Czy warto budować majątek w oparciu o nieruchomości na kredyt?

W celu przełamania monotonii cyklu „Przeżyć miesiąc za 300 zł” wziąłem się za wpis obiecany w lipcu, a będący polemiką z komentarzem o bezsensie oparcia programu inwestycyjnego o nieruchomości kupowane na kredyt. Ja akurat mam przeciwne zdanie i postaram się wskazać dlaczego.

W jednym z komentarzy przeczytałem, że jak większość ryb poruszam się z nurtem – kupuję nieruchomości na kredyt i mogę, nomen omen, popłynąć, tym razem finansowo. Obiecałem odpowiedź, trochę się zbierałem, ale jest.

Z komentarzem nie zgadzam się fundamentalnie. Po pierwsze, zakup  kolejnych nieruchomości na kredyt, nie jest płynięciem z głównym nurtem, albowiem większość klasy średniej … działa zupełnie inaczej – wydając 90% swoich dochodów, co powoduje, że nie mają z czego inwestować.  Obserwuję próbę wielu osób, różnie sytuowanych, mniej więcej w moim wieku,  i zauważam pewną prawidłowość.

Pierwsze małe mieszkanie kupione przez rodziców, ew. z ich znaczną pomocą, ew. za pieniądze przywiezione z pracy zagranicznej to najczęstszy model. Mniejszość nadal wynajmuje lub mieszka z rodzicami lub kupiła za pieniądze zarobione z działalności gospodarczej lub zaczęła od razu od domu.

Następnie (ok. 35 r.ż) przejście „na wyższy level” – dom ew. duże mieszkanie. Lepiej sytuowani kupują na kredyt a stare mieszkanie wynajmują. Gorzej zarabiający (znowu większość z większości) sprzedaje mieszkanie, żeby kupić większe lub dom.  Znowu mniejszość została na etapie pierwszym (czyli nie zmieniła dotychczas pierwszego lokum).

Posiadane przeze mnie obecnie 2 domy, 3 mieszkania i 2 działki budowlane + pewne oszczędności w gotówce,  z kredytami o równowartości najmniejszego mieszkania, lokują mnie zasadniczo poza głównym nurtem.

Ale tyle o mnie, teraz czas na rozważania ogólne.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że w okresie ostatnich 30-20-10 lat nieruchomości zyskały na wartości i to znacznie. Podam dwa przykłady. W roku 2001 mogłem kupić mieszkanie w „moim miejscu w górach” za 50 tys. zł.  W 2006 kupiłem je (przeliczając powierzchnię) za 108 tys. zł. W 2007 r. sprzedałem (znowu przeliczenie), za 200 tys.  Wyremontowane podobne kupiłem w 2017 r. za 200 tys. Dzisiaj dałbym radę sprzedać za 270 tys. Oznacza to zwrot:

  • 440% w ciągu 19 lat,
  • 155%  w ciągu 14 lat,
  • 35%  w ciągu 3 i 13 lat,
  • prawie 100% w najlepszym roku (przełom 2006 i 2007 r.),
  • okres spadkowo-stabilny – 10 lat (2007 – 2017).

To potwierdza sens długoterminowej inwestycji w nie.

Dodatkowo, okresy spadków w długim okresie (czyli nie tylko 30 lat ale  100, 200)  są krótkie i związane z wydarzeniami nadzwyczajnymi (mega kryzys, wojna).  Porównując je z innymi popularnymi aktywami (akcje, jednostki funduszy, obligacje, oszczędności w banku), tracono wtedy  znacznie więcej (ile dzisiaj kosztują uważane za stabilne obligacje Cesarstwa Rosyjskiego lub przedwojenne akcje np. Giesche?).

Po drugie, inwestowanie w  nieruchomości niejedno ma imię. Są działki rolne (moja ciotka,”żeby mieć widok”, kupiła w 2000 r. 3 ha ziemi rolnej za 24 tys. zł, teraz są warte ok. 200 tys.), działki rolne w celu przekształcenia, działki budowlane do podziału na mniejsze i zabudowy, działki rekreacyjne, lokale mieszkalne, użytkowe, udziały w akademikach, trzymane latami rezydencje, pokoje hotelowe, flipy itd. itp. Znam osoby działające w każdym z tych sektorów. Ci którzy kupili ziemię rolną od państwa, na kredyt (często w ilościach 100-500 ha), denominowany w cenie zboża, wygrali życie.  Nie widzę (poza własną firmą, która wymaga predyspozycji, ogromnego ryzyka) szansy zrobienia podobnego interesu. Znam fliperów zarabiających po 40% na każdym flipie (3-4 w roku) wkładając sporo pracy własnej,  ryzykując (np. mieszkania zadłużone, z trudnymi lokatorami).  Wreszcie, większość majątków milionerów, opisanych w moim cyklu, pochodzi z inwestowania w nieruchomości oszczędności lub zysków z firm.

Po czwarte, kredyt hipoteczny to najtańsze pieniądze na rynku, znacznie poniżej stóp zwrotu (teraz w jednym  mam stopę oprocentowania 1,74% – tak, i są to złotówki) , na drogie aktywa, na które inaczej zbierano by latami, a pozwalają zarobić już dziś. Znowu sięgnę do przykładu, pomijając sytuację historyczne.

Załóżmy, że dzisiaj mamy mieszkanie, kupione bez kredytu – czyste. Mamy też oszczędności na poziomie 100 tys. zł (co da się zrobić w klasie średniej). Jesteśmy np. nauczycielem historii, lekarzem, urzędnikiem i nigdy nie prowadziliśmy firmy – całe życie na etacie. Jakie mamy opcje?

  • włożyć do banku na 1%, kupić obligacje. Bez sensu. Inflacja jest wyższa.
  • założyć firmę. Łatwo utopić, bo się nie znamy, nie każdy też ma predyspozycje.
  • zainwestować w akcje, fundusze inwestycyjne. No tu mamy potencjalne zyski (przecież ktoś kupił KGHM za 20 zł, i przez naście lat zainkasował pięciokrotną cenę w dywidendzie, nadal mając akcje za ok. 100 zł, ktoś inny CD Projekt po debiucie), ale i straty na poziomie do 70% kapitału w ciągu roku, dwóch (co najmniej 4 takie spadki w ciągu 27 lat), a nawet w przypadku pecha 100% (spółki, które zbankrutowały).
  • kupić 2 garaże za gotówkę i pobierać czynsze. Niegłupie, na moim osiedlu dochód na poziomie 5,5% kapitału.
  • dobrać 250 tys. kredytu i kupić mieszkanie, które wynajmiemy za 2000 zł, płacąc raty przez 20 lat na poziomie 1500 zł i 200 zł opłat). Mamy 20% zapasu (na wzrost raty, na remonty) i jakie scenariusze przed sobą.  Albo nieruchomości wzrosną w cenie – niech będzie średnio  5 % rocznie. Wtedy za 20 lat mamy spłacony kredyt i mieszkanie warte 700 tys. ówczesnych złotych (niech będzie –  350 tys. obecnych). Albo przyjdzie wojna, w blok uderzy bomba i g… mamy, a nawet mniej (bo zostaje kredyt) . Albo nastąpi skokowy wzrost i sprzedamy z zyskiem za 3 lata (jak ja mogę zrobić z mieszkaniem w górach). Albo nastąpi spadek o 10-20-30% i wtedy spadają czynsze (tracimy całą poduszkę bezpieczeństwa) i po 20 latach mamy spłacone mieszkanie. Albo nasz socjalistyczny rząd wprowadza domiar od mieszkań, zabiera drugie nieruchomości burżujom i… podobnie jak w przypadku wojny.  Albo raty kredytów pójdą dramatycznie w górę i … sprzedajemy realizując stratę. No dobrze, zastanówmy się nad prawdopodobieństwem każdego z tych scenariuszy. Patrząc historycznie, mamy 80% szans na wygraną i 20% na porażkę, przy czym 10% to strata 70% kapitału (tych 100 tys.), a w 10% więcej niż zainwestowaliśmy (to wojna i powszechne wywłaszczenie). Tu przydaje się stoicki spokój i żart sprzed blisko stu lat.

Do rabina przychodzi Icek i rozmawiają.

Icek: Rabbi, jak tak Ciebie szanuję i ufam Tobie, dlatego chciałbym Ci powierzyć moje oszczędności – całe 1000 zł.

Rabin: Icek, Ty idź do banku, tam złóż swoje pieniądze.

Icek: A jak ten bank zbankrutuje?

Rabin: Nie, zbankrutuje. Za nim stoją trzy inne banki.

Icek: A jak te trzy banki zbankrutują?

Rabin: Za nimi stoi państwo. Ono gwarantuje Twoje 1000 zł.

Icek: A jak to państwo zbankrutuje?

Rabin: Za nim stoją inne państwa.

Icek: A jak te inne państwa zbankrutują?

Rabin: Jak te wszystkie państwa zbankrutują, to Tobie Icek będzie żal głupie 1000 zł?

Krótko mówiąc jest inwestycja jest ryzyko, ale i szansa na wygraną. Kto się boi idzie do banku (i traci, bo bilans inflacja/oprocentowanie). Kto ma umiejętności, czas, predyspozycje, zakłada wielką firmę.

19 przemyśleń nt. „Czy warto budować majątek w oparciu o nieruchomości na kredyt?”

  1. Gratuluje portfela nieruchomości. Z drugiej strony chciałbym zapytać o brak konsekwencji. domy, mieszkania, działki … to zaplanowana strategia czy tak wyszlo?

    1. Strategia jest prosta i właśnie taka dla milionera z klasy średniej tzn. wykonującego na 100% zupełnie inny zawód – kupować poniżej aktualnej wartości w momencie, kiedy są szanse na wzrost ceny. To wręcz ordynarnie prymitywny sposób działania – zbierać pieniądze, budować zdolność kredytową, a kiedy otwiera się okienko iść na rynek i kupować w takich cenach, żeby na pewno nie stracić. I pilnować dobrej lokalizacji. Przy czym ten timing zasadniczo mi się udaje, a i ceny trafiam okazyjne (tj. minimum 20-30% poniżej rynku).
      Tym sposobem osiągam coś w rodzaju ograniczonej dywersyfikacji. Bo ziemia drożała cały czas, wtedy zyskiwały działki. Potem popularne były mieszkania. A są momenty, że otwiera się popyt na domy.

      1. ok, rozumiem podejscie. całkiem rozsadne 😉
        ja skupilem sie na mieszkaniach na wynajem. ziemie chyba przegapilem juz na dobre, nie kupilem a teraz drogawo już. Chociaz sa jeszcze rejony gdzie mozna bardzo tanio kupic i moze kiedys sprzedac z zyskiem.

        A co myslisz nt. mieszkań / domów w atrakcyjnych ale nieodkrytych miejscach Polski? Sopot czy Wladyslawowo drogie ale sa piekne miejsca gdzie jeszcze jest taniej. a Polska piekna, coraz bogatsza, drogi coraz lepsze … latwo np. z Niemiec na emeryturę przyjechac. A wtedy bedzie drozej juz.

        1. Ziemia w pewnych warunkach nadal się opłaca (np. rolna pod przekształcenie), podobnie jak te domy. Jest tylko jedno „ale” – ryzyko. Może się okazać, że zostaniesz z niesprzedawalnym domem, bo źle ocenisz potencjał okolicy.
          Ale np. takie Bieszczady czy Sudety. Kto parę lat temu kupił tam nieruchomość – wygrał. Teraz jest moda np. na Podlasie.

  2. Tak, tak. A potem najemca przestaje płacić i się Pan bawi (wypowiedzenie umowy najmu, sprawa o eksmisję – pierwsza i druga instancja, komornik, itd. itp.).
    Cięzka sprawa z tym inwestowaniem, taka prawda. Dotąd trzymałem wszystkie oszczędności w banku, teraz większość w obligacjach 4 letnich indeksowanych inflacją (mieszkania nie mam, od kilku lat wynajmuję kawalerkę) , a w styczniu 8 % kapitału wpakowałem w giełdę – na razie stopa zwrotu z tej części to ok. 47 %, ale to po prostu fart. Tak samo, jak ci co pupili te hektary na kredyt – mieli farta i tyle. Inna rzecz, że jak się nie inwestuje, to nie ma się szans na takiego farta… W każdym razie pieniądze szcześcia i tak nie dają, więc nie warto się nimi aż tak przejmować.

    1. Po kolei. Z mieszkaniem na wynajem jest dużo roboty, to fakt. I zysk na poziomie 5,5% średnio + ewentualny wzrost wartości. Ciekawym ile można dostać z obligacji? Bo przy obecnej oficjalnej inflacji trudno chyba z tego żyć.
      Co do giełdy. Polecam. Mądry dobór i strategia Buffeta (nie trading, ale zakup i trzymanie) da zarobić.
      Ziemia. To nie był fart tylko przewidzenie okoliczności. Niska cena + dopłaty = wzrost wartości.

    2. Piotr, z wpisu wnioskuję, że nie zajmujesz sie wynajmowaniem mieszkań a jednak masz negatywną opinie nt. tego typu dzialalnosci.
      Stereotypy wg mnie. Ja sie tym zajmuje od ponad 7 lat i nie potwierdzam obiegowej opinii. Oczywiscie, ze jest to poniekąd praca. Oczywiscie, ze trzeba sie na tym znać jak na każdej innej dzialalnosci … ale ogolnie poza gielda (dokladnie jak napisal Oszczedny, jako sposób budowania majątku (Buffet), nie day-trading) to nie znajduje obecnie innego sposobu aby w tak bezpieczny i skuteczny sposób budować wartość posiadanego majątku.

      Trzymam kciuki za gielde. Sam w trakcie najwiekszej paniki covidowej poczynilem pewne inwestycje.

      pozdrawiam

      1. Gratuluję nowych inwestycji. Ja czekałem aż spadek będzie jeszcze większy, a rynek w pewnym momencie się podniósł i tym razem nic nie kupiłem.

  3. 2,4 % w pierwszym roku, od drugiego roku inflacja za poprzedni rok + 1,25 % (niestety już od maja warunki duzo gorsze).
    Nic się de facto realnie nie zarobi, ale też nic z tym robić nie trzeba.
    Akurat teraz realizuje bardziej strategie Fishera – inwestowania we wzrost. Co ciekawe, gdybym od stycznia nic nie robił, miałbym stope zwrotu w granicach 150 – 200 %. Niestety w połowie marca nie wytrzymałem ciśnienia i zacząłem kombiniwac, bawić się daytrading itp, i dopiero po pewnym czasie powróciłem do poorzednuego portfela spółek, niestety odkupując je dużo drożej.
    Niby ma Pan rację z ta ziemią, ale nie tak do końca. Gdyby było oczywiste, że ceny wzrosną, to przecież powinny one wzrosnąć juz od razu wtedy, gdy było to oczywiste…
    A nigdy nie miał Pan problemów z najemcami? Po to jest chyba najwieksze ryzyko w przypadku mieszkań na wynajem…

    1. Trzymanie ciśnienia to najtrudniejsza sprawa w przypadku inwestowania (głównie w giełdę). Zasada nr 1 brzmi w tym przypadku – nie inwestuj więcej niż możesz stracić. Ja tak jak funboy, staram się raczej dokupować, gdy inni panikują.
      Co do ziemi. Że wzrośnie było oczywiste, nikt jednak nie znał skali. W moim regionie ceny działek budowlanych wzrosły 4-5 krotnie, na przestrzeni 15-stu lat, a ziemi rolnej 10-krotnie. Wzrost cen mieszkań w tym samym okresie to „tylko” 120%.
      Problemom z najemcami poświęcę oddzielny wpis.

  4. W przypadku giełdy jest jeszcze jedna kwestia, którą warto mieć na uwadze. Znam osoby, które przejściowo miały bardzo dobre wyniki inwestycyjne. Przychodził jednak taki moment, że albo passa się odwracała, albo rosnąca kwota na giełdzie powodowała, że zaczynali inwestować dużo bardziej konserwatywnie. Inwestując niewielką część kapitału można ryzykować i można mieć niezły wynik. Trzeba jednak te wyniki powtarzać później wielokrotnie. Jest ryzyko, że 10 czy 100 decyzja inwestycyjna może wyzerować nasz kapitał. Nawet przy dywesyfikacji może go bardzo uszczuplić. Duża dywersyfikacja powoduje jednak, że trudno o wynik plus 150%.

    W przypadku nieruchomości trzeba dokonać naprawdę złego zakupu, żeby stracić znaczną część kapitału.

    Ja osobiście również dokonałem covidowych długoterminowych zakupów na GPW. Niemniej jednak nieruchomości są u mnie podstawą strategii.

    Pozdrawiam
    Eryk

    1. Właśnie ja inwestuję dosyć konserwatywnie. I dzięki temu żadna decyzja inwestycyjna nie zeruje mojego kapitału. Po osiągnięciu docelowej dywersyfikacji w najgorszym momencie mogę stracić 30% kapitału, ale to będzie faktycznie „czarna godzina”. Dzięki zakupowi w głębokich dołkach – praktycznie nierealna.
      Tylko, że ja czekam czasami z inwestycją i pięć lat.

  5. tak czy inaczej kupując nieruchomość ciągle mamy tą sama wartość… wartość ciągle tej samej nieruchomości… tak na prawdę ludzie unikają inflacji kupując nieruchomości… co innego jest inwestowanie w nieruchomości z pewną dozą spekulacji ale to już jak wiemy potrafią nieliczni… łatwiej zauważyć inflację porównując cenę nieruchomości względem dochodu przyjmując że dochód niezależnie od kwoty zawsze jest 100% jak na to tak spojrzymy to nieruchomości już takie fajne nie są… jak kiedyś musiałeś przeznaczyć powiedzmy 100 pensji tak dziś takie samo mieszkanie kosztuje tych pensji znacznie mniej przy znacznie niższym koszcie kapitału… więc? czy to jest zysk?
    większość ludzi nie potrafi spekulować… nie potrafią ludzie wyciskać ostatnich soków ze swoich inwestycji… to potrafią tylko jednostki… trudno więc mówić o jakiś przewagach nieruchomości w inwestowaniu dla przeciętnego człowieka o przeciętnych zdolnościach inwestycyjnych…

    1. Zupełnie nie zgadzam się z tezą, że nieruchomość kosztuje 100 pensji dawniej i dzisiaj. Podam prosty przykład. Kiedy zaczynałem pracę mieszkanie w moim mieście kosztowało 1700 zł/m2, ziemia rolna 4-5 tys. za ha, pracownik z pewnym doświadczeniem dostawał ok. 1500 zł pensji (brutto). Obecnie, po 20 latach, m2 mieszkania to 6500 zł, ha ziemi rolnej 40-50 tys., pensja w tym samym zakładzie pracy wynosi 3200 zł. Czyli mieszkanie zdrożało o 300 %, ziemia rolna o 900%, a pensja wzrosła o 110%.
      Spekulacja. Jestem jej przeciwnikiem, właśnie z tej przyczyny, że większość nie potrafi jej przeprowadzić. Poza tym często staje się pełnoetatowym zajęciem i wymaga sporego kapitału. Znowu – staje się niedostępna dla 95% ludzi. A ten blog, w założeniu, miał pokazać, jak z przeciętnego dochodu i prostymi metodami stać się milionerem.

      1. nie 100 pensji a nawet mniej! tyle że porównywanie rynku do początku lat 2k jest takim samym błędem jak liczenie zysku/strat od niedawnego szczytu… i od razu napiszę że inaczej rozumiemy słowo spekulacja… ja ją rozumiem jako przewidywanie zachować rynku czyli spekuluję że będzie tak a nie inaczej… czyli wg tego ty też milionerze spekulujesz… tu
        https://www.bankier.pl/gospodarka/wskazniki-makroekonomiczne/przecietne-wynagrodzenie-pol
        średnia pensja na przestrzeni lat… gdy przyłożysz do tego średnie ceny nieruchomości już tak kolorowo nie jest! całkiem prosto jest wytłumaczyć dlaczego ziemia rolna zdrożała tym że pojawił się z niej większy dochód (weszły unijne dopłaty) gdyby te dopłaty utrzymały się w dłuższym terminie to rynek dość szybko skonsumuje to w cenie ziemi i to widać po spadku dynamiki wzrostu ceny… twój lokalny rynek może zachowywać się inaczej z wielu przyczyn choćby ze wzrostem średnich wynagrodzeń w regionie a nie w jednej firmie czy znaczący spadek bezrobocia (więcej rodzin gdzie oboje pracują) czy może nawet dodatkowy dochód z najmu tak krótkoterminowego jak i długoterminowego (jakieś duże inwestycje w okolicy lub turystyka) ale to jest spekulacja! ja jestem zdania że w kolejnym pokoleniu(wspomniane 20 lat) ceny nieruchomości nie będą rosły szybciej niż płace… to też spekulowanie jakby nie było… a co do tych parametrów które podałeś to w sytuacji gdy cena metra mieszkania jest wyraźnie wyższa od dwóch pensji to rynek jest przewartościowany! i to bardzo mocno… bo 3200 to ile to netto? ze 2500? razy dwa to da ok 5000 a 30 procent z tego to ok 1500 zł (wszystko to szacunek dlatego piszę około) czyli coś trochę powyżej 300 tyś zł jest sufitem ceny dla takiej rodziny… powyżej grozi po prostu bankructwem przy zmianie stopy procentowej… dziś już mamy najniższe raty spaść już nie ma prawie z czego a wzrosnąć ma i to dużo! i ty milionerze piszesz że spekulacja jest be 😉 no trzeba spekulować jak zachować może się rynek w przyszłości!

        na koniec kupujesz np mieszkanie i je posiadasz powiedzmy 10 lat… po tym okresie spekulujesz że ceny osiągnęły szczyt i sprzedajesz mieszkanie… i co? otrzymujesz dokładnie taką samą kwotę jaka pozwoli ci kupić podobne mieszkanie do tego które sprzedałeś… gdzie tu realny zysk na takiej operacji? tylko liczony pierdyrialami cebulionów i nic więcej… to tak jak ze złotem! kupując kilogram złota zawsze masz wartość kilograma złota! niezależnie od tego jak zmieniła się cena wyrażona cebulionami… oczywiście cena ta porusza się w pewnym kanale i można zyskiwać kupując na dnie tego kanału a sprzedając na szczycie ale jak wiesz jest to już spekulacja… trochę to takie jak to w zagadce co jest cięższe kilogram metalu czy kilogram pierza…

        1. Przy takiej definicji słowa spekulacja …. wszyscy jesteśmy spekulantami. Nawet ktoś, kto kupuje dzisiaj mieszkanie, bo w banku dostaje 1% odsetek.
          Co do przewartościowania mieszkań. Oczywiście, że się zgadzam, tylko jakoś Pan Rynek nie chce mnie słuchać. Pisałem już o „przeciętnej młodej rodzinie” i ich dylematach mieszkaniowych. Pensje ok. 6000 zł netto na dwie osoby (50-60m2), rata ok. 2000 zł, a trzeba jeszcze naskładać na wkład własny. Teoretycznie – powinno p….ć, ale okazuje się, że zakupy dokonywane są w gotówce, przez ludzi którzy wycofują ją z banków. A młodzi…kupili jeszcze w marcu, teraz mają problem z tym tanim kredytem, żeby go w ogóle dostać.
          Co do „realnego zysku”. Ty patrzysz z innej pozycji. Przeciętna większość w ogóle go nie szuka. Porusza się w triadzie dostępnych środków: nieruchomości, lokaty/obligacje, fundusze/akcje. Akcje niepewne, lokaty dają marne 1%, pozostają nieruchomości. Tu nie ma znaczenia zysk realny, tylko alternatywny.

          1. o o teraz to szczena mi opadła bo generalnie się niemal w całości zgadzamy…
            gdy inwestujemy powinniśmy mieć świadomość tego co robimy 😉 czyli również tego że przewidując cokolwiek po prostu spekulujemy… i nie chodzi mi tu o pejoratywne znaczenie tego słowa „spekulant” a o fakt… inaczej mając świadomość tego co robimy(spekulujemy) łatwiej nam uważam nabrać dystansu do własnych założeń(spekulacji) żeby nie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku 😉 bo np miało rosnąć…
            każdy lokalny rynek nieruchomości jest inny… u mnie na mojej „wsi” ceny są niższe a dochody tubylców wyższe… nie ma na to prostej reguły…
            co do okazji inwestycyjnych to one ujawniają się „opinii publicznej” dopiero po fakcie a w najlepszym przypadku w ostatniej fazie wzrostu… to dlatego wielu ludzi wchodzi przy szczycie cen… dlatego w inwestowaniu przydaje się owe spekulowanie by w miarę możliwości gdzieś coś ugrać dla siebie…
            też mam nieruchomości i nie odradzam ich zakupu ale trzeba mieć świadomość że one mają też swoje wady! musimy być świadomi tego co robimy po prostu… największe pieniądze na nieruchomościach są także na spekulacji nimi choćby zakup bezwartościowych gruntów rolnych (jakieś nieużytki ostatniej klasy) i choćby duża inwestycja na tym terenie przez jakąś wielką światową firmę… czy też przekształcenie na działki budowlane czy może jakieś inwestycje infrastrukturalne… jest tego sporo do spekulowania tyle że dla szaraczka to zwykły traf a dla innych „informacje poufne”

          2. Otóż to – trzeba się trochę znać. Mojemu klientowi zaoferowano ostatnio działkę bursztynonośną za „okazyjną” cenę 400 tys. zł/ha. Kiedy zrobiłem mu analizę wyszło, że nasz genialny rząd szykuje podatek 300 zł/kg bursztynu (teraz 10 zł/kg), a cena zbywcza wydobytego surowca z tego złoża to 300 zł. Oczywiście kwitnie przemyt z Ukrainy i Rosji. No i to co teraz jeszcze z biedą się zamyka, za pół roku może być warte tyle ile cena gruntu słabej klasy.
            Najwięcej zarabia się na pomysłach i znajomościach. Np. zakup działki pod tereny sportowe, przekształcenie i zysk 1000%. Budowa budynku gospodarczego na działce rolnej na zgłoszenie, zmiana sposobu użytkowania i… mamy dom mieszkalny (cena działki to 1/5). W pierwszym przypadku trzeba mieć ostre plecy, w drugim wystarczy kombinacja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *