Zróbmy to szybciej i taniej, czyli jak lenistwo i strach stają się sprężyną postępu.

Pewnego zupełnie niepogodnego dnia zadzwonił do mnie mój teść. Rozmowa, jak to w przypadku dwóch facetów, zaczęła się bez zbędnych wstępów. Dowiedziałem się, że w trakcie deszczu woda przelewa się przez wierzch rynny, zamiast wpadać do rury spustowej. Od razu pot spłynął mi po plecach.

Pamiętałem bowiem ostatni taki przypadek, kilka lat temu. Kurczowo trzymając się jedną ręką sznurowej drabinki spuszczonej z wyłazu, drugą, zaopatrzoną w kuchenną chochlę, wisiałem na spadzistym dachu na wysokości 2 piętra, próbując wybrać z rynny nagromadzone liście. Nie, zdecydowanie nie miałem ochoty powtarzać tamtego wydarzenia, ale wiedziałem, że muszę. Ostatni przeciek skończył się zalaniem ściany klatki schodowej.

Trzeba było działać szybko. Miałem tylko kilka dni względnie dobrej pogody. Jako leń i tchórz, od razu wykluczyłem powtórkę scenariusza sprzed lat. Nie miałem najmniejszej ochoty na taskanie ciężkiej drabinki (drewniane szczeble powiązane linami) na II piętro, zrzucanie po dachu, potem 10 długich minut z mdlejącymi rękami, dosłownie na krawędzi. Ale lenistwo i strach mają też swoje zalety.  Ich drugą stroną często staje się kreatywność. Musiałem coś wymyślić. Skoro nie mogę podejść z góry, trzeba to zrobić od dołu. To „tylko” 8m. No tak, nie mam takiej drabiny. Szybki przegląd oferty Castoramy, Leroya i Obi. W tej pierwszej znajdowała się  segmentowa drabina o długości 8 m.  Cena, bagatela 2000 zł. Jakoś bym to przełknął (czym są 2 tys. zł, wobec wizji wiszenia nad przepaścią), ale pojawił się kolejny problem. Długość segmentu to 2,8 m. Ni cholery nie zmieszczę tego ustrojstwa do auta. No, tak można pożyczyć busa – 250 zł. To jednak cały dzień. Wziąć busa, pojechać do Castoramy, przywieźć drabinę, zrobić swoje, zawieźć drabinę do garażu na wsi (tam przyda się później), wrócić do miasta, oddać busa. Dużo zachodu i wydatek spory. Za dużo, jak na lenia i sknerę w jednym. Zastosowałem tutaj jeden z moich intelektualnych trików, wyczytany kiedyś w mądrej książce. Zleciłem mózgowi martwienie się problemem, świadomie o nim zapominając.

Rozwiązanie przyszło za 2 dni w postaci olśnienia. Przecież wcale nie potrzebuję 8 m. Przy rynnie jest dobudówka. Ma 3m wysokości. Mam na wsi rozkładaną drabinę 6 m (4*1,5) + dobudówka 3m + ja prawie 2 m. Spokojnie wystarczy. Da się ją przewieźć autem osobowym. W weekend jadę podładować darmowym prądem elektryka i zebrać jabłka, przywiozę. Powstał jednak kolejny problem. Podczas użytkowania drabiny w zamierzchłych czasach mojej młodości, gumowe osłony nóg utonęły w błocie. Teraz są tylko metalowe końce, które z pewnością zniszczą blaszany dach dobudówki. Taki błahy problem nie mógł mnie jednak zatrzymać. Nogi owinąłem szmatą, podłożyłem gumowe samochodowe dywaniki, żeby nie było poślizgu na linii aluminum-stal i zacząłem robotę. Wszystko poszło gładko (5 minut), nie najadłem się strachu, zaoszczędziłem 2,5 tys. zł na nowej drabinie i jej przewozie, nie grozi mi też malowanie i suszenie ściany.

Lenistwo i strach  możemy obrócić na swoją korzyść.

32 komentarze do “Zróbmy to szybciej i taniej, czyli jak lenistwo i strach stają się sprężyną postępu.”

  1. To wielka odwaga wyjsc 5 metrow w gore na drabine ustawiona na blaszanym dachu. Ja bym sie nie odwazyl. Szmaty u podstawy drabiny nie wykluczaja poslizgu.Gdyby to zobaczyl bhp-owiec-grzywna.
    Kiedy znowu bedziesz zmuszony wybierac tev liscie, proponuje zrobic tak jak robia zawodowi dekarze:
    1.Przywiazac 2 liny wspinaczkowe,w ostatecznosci konopne, wewnatrz wylazu na dach albo do mocnego murowanego komina (nie do rury blaszanej),
    2.Ubrac uprzaz dekarska (szelki plus pas, w Castoramie jakies 200 zl),
    3.Do uprzezy przytwierdzic obie liny (jedna zasadnicza, druga awaryjna) w dwoch roznych punktach pasa, tam sa specjalne zaczepy,
    4.Zrobic co trzeba-masz wolne rece, chodzisz po dachu jak chcesz,
    5.Zwinac wszystko po robocie,
    6.Wypic szesciopak piwa 🙂

    1. …uprzaz dekarska nawet taniej niz w Castoramie moze byc w malym sklepie z ubraniami roboczymi.Lina tez tam powinna byc.Do chodzenia po dachu powinno sie miec na nogach buty z gumowa podeszwa z glebokim bieznikiem, np. trapery lub typowo robocze buty.

      1. Kiedyś dekarze nosili nowe tenisówki, bo kleiły się do dachu, to powinna być chyba dość miękka guma. Trapery dawałyby radę, bo bieżnik zapewnia im „wcinanie” się w dach. Typowo robocze mają często podeszwy z plastiku, mogą się ślizgać.

    2. Cenne uwagi.Szelki dekarskie mam gdzieś na wsi w szafie, służyły mojemu tacie do zbierania orzechów z drzew (tam trzeba było wyjść z tyczką 10 m nad ziemię i jeszcze wziąć zamach). Ja od małego chodzę po dachach, teraz już nogi lekko drżą, więc szukam innych sposobów. Nawet szelki nie dają tej pewności co drabina (w końcu nie wisi się nad ziemią).
      Nogi drabiny stały stabilnie + trzymała ją żona, więc dało radę. To jest płaski dach na rąbek, stało jak na ziemi, a gdyby się pośliznęło, to tylko kawałek.

      1. Nie chce,zeby cos Ci sie stalo, bo nie bedzie z kim pisac 🙂
        Rozumiem.Moze zagrozenie bylo mniejsze niz myslalem. W takim razie proponuje nastepnym razem przywiazac gorny koniec drabiny sznurem do komina,zeby sie nie kiwnela. Trzymanie zony za dół drabiny niewiele da. Wyobraz sobie,ze kiedy stoisz na koncu drabiny-powiedzmy 4 metry od dołu-i wazysz pewnie okolo 90-100kg, i lekko sie kiwniesz w bok, to juz dziala dzwignia (moment obrotu) z sila pewnie kilkadziesiat kg i to przy niewielkim odchyleniu (10-20cm),a przy wiekszym kiwnieciu wiekszy.Zona tego nie utrzyma, nie ma szans.

  2. …mialem raz u siebie wypadek smiertelny-dekarz spadl z dachu bo nie przywiazal sie lina asekuracyjna.Chodzil bez zadnego zabezpieczenia.Byl troche strzelony , na trzezwo by pewnie nie spadl. Ale gdyby mial uprzaz i line (mieli wszystko do dyspozycji, z lenistwa i z powodu rutyny nie ubral-„robie na dachach cale zycie,umiem chodzic” , plus chojrakowanie po alkoholu).Rok do emerytury. Prokurator umorzyl-wina tego zabitego-alkohol.

    1. Z tym wypadkiem – to liberalny prokurator, albo zmieniło się podejście. Pamiętam, z czasów firmy budowlanej taty, wypadek pijanego na budowie – zarzuty dla kierownika, bo dopuścił do pracy, a jeszcze bez zabezpieczenia.
      Po dachu faktycznie trzeba umieć chodzić. Był u mnie w weekend kominiarz. Skubany, szedł jak po chodniku.

      1. Przesluchiwali mnie i kier.bud., w czasie kiedy bylismy na budowie dekarz nie byl pod wplywem, napil sie kiedy nikt nie widzial.Nie sposob tego bylo upilnowac.Dlatego umorzono,a papiery wszystkie i szkolenia byly.Zabezpieczenia tez. Troche czepil sie PIP do rusztowania,ze nie wszystkie elementy byly zamontowane,ale to nie mialo bezposredniego wplywu na wypadel.Liny, szelki, buty, rekawice mieli.

  3. …zamiast wlazic co jakis czas na dach do czyszczenia rynien, zastanow sie , czy nie moznaby obciac tych konarow albo calych drzew, z ktorych liscie wpadaja do rynien. Mozna zglosic ,ze stanowia zagrozenie dla budynku (jesli rosna blisko a pewnie tak, to silny wiatr moze zlamac drzewo, ktore poleci na budynek).

    1. Tego się nie da obciąć. To są dwa wysokie klony poza granicą działki, na terenie spółdzielni mieszkaniowej. Śmiecą i zasłaniają słońce. Robiliśmy do nich podejście i my, i mieszkańcy bloków, miasto nie dało zgody.
      Liści nie ma zbyt wiele, ale raz na 3-4 lata czyścić trzeba.

      1. Nie wiem czy tak samo to dziala w miescie,ale na wsi jak galezie drzewa sasiada wchodza Ci przez granice na Twoja dzialke mozesz je obciac bez zadnych korowodow i zgloszen.

          1. Przechodzą. Przy czym ilość liści z tych końcówek gałęzi, która trafia do rynny będzie niewielka.

      1. …tak mi jeszcze przyszlo do glowy: Moze na tym odcinku, gdzie wpadaja liscie, zamontowac nad rynnami siatke z drobnymi oczkami? Nie wiem czy gdziekolwiek tak sie robi, po prostu pomysl.

          1. Zapytaj jeszcze swojego Tate, czy to dobry pomysl, bo wskoczyl mi „z czapy” i moze sie nie udac w praktyce (np. na siatce od strony splywu wody moga osiadac smiecie i liscie i blokowac wplywanie wody do rynny).

  4. …”humor” skrzynki mailowej (jak humor zeszytow z dawnego Przekroju): dzisiaj dostalem 2 zapytania o zatrudnienie dla podwykonawcow. Jedno z firmy zbrojarskiej Monolit (2 grupy po 7 pracownikow z doswiadczeniem, w czasie normalnej gospodarki inwestorzy zabijaja sie o doswiadczonych zbrojarzy), drugie od posrednika, ktory ma pracownikow za procent.

    1. Tragiczne. Coraz więcej deweloperów próbuje zmusić klientów do wpłat awansem, bo chcą skończyć budowy, skasować pieniądze albo… wyrwać pieniądze, nie skończyć budów.

          1. Dokladnie. Co prawda pozniej z powodu wlasnie takich przekretow wprowadzono ustawe deweloperska,ale moze byc roznie.

  5. …w/s upadlosci firmy:
    Moj brat (programista 54 lata w firmie pracujacej dla ktoregos banku) namowiony przez kolegow z pracy wraz z nimi wszedl jako udzialowiec do spolki informatycznej,Obiecywano duze zyski (2019),pozbierali kase od minimum kilkunastu osob, chyba po kilkadziesiat tysiecy od lebka, i oglosili upadlosc 😀 Prokurator zawiadomiony, ale w ciagu 2 lat od wejsciu w spolke kasy nikt nie odzyskal.Nie pamietam juz szczegolow, ale mowil mi,ze sad nie zalatwil jakichs formalnosci, ktore powinien zalatwic,zeby sprawa ruszyla 🙂 Interesujace 😀 -czyzby sytuacja jak z filmu „Uklad zamniety”, bo nie moge napisac doslownie? Kasy nadal nie zwrocono i pewnie nie zwroca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *