10 rozsądnych sposobów oszczędzania na wydatkach na jedzenie.

Gdy jechałem samochodem i słuchałem wiadomości, wpadła mi w ucho informacja, jak Polacy zamierzają poradzić sobie z rosnącymi cenami. Większość planuje oszczędzać na wydatkach na jedzenie. Słysząc takie dane, miałem mieszane uczucia. W moim domu rodzice zawsze powtarzali – na jedzeniu się nie oszczędza. Postanowiłem jednak przełamać domowy stereotyp i przedstawić 10 rozsądnych sposobów zmniejszenia wydatków żywnościowych. Tak powstał ten wpis. 

Jedzenie ma podstawową funkcję – zapewnić nam paliwo do życia. Gdy tego paliwa zabraknie – zaczynamy zjadać własne ciało (chudniemy), gdy jest go za dużo gromadzimy zapasy w postaci tłuszczu (tyjemy). Obecnie, coraz więcej osób idzie w tym drugim kierunku. Rosnące ceny żywności pewnie mają szansę trend ten częściowo odwrócić. Pozostaje zatem główne pytanie, nie czy oszczędzać na jedzeniu, bo czasem to konieczność, lecz jak rozsądnie oszczędzać na jedzeniu. I tu odpowiedź narzuca się sama – nie zmniejszając paliwa poniżej niezbędnego minimum. Jak jednak to zrobić?

Zmniejsz ilość  mięsa.

Tutaj rachunek jest prosty. Kilogram mięsa kosztuje od 14 zł (jakieś kiepskie mięso w promocji, lepsze części kurczaka) do kilkudziesięciu złotych. Jeśli kupujemy tuszkę to da się zapłacić 8 zł, ale trzeba odliczyć skórę, kości, a czasami nawet podroby.  Oczywiście cały czas mówimy o chowie przemysłowym. Tradycyjnie chowane zwierzęta lub dziczyzna, będą znacznie droższe.

Jednocześnie sycące warzywa (np. ziemniaki) da się kupić już za 2 zł za kg. Podobnie źródło prostych węglowodanów – mąkę.  To znacznie, znacznie taniej.

W tej sytuacji, kto chce jeść tanio, zmniejsza ilość mięsa w diecie. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Nie wierzę, bo wypróbowałem, że da się zastąpić schabowego zbożem lub strączkowymi. Nie, to niemożliwe. Jednak warto, ograniczyć porcję mięsa, zwłaszcza czerwonego, tłustego  lub nasyconego chemią. O ile? To kwestia indywidualna. Inaczej wygląda dieta człowieka pracującego fizycznie , a inaczej tego, który cały dzień spędza w biurze. W moim przypadku optimum, wyćwiczone w czasie, gdy liczę kalorie, to 150 g mięsa i wędliny dziennie, czyli 4,5 kg miesięcznie. To o 30% mniej niż średnie spożycie w Polsce.

Ile w ten sposób można zaoszczędzić? Miesięcznie od kilkudziesięciu złotych na osobę (jeśli jedzą najtańsze marketowe mięso) do dwustu (jeśli żywili się np. dziczyzną).

Kupuj w cenach hurtowych.

Pamiętam czasy komuny i powszechnych braków w sklepach.  Jednym ze sposobów poradzenia sobie z brakami był zakup na wsi, np. wyjazd po tzw. ćwiartkę lub półtuszę ze świni. Kto miał tam rodzinę, oczywiście kupować nie musiał. Dzisiaj półki są pełne, ale metoda może pozostać skuteczna. Zaopatrując się w warzywa, korzystam od pewnego czasu z giełdy rolnej, lub wręcz rolnika,  zamiast hipermarketu. Wychodzi taniej i zdrowiej. Jabłka kupowałem po 0,5-1,5zł/kg, ziemniaki po 1 zł.

Mój znajomy inżynier, w mięso zaopatruje się bezpośrednio w ubojni, ja po ryby jadę na stawy (i kupuję wtedy kilka sztuk, zamiast porcji na 1 obiad),  dziczyznę biorę od myśliwego.

Potencjalne oszczędności, znowu zależą od spożycia. Ale nie powinny być mniejsze niż 20% dotychczasowych wydatków. Tylko ta metoda pozwoli nam zwalczyć inflację.

Zrezygnuj z knajp.

Jakie jest najdroższe jedzenie? Przygotowane i podane w restauracji. Moja żona ma przyjaciółkę, która prowadziła knajpę przez kilka lat. Stosunek ceny posiłku do wsadu do kotła (czyli wartości produktów) to 3:1. Czyli płacąc 60 zł za obiad, w rzeczywistości zjadasz żywności za 20 zł. Reszta to koszty i zysk przedsiębiorcy.  Dlatego w moim domu, poza wyjazdami, niezmiernie rzadko korzystamy z żywienia zbiorowego. Podam jeszcze jeden przykład. Mój syn robi pyszne burgery. Zawsze kiedy wraca do domu, namawiamy go, żeby stanął przy kuchni. Jedzie wtedy z moją żoną do sklepu i kupuje 1 kg wołowiny za 40 zł. Do tego bułki za 10 zł. Sosy i inne składniki mamy w domu, a ich koszt jest niewielki. Za 50 zł (może 55 zł z domowymi zapasami) mamy 6 burgerów, których cena w pobliskim lokalu (typowa burgerownia dla studentów, niezłe żarcie) zaczyna się 26 zł, czyli mnożąc przez 6 wychodzi to 156 zł i nie mówimy o żadnym luksusie, a o zwykłym lokalu na studencką kieszeń. Daje do myślenia prawda.

Zrezygnuj z alkoholu i palenia.

Kiedy mieszkałem w kamienicy miałem dwóch sąsiadów – szwagrów. Jeden utrzymywał się i żył na niezłym poziomie, drugiemu wiecznie brakowało pieniędzy. Skąd wzięła się różnica? Pierwszy całkiem odciął się od używek. Ot, raz w miesiącu wino do obiadu. Drugi codziennie wypijał cztery piwa oraz wypalał paczkę papierosów? Ile kosztuje każdy z tych stylów życia? Pierwszy to 30 zł miesięcznie. Drugi 900 zł.  Jeśli założymy, że w domu są dwie osoby dorosłe, mamy już 1740 zł mniej, przy pierwszym sposobie konsumpcji. To rata kredytu za mieszkanie w moim mieście (już po podwyżce stóp procentowych).

Dodatkowo będziesz znacznie zdrowszy.

Wyprodukuj owoce samodzielnie. 

Tę metodę ćwiczę od wielu lat. Na mojej działce na wsi rosną sobie np. drzewa czereśniowe i truskawki. Oba owoce są dosyć drogie. Minimalna cena kilograma truskawek (w sklepie, osiedlowym targu) wynosiła ok.  5 zł, a czereśnie dało się kupić za 8-9 zł. W dobrych latach produkuję ok. 60 kg czereśni (nawet w złych, nie schodzę poniżej 20 kg). Dzięki temu moje dzieci mają na wiosnę porcję witamin, a sporo zostaje na przetwory.

Z truskawkami zacząłem większy temat (500 krzaczków), 2 lata temu, a pierwszy zbiór był w zeszłym roku. Spokojnie da się osiągnąć 0,5 kg z m2 uprawy, czyli 25-30 kg jest w zasięgu ręki.

W dobie inflacji, własna produkcja oznacza dostępność i zwolnienie pensji na inne, równie potrzebne zakupy. A ja to po prostu lubię, dostając w bonusie ruch.

Nie kupuj jedzenia w pracy.

Średnia pensja w moim zakładzie pracy  (nie mówię o stanowisku) wynosi 3000 zł netto. Specjaliści zarabiają może 20% lepiej, a pracują mniej. Mimo tak niskich poborów (niecałe 150 zł dniówki), popularna jest firma dostarczająca gotowe żarcie. Porcja drugiego śniadania (jakaś kanapka + sałatka) kosztuje 20 zł. Czyli przeciętny pracownik oddaje ok. 15% pensji  (440 zł miesięcznie) na drugie śniadanie. Jednocześnie 90% nie oszczędza na emeryturę, żyjąc z dnia na dzień. To zupełnie bez sensu.

Nie wszyscy zarabiają tak słabo. Jednak wąż w postaci „pana kanapki” zasysa pieniądze z naszych portfeli.  Dlatego zdrowiej i taniej przynieść jedzenie z domu. Parę kromek chleba z wędliną i serem, jakaś sałatka,  albo i nieco bardziej wymyślne dania uratują nasz portfel.

Zrób własnoręcznie wędlinę.

Wydaje się, że to wyższa szkoła jazdy, a i oszczędność niewielka.  U mnie w domu gotuje żona, więc po przepisy odsyłam na inne blogi, skupię się na aspekcie zdrowotnym i finansowym.

Ze zdrowiem będzie prościej. Wybieramy dobre mięso – po prostu mamy kontrolę. To samo z przepisem – żadnych konserwantów, chemii i całego tego świństwa.

Finanse zaś to różnica w cenie. Dobra wędlina (np. taka nazwana „bez E”) w moich okolicach kosztuje 50-60 zł/kg.  Mięso kosztuje 20 zł/kg.  Nie dokonując nastrzyknięć solą, mamy proporcje 1 kg wędliny z 1,2 kg mięsa. Dodając przyprawy, uzyskamy ok. 30 zł/kg. I to jest prawdziwa odpowiedź. Moi przyjaciele weszli na wyższy poziom. Robią podsuszane kiełbasy z dziczyzny.

Przygotuj jogurt i ser.

Tutaj mam pewne doświadczenie. Kupiłem jogurtownicę i nie wahałem się jej użyć. Samodzielnego zrobienia sera jeszcze nie próbowałem, ale znam takich, którzy potrafią.

I znowu – mamy aspekt zdrowotny. Wiemy co wkładamy na talerz, sprawujemy kontrolę.

A kasa? Ta też się zgadza. Z litra mleka (ok. 2,5 zł) zrobimy ok. 1,2 l jogurtu. Taką samą ilość kupilibyśmy za 8 zł (naturalnego w dużych opakowaniach).

Rachunków serowych nie poprowadzę, ale dokonując własnego porównania zwróćcie uwagę na cenę dobrej jakości sera (minimum 50 zł/kg), a nie syntetyczne świństwo.

Wykonaj przetwory.

Kiedyś na blogu popełniłem wpis na ten temat. Jednak realia trochę się zmieniły. Butelka 0,5 l soku z czarnego bzu kosztuje 20 zł, czyli 40 zł/l. Owoce zbieram przy domu (chociaż wolę sok z kwiatów) – to zielsko, samo rośnie, a jest zdrowe. Wystarczy kg cuku, trochę wody i mamy sok. Za 3 zł/l + koszty zagotowania.

W przypadku malin, czy truskawek na dżemy przyjmuję cenę kg owoców na poziomie 5 zł/kg (czyli z targu). Dodajemy 0,5 kg cukru, pektynę i uzyskujemy 900 g dżemu. Jego cena to 15 zł (nie mówię tu o sklepach premium, ale Selgrosie). Czyli znowu za 8 zł mamy 15 zł.

Przechowuj.

Kolejna rada. Truskawki w lecie kupisz za 5 zł/kg. W zimie, kiedy zapragniesz kompotu idziesz do sklepu i kupujesz – 7 zł/kg i to nie truskawek, ale 1/3 lodu. Czyli realnie 18 zł/kg. Moja zamrażarka pobiera ok. 200 KWh energii rocznie (ca. 140 zł), a mieści 150 l, co daje 1 zł/l. Gdybym skupił się na owocach, mogę wyłączyć ją „na przednówku” więc będzie działać 3/4 roku. Da to koszt przechowywania ok. 100 zł/rok/150 l czyli 0,7 zł/rok/litr. Uproszczę, że litr = kg (w przypadku mrożonych owoców zawyżam zużycie). Czyli do 5 zł ceny owoców dodaje te 0,7 zł i mam niecałe 6 zł. Cena mrożonki to 18 zł. 3 razy tyle.

Jak widzicie żeby oszczędzać na jedzeniu, nie trzeba być freeganinem, hodować własnej krowy itp. Wystarczą małe działania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *