Dojazdy 30 km do miasta, realne koszty.

Lipiec ma być nietypowym miesiącem. Postanowiłem spędzić sporo czasu w wiejskim domu. Z tym planem wiązały się oczywiście dojazdy do pracy, przynajmniej w minimalnym zakresie. Jak to będzie wyglądać?

Najpierw odległość. Od mojego domu na wsi do pracy mam ok. 30 km. Czyli każdego dnia pokonuję ich minimum 60. Jeśli założymy 3 dni urlopu na miesiąc (no akurat tyle mam), jakieś święto, statystycznie 1 dzień zwolnienia (był o tym wpis) to z przeciętnych 22 dni roboczych z  robi się 17. To ok. 1020 km/miesiąc.

Teraz czas. Mieszkając na wsi i dojeżdżając do miasta, wiele się zmienia, zwłaszcza jeśli dzieci idą do starej szkoły i trzeba je dowieźć, a dopiero potem iść o pracy. W moim przypadku, szkoła jest po drodze, ale wyjechać trzeba nieco wcześniej i tak też wstać. Gdybym dodatkowo nie pracował rano – wszystko byłoby prostsze.  „Po miejsku”, aby pojawić się w pracy na 7, musiałbym wstać o 5.30. Jeśli idę na 7.30 to nawet o 6.  Teraz młody chodzi już z kolegami i wstając o 6.30 spokojnie daje radę. Na wsi będzie inaczej. Musiałby być w szkole o 6.30 lub 7, żebym ja zdążył do pracy. Oznacza to pobudkę odpowiednio o 5 lub 5.30 (bo potrzeba jeszcze ok. 40 minut na dojazd) i to dla obu. Dla mnie niewielka zmiana (pół godziny), dla młodego już spora (nawet 1.5 godziny snu więcej). Z powrotem trzeba wracać razem. I tu znowu problem. Młody raz kończy o 12, raz o 16, a jeśli dodamy zajęcia dodatkowe, maksymalnie o 19.30.  I nagle pojawia się problem – co zrobić z czasem pomiędzy, bo w taki piątek wyjeżdżamy ze wsi o 5.50, a wracamy o 20.10, z czego młody ma wolne od 12 do 18, a ja od 15 do 18 i potem w trakcie zajęć młodego jeszcze 1.5 godziny. Da się przeżyć u dziadków, ja mogę robić zakupy, umawiać klientów itp., ale nie ukrywajmy, w mieście wszystko było prostsze. Da się (i „byli mieszczanie” często tak robią) ograniczyć zajęcia dodatkowe do minimum, a więc nie 3 razy w tygodniu, ale jeden. Moim zdaniem, nie tędy droga, bo dziecko często ma poczucie, że coś traci. Można wybrać szkołę na wsi, ale statystycznie – gorszą. Znowu – zabieramy szansę potomstwu. Jeśli nie – pozostaje cykl – wyjazd 5.30-6, powrót 2 razy o 16.30, trzy razy o 19-20.

Pieniądze.  Przechodzimy do sedna sprawy. Przejeżdżanie 1020 km oznacza, przy „letnim” spalaniu 5 l/100 km (tyle pali moja Skoda na tej trasie) i cenach benzyny na poziomie 8 zł ok. 400 zł na samo paliwo. Do tego dochodzi jeszcze koszt utrzymania auta, które zużywa się znacznie szybciej, eksploatowane w ten sposób (w końcu to „ekstra” ok. 900 km miesięcznie – bo te 2 razy dojeżdżałem i tak na wieś). Liczmy naprawy na poziomie 50 zł/miesiąc. I już mamy 450 z ekstra. Dla jednego niewiele, dla innego, znaczna pozycja w domowym budżecie.

Podsumowanie. Co jest w tym wszystkim najgorsze? Mam wrażenie, że czas. Dodatkowy wydatek 450 zł/miesiąc mogę znieść. Wstawanie o pół godziny wcześniej też. Ale powroty 3 razy w tygodniu o 19-20 to już spore obciążenie, bo rano trzeba wstać o 5. Dlatego mieszkanie na wsi nie będzie dla każdego.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *