Czy nierówności majątkowe są problemem? Czy prof. Balcerowicz ma rację?

O profesorze Balcerowiczu większość Polaków ma opinię utrwaloną – bezduszny doktryner. Taka ocena nie bierze się znikąd i były premier co jakiś czas robi kolejny krok, aby ją podtrzymać. Ostatnia sytuacja na zorganizowanym przez Rafała Trzaskowskiego forum wymiany poglądów to potwierdza.  Zapytany przez młodą działaczkę, jakie reformy byłyby najbardziej skuteczne, żeby zwalczać nierówności majątkowe, prof. Balcerowicz odpowiedział – A obecnie nierówności majątkowe są problemem?  Ten przekaz poszedł w Polskę i stał się viralem. Potem sam autor starał się (zresztą całkowicie nieudolnie) tłumaczyć intencje. Zadałem sobie trud i przesłuchałem 1,5 godziny wystąpienia byłego premiera. Wniosek jest jednoznaczny – tragedia – kompletnie niezrozumienie i lekceważenie problemów młodych, podane w sosie arogancji i samozadowolenia. Większość pytań zbyta ogólnikami, albo kpiną, ciągle ta sama stara śpiewka. Ten człowiek nie ma żadnej autorefleksji, skąd brał się ogromny elektorat negatywny i dlaczego nigdy nie przebił sufitu na poziomie 15% poparcia. Krótko – ok, boomer.

Dosyć jednak pastwienia się nad profesorem, czas odpowiedzieć na tytułowe pytanie, a następnie na wątpliwość działaczki. Czy nierówności majątkowe są obecnie problemem? Jakie działania najskuteczniej je zwalczą?

Najpierw zastanówmy się czym są „nierówności majątkowe”. Mamy dwa rodzaje nierówności ekonomicznych – majątkowe i dochodowe.  W zakresie dochodów odwołam się  wyników badań. Jak podaje World Ineqality Lab nierówności te w 2017 r. sięgnęły prawie 40 % (tzn. 10% najlepiej zarabiających osiągnęło blisko 40% dochodu ogółem) przy czym w Polsce te nierówności rosną najszybciej w Europie Wschodniej – link.  Przy czym o ile w 1980 r. mieściliśmy się poniżej średniej, obecnie (dane za 2017 r.) mamy je największe w Europie. Badania polskich naukowców (Brzeziński, Salach, Wroński) pokazują, że 1 % najbogatszych Polaków posiada ponad 20% majątku, a Krytyka Polityczna pisze – 10 najbogatszych osób posiada majątek równy 7 milionom najuboższych. Pokazuje to skalę nierówności majątkowych. A więc wniosek pierwszy – nierówności ekonomiczne w Polsce istnieją. W zakresie nierówności dochodowych jesteśmy w ogonie Europy,  w zakresie majątkowych (pomimo braku wystarczających badań) także jest źle.

A więc, wbrew temu co zanegował prof. Balcerowicz – nierówności stają się problemem. Zresztą tylko absolutny doktryner, lub lobbysta może zanegować fakt, że znaczący wzrost nierówności majątkowych i dochodowych powoduje głównie kłopoty, w tym dla polityków. Przez takie nierówności PO, UW przegrywały wybory. Nie wystarczy zblatować się z 10 najbogatszymi, liczą się głosy 7 mln najbiedniejszych.  Przekonali się o tym także władcy krajów niedemokratycznych – przedrewolucyjnej Francji czy Rosji i całe mnóstwo pomniejszych dyktatorów.  Niewielkie nierówności to przecież mniej walki klas, łatwiejsze przejście pomiędzy nimi. Politykom UW nikt głowy nie ściął, ani nie rozstrzelał ich jak cara Mikołaja II, ale… nie można skutków ignorować. Wydaje się, że taką podstawową wiedzą historyczną profesor ekonomii powinien dysponować.

A teraz możliwe działania?

Polski Ład znajduje lekarstwo gorsze niż sama choroba – podwyżka podatków i zaostrzenie kursu wobec przedsiębiorców. Oczywiście to nic nie da – bo najbogatsi gromadzą majątek w spółkach.

Po pierwsze, sposobem na zmniejszenie nierówności jest uproszczenie systemu podatkowego i zrównoważenie go. Dużo ulg, to dużo luk, przez które najbogatszy się przeciśnie, a biedny zapłaci.

Po drugie, potrzebna jest interwencja państwa w zakresie zagospodarowania przestrzennego i mieszkalnictwa. Tu trzeba działań z ostatnich lat PRL-u. Mieszkania pod wynajem dla potrzebnych a deficytowych zawodów (np. nauczyciele wiejscy,  bibliotekarki), które ułatwiają wyrównanie różnic. Zakaz zabudowy wszystkiego co się rusza, wokół miast i w ogóle budowy w praktycznie dowolnym miejscu.

Po trzecie, regulacje odwracające niekorzystne trendy wymierania centrów miast. Proces pseudohotelizacji śródmieścia i regionów turystycznych, z zachowaniem ogromnej dysproporcji podatków (agroturystyka – bez podatku, na czarno – bez podatku, a część poza procentem dochodowego, 23% VAT).

Po czwarte, odejście od polityki kraju taniej siły roboczej, ale nie dyskusjami, czy nauką religii, ale rzeczywistą solidną edukacją.

 

 

 

 

 

15 przemyśleń nt. „Czy nierówności majątkowe są problemem? Czy prof. Balcerowicz ma rację?”

  1. Dwa dni temu przeczytałem na Forsalu, że właśnie w Polsce jest pod tym względem całkiem nieźle 😀.

    https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/8235679,rozwarstwienie-majatkowe-w-europie-polska-najbardziej-rownosciowym-krajem-w-ue.html

    Dla mnie takie porównania typu 10 najbogatszych osób vs ileś najbiedniejszych nie przemawiają. Te najbogatsze to zazwyczaj osoby posiadające majątek w dużych firmach. Jak im te firmy zlikwidujemy to sytuacja tych najbiedniejszych się poprawi ? Może nawet pogorszy – mogą zostać bezrobotne i bez dochodu.

    Uważam, że w ogóle porównywanie swojej sytuacji z kimś bardzo zamożnym jest bez sensu. Jeżeli zarabiam X, mam majątek Y, to czy cokolwiek zmienia fakt istnienia lub nieistnienia miliardera ? Przecież takie porównanie prowadzą do absurdu. Czy brak rozwarstwienia w bardzo biednym kraju komunistycznym jest lepszy niż rozwarstwienia w kraju bardzo bogatym ? Zdecydowanie wybieram Polskę vs Korea Północna.

    Przemawia do mnie natomiast równość szans. Zamożne, egalitarne społeczeństwo powinno zapewniać w miarę swoich możliwości dostęp do edukacji, służby zdrowia itd wszystkim obywatelom, nie tylko tym, których na to stać.

    1. Też czytałem ten Forsal. Tylko, że to badanie bierze pod uwagę ankiety i jakieś obliczenia UE. Naukowcy z UW i opisani w poście przeprowadzili badania metodą aktualizującą wyniki ankiet o dane z urzędów skarbowych itp. i wyszło im zupełnie inaczej.
      Też uważam, że porównywanie się osobiście z najbogatszymi nie przynosi nic poza frustracją, więc jest bez sensu. Czym innym są jednak badania naukowe. One opisują zjawiska. Tu nie chodzi o zabranie, likwidację firm, tylko takie ustalenie reguł, żeby pan Janek prowadzący jednoosobową firmę informatyczną nie płacił 2 razy większego podatku niż koncern z oprogramowaniem, którego akcjonariuszem jest np. p. Solorz. Żeby właściciel wiejskiego sklepiku nie płacił dużo więcej (choćby procentowo) niż sieć handlowa, której właścicielem jest ktoś inny z tej siódemki najbogatszych. To się nazywa wyrównywanie szans.
      Bo teraz mamy właśnie sytuację, w której spółki płacą niższe podatki (procentowo, nie kwotowo) niż JDG.
      I to jest patologiczna nierówność szans.

      1. Odnośnie równego traktowania małych firm i korporacji zgadzam się w 100%. Myślę, że wchodzimy na poziom gdzie nie musimy tylko i wyłącznie zwolnieniami podatkowymi i przywilejami ściągać inwestycji zagranicznych.

        Pozytywnie odbieram np CIT dla małych spółek, gdzie duża część takich firm to polskie podmioty.

        Pozdrawiam

        1. Tylko CIT dla małych spółek również powoduje kombinowanie. Lepiej być małą spółką niż JDG. Szczególnie widać to w Polskim Ładzie.

  2. Do tej pory zgadzałem się z 99% tego co piszesz. Niemniej dzisiaj musiałem ten wpis przeczytać dwa razy aby się upewnić, że naprawdę to widzę. Osobiście uważam, że Profesor Balcerowicz to obok Pana Mazowieckiego dwie najważniejsze osoby, które sprawiły, że gospodarczo jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Oczywiście, że reformy początku lat 90tych były trudne. Moje rodzina bardzo ciężko ten okres przeszła.
    Niemniej zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki temu dogoniliśmy a nawet przegoniliśmy większość państw bloku wschodniego. Dzisiaj stoimy prawie w jednym szeregu z Czechami czy Węgrami ale zaczynaliśmy z duuuuuuuużo gorszego poziomu.
    Krytycy polskich reform nawoływali do tzw. trzeciej drogi czyli powolnego odchodzenia od socjalizmu. Jak bardzo w tyle została Rumunia, nie mówiąc już o Ukrainie (nawet do czasu konfliktu z Rosją) nie trzeba chyba przypominać.

    Dla mnie wypowiedź profesora znaczy zupełnie coś innego niż brak zrozumienia dla osób biedniejszych. Oglądam, słucham a także przeczytałem wielokrotnie wszystkie książki Pana Balcerowicza i o Panu Balcerowiczu i wiem, że nie jest to człowiek wyniosły czy gardzący kimkolwiek. On gardzi ale socjalizmem i lenistwem.

    Dlaczego mówi, że nierówności majątkowe nie są problemem? Co pokazuje współczynnik Ginniego dla Polski? Ano, że nie jest u nas tak źle. Oczywiście, że niektórzy mają więcej a niektórzy mniej. Ale czy wszyscy pracują tak samo ciężko? Dzisiaj niestety wśród części młodych wracają postawy roszczeniowo-socjalistyczne. Wg mnie o to tu chodzi. Nie mieć pretensji do kogoś, że ma więcej i myśleć jak mu ukraść tylko samemu ciężko pracować. Ja tak odbieram słowa Pana Profesora. Problemem jest przyczyna rozwarstwienia a nie samo rozwarstwienie. Część społeczeństwa bierze 500+ i to im wystarczy. Potem już tylko zastanawiają się jak ukraść bogatszym.

    A poniższego zdania to już zupełnie nie kupuję 🙁
    „…potrzebna jest interwencja państwa w zakresie zagospodarowania przestrzennego i mieszkalnictwa. Tu trzeba działań z ostatnich lat PRL-u”. Naprawdę tak uważasz? Nabudujemy melin zwanych mieszkaniami komunalnymi i niby-mieszkań zwanych TBSami?

    Potrzeba działań dokładnie odwrotnych. Jak najmniej interwencjonizmu państwa. Upraszczanie podatków i danie równych szans. Znoszenie ograniczeń, koncesji, licencji … proste prawo, proste rozliczenia podatkowe, jak najwięcej usług dostępnych poprzez e-urząd … przekierowywanie części podatków w działania rozwojowe (taki interwencjonizm jeszcze bym poparł) aby w Polsce powstała np. Izera i abyśmy nie musieli kupować Peugeotów.

    Muszę przyznać, że część z ww działań w pewnym zakresie się dzieje ale za wolno i za mało niestety.

    1. Zasadniczo podzielam pogląd co do oceny tzw. Reformy Balcerowicza. Tego nie dało się zrobić inaczej, chociaż można było niwelować skutki społeczne w większym stopniu (ale to nie była działka ministra finansów). Niemniej jednak trzeba oddzielić reformy sprzed 30 lat o konkretnego wystąpienia.
      Przesłuchałem całości, zwłaszcza odpowiedzi na pytania. Profesor był bardzo arogancki. Kwestionowanie swoich poglądów traktował jak atak osobisty. Zresztą jest gdzieś w necie felieton p. Żakowskiego link . Badania naukowe zostały przez Profesora nazwane „emocjonalnymi bredniami” a artykuł w Gazecie Wyborczej „prostacką analizą”. I tu właśnie ma problem, co więcej zrobił go też zapraszającym na Campus. Można mieć zdanie na temat nierówności takie lub siakie, ale warto je uzasadnić, nie atakując osobiście rozmówcy. To nie jest pogarda?
      Ja odnoszę się do historii. Twórców nierówności (i ich beneficjentów takich jak ludzie zamożniejsi, uprzywilejowani np. posiadaczy dodatkowych lokali, ziemi, arystokrację, burżuazję, kler) spotyka zazwyczaj w końcu gorzki los. I to właśnie niepokoje społeczne są skutkiem nierówności.
      Co do współczynnika Giniego, właśnie naukowcy zakwestionowali nie sam współczynnik, ale dane użyte do jego liczenia.
      „Problemem jest przyczyna rozwarstwienia a nie samo rozwarstwienie.” Przyczyny rozwarstwienia są znane i poznane – nierówność szans, przywileje podatkowe i emerytalne itp. i tak są problemem. A czy jest nim samo rozwarstwienie? Jak już napisałem, głównie dla beneficjentów rozwarstwienia. PiS wygrał właśnie m.in. przez to rozwarstwienie. Populiści na tym bazują.
      „…potrzebna jest interwencja państwa w zakresie zagospodarowania przestrzennego i mieszkalnictwa. Tu trzeba działań z ostatnich lat PRL-u”. Naprawdę tak uważasz? Nabudujemy melin zwanych mieszkaniami komunalnymi i niby-mieszkań zwanych TBSami?” Zagospodarowanie przestrzenne to ogromny temat – mamy dwa wyjścia skrajne i kilka pośrednich. Skrajności to m.in. zabudowa gdzie się chce ewentualnie ścisłe i niewielkie lokalizacje. Pierwsza prowadzi do budowy domu pod lasem, 3 km od drogi, bo działka tania a za media niech płacą wszyscy w podatkach. Druga do wzrostu cen możliwych do zabudowy działek a zatem i nieruchomości mieszkalnych. Na razie „Lex deweloper” idzie w pierwszym kierunku. Mieszkania komunalne to nie meliny. Trzeba wreszcie odróżnić budownictwo komunalne od socjalnego. Lokale w tym pierwszym przysługują na stawkach preferencyjnych (po kosztach) pewnej grupie niezbędnych obywateli z dochodem. Tu popierałem Mieszkanie+, chociaż nasi artyści z BGK Nieruchomości nie poradzili sobie z wykonaniem. Socjalne – biedakom z minimalnym dochodem. Celem demokracji kapitalistycznej jest wzmocnienie klasy średniej. Nie bez powodu USA nazwano po II WŚ „demokracją właścicieli domów”. Lokale mieszkalne o powierzchni 50 m2, w cenie 100 średnich pensji, to dramat. Bo istnieje ogromna (i coraz większa) grupa, która tej średniej nie osiąga i nigdy nie zdobędzie własnych 4 ścian. A to rodzi frustrację i napędza wyborcom PiS oraz Konfederacji, a także skrajnej lewicy spod znaku hiszpańskich Okupas.

  3. Chyba jednak nie dostrzegam problemu w sposobie odpowiadania Profesora. Dla mnie to autorytet i wybaczam mu jego brak umiejętnosci poprawnego politycznie zachowania. Nigdy nie był dobry w „prawidlowym” odpowiadaniu. Zawsze walił prosto z mostu i denerwował się na socjalistyczno – populistyczne zagrywki i pytania.

    Dla mnie większym problemem i tym co mnie naprawdę niepokoi jest wzburzenie na słowa prawdy jakie wywołał. Może i niezbyt elegancko odpowiadał, to fakt. Ale raz jeszcze podkreślam, że mnie to nie razi. Rozumiem jego wzburzenie i zdenerwowanie gdy atakują go ludzie, których jedynym wysiłkiem i osiągnięciem jest zdobycie karty na siłownie i owocowych czwartków od swojego pracodawcy, które i tak przecież im „się należą”.

    Ja też nie lubię uprzywilejowania jakiego doświadcza kler czy niektórzy „biznesmeni” współpracujący z władzą. Niemniej myślę, że setki młodych ludzi krytykujących Profesora w Internecie mogłoby mniej narzekać na bogactwo innych a więcej ciężko pracować na swoje własne.

    Pewnie patrzymy na temat pod trochę innymi kątami i dlatego inaczej go oceniamy. Z Twoich wpisów wiem, że pracujesz, oszczedzasz i nie czekasz aż rząď zabierze bogatszym i da Tobie 🙂

    Na koniec zostawilem kwestię mieszkań czy domów komunalnych i socjalnych. Przyznam, że komunalny też mi sie kojarzy z komuną 🙂 i nie wyobrażam sobie aby gdzieś takie byly potrzebne. Naprawde wierzę w wolny rynek i jeżeli gdzieś dany zawód, stanowisko jest potrzebne to taka osoba powinna zarobić na swoje mieszkanie. Jeżeli nie chcą mu płacić na takim poziomie to znaczy, że coś tu nie gra. Uwielbiam książki ale dotyczy to także utrzymywania za wszelką cenę bibliotek ale także teatrów itd. Dlatego nie mamy skądinąd przecież pięknych dyliżansów, zaprzęgów konnych itd. A mogliśmy się upierać i dotować yakie połączenje np. na linii Wawa – Kraków 😉 Swoją drogą to by była niezła atrakcja 🙂 Podróż 2 dni koniem w XXI w. 😉 Ech, chyba już zmęczony jestem. Dobranoc, chociaż Ty chyba za chwilę wstajesz 😉

    1. Ostatnio czytałem o Zakopanem przed erą kolei. Z Krakowa jechało się 2-3 dni.
      A co do krytykujących w internecie. Każdy, kto ma problem ze zdaniem innym od własnego nie powinien iść w politykę, ani karierę naukową. W obu tych dziedzinach nie ma ludzi nieomylnych, prawd objawionych, tylko wszystko trzeba rozmówcy udowodnić. Nawet jak plecie straszne głupoty. A właśnie tego dowodu zabrakło. Gdyby nie wybrał się na Campus Polska z własnej woli, albo stwierdził, że nie chce pytań, tylko wygłosić mowę to ok.
      Nigdy nie potępiam młodych z prostego powodu – im się jeszcze chce, dlatego zadają pytania. I nie jest tak, że zawsze i wszyscy narzekają na bogatszych bo im samym się nie chce. To są różne powody i pobudki myślenia nawet socjalistycznego, nierzadko szlachetne.
      Co do istotności zawodu a pensji. Niestety, to zupełnie tak nie działa. Dobry nauczyciel jest niewątpliwie bardziej potrzebny niż 10-ty doradca polityczny ministra – a zarabia mniej. Kopacz z III ligi piłkarskiej w moim mieście miał apanaże na poziomie 2 ratowników medycznych. I od wieków gladiator i człowiek u żłobu zarabiał więcej niż wykonujący znacznie ważniejsze prace. Ponieważ pensja to wypadkowa wielu czynników. Pewne kwestie trzeba dotować (mecenat państwa albo prywatny), bo znikną i rynek nic tu nie ureguluje. I sytuacja bibliotekarza jest inna niż kierowcy dyliżansu, bo w transporcie zadziałała zdrowa konkurencja (lepsze, szybsze, tańsze, wyparło gorsze), a w wielu dziedzinach bywa odwrotnie (tzn. np. dobry nauczyciel matematyki może być doskonałym programistą, który zarobi 4 razy więcej, ale społeczeństwo potrzebuje nauczycieli matematyki) i wtedy przy pauperyzacji pozostaje selekcja negatywna.

  4. hmm, gdyby nie interwencjonizm to już dawno byśmy nie mieli np. zawodu górnika zarabiającego przecież więcej niż warty towar, który wydobywa. a nawet wspomniany piłkaż którejś tam ligi otrzymuje pieniądze w dużej mierze z dotacji więc to też nie wolny rynek mu płaci. gdyby ich pensje regulował wolny rynek to obaj by już instalowali panele PV dokładając cegiełke do transformacji energetycznej.

    dobry matematyk by dobrze zarobil w prywatnej szkole. niemniej skoro chcemy równości szans i jako spoleczenśtwo godzimy sie na redystrybucje poprzez system podatkowy to tutaj pelna zgoda. dobry matematyk powinien zarabiac 2 czy 3 razy więcej niz dzisiaj. ale powinien pracowac na bardziej rynkowych zasadach. wiecej pracy a mniej karty nauczyciela. poddanie sie takze ocenie klientów. słaby nauczyciel powinien tracić pracę albo przynajmniej premię a jak nie pomoże to finalnie pracę. dzisiaj mamy socjalizm pelną gębą w szkolnictwie i zdziwienie, że nie ma zarobków jak w korporacji. tylko, że np. ja w korporacji mogłem przez rok nie widziec rodziny bo taki cięzki był projekt. nauczyciel potrafi przez rok nie widziec uczniów bo jak nie urlop na podratowanie zdrowia to dzień bez zajęć dydaktycznych zgodnie z kartą nauczyciela czyli np. 12 listopada. dlaczego? bo 11 jest wolny (sic!).

    dzisiaj sporo się niestety zarzuca wolnemu rynkowi. że nie dziala. że nie rozwiazuje niektórych problemow… tylko, że dzisiaj o naprawde wolny rynek naprawde cięzko. socjaliści krytykują tak naprawde socjalistyczne rozwiazania nazywając je rynkowymi. tak to widzę niestety.

    przyznaje. jestem skrajnym liberalem wiec ciezko mi sie pogodzic z interwencjonizmem czy „niezbędnymi zawodami”. jeżeli by były niezbędne to by ich nie trzeba bylo dotowac. gdyby przestać wydawac zł na lekcje religii, muzyki, plastyki, wdż, wychowawcze, biblioteczne … i zostawic to czego naprawde potrzebuje klient to matematyk móglby zarabiac 3x wiecej i środki na to by byly. i to bylby wolny (no może bardziej wolny niż jest) rynek 😉

    1. I oczywiście, jest interwencjonizm dobry i zły. Zły dotyczy górnika – czyli dotowania profesji rynkowych – nastawionych na zysk, które go jednak nie osiągają. Dobry, rozsądne stymulowanie zawodów nierynkowych, a potrzebnych. W rzeczywistości pojawia się ten trzeci – dotowanie zawodów nierynkowych i niepotrzebnych w takiej ilości (np. kulturoznawców w Wyższej Szkoły Robienia Hałasu).
      Wtedy braknie pieniędzy na kwestie ważne. Dodatkowo oczywiście kwestia budżetówki (w tym nauczycieli) – jak to mawiał mój kolega „zwolnić 1/3, tym co zostaną podnieść pensję o połowę, jeśli to nie wystarczy, zwolnić połowę, podnieść pensję o 100% i wtedy wymagać.”
      A drobnymi literówkami się nie przejmuj. Ja czytam każdy wpis parę razy i jeszcze też coś koryguje po publikacji.

  5. Dowolny Polak z minimalnym wynagrodzeniem [a pewnie i każdy bezrobotny] jest bogatszy o 3,5 mln Polaków (np dzieci w wieku do 10 lat). I co z tego wynika? Nic. A jak brzmi … jakie straszne nierówności majątkowe.

    1. W statystyce chodzi o wartości istotne. Nierówności są i będą. Problem pojawia się, gdy zaczynają wpływać na stosunki społeczne. U nas tak się dzieje.

    1. Sam artykuł zawiera wnioski zgodne z moimi (co zresztą wynika z zastosowanej bazy danych). Nierówności między państwami spadają, a wewnątrz państw rosną. Bogaci bogacą się szybciej niż biedni (wielokrotnie szybciej). Niewielka bowiem pociecha, że poprawia się sytuacja we wschodniej Azji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *