O kryzysie wieku średniego.

Ostatnimi czasy poczytałem sobie co nieco o kryzysie wieku średniego. Od książek praktyków (psychoterapeutów) do artykułów domorosłych psychologów w internecie. O ile pierwsi są ostrożni w formułowaniu wniosków (podobno taki problem dotyka tylko 20-30% populacji), o tyle drudzy wypisują kosmiczne androny. Dlatego dzisiaj, jako 46-latek napiszę filozoficznie.Czym jest tzw. kryzys wieku średniego? Oficjalnie nie ma takiej jednostki chorobowej, a jego opisy pojawiły się dopiero kilkadziesiąt lat temu. Większość opisuje go jako stan dotykający ludzi pomiędzy 35 a 55 rokiem życia. Objawy (zwłaszcza przez psychologów, pragnących zwrócić na siebie uwagę) są dramatycznie rozbieżne i kojarzone głównie ze świadomością uciekającego czasu. Jednak już nawet najbardziej radykalne szacunki pokazują, że dotyka on nie więcej niż 30% ludzi i to w krajach rozwiniętych. Nakazuje to daleko idącą powściągliwość. Ale wróćmy do przejawów kryzysu wieku średniego.

Zakup sportowego samochodu.

Czy zawsze to objaw prawie chorobowy? No pewnie, że nie. Np. ja kupiłem swoje Porsche (w dodatku kabriolet) nie z tęsknoty za uciekającym czasem, ale ponieważ wreszcie mogłem sobie na nie pozwolić bez rujnowania budżetu. Tyle.

Często pojawia się również argument praktyczny. Dzieci idą z domu – nie potrzebuję już vana, kombi czy innego rodzinnego wozu.

Romans z młodszą partnerką/partnerem.

W kwestii romansów nie mam żadnego doświadczenia. Nie zmieniłbym (choć mnie stać) żony na dwudziestoletni model z prostego powodu – kocham ją i jestem zadowolony. Obserwacja otoczenia pokazuje mi jednak, że ktoś kto jako trzydziestolatek decydował się na przygody, będzie to robił nadal. A dwudziestolatka jest atrakcyjniejsza fizycznie niż czterdziestolatka (mówimy o tej samej osobie) i często nie ma wymagań ani tzw. ciśnienia na mega poważny związek. Dla tzw. Piotrusia Pana to pozytyw.

Z drugiej strony osoby w stabilnej sytuacji uczuciowej nie rzucają się zazwyczaj w wir zabawy z osobami w wieku swoich dzieci. Tak to działa. W 90%, a te 10% to margines.

Nagłe zmiany w życiu.

Ten objaw rozłożył mnie na łopatki. Zmiany w życiu następują bowiem niezależnie od nas. Nasze dzieci wyprowadzają się z domu, nasi rodzice wymagają opieki i umierają, nasze organizmy są coraz słabsze.  Takie drobne rewolucje zmuszają do radykalnych korekt stylu życia i przyzwyczajeń.

Panowie z brzuszkiem zaczynają dbać o siebie np. uprawiając sport (codzienne bieganie), bo widzą że sama dieta już im nie pomaga i trzeba działać. Skończyli z podwożeniem, dorobili się, ustabilizowali zawodowo i mają czas. Obserwujemy niesprawnych 60-latków i zdajemy sobie sprawę, że do tego wieku mamy już niewiele czasu.

Z żoną trzeba o czymś rozmawiać, bo temat „odwieź młodego na zajęcia” już nie istnieje. To obnaża wszelkie słabości związku i skutkuje rozwodami, na które, jak przy sportowym samochodzie, wreszcie można sobie pozwolić.

A miłośnicy medytacji, religii, albo planujący wyprowadzki „w Bieszczady”? Czterdziestolatek ma już ukształtowaną filozofię życiową. I albo idzie w duchowość bezreligijną (jak np. ja), patrząc na efekty swojej pracy i tych, którzy zamiast planować i działać modlili się, albo odwrotnie, popada w dewocję rozpaczliwie bojąc się śmierci, dnia sądu, i licząc już tylko na cud. Może jestem nieobiektywny, bo wokół siebie widzę raczej tych pierwszych i ich dokonania. Bliski jest mi także temat „ucieczki z miasta”, planuje go kilku moich znajomych, a niektórzy już tam są. Tu także wszystko da się wytłumaczyć. Potrzeba spokoju, pewien dostatek i brak dzieci w wieku szkolnym ułatwia decyzję. Na wsi żyje się i wolniej i taniej. Można tez całkiem przyzwoicie zarabiać i nie trzeba prowadzić warsztatów garncarskich, o czym świadczy mój wpis o lawecie. Jest jeszcze jeden argument „za”. Od kilku lat obserwowałem, bohaterów książki „Daleko od miasta”  Matka i Martuchę. Poharatani przez poprzednie związki i miasto, po czterdziestce, przenieśli się na Śląsk. On z właściciela sklepów stał się zdunem, ona z pedagoga – ceramikiem. Oboje prowadzą agroturystykę „Farmę Martynika” i są żercami (kapłanami rodzimowierczymi). Teraz po ok. 10 latach u Matka zdiagnozowano ciężki nowotwór. I teraz moje przemyślenia. Gdyby żył nadal w mieście, w biegu i pędzie, poodkładał swoje plany straciłby wspaniałe, spokojne 10 lat, których nie wiadomo ile mu jeszcze zostało (rak jest nieoperacyjny).  Dlatego nie warto odkładać marzeń, a w wieku średnim są one po prostu wykonalne.

Niezwykłe hobby.

Większej bzdury nie czytałem. A czy wszyscy muszą mieć zwykłe hobby takie jak działka, wędka, rower, muzyka? Kim jest ten psycholog, żeby to oceniać?

Znowu wraca temat – dlaczego facet w średnim wieku kupuje sobie jacht, motor czy awionetkę? Bo może, w wieku średnim wreszcie może.

Dlaczego kobieta zapisuje się na jogę? Bo tego potrzebuje i w końcu ma czas.

Zresztą jeden lubi malarstwo, a drugi skoki na bungee. Nie wszyscy są rysowani jedną kreską, choć takimi oczywiście chciało by nas widzieć państwo i organizacje religijne.

Niezadowolenie z osiągnięć.

To dobre. Czy facet, którego stać na jacht i dwudziestoletnią utrzymankę, a w weekendy ściga się na motorze jest niezadowolony z życia? No, chyba nie.

Dotknie to raczej tego z nudnym hobby, kredytami, żoną w wałkach i posadą za „polskie 3 tysiące”. Więc, jakby co, to symptomy się wykluczają.

Oczywiście, mogę tu być nieobiektywny, bo uważam, że zadowolenie z życia to stan, w który się sami wprowadzamy, ale i trzeba na niego zapracować.

Brak energii.

Tak faktycznie jest. Moi kumple i ja popołudniami drzemiemy w fotelu, co tak niezmiernie bawiło nas w naszych ojcach, gdy sami byliśmy nastolatkami. Teraz nasi synowie drą łacha z nas.

9 przemyśleń nt. „O kryzysie wieku średniego.”

  1. Zauważyłem, że w moim przypadku na śpiączkę po rutynie dobrze robi krótka przejażdżka motocyklem, odejmuje dwadzieścia lat…

  2. Wszystko ok, ale z tym ostatnim pkt to masakra. Kiedy to przychodzi? Pamiętam ojca który przesypiał cały teleexpress…..

      1. Zacząłem całkowicie przypadkiem czytać tego „bloga”, a jako, że po 40tce i widzę dość zbieżne poglądy na wiele tematów (i bardzo rozbawił mnie temat „ucieczki w duchowość bezreligijną”) to pozwolę sobie pozostać na dłużej i przejrzeć archiwa 😉
        Pozdrawiam serdecznie
        B.
        45 latek bez kryzysów, chyba, że fizycznych 😉

        1. Witam na blogu i zapraszam do pozostania na dłużej. Znanej mi próbce „czterdziestolatków” najtrudniej pogodzić się z kryzysami fizycznymi, bo wielu rzeczy już po prostu nie zrobimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *