Grażyna Kulczyk dziwi się światu, czyli profesor Matczak 2.

Grażyna Kulczyk, wdowa po Janie Kulczyku, udzieliła wywiadu Gazecie Wyborczej. Podobnie jak prof. Matczak żali się na pokolenie Z, które nie chce zostawać w nadgodzinach. Przy czym od słynnego prawnika odróżnia ją jedno – Tata Maty to klasyczny self-made man, Grażyna Kulczyk majątek uzyskała przez rozwód .

Generalnie „głębokie” przemyślenia marszandki dadzą się sprowadzić do kilku tez:

  1. Dzisiejsza młodzież jest roszczeniowa, nie ma ambicji, po fajrancie wychodzi do domu, chociaż nie ma ku temu powodu („łaskawie” dopuszczono tłumaczenie chorym dzieckiem), mimo że robota nieskończona.
  2. Ona sama pracowała tyle, i popatrzcie ile ma,
  3. Depresja ma źródło w unikaniu pracy i roczarowań, w roztkliwianiu się nad sobą.
  4. Mężczyźni-artyści, to skoncentrowani na sobie egotycy.

Z ostatnią myślą nawet nie warto polemizować, bo wpisuje się w narrację Wyborczej, ale pozostałe zasługują na dwa zdania komentarza.

Nie, to nie prawda, że Grażyna Kulczyk jest bogata, bo dużo pracowała. Siedząc w domu i patrząc w okno, byłaby dokładnie tak samo bogata, dlaczego? Ponieważ wyszła za mąż za Jana Kulczyka, który nie dość, że miał bogatego ojca (1 mln dolarów w latach 70-tych, to naprawdę coś), to jeszcze dzięki układom, traktowano go jako „okno” do rozmów z kolejnymi rządami początku lat 90-tych. Czy wzbogacił się uczciwie, niech odpowie każdy kto jedzie Autostradą Wielkopolską. Bo jak, to prywatne lepsze, a 100 km państwowej kosztuje 10 zł, a 100 km prywatnej 50? No nie, podpisano po prostu umowę, niekorzystną dla państwa, a korzystną dla Doktora. Ot, cała tajemnica.  Wystarczy wejść na Wikipedię w hasło „Jan Kulczyk”, żeby dowiedzieć się w jaki sposób kupiono „Stary Browar” kluczową inwestycję Grażyny Kulczyk.

Zresztą trzeba to sobie wprost powiedzieć i wielokrotnie podkreślam to na blogu – system „Obowiązki +20%” ma sens i stanowi jeden z filarów zamożności. Tu dwa zastrzeżenia. Mówimy o obowiązkach płatnych, a nie po prostu zostawaniu po godzinach bez wynagrodzenia. Takie „darmowe nadgodziny” bo „ciekawy projekt” nic nie dają. Nie idzie bowiem o pracę dla samej pracy (tyranie), ale o ekstra pieniądze, które możemy zaoszczędzić, żeby zainwestować i pomnożyć.  Co więcej, zasada +20% ma znaczenie głównie dla przedsiębiorców. O tym także pani Kulczyk zapomina. Inne będzie zaangażowanie „na swoim” a inne „na cudzym”. Na to nie ma recepty, chyba że pracownik czuje się częścią czegoś większego. No cóż, pracownicy tej pani, chyba się nie czują. Czy to wina szefowej, nie mnie rozstrzygać. Gorzej, że wylewa ona krokodyle łzy nad upadkiem młodzieży, a to już nawet nie błąd, ale głupota. Jak świat, światem, starzy utyskują na młode pokolenia. Taki lajf. Robili to nasi dziadowie, robili i starożytni. A powtórzę to po raz kolejny (bo takie rzeczy trzeba powtarzać). Mam 45 lat. Większość moich kolegów i koleżanek (nie wspominam już siebie, ale chyba rozumie to się samo przez się) nie przepracowali do dyplomu więcej niż kilkadziesiąt dni dorywczych prac. Tak, zatrudnieni to był wyjątek. Dotyczyło to zarówno dzieci sędziów, profesorów jak i córki samotnie ją wychowującego rencisty. Poza moim bliźniakiem i kumplem, który rzucił SGH, żeby pójść do biznesu, taki był standard. A i jeszcze jeden kumpel, który zawalił rok i dorabiał w knajpie. Na kilkudziesięcioosobową grupę trzech. Teraz z kolegów moich synów, większość pracuje i nie są to jakieś dorywcze zajęcia, ale minimum 20-30 godzin tygodniowo regularnej pracy. Ten w knajpie, tamten na dowozie, jeszcze inny uczy dzieci grać w piłkę, albo jeździ Boltem. Czyli proporcje odwrócone: na sześćdziesięciu nie pracuje 10. Dlaczego? Pomówmy o świecie, którzy przygotował następnym pokoleniom solidarnościowy „styropian”, na spółkę z „lewicowymi” Kulczykami.  Wynajęcie dwupokojowego mieszkania w mieście, w którym studiuje mój syn (ok. 100 tys. mieszkańców) to koszt średnio 2200 zł. Do tego czynsz (600 zł) i jakieś opłaty (niech będzie 300 zł). Razem 3100 zł, które możemy rozłożyć na 3 osoby (po ok. 1000 zł/głowę). Na akademik zasługuje tylko „dziecko Murzyna i samotnie wychowującej matki, ze stopniem niepełnosprawności”, krótko mówiąc – garstka. Stypendium socjalne, to 800 zł, nie wystarczy nawet na dach nad głową. Dalej idzie stypendium naukowe, coś ok. 700 zł. Czyli mamy 1500 zł – w najlepszym wypadku. Tak się jednak składa, że mało kto korzysta z obu, a i z jednego co 5 student. 80% musi więc obejść się smakiem i… iść do pracy, jednocześnie studiując. W czasach mojej młodości, albo utrzymywali cię rodzice, albo dostawałeś kasę wystarczającą na swobodne funkcjonowanie ze stypendiów.

Dlaczego? Mieszkanie stało się dobrem, poza zasięgiem „zwykłych ludzi”. Trzeba mieć albo zamożnych rodziców, albo dziedziczyć po dziadku. Szansa zakupu po roku saksów, a teraz nawet w kredycie, bliska jest zeru. Prosta rzecz, wśród moich znajomych-równolatków, własne mieszkania lub istotną (40-50%) pomoc rodziny w zakupie pierwszego lokum uzyskało co najmniej 2/3. A nie mówimy o rodzicach-krezusach. W tej grupie byli: policjant ze sklepową, dwójka nauczycieli, naukowiec z nauczycielką, właściciele małych biznesów, kierownik w jakiejś spółce, księgowa, krótko mówiąc – typowa klasa średnia. Jaki procent tych wyposażonych w mieszkania moich rówieśników kupi dzisiaj podobny lokal swoim dzieciom? 20 może 25%. Co czwarty. Nie stać na to:  kierowniczki w spółce zagranicznej, żony audytora, dyrektora w budżetówce, policjanta, nauczycielki, księgowej, inżyniera. To pokolenie pani Kulczyk (rocznik 1950), które przejęło władzę w 1989 r. stworzyło taki świat, w którym mieszkanie dwupokojowe o powierzchni 50 m2 w dużym mieście (czyli pow. 100 tys. mieszkańców), kosztuje 350 tys. zł, co odpowiada równowartości 100 mediany pensji w Polsce (tyle zarabia doświadczony nauczyciel, urzędnik z wieloletnim stażem, pielęgniarka, wielu pracowników sektora prywatnego). Jeszcze w 2000 r. relacja ta wynosiła 1:50, a za złej komuny (1984) 1:45, uwzględniając konieczność wpłaty 1/3 oraz iluzoryczne odsetki (1% przy inflacji 18%) nawet 1:15.  Jeszcze lepiej mieli pracownicy kolei, górnicy i grupy uprzywilejowane (np. nauczyciele wiejscy) – mieszkanie zakładowe dostawali za darmo (tzn. w latach 90-tych mogli je wykupić za grosze). Własny i dostępny kąt pozwalał na rodzenie dzieci, więc rodziło się ich znacznie więcej niż dziś. Warto o tym pamiętać, zanim opowie się podobne głupoty.

Twierdzenie, że tzw. zimny wychów zapobiega depresji, to odrzucić dorobek współczesnej psychologii i nie rozglądać się po świecie (a nawet własnej rodzinie – G.K. była córką pilota, jak sama przyznaje straumatyzowanego). Obwinianie za obecny stan rzeczy „bezstresowego wychowania” to bredzenie, chyba że mylimy je z brakiem wychowania (przy czym za dobre wychowanie nie uznaję umiejętności jedzenia bezy, ale poświęcanie dziecku czasu). Na depresję dzisiaj zapadają równie często przepracowani 60-latkowie, będący w spirali długów rówieśnicy Grażyny Kulczyk (gdyby tylko dłużej pracowali, nie mieliby takich problemów!), jak i opuszczeni przez zapieprzających rodziców nastolatkowie. Bo właśnie wynurzenia multimiliarderki to typowy przykład „klasizmu”, klapek na oczach, nie pozwalających wyjść z bańki własnego, wąskiego otoczenia. Dzisiejszy pracodawca często (nawet w budżetówce) wymaga 110% zaangażowania przez 110% czasu. A płaci za to niejednokrotnie…. minimalną. Nie mówię tu oczywiście o specjalistach, ale szarym podglebiu świata multimilionerów.  Mądry, wymaga i płaci więcej, uzyskując lepsze zaangażowanie, wiedzę i doświadczenie. Grażyna Kulczyk widocznie nie. Jeden z twórców start-upów lat 90-tych napisał  książkę, której myśl przewodnia jest następująca. Pracowałem po 16 godzin dziennie, przez wiele lat. Wszedłem na szczyt, jestem bardzo bogatym człowiekiem. W efekcie straciłem rodzinę (żona odeszła z dziećmi, nie mogąc wytrzymać tempa), przegapiłem śmierć rodziców  (trzeba było pracować). To ta cena, którą trzeba zapłacić. Czy ty, mój czytelniku, gdy już wiesz, jesteś na to gotów? Tak właśnie napisał pewien bogaty i nieszczęśliwy gość.

Jan Kulczyk zapłacił stawkę, umierając w wieku 65 lat. Kto wie, gdyby nie obierał „drogi na sukces”, serce wytrzymałoby więcej i żyłby do dzisiaj (oficjalnym powodem zgonu były powikłania po zabiegu kardiologicznym)?

I to właśnie zupełne odklejenie od rzeczywistości, wyziera z każdego zdania wywiadu (uwagi na temat Berniniego litościwie przemilczę). Skoro bowiem wielu pracujących ciężko nigdy nie osiągnęło progu bogactwa (a nawet zamożności), czy zwykłego szczęścia,  to nie ciężka praca stanowi główną przyczynę sukcesu. Bo nie chodzi tylko o ciężką pracę, ale o pewien stosunek do świata, spryt, umiejętność znalezienia się w odpowiednim miejscu i… wiele jeszcze innych czynników. Świat nie jest czarno-biały, jak przedstawia go bohaterka wywiadu (nota bene były pracownik naukowy z dziedziny prawa).

19 przemyśleń nt. „Grażyna Kulczyk dziwi się światu, czyli profesor Matczak 2.”

  1. Zgadzam sie. Nas wychowywano w domu bezstresowo i uwazam,ze to najlepszy sposob,bo nie lamie charakteru,choc niesie ryzyko , ze osobnik pojdzie nie tam gdzie chcieliby rodzice,ale trudno. Za to taki sposob nie zabija inteligencji, pomyslowosci, co mogloby nastapic przy wychowaniu jak w jednostce wojskowej.

    ad.1. Nie wszyscy sa roszczeniowi.Poza tym GK zapomina o jednym-motywacja.gdyby pracownik mial wlasna firme i zarabial za dzielo a nie za godziny kilkakrotnie wiecej, na pewno bardziej by sie przykladal. Nie wszycy nadaja sie do wlasnej firmy, fakt. Ale trudno wymagac od najemnego pracownika, zeby zachowywal sie i dzialal jak wspolnik firmy, jesli dostaje tylko pensje.
    ad.2.Tak, majatek uzyskala dzieki ukladom meza i jego wczesnemu startowi z ogromnym na tamte czasy wkladem.Jasne,ze mezowi pomagala , ale bez ojca JK i pieniedzy oraz bez ukladow nie powstalby dzisiejszy holding.
    ad.3.gdyby dała swoim ludziom premie zadaniowe, pewnie by sie lepiej przylozyli.No coz-chytry traci.
    ad.4.Mezczyzni artysci to sa egotycy i zawsze beda,bo taka ich natura i tak ma byc.A czego sie spodziewa po artyscie?

    1. Wiesz, a ja słyszę często narzekanie na pracowników „za mało się angażuje” z ust albo prowadzących dg, albo wręcz szefów korporacyjno-budżetówkowych. Wielu nie rozumie, tego co Ty zauważyłeś w lot. Inna perspektywa zwykłego „wyrabiacza normy”, często gdzieś w biurze (brak widocznych efektów), ale nawet i w warsztacie, inna kogoś, kto za to wszystko osobiście odpowiada. No i 100% racji – nie każdy się nadają. Jedni lubią mieć bata nad głową, terminy, przypominanie, drudzy – cenią sobie przewidywalność, powtarzalność (i pensję w równej wysokości i na czas), innym zwyczajnie się nie chce. Jeżeli robią swoje, nie zawalają, trudno mieć pretensję. Opowieści GK o „interesujących projektach” budzi we mnie pusty śmiech. Wiadomo lepiej mieć ciekawą i pełną wyzwań pracę, z różnymi zadaniami, ale … ludzie pracują dla pieniędzy. Ty to widzisz (premie zadaniowe), ja ciągle tłumaczę w pracy – nagroda musi mieć odpowiedni wymiar i zostać dopasowana do człowieka. Nie zawsze to kasa, lecz, do licha, samo poklepanie po plecach nie wystarczy.
      Ja akurat mam to szczęście, że zdobyłem ciekawy zawód, każdego dnia coś innego, szukanie rozwiązań, narady, gadanie z ludźmi, ale ja to lubię. Jednak jutro mógłbym zwinąć etaty i dg, zdjąć marynarkę, i prowadzić schronisko górskie, albo handlować samochodami, gdyby tylko starczało mi na życie, bo i tam miałbym tę rozmaitość, ludzi, rozmowy, kombinowanie jak koń pod górę. Kiedyś, przypadkiem trafiłem do księgowości, moja ówczesna szefowa mało się nie popłakała, bo zamiast posłusznie przypisywać na konta, ciągle chciałem coś zmieniać, a robota po prostu mnie nudziła. Coś co dla mnie było ogromną frajdą (szkolenia), moją przyjaciółkę przyprawia o nerwowy rozstrój żołądka.

      1. Tak jest jak piszesz. Mnie jest latwiej zauwazyc rozne sprawy tego typu bo od wielu at zatrudnialem ludzi-glownie podwykonawcow,znanych mi dobrze tez od lat-i wylacznie na kontrakty a nie na godziny, i wiem, ze taki system i tylko taki jest motywacyjny.
        W wielu frmach przyjelo sie na stawki godzinowe, bo wtedy kierownik dzialu moze opieprzyc,zagrozic zwolnieniem i nie wielu wymusi wieksza wydajnosc czy darmowe nadgodziny.Daje to firmie korzysci.Ale dziala na krotka mete bo ludzie sie zniechecaja-ile mozna znosic opierdalanie?-i odchodza gdzie indziej.
        Widac GK jest z tych co lubia innych wyzyskiwac 🙂

        1. No właśnie. Tylko jeśli GK jest taka mądra jak opowiada, powinna stworzyć system motywacyjny, który działa, a nie płakać w gazecie, jaka to młodzież niewdzięczna i nieambitna.

  2. …GK zyla od zawsze w swiecie niewyobrazalnym dla zwyklego smiertelnika. Dlatego swiat zwyklego smiertelnika dla niej rowniez jest nieznany i dlatego pieprzy bzdury.

    1. I wiesz, dziwi mnie to w przypadku GK. Miałem ją za inteligentną babkę. Coś jej się chciało, choć wcale nie musiała (mogła latać po kosmetyczkach i psiapsi). Może opisywanym na blogu milionerom daleko do Kulczyków, ale żaden tak nie odfrunął. Zresztą, znam kierownika z budżetówki, który pieprzy podobne farmazony, a żyje za 3,5 netto. Oceniam to, jako pewnego rodzaju kalectwo, nieumiejętność złapania cudzej perspektywy, empatii. Mnie też przecież nie brakuje na życie, a potrafię zrozumieć samotną matkę na minimalnej, czy młodego, zerkającego na mieszkanie, jak pies na kość, której nigdy mu nie dadzą. Od tego są książki, gazety, filmy, teatr a wreszcie internet czy własne przemyślenia. Nawet tego „suwerena” Andrzej Grabowski oddał genialnie w Ferdku Kiepskim, mimo że sam żyje zupełnie inaczej.

      1. Tu piszący lub Twoi znajomi jeszcze tak daleko nie odfruneli od zwyklego smiertelnika. GK ma majatek wart chyba cos ze 2mld, a kiedy zyl JK ostatnia wycena to chyba 13 mld. Wlasny odrzutowiec, kopalnie ropy w Afryce, wiele powaznych firm w PL, willa za 200mln euro gdzies w zachodniej Europie.To juz jest bardzo dalekie odfruniecie :0 i trudno z takiej pozycji zobaczyc zwyklego zjadacza chleba.Moze nawet zmienila juz sposob mysenia, tzn. nie zastanawia sie w ogole na temat pieniedzy bo je ma .I nie mysli o tym, ze pieniadze kogos moga motywowac bo jej nie motywuja.I mozliwe,ze sama nigdy nie brala udzialu w bezposrednim zarzadzaniu firma i liudzmi, zatrudnianiu ludzi itd. Nie wiem, tak tylko glosno mysle.

        Twoja elastycznosc zyciowa jest bardzo cenna i akurat na obecne czasy. Bo moze sie zdarzyc, ze kiedys bedziemy zmuszeni np. do uprawy roli albo hodowli kóz czy kur 😀 haha.Ja na przyklad juz staram sie pozyskiwac drewno na opal za free z roznych zrodel.

        1. Paradoksalnie, mogą przyjść takie czasy, że i GK będzie podejmować proste prace, żeby przeżyć. Dowiedzieli się o tym tzw. biali Rosjanie po rewolucji i nasi ziemianie. Panie Zamoyskie pracowały jako sprzątaczki bo komuniści uznali, że umysłowe prace nie dla reakcjonistów. O wywiezionych na białe niedźwiedzie nie wspomnę.

          1. …spadkobiercom Zamoyskich wojewoda rzeszowski oddal 4 mln zl 😀 za cala ordynacje , i musieli podpisac, ze na tym koniec roszczen. To bylo kilkanascie lat temu. Zlodziejstwo i wykorzystanie zlej sytuacji . Nadaje sie do kryminalu, ale oczywiscie nikt nie poniosl konsekwencji.

            Prawdziwy dobrze ulozony arystokrata dba o swoich ludzi. GK i jej rodzina arystokracja nie jest i nigdy nie bedzie, nawet dzieki zamozpojsciu za Lubomirskiego. Byc moze te roznice nawet byly powodem rozwodu, ale tego nie mozna wiedziec na pewno.

      2. Doczytalem teraz uwazniej twoj post do konca. Grabowski to aktor, musi umiec wejsc w uczucia i osobowosc grabej postaci.GK pewnie nie ma tej umiejetnosci, bedac zona miliardera (z poczatku multimilionera,ale to w praktyce niewielka roznica) pewnie niczego nie musiala, to inni musieli sie dopasowac do jej widzimisie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *