Zmiana samochodu. Jak przejść ją bezboleśnie.

Od pewnego czasu po głowie chodziła mi zmiana auta. Było to spowodowane kilkoma czynnikami: coraz większymi przebiegami, prośbami żony, zauważalną niepraktycznością mojego Porsche. Kiedy zbiegły się te trzy przyczyny, została podjęta decyzja – Porsche sprzedajemy, a szukamy czegoś nowego. W efekcie powstał ten mini-przewodnik.

Najpierw określ swoje potrzeby.

Przy każdym zakupie, nie tylko samochodu, analiza potrzeb to pierwszy i kluczowy etap. Pominięcie go (i np. kupowanie wyłącznie kryteriami wizualnymi) kończy się najczęściej wielkimi problemami i niezadowoleniem. Lepiej więc odrobić pracę domową. U mnie wyglądało to tak. Jak wiecie cztery lata temu kupiłem salonowego Hyundaia I30 z niewielkim benzynowym silnikiem z zamiarem (realizowanym przez 3 lata) przejeżdżania rocznie 10-12 tys. km. Drugim autem był Porsche Boxster do reprezentacji (pomimo swoich 18 lat)  i zabawy z planowanymi przebiegami do 2 tys. km rocznie. W 2017 i 2018 roku w naszym życiu zaszły dwie zmiany zwiększające roczny przebieg do blisko 30 tys. km rocznie: zakup „mojego miejsca w górach” oraz nauka syna w szkole sportowej 300 km od domu i powołanie go do reprezentacji Polski juniorów. Roczna próba sił z wykorzystaniem istniejących środków transportu prowadziła do następujących wniosków:

  1. Potrzebujemy dwóch aut zdolnych do pokonania bez zmęczenia kierowcy, w gronie 3 osób ok. 600-700 km, dwa razy w miesiącu. Porsche Boxster z uwagi na głośny silnik umieszczony centralnie i dwa miejsca zupełnie się do tego nie nadawał. Hyundai I30 przy przebiegu 30 tys. km rocznie zostałby kompletnie zajeżdżony w krótkim czasie, ale jako jeden z dwóch sprawdzi się doskonale.
  2. Szukamy auta palącego jak najmniej i nadającego się jednocześnie do jazdy po mieście lub dojeżdżania na dłuższych dystansach.
  3. Ma być ładne (tj. podobać się żonie, bo to będzie jej samochód) i możliwe do pokazania klientowi (kiedy wezmę je ja).
  4. Koszty eksploatacji nie mogą być wysokie (spalanie, utrata wartości, ubezpieczenia itp.).
  5. Spora bezawaryjność to konieczność (niskie koszty napraw i przeglądów), podobnie jak tanie i typowe części (nie chcemy miesiącami czekać na sprowadzenie np. lampy).

Tak właśnie wyglądała nasza analiza potrzeb. Hyundai miał zostać, szukaliśmy zastępcy dla Porsche na najbliższe 10 lat.

 Następnie przeprowadź analizę rynku.

Jak zauważyliście mam bzika na punkcie samochodów. Czytam o nich bardzo wiele (blogi, testy, gazety), ale decydujące słowo powiedziała również moja żona. Nie chciała Skody, ani żadnego nudnego samochodu. To wykluczało drugiego Hyundaia. Ja z kolei po negatywnych doświadczeniach i lekturze eliminowałem Peugeota, Citroena, Renaulta (słabe zawieszenia, marny serwis, niektóre części drogie, duże ryzyko poważnych awarii, spora utrata wartości). Na placu boju pozostały więc Seat Leon (ładny, zrywny, sprawdzona technika), Volkswagen New Beetle (Volkswagen Golf  z pięknym nadwoziem), Fiaty, Alfa Romeo Giulietta. Zależało mi na aucie niesprowadzonym (tzw. z polskiego salonu), bez poważnych przejść, z przebiegiem do 100 tys. km (benzyna) lub 150 tys. km (diesel). Dopuszczaliśmy też auto nowe.  A oto szczegóły analizy rynku.

Wymagane cechyFiat 500Volkswagen BeetleSeat LeonAlfa Romeo GiuliettaVolvo c30Fiat Panda
Ekonomiczny i sprawdzony silnikTak. Jednostki 1.2 benzyna (z możliwością gazu), 1.3 diesel1.9 TDI oraz 1.6 benzyna (możliwość gazu).1.6, 1.9 TDI oraz 1.6 a także 1.0, 1.2 TSI benzyna (możliwość gazu).1.4 TB benzyna oraz wszystkie z serii Multijet (diesel)1.6, 2.0 HDiTak. Jednostki 1.2 benzyna (z możliwością gazu), 1.3 diesel
Prosta konstrukcjaTAKTAKTAKTAKTAKTAK
Dostępne i tanie częściTAKTAK, z wyjątkiem blacharskichTAKTAK, te które pasują z FiataTAK, z wyjątkiem oryginalnych VOLVOTAK
Duży wybór aut w dobrym stanie (przebieg, z Polski) TAKNIE TAKTAK (liczni pasjonaci marki)NIETAK
Ładny i reprezentacyjnyTAKTAKNiereprezentacyjnyTAKTAKNie
Bezawaryjność TAKTAKTAKTAKTAKTAK
Niewielka utrata wartościTAK TAK (auta stare)TAKTAK (o dziwo!)TAKTAK

Zdecyduj się na markę i model

Po przeprowadzeniu analizy rynku wynik mógł być tylko jeden, potwierdzający tylko wybór żony – Fiat 500. Dlaczego? Jest ładny, temu nie da się zaprzeczyć, a kobiety kupują auta oczami.  Ma prostą konstrukcję opartą na mniejszej Pandzie, części są tanie i łatwo dostępne, więc każdy mechanik podejmie się naprawy. Na rynku można trafić sporo egzemplarzy z polskiego salonu, w dodatku nieźle wyposażonych. Utrata wartości nie jest wielka (auta 10-letnie wystawia się za 16-17 tys. zł, nowe można kupić za 37 tys. w promocji). Silniki są super albo mała benzynka, akceptująca gaz, albo diesel. I w jednym i w drugim koszt przejechania 100 km wypada zachęcająco.

Poszukaj konkretnego egzemplarza, zgodnego z Twoimi założeniami i… kup go

Moje założenia zakupowe były krótkie – nowy lub spełniający wymogi używany. Najpierw w tzw. Noc Cudów udałem się do salonu Fiata. Okazało się, że dostępny egzemplarz podstawowej wersji benzynowej można mieć za 36 tys. zł. Następnie znalazłem dwa używane egzemplarze na OLX – oba pochodziły od prywatnych właścicieli. Pierwszym była wersja kabriolet (500c) z przebiegiem 93 tys. zł za 18 tys.  zł pochodząca z 2010 r. z silnikiem benzynowym 1,2 i gazem, drugim diesel z 2008 r. o przebiegu 115 tys. km za 13,5 tys. zł. . Przeprowadziłem kalkulację, z której wynikało iż bardziej opłaca się kupić samochód używany. Model kabriolet (żona taki chciała) sprzedał się zanim dojechałem do Warszawy, gdzie stał. Na placu boju pozostał diesel. Pojechaliśmy go obejrzeć i po targowaniu (kupiony za 12 tys.) wróciłem nim do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *