Co dzieje się z gospodarką, gdy wybucha wojna.

Dzisiejszy poranek był przerażający nie tylko dla Ukraińców. Pociski atakujące cele we Lwowie brzmią nieciekawie także dla mieszkańców pogranicza. Ponieważ jednak nie znam się na kwestiach militarnych skupię się na gospodarczych, bo i tutaj perspektywy są niewesołe. Jak mówi stare przysłowie – historia jest nauczycielką życia. Wystarczy cofnąć się o 100 lat i już wszystko wiemy.

Co oczywiste, wojna niesie za sobą przestawienie gospodarki na tory produkcji wojennej. Pamiętacie hasło Hitlera – armaty zamiast masła? Teraz Putin (a także Ukraina, od roku 2014) wprowadzają je w życie. Przymusowo ograniczamy konsumpcję – cała kasa idzie w uzbrojenie.  Powoduje to dwa zjawiska: inflację i spadek poziomu życia.

Inflacja.

Ta już jest wysoka. Po wybuchu wojny u granic będzie jeszcze wyższa. Bo każdy rząd pożycza kasę na zbrojenia i przeciwdziałanie sytuacji kryzysowej.  Z 10% zrobi się 20%, a kto wie czy będzie jeszcze gorzej (hiperinflacja).

Spadek poziomu życia.

Na Ukrainie od 2014 stale spada poziom życia. Mamy do czynienia z tzw. stagflacją (inflacja połączona z recesją) czyli najgorszym z możliwych zjawisk. Ogranicza się konsumpcję, więc spada PKB, bo jednocześnie produkujemy i kupujemy mniej.  Gdyby dotknęło to Polskę (a nie jesteśmy przygotowani – rozbuchany socjal, rozgrzebany Polski Ład, wojenki na górze, rząd z mikrą większością), tak jak pisałem, będzie gorzej.

Kiedy wszyscy biednieją, zaczynają drożeć złoto i tzw. twarda waluta, a wiele aktywów tanieje. Nieruchomości też, bo zaczynają przynosić coraz mniejszy dochód, może trafić je zabłąkana rakieta.

Widzicie co dzieje się rano na giełdzie (kiedy piszę te słowa WIG20 jest pod kreską o ok. 9%, a będzie jeszcze niżej (do czasu aż będzie lepiej). Indeks giełdy rosyjskiej (RTS) spadł o 50% (w tej chwili odbił się o do -33%).

Stopniowe wykrwawianie się gospodarki

Często wracam do książki Hipolita Korwin-Milewskiego „Siedemdziesiąt lat wspomnień”, w której opisuje życie we Francji w trakcie I WŚ. Najpierw niewiele się zmieniło (przynajmniej dla bogatych, a nasz arystokrata do nich należał). Ot, zakaz przewozu złota i dewiz do wrogich państw. Potem zaczęło brakować rąk do pracy (mężczyźni poszli front),  towarów (spadek produkcji pozawojennej), traciła waluta niepowiązana ze złotem a także obligacje (bo wojnę finansowano długiem). Po wojnie przyszła hiperinflacja, zniszczenie terytorium i potrzeba odbudowy, wysokie podatki i ubożenie całych rodzin (pamiętnikarz musiał sprzedać swój, liczący kilka tysięcy hektarów, majątek).

Nie chciałbym tego przeżywać osobiście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *