Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Styl życia – Strona 54 – Oszczędny Milioner

Opowieści powakacyjne.

Witajcie po wakacjach (moich, Wasze może dopiero się zaczną). Dzisiaj pierwszy dzień w pracy i już wiem, że trudno będzie mi się odnaleźć.

W tym roku pierwszy tydzień spędziłem w górach (o nim ostatnie wpisy), a drugi w domku wakacyjnym na wsi. Ponieważ brak w nim internetu, ostatnio milczałem. Zresztą pochłonęła mnie fala prac porządkowych. Tak więc:

  • w poniedziałek – rozebrałem starą huśtawkę i paliłem ognisko (przy okazji były pieczone ziemniaki),
  • we wtorek  – przygotowałem drewno do palenia (pocięcie suchych gałęzi i zwiezienie ich do drewutni),
  • w środę – kosiłem trawę,
  • w czwartek- pieliłem grządki,
  • w piątek – wyciąłem starą różę i podciąłem drzewka, które rozrosły się przy drodze,
  • w sobotę – zaszpachlowałem pęknięcia tynku (niestety w starym domu pojawiają się regularnie),
  • w niedzielę – otynkowałem połowę ściany.
  • w poniedziałek – nic nie zrobiłem, bo trzeba było się pakować.

W sumie, są to uroki posiadania wiejskiego domku, zawsze trzeba coś zrobić. Z drugiej strony, żadna z tych prac nie zajęła mi więcej niż 6 godzin (a większość znacznie mniej), stąd też miałem sporo czasu na wieczorne refleksje przy kominku. Efektem ich będą kolejne wpisy.

Mój sposób oszczędzania na wakacje.

Czytając mojego bloga pewnie już wiecie, że moim ulubionym sposobem porządkowania wydatków jest tworzenie specjalnych funduszy. Jeden z nich to fundusz wakacyjny. Dzisiaj opiszę jak działa, jak gromadzę na nim środki i jak je wydaję.

Fundusz wakacyjny zasilam trzema źródłami: comiesięcznymi wpłatami z bieżących dochodów (10% moich miesięcznych oszczędności), wpłatą z rocznej nagrody w pracy oraz  wypłacanymi mnie i żonie wczasami pod gruszą. Rok obliczeniowy zaczynam we wrześniu i kończę 31 sierpnia (tak jak wakacje). Oto moje obliczenia w ostatnim roku:

  • comiesięczne zasilenia – 12*350 zł= 4200 zł,
  •  nagroda roczna – 3000 zł,
  • wczasowe – 2500 zł,

RAZEM: 9700 zł.

Teraz czas na wydatki. Zgromadzone pieniądze muszą mi wystarczyć na dany rok (czasami korzystam z oszczędności z poprzednich lat). W mijającym roku wykonanie wyglądało tak:

  • obozy sportowe (lato i zima) – 1300 zł,
  • wspólny wyjazd na narty – 1300 zł,
  • wycieczki szkolne dzieci – 2300 zł,
  • nauka windsurfingu dzieci – 500 zł,
  • przedłużony weekend w kamperze – 1200 zł,
  • wspólny letni wyjazd całej rodziny – 3100 zł,

RAZEM: 9700 zł.

Udało mi się zrównoważyć wydatki z dochodami. Całą rodziną wyjeżdżaliśmy 3 razy (lato, narty, kamper). Najstarszy syn pojechał ze szkołą na zagraniczną wycieczkę, młodszy był na dwóch tygodniowych obozach sportowych, obydwaj podczas pobytu u dziadków nad jeziorem mieli kilka lekcji windsurfingu.

Oczywiście kwoty są mniej istotne, ważniejsza jest zasada – planowanie w ramach posiadanych środków i regularne wpłaty. Ponieważ zaczynam zbierać od września, w zimie znam już swój budżet i mogę go planować (dostałem nagrodę roczną, a środki z wczasowego mają stałą wysokość). Sztywne elementy planu wydatków są trzy: obozy sportowe (o stałej cenie ok. 500-700 zł za każdy),  zagraniczna wycieczka szkolna (koszt ok. 1500-2500 zł w zależności od kraju), wspólny wyjazd letni. Jeśli pieniędzy jest mniej (nagroda roczna niewysoka), wakacje będą w Polsce. Jeśli więcej, mogę albo dołożyć dodatkowe cegiełki (w tym roku windsurfing, kamper,  narty), albo pojechać za granicę (zeszłoroczny urlop w Chorwacji kosztował nas 6500 zł) .

W sumie zarządzanie budżetem wakacyjnym nie zajmuje mi więcej niż 1 godzinę miesięcznie, a wiem, że wszystko jest pod kontrolą.

Wakacje 500 plus. Studium przypadku. Wpis zupełnie nieoszczędny.

Wakacje generują dodatkowe wydatki. Wakacje z dziećmi generują wydatki podwójne. Albo i potrójne.  Poniżej studium przypadku z wyjazdu mojej rodziny.

W tym roku wyjechaliśmy na tydzień do Kotliny Kłodzkiej. Gdybyśmy byli we dwoje za noclegi zapłaciłbym 490 zł. Ponieważ jedziemy całą rodziną koszt wyniósł 1050 zł.

Dzieci wymagają regularnych posiłków. Trzeba było zamówić pełne wyżywienie, na które przeznaczyliśmy 1050 zł. Gdybyśmy pojechali sami wystarczyłby obiad i zakupy, razem 400 zł.

Teraz clou. Ja nazywam je atrakcjami. Gofry tu, lody tam, jakaś pamiątka, zabawka, wstępy, trampoliny, baseny, dmuchańce. Staramy się nie dać się zwariować. Dziennie kosztują nas ok. 130 zł. Za cały tydzień jest to już 910 zł. Bezdzietni są w stanie znacznie ograniczyć ten punkt programu. Bilety wstępu w te same miejsca  (+ parkingi i lody) wyniosłyby nas tylko 250 zł.

Nawet dojazd da się zorganizować taniej. Na paliwo wydamy około 500 zł.  No dobrze, ale jadąc sami moglibyśmy wziąć dwie osoby z blablacar i podzielić koszty benzyny. Wyszłoby 320 zł (odliczyłem wyjazdy na miejscu).

Łączne wydatki na wyjazd rodzinny zamkną się w kwocie ok.  3500 zł. Bezdzietna para wyda 1460 zł.  Czyli  ponad 2000 zł mniej.

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Załóżmy, że Polska nas nudzi. Zamiast Kotliny Kłodzkiej wybieramy all inclusive. Dwie osoby wydadzą ok. 5000 zł, piątka już 12000 zł.  Dodatkowo bezdzietni mogą wybrać termin poza szczytem sezonu (wakacji szkolnych) i polować na last minute. W efekcie zamiast 5000 zł będzie 3500 zł.

Czy teraz rozumiecie ideę programu 500 plus?

Dlaczego nie radzę oszczędzać na edukacji?

Jeśli czytaliście serię moich ostatnich wpisów być może uderzył Was jeden fakt – relatywnie wysokie wydatki na edukację. Dlaczego nie warto na tym oszczędzać?  Ponieważ jedynym pewnym sposobem wyrwania się z zaklętego kręgu biedy (niskie dochody=niewielkie oszczędności=niewielki majątek=niewielkie inwestycje=niskie dochody) jest edukacja. Alternatywą dla czystej wiedzy może być tylko własny biznes, ale i wtedy trzeba mieć wiedzę oraz pieniądze na początek. Powiem to na własnym przykładzie. 10 lat temu zarabiałem (netto czyli na rękę) ok. 3800 zł. Potem wydałem 17 tys. na własną edukację, zdobyłem dodatkowe uprawnienia i teraz moja pensja u tych samych  pracodawców wynosi … 7300 zł. Wydatki na edukację zwróciły się w 4 miesiące.

Nie każdy będzie miał takie szczęście i możliwości, ale… zawsze warto przeliczać. Często już sama znajomość języka obcego umożliwia nam lub naszemu dziecku zarobienie za granicą 3-4 krotności wynagrodzenia pobieranego w Polsce. Nie trzeba jednak nigdzie wyjeżdżać.

Niewykwalifikowany robotnik zarabia nie więcej niż  8-10 zł za godzinę. Hydraulik, glazurnik, dekarz, stolarz itp. kilka razy więcej. Znam elektryków dojeżdżających do klienta Porsche Cayenne.

Nauczyciel dyplomowany dostaje na etacie pensję o połowę wyższą niż jego dyplomowany odpowiednik.

Radca prawny w administracji zarabia o 40% więcej niż przeciętny pracownik.

W przypadku wyszkolonego sprzedawcy, wynagradzanego prowizyjnie te różnice są znacznie większe.

Wiedza to jednak nie tylko formalne wykształcenie. To szereg umiejętności, które zdobywamy na praktycznych kursach, szkoleniach. Rozwija się je przez całe życie.

No dobrze, ale wielu magistrów pozostaje dzisiaj bez pracy, albo wykonuje zupełnie niezgodną z kierunkiem wykształcenia. Co im powiedzieć?

Wiedza, to nie papierek. Często skończenie np. socjologii, politologii, kulturoznawstwa nie daje żadnej przewagi praktycznej. Zresztą ilu politologów może wchłonąć rynek pracy? Trzeba najpierw rozpoznać czy na dane umiejętności jest aktualnie zapotrzebowanie i będzie się utrzymywało przez najbliższe 10 lat. Nie słyszałem o bezrobotnym programiście, stolarzu czy lekarzu.  Kto pójdzie na łatwiznę i wybierze kierunek kształcenia, który najłatwiej skończyć, raczej nie znajdzie zatrudnienia w swoim zawodzie.

Dlatego właśnie moja rodzina wydaje na edukację minimum 1000 zł miesięcznie. Przeznaczamy je na naukę języków, sport (zdolne dziecko) i studia.

 

 

Czy da się utrzymać rodzinę za 1500 zł? Ekstremalna tabela.

Dzisiaj kończę serię wpisów o ekstremalnym oszczędzaniu. Przytoczone w tabeli kwoty nie są absolutnie przeznaczone aby być wzorem dla przeciętnie zarabiających.  Stanowią raczej wyjątkowe minimum (z założeniem sporej ilości własnego czasu, mieszkania z rodziną i braku jakichkolwiek większych zakupów) jeśli radykalne oszczędności są konieczne.  Odnoszą się do utrzymania, rozumianego jako bieżące życie. Nie ma w nim miejsca na jakiekolwiek sprzęty domowe  (choćby w wymianę pralki), prezenty, wakacje. Jeśli jedzenie to najtańsze lub wyhodowane na działce, jeśli auto to najtańsze i mało eksploatowane, jeśli ubrania to z second handu. Edukacja ogranicza się do wydatków niezbędnych (możliwe 1 zajęcia w domu kultury).  Tylko w ten sposób można zejść poniżej 1500 zł w przypadku rodziny 3 lub 4 osobowej. Moja rodzina nigdy nie zbliżyła się do podanych kwot, mimo że żyjemy oszczędnie.

SingielPara 2+12+2
Jedzenie150300450600
Mieszkanie75150225300
Wydatki własne60120180240
Transport10208585
Edukacja 00100200
RAZEM29559010401425

 

Czy da się utrzymać rodzinę za 1500 zł? Cięcie do kości – opłaty za mieszkanie i media.

Ostatnim poważnym źródłem oszczędności są opłaty za mieszkanie i media.

W tabeli wstępnej przyjąłem następujące kwoty (w nawiasie lokum wynajęte): singiel – 320 zł (420 zł), para – 430 zł (840 zł), rodzina 2+1 – 540 zł (1090 zł), rodzina  2+2 – 670 zł (1420 zł).

Cięcie do kości można przeprowadzić na kilka sposobów.

Najprościej jest nadal dzielić mieszkanie z innymi osobami. Najczęściej będzie to rodzina. Mieszkając z rodzicami singiel płaci tylko swój udział w opłatach – 120 zł, oszczędza więc minimum 300 zł. Para w analogicznej sytuacji jest do przodu już 600 zł.  Mała rodzina (2+1) zajmując część mieszkania rodziców zostawia w kieszeni 800 zł, a nieco większa (2+2) nawet 1000 zł.  Z kolei wynajem wspólnie z osobami obcymi można polecić tylko singlom, ewentualnie parom. Zamiast kawalerki na dwoje (koszt ok. 600 zł), lepiej wynająć 2 pokoje na dwie pary (800 zł czyli 400 zł na parę).

A osoby, które mają własne mieszkania?  Przyjąłem, że singiel za małą kawalerkę płaci 200 zł, para podobnie, rodzina 3- i 4- osobowa wydaje 250 zł za niewielkie dwa pokoje.  W takiej sytuacji da się może urwać 50 zł wybierając tzw. mieszkania bezczynszowe. Płacimy w nich tylko niewielką składkę na wspólnotę, fundusz remontowy i ogrzewanie. Wielkiego zysku raczej nie należy się spodziewać.

Inną kwestią jest oszczędzanie na opłatach za media. W wersji wstępnej przyjąłem 110-120 zł na osobę. Składa się na to koszt wody, prądu, gazu. Czy może być taniej? W zasadzie tak. Moja rodzina (5 osób) zużywa miesięcznie gazu za 150 zł, wody za 170 zł, a prądu za 180 zł. Średnia wychodzi ok. 100 zł za osobę. Gdzie widzę rezerwy? Gdybyśmy używali prysznica zaoszczędzimy na wodzie ok. 10 zł za osobę oraz na gazie podobną kwotę. Mamy już oszczędność 20 zł.  Rozsądniejsze korzystanie z komputera (nastolatki) zmniejszyłoby rachunki za prąd o 5 zł na osobę. Singiel może zatem zmniejszyć wydatki do 75 zł, 2 osoby do 150 zł, rodzina 2+1 do 225 zł, a 2+2 do 300 zł.

Jak widać rodzina 2+1,  wynajmująca dotychczas mieszkanie, po procedurze cięcia do kości,  zamiast wydawać 1090 zł zejdzie do 225 zł (jeżeli wróci do domu/mieszkania rodziny i zapłaci tylko koszt liczników). Rodzina 2+2 zamiast 1400 zł wyda tylko 300 zł.

Rozpoczęcie procesu radykalnego oszczędzania może w ekstremalnych przypadkach pozwolić przeżyć za 1500 zł rodzinie 3-4 osobowej. Szczegóły w tabeli z komentarzem już w czwartek.

Czy da się utrzymać rodzinę za 1500 zł? Cięcie do kości – koszty transportu.

W podstawowym wpisie przyjąłem następujące założenia: osoby samotne kupują bilety miesięczne po 85 zł sztuka, a mała rodzina (2+1 i 2+2) jeździ bardzo tanim samochodem (200 zł). Czy da się taniej?

W przypadku pary i singla pewnym sposobem jest poruszanie się piechotą lub rowerem. Wtedy koszty transportu wyniosą okrągłe 0 zł. Konieczność podjechania autobusem 2-3 razy w miesiącu również uczyni wydatki w tej kategorii niezauważalnymi (10-20 zł). Nie jest to jednak droga dla każdego.

Niewielka rodzina powinna już  zastanowić się nad samochodem.  Nie musi być używany codziennie (np. ja do pracy idę piechotą, a żona odprowadza synka do przedszkola i też porusza się na własnych nogach), ale większe – tygodniowe zakupy warto przywozić zamiast nosić. Mały pojazd, serwisowany samodzielnie nie powinien wydrenować kieszeni. Tanie ubezpieczenie obowiązkowe (duże zniżki, zamieszkanie na wsi) Fiata Seicento/Uno/Punto kosztuje nawet poniżej 200 zł, a dokładnie 184 zł.  Oczywiście brak zniżek i warszawski adres mogą wywindować cenę polisy do kwoty kilka razy wyższej.  Dalsza część rocznych kosztów eksploatacji to przegląd. Klasyczna wymiana oleju i filtrów nie powinna kosztować drożej niż 200 zł, do tego podbicie dowodu w stacji kontroli pojazdów 100 zł. Jeśli mamy szczęście i nie musimy planować większych napraw, lecz tylko wymiany eksploatacyjne bądźmy gotowi na zakup: opon 600 zł raz na 5-10 lat  (60-120 zł rocznie), akumulatora 300 zł raz na 5 lat (60 zł rocznie), zawieszenia 100-200 zł raz na 5 lat (20-40 zł), a razem średniorocznie można zmieścić się w  140-220 zł. Zatem, pomijając koszty paliwa musimy być przygotowani na wydatki nie niższe niż 620-1220 zł rocznie (miesięcznie 50-100 zł). Pozostaje nam jeszcze zakup paliwa. Kto mało jeździ (2-5 tys. rocznie) ten zaoszczędzi.  Benzyna będzie kosztowała 600-1500 zł rocznie (50-120 zł miesięcznie). W sumie okazjonalne korzystanie z auta (2000 km rocznie) pozwala na zmniejszenie kosztów do 100 zł miesięcznie (50 zł serwis i ubezpieczenie, 50 zł paliwo). Zasilanie gazem oznacza podniesienie wydatków serwisowych (o 10 zł miesięcznie) i zmniejszenie cen paliwa do 25 zł miesięcznie. W sumie mała rodzina może wydać na transport  85 zł średnio-miesięcznie (o ile nie przekracza przebiegu 2000 km rocznie, czyli ok. 40 km tygodniowo).

 

Czy da się utrzymać rodzinę za 1500 zł? Tabela.

Dzisiaj publikuję obiecaną tabelę do czwartkowego wpisu.

 

SingielPara2+12+2
Jedzenie
3006007501200
Mieszkanie własne (wynajęte)320 (420)430 (840)540 (1090)670 (1420)
Wyd. własne60120180240
Transport85170200200
Edukacja00200400
RAZEM765 (865)1320(1730)1890 (2440)2710 (3450)

Czy da się jeszcze obniżyć koszty życia?  Teoretycznie, tak.  Rezerwy tkwią w opłatach i jedzeniu, przy większej rodzinie, także w kosztach transportu. Jak to zrobić, napiszę w środę.

 

 

Czy da się utrzymać rodzinę za 1500 zł?

Idea bloga jest taka – przedstawiam drogę oszczędnych milionerów, milionerów za średnią krajową. Dzisiaj analizuję położenie osoby zarabiającej znacznie mniej (ok. 50-60 % przeciętnej pensji).  Pomimo tego, na tytułowe pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Ile rodzin, tyle sytuacji. Aby jednak nie poprzestać na truizmach postaram się przedstawić pewne warianty.

Problem pierwszy. Rodzina, czyli  ile osób. Singiel, para (dwójka dorosłych). Czy są dzieci? Ile ich jest? W jakim wieku?

Problem drugi.  Mieszkanie. W Warszawie? W innym mieście? Na wsi? Własne? Wynajęte? Na kredyt? Jakiej powierzchni?

Problem trzeci. Standard życia. Tutaj akurat nie ma złudzeń. Nie da się żyć wystawnie za 1500 zł.

Problem zdefiniowany. Przystępujemy do jego rozstrzygnięcia.

Wynajęcie samodzielnego pokoju w Warszawie (1 osoba) to koszt przynajmniej 500 zł. W większych miastach będzie to ok. 300-400 zł.  Koszt wynajęcia mieszkania zaczyna się od 800 zł za kawalerkę (znowu większe miasta).  Podobnie będzie z ratą kredytu.  Własne i spłacone lokum pozwala na ograniczenie się do czynszu (minimum 150-200 zł za małe mieszkanie). Zatem rodzina z chociażby jednym dzieckiem jeśli nie ma własnego M nie przeżyje za 1500 zł.  Single i para przechodzą do dalszej analizy nawet w wynajętym. W Warszawie tylko single.  Rodziny, choćby 2+1, odpadają jeśli kupiły na kredyt lub wynajmują, chyba że mieszkają na wsi (wtedy koszt wynajmu może wynosić 400-500 zł).

Poza kosztami czynszu mamy jeszcze opłaty przynajmniej: prąd, wodę, ogrzewanie. Trzeba liczyć, nie mniej niż 110 zł za osobę.

Każdy z nas musi coś jeść. Absolutne minimum to 300 zł na osobę (10 zł dziennie).

Potrzebujemy też ubrań, środków czystości, kosmetyków. Tutaj przyjąłem 60 zł na osobę jako poziom 0.

Standard w postaci telefonu komórkowego (20 zł za 1 numer), internetu (40 zł na rodzinę) również warto wziąć pod uwagę.

Przynajmniej 200 zł kosztuje utrzymanie samochodu (z paliwem). Podobna kwota pozwoli opłacić bilety komunikacji zbiorowej 2-3 osobom.

Koszt dziecka w przedszkolu to kolejne minimum 200 zł (z wyżywieniem), podobnie w wieku szkolnym podobnie (obiady w szkole, podręczniki, komitet rodzicielski).

Nie liczę tutaj dostępu do kultury (bezpłatne wejściówki), wyjazdu na wakacje, wydatków na hobby.

W poniedziałek zrobię szczegółową tabelę. Dzisiaj tylko podam wynik. Za 1500 zł przeżyć może co najwyżej para we własnej kawalerce.  Rodzina rozumiana jako trzy osoby – nie ma mowy, jeśli jest na swoim. Samo jedzenie pochłonie im 900 zł, do tego 330 zł na opłaty,  150 zł czynszu,  200 zł za przedszkole i już przekraczamy założoną kwotę.

 

 

Czy warto pracować za 1500 zł?

Jako jeden ze skutków programu „Rodzina 500+” media podają niechęć do pracy za pensję minimalną i  niewiele większą (czyli 1350-1700 zł). Czy to prawda i czy za takie pieniądze  nie warto pracować?

Najpierw trochę filozofii, czyli pytanie co daje nam praca. Dla niektórych będzie to kontakt z innymi ludźmi, przyjemne (chociaż często niezbyt głębokie) relacje, dla innych szansa samorealizacji, uregulowanie planu dnia, nadanie celu w życiu. Jednak dla większości praca to sposób na zapełnienie portfela. Czy można inaczej zaspokoić te potrzeby? Zastanówmy się.

Spotkania z ludźmi mają miejsce w różnych miejscach. Można zapisać się do klubu sportowego, zdecydować na wolontariat, zacząć kolejne studia. Sposobów jest sporo. Większość z nich daje także szansę na samorealizację. Zresztą, umówmy się, etat za pensję w okolicach minimalnej to nie są prace szczególnie satysfakcjonujące lecz raczej zestaw powtarzalnych czynności (chociaż niekiedy w biurze). Najtrudniej poradzić sobie z planem dnia. Do pracy trzeba wstać, przyjść (lub przyjechać), wykonać obowiązki (pod nadzorem szefa), wrócić do domu. Nagle dzień np. od 6 do 16 mamy zapełniony (czyli np. 10 godzin z  17-18 nieprzesypianych). Nie pracując, mamy więcej czasu dla siebie. Dla jednych to zaleta, dla innych wada. A cel w życiu? W pracy za pensję minimalną? Nie, chyba raczej nie o to chodzi.  Pozostaje wypełnienie portfela, krótko mówiąc musimy mieć pieniądze na życie? Czy te 1350-1700 zł da się zarobić w inny sposób?

Zakładam, że nie mamy do czynienia z osobami bogatymi (taka kwota to odsetki od 500-700 tys. zł), a więc odpada rentierka. Pozostają prace sezonowe, zlecenia, fuchy. Wyobraźmy sobie zbieracza owoców. Można spokojnie zarobić za dniówkę 100 zł czyli miesięcznie 2500 zł (w Polsce). Za granicą będzie to nawet 2,5 raza więcej (6000 zł). Czyli w grę wchodzi opcja – pół roku (a nawet 3 miesiące) pracy sezonowej, w budowlance, a pozostała część roku konsumowanie jej owoców.  Takie życie wybiera całkiem spora liczba osób. A co w przypadku utraty zdrowia, wypadku, starości? Tutaj pojawia się problem. Można ubezpieczyć się lub zbierać na emeryturę, ale ile osób to robi? Nagle nie ma dochodów. Z wiekiem ubywa nam sił. Do czasu zmiany prawa, pozostawał jeszcze sposób „na rolnika” (zakup hektara ziemi i ubezpieczenie w KRUS). Teraz jego realizacja staje się mocno utrudniona (ziemię rolną można kupić tylko od najbliższej rodziny).

Jak widzicie, nie znalazłem zbyt wielu argumentów do pracy za niewielką pensję. Po prostu, da się takie kwoty zarobić inaczej. Jeśli pracujemy, to dlatego, że nie widzimy innego sposobu.

Natomiast nie przekonuje mnie argument 500+. To są pieniądze do wydania na dzieci.  Nie służą temu, żeby ojciec/matka mogli siedzieć bezczynnie. Myślenie „mam 500 zł (lub 1000)  i nic nie muszę”  to krok w złym kierunku. Zwłaszcza, że 1350 – 1700 zł da się spokojnie zarobić w inny sposób niż na etacie, bo np. w ciągu pół roku robót sezonowych. Tylko czy za tę kwotę można utrzymać rodzinę? To już temat na kolejny wpis.