Zmotywowany w komentarzu, rozwinę myśl „mieć ciasto i zjeść ciastko” tzn. korzystać i zarabiać. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część IX.
Kategoria: Inwestowanie
Moje miejsce w górach. Część VIII.
Największe wątpliwości miałem w związku z faktem, że nieruchomość składała się z działek, w 30% obciążonych służebnościami. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część VIII.
Moje miejsce w górach. Część VII.
Dzisiaj będzie o kolejnym problemie, który dostrzegłem w związku z inwestycją w „moje miejsce w górach” – muszę zaciągnąć kredyt. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część VII.
Moje miejsce w górach. Część VII.
Kupowanie samej działki ma jeden skutek – kiedyś trzeba będzie ją zabudować. Dla jednych to zaleta, zawsze można zrobić to po swojemu. Najpierw wynająć architekta, który dokładnie zrealizuje naszą wizję i uszyje dom na miarę, potem budować, z takich materiałów jak chcemy i tak jak chcemy. Kupujący gotowy dom nie mają takiej możliwości.
Sytuacja trochę się zmienia, gdy mówimy o inwestycji prowadzonej prawie 400 km od domu. Wtedy każde uzgodnienie, każda konieczność bycia na miejscu zmienia się w wyprawę. Nie da się też codziennie nadzorować budowy trwającej rok, aktywnie pracując zawodowo. Trzeba zaufać wykonawcom i przyjeżdżać (koszty!) tylko w najistotniejszych momentach. Dlatego poszukiwanie mojego miejsca w górach zacząłem od mieszkań lub gotowych domów. Po przejrzeniu kilkunastu ofert, wniosek był jeden – ryzykujemy. Mieszkania to albo rudery, wymagające i tak wielu prac budowlanych, albo realizacje kompletne, ale zupełnie nie w moim guście, przy tym w cenie przewyższającej znacznie ich realną wartość. Domy z kolei, jak jeden mąż, aż się prosiły o kapitalny remont, a ich cena była równa cenie działki i kosztom budowy. Te, które miały które miały klimat i potencjał oraz rozsądną cenę, znajdowały się w miejscu z bardzo trudnym dojazdem, co wykluczało zimowe korzystanie. Moja działka ma doskonałą lokalizację i to przeważyło. Nieruchomości nie da się przenieść.
Moje miejsce w górach. Część VI.
A teraz czas na fakty przemawiające przeciw zakupowi. Najważniejszym jest aktualna sytuacja na rynku nieruchomości. Ceny spadają od kilku lat, to fakt niezaprzeczalny. Skala zmniejszenia wartości zależy od miejsca, ale sam powiem co zaobserwowałem (wystawione na sprzedaż w interesującej mnie miejscowości). Przy czym, ceny ofertowe będą znacznie różnić się od rynkowych. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część VI.
Moje miejsce w górach. Część V.
Oczywiście, nie byłbym oszczędnym milionerem, gdybym nie pomyślał także o jednym aspekcie – finansach. Sam fakt, że pojawię się w moim miejscu w górach nawet 12 razy w roku (raz w miesiącu) to jedno, a możliwość wynajmowania, to drugie. Musiałem zatem przeprowadzić solidny rachunek ekonomiczny i doszedłem do wspaniałych wniosków – opłaca się i to jak.
Impuls otrzymałem od właścicielki pensjonatu – powiedziała mi krótko – tylko z tego żyjemy, 10 pokoi zapewnia nam całkiem przyzwoity standard, warto w to wejść. Pensjonat wymaga jednak stałej obecności – zawsze są chętni, mogą przyjechać nagle. Mieszkanie kilkaset kilometrów dalej to słaby pomysł. Co innego domek alpejski, czyli drewniana 2-3 pokojowa chata w stylu góralskim (w mojej miejscowości dochodzą jeszcze elementy willi szwajcarskich). Ponieważ jest ich mało (drogie działki i budowa), konkurencji nie mam wielkiej (na kilka tysięcy miejsc noclegowych może 1% to takie domki). A brak konkurencji to dobre ceny wynajmu – w sezonie 500 zł za dobę, poza 400 zł i są to stawki z wioski, a nie miasteczka. Pomimo takich cen, kalendarz wynajmów na ten rok jest już wypełniony w połowie (połowa maja, tydzień czerwca, całe wakacje, połowa września, 2 tygodnie w październiku i grudniu). Krótko mówiąc możliwe przychody wyglądają tak:
- 60 dni (wakacje) x 500 zł = 30.000 zł.
- 100 dni (pozostały czas) x 400 zł = 40.000 zł.
- razem: 70.000 zł.
Od tego muszę odjąć podatki (VAT i dochodowy), prowizję pośrednika (strona z ofertami), zostaje mi ok. 50.000 zł.
Jeśli dom będę budować na kredyt (a tak planuję wstępnie) kalkulacja powinna obejmować ratę – 1.800 zł x 12 = 21.600 zł.
Dodatkowo wydam 5000 zł na utrzymanie posesji i drugie tyle na dojazdy.
W sumie zostanie mi w kieszeni 18.400 zł i jeszcze będę miał możliwość korzystania przynajmniej raz w miesiącu (czyli spokojnie ok. 60 dni), a na koniec zostanie jeszcze 140 dni dla mojej rodziny i przyjaciół. Te 18 tys., to 1500 zł miesięcznie czyli pasywny dochód na wiele lat.
Moje miejsce w górach. Część IV.
Dzisiaj kolejny ważny powód dla którego zdecydowałem się kupić nieruchomość nazwaną „moim miejscem w górach”. Odpowiedź jest prosta – sam tam jeżdżę. Zawsze zimową część wakacji (narty) przeznaczam na góry. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część IV.
Moje miejsce w górach. Część III.
Dzisiaj będzie o tym dlaczego sądzę, że mamy do czynienia z dołkiem na rynku „nieruchomości w polskich kurortach” – krótko mówiąc sytuację, w której ceny będą tylko rosły. W takiej chwili każdy chce kupować, więc oczywisty był i mój pośpiech. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część III.
Moje miejsce w górach. Część II.
Jak widzisz, lista „za” okazała się dłuższa niż lista „przeciw”. Czy to wystarczy, aby podjąć dobrą decyzję inwestycyjną? Oczywiście, nie. Prześledźmy zatem ten główny czynnik. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część II.
Moje miejsce w górach. Część I.
Przed sześcioma dniami podpisałem akt notarialny zakupu nieruchomości, nazwanej przeze mnie „moim miejscem w górach”. A oto cała historia od samego początku (ze szczególnym uwzględnieniem aspektów finansowych). Dzięki temu będziecie mogli przeczytać jak działa „umysł milionera” tj. sposób podejmowania decyzji inwestycyjnych. Czytaj dalej Moje miejsce w górach. Część I.