj dalej A niech was, politycy, z polityką mieszkaniową.

Świat się kończy. Robert Gwiazdowski broni KRUS.

Ostatnio przeczytałem ten artykuł link w interia.pl. W zasadzie to felieton Roberta Gwiazdowskiego, który …. broni KRUS. No tak, świat się kończy, jeden z największych liberałów staje na czele rolniczego lobby. Z tezami autora oczywiście się nie zgadzam, oto dlaczego. Czytaj dalej Świat się kończy. Robert Gwiazdowski broni KRUS.

Pół-emerytura. Sposób na oddech we współczesnym świecie. Czy jesteś na nią gotów?

Dzisiejszy świat pokazuje nam swoje niewesołe oblicze. Po raz pierwszy od dekad (praktycznie od wojny, lecz wtedy to inna sprawa) średnia oczekiwana długość życia spadła. Jednocześnie pogorszyły się prawie wszystkie parametry ekonomiczne. Pokolenie dzieci, co stanowi istotne novum, będzie miało gorzej niż rodzice. Agresywny kapitalizm, z jego wysysaniem sił życiowych, teorią nieograniczonego wzrostu, nie sprawdził się. Po prawdzie, i recepty typowo socjalistyczne (kontrola cen, rozdawnictwo), wyglądają kiepsko (vide: Węgry, Polska, Hiszpania). Na ubożenie i wywołany nim stres, istnieje recepta (a sam połowicznie ją przetestowałem) – pół-emerytura. Z czym ją zjeść? Czytaj dalej Pół-emerytura. Sposób na oddech we współczesnym świecie. Czy jesteś na nią gotów?

Jak potrzeba bezpieczeństwa i słuchanie głupich rad, może zabić działający mechanizm dochodowy.

Dzisiaj opowiem historię zasłyszaną od pewnego dyrektora sprzedaży. Będzie to wpis-przestroga dla tych, którzy opierają się na radach dyletantów, którzy nawet chcąc dobrze, mogą wiele popsuć. Czytaj dalej Jak potrzeba bezpieczeństwa i słuchanie głupich rad, może zabić działający mechanizm dochodowy.