Polski Ład, a życie prekariusza, rolnika i emeryta.

Inspiracją do tego wpisu był komentarz jednego z gości bloga, napisany z pozycji obrony klasy niższej (pod względem dochodu). Dzisiaj nie będzie zatem o „ideologicznych” wyznacznikach klas społecznych, a o brutalnej, nagiej kasie.  W tym celu stworzę trzech modelowych przedstawicieli klasy niższej. Prekariusza zarabiającego minimalne wynagrodzenie, rolnika utrzymującego się z 3 ha ziemi, oraz emeryta z emeryturą średnią – coś ok. 2500 brutto (2100 netto).  Taka kwota w teorii daje najwięcej korzyści z Polskiego Ładu.

Zacznijmy od prekariusza. Prekariat, to nowa klasa społeczna, o której głośno zaczęło się mówić po wybuchu Wielkiego Kryzysu 2008 r. Charakteryzuję ją niepewność, niestałość zatrudnienia i niskie dochody. Nawet ona nie jest jednolita, a klasyk Guy Standing dzieli ją na: dawną klasę robotniczą, która straciła stabilną pracę (lub jej dzieci), obcych (imigrantów), biednych-wykształconych.  Ja w te podziały nie chcę wnikać. Istotne dla mnie jest osiąganie niskiego dochodu pomimo normalnej (choć niestałej) pracy. Nie chcę znęcać się nad Polskim Ładem, więc wybrałem zatrudnionego na etacie, a nie osiągającego dochód z umowy o dzieło (im opodatkowanie wzrośnie lawinowo) prekariusza. Czy obcego, robotnika czy wykształconego – nie ważne.

Dochód z umowy o pracę z pensją minimalną  – brutto 2800 zł, netto 2061 zł. Taki prekariusz większą część pensji wydaje na bieżąco i płacił efektywnie podatków i składek 27%.  Ma trochę lepiej, jeśli mieszka z rodziną, zamiast wynajmować. Jeśli jest młody (do 40-tki), zazwyczaj nie dysponuje własnym mieszkaniem (pomijamy dziedziczących). I wracamy do tytułowego pytania – co zmieni w jego życiu Polski Ład? Zgodnie z rządowym kalkulatorem pensja netto wzrośnie do 2198 zł tj. o 137 zł, czyli….6,5%.  Na plus. I to jedyny plus.  Na domek do 70m2 prekariusza nie stać, z gwarancji wkładu własnego nie skorzysta (nie ma zdolności kredytowej na pozostałe 90% ceny), droższa służba zdrowia nic mu nie da, podobnie system ulg dla przedsiębiorców. Kultury (Centra Nauki) do garnka nie włoży, podobnie dopłat dla samorządów (które stracą, bo jednym z ich głównych zysków są dochody z PIT), czy emerytury bez podatku.  Czyli zostaje mu zysk 137 zł? No, właśnie nie bardzo.   Przyczynę stanowi inflacja. Mieszkania drożeją i drożeć będą też czynsze. Prekariusz już nigdy nie pozwoli sobie na własne (wzrost pensji minimalnej w ciągu 2 lat o 30%, w tym czasie wzrost cen mieszkań był b. podobny). Poza czynszami droższe są też woda, śmieci, energia, transport, jedzenie. W wariancie optymistycznym inflacja wynosi oficjalne blisko 5%. W wariancie realistycznym (koszyk produktów prekariusza) – blisko 10% (drożeje żywność, w tym nabiał i produkty zbożowe). W pierwszym zysk spadnie do 1,5% (360 zł/rok), w drugim zanotujemy stratę siły nabywczej o 3,5%.  Brak własności nie pozwoli zarobić na wzroście wartości majątku.

Rolnik z 3ha. Główne źródło dochodu przy takim areale to dopłaty, pomoc państwa i rodziny ew. dorywcza praca na czarno lub zagraniczna.  Załóżmy dochód podobny jak prekariusza – 2000 zł netto/miesiąc, i w takim tempie wydawany. Płacił efektywny podatek wraz ze składkami KRUS (143 zł/miesiąc) ok. 7%.    Na wzroście kwoty wolnej rolnik nie zyska, bo PIT nie płaci. Na dopłacie do mieszkań też nie, bo nie ma zdolności kredytowej. Pozostaje tylko dopłata do paliwa rolniczego, pójdzie w górę o 10% –  10 zł/ha/rok. To oznacza 30 zł na rok. Mało. Co z inflacją? Nawet oficjalna zje cały zysk z naddatkiem. Czy rolnik musi stracić? Wcale nie. O ile zostaną wprowadzone odpowiednie regulacje, ziemia na wsi zacznie drożeć jeszcze szybciej niż do tej pory.  Sądzę, że wrócimy do poziomów 10% rocznie. A to oznacza wzrost cen 3ha o ok. 12 tys. w pierwszym roku (1000 zł miesięcznie). Rolnik raczej kwoty tej nie zobaczy na oczy, ale majątek nominalnie wzrośnie.  Jeśli doliczymy inflację (nawet 5%) rolnicy będą więc dochodowo na minus, ale majątkowo na niewielkim plusie.

Emeryt. On miał zyskać najwięcej. Czy tak będzie? Emerytura bez podatku to ….0 zł podatku, ale…. przecież pozostaje składka zdrowotna. Dotychczas kwota emerytury średniej korzystała z kwoty wolnej ok. 3000 zł.  Emeryt odpisywał też od podatku własne wydatki lecznicze. Policzmy. Płacił  400 zł z 2100 zł (ulg nie bierzemy pod uwagę) czyli efektywnie ok. 16%.  Teraz od 30.000 zł nie zapłaci podatku, ale za to składkę zdrowotną nieodliczalną 9%. Jego emerytura wzrośnie do 2271 zł tj. o 171 zł, czyli o 8,1%.  Emeryt zazwyczaj ma własne mieszkanie. Inflacja powoduje wzrost wartości – przyjmijmy 10% rocznie czyli ok. 25 tys. zł/rok (2000 zł/miesiąc).  Taka poprawa zniweluje nawet znaczną inflację.  Emeryt wyjdzie  na zmianach znacznie lepiej niż prekariusz.

A teraz niespodzianka. Wyliczenie dla jednego z moich klientów, utrzymującego się ze spadkowych nieruchomości. Dochodowo i majątkowo – zdecydowana klasa wyższa. Zyski w tym przypadku pojawiają się na dwa sposoby:

  • wzrost wartości,
  • wynajem.

Wzrost wartości nieruchomości niezabudowanych (działki budowlane) w jego okolicach – minimum 10 % rocznie. Pandemia i inflacja jeszcze to przyspieszyły  (ostatni rok to ok. 25% zysku). Gdy kupi hurtem, a sprzeda w detalu (co zdarza się raz na 5 lat, nie ma więc mowy o działalności gospodarczej), zyski reinwestując ma nieopodatkowany dochód w granicach 20% rocznie, czyli ok. 200 tys. zł. Poza tym wynajmuje stary spadkowy dom i swoje pierwsze mieszkanie – zyskując kolejne 6000 zł przychodu (równy dochodowi) miesięcznie opodatkowane 8.5% ryczałtem (510 zł). Składek prawie nie płaci (143 zł miesięczne  –  KRUS-owiec).  Policzmy sumę. Zysk 272.000 zł, podatku i składek efektywnie 7836 zł/rok tj. 2.9%.

Wydaje drobny procent swojego realizowanego zysku, może 84000 zł rocznie. Od tej kwoty płaci podatki pośrednie. Tę kwotę zje mu inflacja. Szacując konserwatywnie zyska znacznie więcej (samo powiększenie zysku o 1/4, z uwagi na wzrost wartości nieruchomości)  to 50 tys. rok, a inflacja nawet 10% zmniejszy wartość pieniądza o 8400 zł.

W tym miejscu widać wyraźnie – klasa niższa, nawet  posiadająca (własne mieszkanie, małe gospodarstwo rolne) nie licząc inflacji mało zyska (kilka procent), klasa wyższa posiadająca, utrzymująca się z majątku będzie do przodu znacznie więcej.

 

4 przemyślenia nt. „Polski Ład, a życie prekariusza, rolnika i emeryta.”

  1. przeczytałem wiele razy… i? widzę tylko manipulacje… klasy niższe (dzieląc tylko na dwoje klasy niższe i klasy wyższe) to typowe niewolnictwo! piszesz ile to oni nie płacą podatków i już kłamiesz! nie doliczasz tego co za swoich „niewolników” musi zapłacić państwu przedsiębiorca… dlaczego? no nie wiem… jedynym sensownym wytłumaczeniem jest owe niewolnictwo bo główny nadzorca też chce mieć w tym swój udział… czyli owe podatki ze strony pracownika plus ze strony pracodawcy… jakoś tak z 50% procent opodatkowana jest praca klas niższych… a tymczasem klasy wyższe uciekają z płacenia czegokolwiek! przy czym klasy niższe nic albo niewiele mają! za co więc mają płacić? klasy wyższe mają majątek który tak na prawdę jest społeczną umową! bo niby dlaczego ziemia ma swoich właścicieli? niby dlaczego przedmiot ma właściciela? a nie tego silniejszego? to są zasady których pilnuje państwo! na które klasy wyższe nie chcą płacić… chore… dlatego co jakiś czas niewolnicy się buntują i giną ci co ich zniewalali… piszesz że to są małe kwoty więc to się nikomu nie opłaca hehe to co pozostańmy przy tym że niewolnicy nadal płacą niewolące podatki dla utrzymania własnej niewoli na rzecz nadzorców…
    zauważ ludzie ci wykonują pracę! dlaczego więc tak mało zarabiają? dla nadzorców… tak tego prywatnego jak i tego państwowego… klasy niższe to fundament cywilizacji którą tworzymy… poprawiając im byt czy też dając więcej wolności poprawiamy byt całej populacji!

    1. Przyznam, że już się pogubiłem. Tylko dwie klasy – niższa i wyższa? A gdzie leży granica? Ile trzeba zarabiać, żeby być już w wyższej?
      W swoich wpisach stawiam tezę – najwięcej podatków płaci klasa średnia (tj. 60% społeczeństwa). Przy czym mówimy o wartościach bezwzględnych (nie w % do dochodu).
      Klasa niższa (20% najmniejszego dochodu) nie płaci 50% podatków z prostego powodu. Większość z niej stanowią emeryci i funkcjonujący na umowie o dzieło. Tam brak składek i jest goły podatek 17% bodajże.
      Nieruchomości to umowa. Własność to umowa. Oczywiście, ale co masz lepszego? Wszystko wspólne już było i się nie sprawdziło. Wiem jak wyglądała klatka kamienicy , w której mam biuro przez ’89 (komunalne czyli wspólne) i obecnie. A budynek ma 30 lat więcej. Pieniądz to też umowa. Gdyby go nie było dalej wymienialibyśmy na skórki wiewiórek lub zęby dzika (tylko to też byłaby umowa, bo żaden z tych przedmiotów nie ma wartości użytkowej).

      1. „Przyznam, że już się pogubiłem. Tylko dwie klasy – niższa i wyższa?”
        nie…. mi chodzi o to by niezależnie od ilości klas na jakie podzielimy społeczeństwo dla naszych tu rozważań możemy śmiało podzielić owe społeczeństwo na dwie części… ci biedni biedniejsi i ci bogatsi razem z do nich aspirującymi klasami… i nie chodzi tu o dokładne stawianie granic… po co? nie na takim etapie rozważań…
        „W swoich wpisach stawiam tezę – najwięcej podatków płaci klasa średnia (tj. 60% społeczeństwa). Przy czym mówimy o wartościach bezwzględnych (nie w % do dochodu).”
        i to jest zasadniczy błąd! bo procenty właśnie powinny być najważniejsze! bo one mówią o prawdziwym obciążeniu klas…
        „Większość z niej stanowią emeryci”
        nie powinno się włączać emerytów do takich rozważań bo oni są już w większości po za „pracą”… są kosztem…
        „Nieruchomości to umowa. Własność to umowa.”
        jest to powód do ponoszenia kosztów! czyli wprost do opodatkowania…
        „Wszystko wspólne już było i się nie sprawdziło. Wiem jak wyglądała klatka kamienicy , w której mam biuro przez ’89 (komunalne czyli wspólne) i obecnie. A budynek ma 30 lat więcej.”
        to już populizm i demagogia oddalająca nas od tematu…
        „Pieniądz to też umowa. Gdyby go nie było dalej wymienialibyśmy na skórki wiewiórek lub zęby dzika (tylko to też byłaby umowa, bo żaden z tych przedmiotów nie ma wartości użytkowej).”
        ciąg dalszy tej demagogii… tu nie chodzi o podważanie czegokolwiek a o to że ktoś kto jest wprost beneficjentem umowy powinien ponieść stosowny koszt funkcjonowania tej umowy…
        dziś jest dokładnie odwrotnie! stawia się wszystko do góry nogami! tłumaczy się to rzekomą równością 😉 skoro niby mamy identyczny dostęp do usług i świadczeń to ja bogaty i ty biedny powinniśmy płacić tyle samo 😉 a tak nie jest! bo co wspomniane 20% najbiedniejszej części społeczeństwa ma? ile posiada tej umownej wartości? aby płacić koszt jej utrzymania? to patologia! to oprowadzi do dziedzicznej biedy i dziedzicznego bogactwa a tak nie powinno być! dla dobra całego społeczeństwa! jednostki wybitne powinny mieć szansę szybkiego awansu a jednostki powiedzmy dysfunkcyjne skazane na przetrwanie…
        wracając do klasy średniej to ona jest jak sama wskazuje nazwa łącznikiem między tymi co nie mają i tymi co już mają 😉 więc ma wady klas niższych ale i już uprzywilejowanie klasy wyższej…
        moim zdaniem należałoby zmniejszyć procentowe obciążenie klas niższych kosztem a jak klas wyższych! im lepiej w klasach niższych tym lepiej dla wszystkich… nie da się już pomóc klasą wyższym! a mimo to nie poprawił się byt ogółu społeczeństwa… bo ten system tak na prawdę jest oparty o niewolnictwo jak już wyżej to wprost napisałem…

        1. „i nie chodzi tu o dokładne stawianie granic… po co? nie na takim etapie rozważań”. Bez postawienia granic trudno w ogóle prowadzić rozsądną rozmowę. Bo Ty skupiasz się raz na dochodzie a raz majątku. To nie są takie same rzeczy. Albo opodatkujemy dochód (jak jest teraz – zyskują wykazujący niewielki dochód przy ogromnym np. odziedziczonym majątku), albo majątek (i wtedy tracą np. dziedzice – relatywnie niski dochód i wysoki majątek).
          „nie powinno się włączać emerytów do takich rozważań bo oni są już w większości po za „pracą”… są kosztem…” No to nie wliczajmy.
          I wtedy trzeba znowu prowadzić granicę. Co nią jest? Mediana dochodu? Zarabiający 1% powyżej mediany byliby już klasą wyższą.
          Potem zarzucasz mi demagogię bez żadnego powodu (przykład klatki schodowej w kamienicy komunalnej). Ale tak to wygląda. Wspólne czyli niczyje. Właściciel dba.
          Jednocześnie sam popadasz w daleko idącą niekonsekwencję. Np. nieruchomości, ich umowność a zatem opodatkowanie. Klasy niższe podatek katastralny dotknie w sposób ogromny. Znowu podam przykład. Liczby przemawiają najlepiej. Porównam się z innymi. Ja mam 7 nieruchomości. Każda przynosi mi dochód (wzrost wartości lub najem). Jeśli przyjdzie mi zapłacić podatek katastralny 0,5% od nadwyżki ponad 500 tys. zł., to będzie on stanowił 1/200 wartości i 5% dochodu. Znaczną część tego podatku zapłacą zresztą moi najemcy. A teraz weźmy emeryta z Żoliborza. Ma dom wart tyle, co moje 7 nieruchomości, ale dochód z emerytury (optymistycznie) 50 tys. zł. Zapłaci on zatem w podatku katastralnym 15 tys. zł czyli ok. 30% dochodu, no i będzie musiał pozbyć się domu. Jeszcze gorzej wypadnie np. mój sąsiad. Odziedziczył po zmarłych rodzicach dom wart 800 tys. zł. Znajduje się zatem niewątpliwie w klasie niższej, bo utrzymuje się z niskiej renty 1000 zł/miesiąc. Już teraz zbiera stare okna, drzwi, żeby w zimie mieć czym ogrzać budynek. Zapłaciłby 0,5% podatku od 300.000 zł tj. 1500 zł/rok. To 6 razy więcej niż dotychczas i 12,5% b.niskiego dochodu. W praktyce – konieczność opuszczenia ojcowizny. A rolnik? Ma gospodarstwo 12,5 ha niedaleko dużego miasta. Dochód z rolnictwa ma minimalny, a wartość gruntu ogromna – 200 tys./ha (może być i 5 razy tyle). Razem gospodarz zapłaci podatku od 2 mln zł tj. 10.000 zł. Podatek ten „zje” mu całe dopłaty.
          „ciąg dalszy tej demagogii… tu nie chodzi o podważanie czegokolwiek a o to że ktoś kto jest wprost beneficjentem umowy powinien ponieść stosowny koszt funkcjonowania tej umowy… dziś jest dokładnie odwrotnie! stawia się wszystko do góry nogami! tłumaczy się to rzekomą równością 😉 skoro niby mamy identyczny dostęp do usług i świadczeń to ja bogaty i ty biedny powinniśmy płacić tyle samo” Dwie rzeczy. Koszt umowy. I płacenie za usługi. Nieruchomości mają zarówno biedny i bogaty. Powstaje pytanie – ile płacić, za co płacić? Od wartości? 0,5% katastru? Próg zwalniający – liczba nieruchomości, wartość? Zawsze będzie grupa biednych, w którą to uderzy.
          Druga – płacenie za usługi. Wcale nie płacimy tyle samo. Ja np. odprowadzam rocznie 18 tys. składki zdrowotnej, czyli całkiem sporo. Czy otrzymuję za to lepszy dostęp do usług – nie. Czy otrzymuję za to więcej usług – nie. A teraz szkoła dla dzieci. Czy moje dzieci mają lepszy dostęp niż inne, których rodzice płacą 1/4 mojego podatku – nie. Czy jak mnie okradną, będę miał szybciej patrol na miejscu- nie. Płacę zatem więcej, a dostaje tyle samo. I ok, bo to jest solidaryzm. Gdybyśmy mieli państwo w stylu USA, albo np. Tajlandii, to biedny bierze ibuprom, bez recepty, bo nie stać go na lekarza, bogaty ma najlepszą opiekę zdrowotną na świecie (płaci składki prywatnego ubezpieczenia).
          „bo co wspomniane 20% najbiedniejszej części społeczeństwa ma? ile posiada tej umownej wartości? aby płacić koszt jej utrzymania?”
          Ale co znaczy najbiedniejszy, wracamy do pytania. 20% czego – majątku? dochodu? Załóżmy, że dochodu. Rolnicy mają go mało, a są relatywnie najbogatszą grupą w Polsce (pod względem majątku) poza przedsiębiorcami. Ten ich majątek daje po prostu mniejszy dochód od wartości, a poza tym są społecznie użyteczni. W ogóle nie płacą podatku dochodowego. A dochodu? To jest właśnie pułapka Nowego Ładu. Klasa średnia z dużych miast. Wysokie zarobki, ogromne koszty życia (kredyt hipoteczny, prywatny żłobek, bo nie ma miejsca w państwowym) i w efekcie … niski majątek, oraz wysokie podatki w relacji do majątku, i dość wysokie w relacji do dochodu.
          „wracając do klasy średniej to ona jest jak sama wskazuje nazwa łącznikiem między tymi co nie mają i tymi co już mają 😉 więc ma wady klas niższych ale i już uprzywilejowanie klasy wyższej…” Najpierw chciałeś ją całkiem wyeliminować. Teraz twierdzisz, że ma uprzywilejowanie klas wyższych. Nie ma. Już obecnie klasa średnia pracująca, ma podatki jak klasy niższe (procentowo do dochodu), a zero przywilejów.
          „moim zdaniem należałoby zmniejszyć procentowe obciążenie klas niższych kosztem a jak klas wyższych”. Jakim cudem doszliśmy do tej samej konkluzji? Nie wiem. Niemniej jednak cała sztuka polega na tym jak to zrobić. Jak skutecznie opodatkować górne 20%, żeby wspomóc dolne 20% i jednocześnie nie spowodować, żeby dolne 10% z pozostałych 60% przestało się starać?. Moje posty o Polskim Ładzie pokazują jedno – nie odniesie on takiego skutku, bo opodatkujemy wyżej średniaków, zamiast najbogatszych (zarówno pod względem dochodu, jak i majątku).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *