Ceny ostro w górę. Ruszyła inflacja.

Każdy robiący zakupy zauważa wzrost cen.  Publiczna telewizja próbuje jeszcze zakrzywiać rzeczywistość, ale z faktami trudno dyskutować. Wiele produktów drastycznie zdrożało. Pokazują to nawet oficjalne wskaźniki (inflacja w kwietniu – najwyższa od wielu lat). Jak to wygląda w szczegółach?

Portale internetowe prześcigają się w newsach – kapusta zdrożała o ponad 500% (tak jest droższa 5 krotnie niż w ubiegłym roku), pietruszka kosztuje 20 zł/kg (to właśnie pietruszce poświęcony był materiał TV, przekonujący, że kosztuje tyle samo, a do tej pory jako pietruszkę wciskano nam…pasternak), czereśnie na poczatku sezonu prawie 70 zł/kg.  Czy warto temu wierzyć bezkrytycznie? Oczywiście – nie. Ale i fakty nie wyglądają różowo.

Warzywa.

Podrożały i to znacznie. Zwłaszcza korzeniowe. Marchewka, która jeszcze całkiem niedawno była dostępna za 2 zł, teraz kosztuje 4 zł/kg. Ziemniaki także podrożały dwukrotnie. Zauważalnie droższe (kilkadziesiąt procent) są pomidory, szparagi.

Mięso.

Jeszcze w lutym kupowałem szynkę (mięso) czy karkówkę za 11-12 zł.  Skok cen nastąpił przed Wielkanocą. Teraz kg karkówki kosztuje w tym samym sklepie już 17 zł. Droższy jest też schab (20 zamiast 17 zł).

Benzyna.

Całkiem niedawno tankowałem się po 4,5 zł/l, potem była bariera 5 zł/l, obecnie ceny oscylują wokół 5,25 zł/l i to jest tania stacja. Wzrost cen paliwa przekłada się na inflację w najwyższym stopniu – wszystko trzeba transportować. Dlatego musi być drożej.

Usługi.

Wzrosły pensja minimalna i średnia. A to oznacza wzrost cen usług. Moja księgowa, której płaciłem 200 zł teraz żąda 250 zł. Zmiana opon kosztowała mnie 20 zł drożej niż w ubiegłym roku.  Fryzjer podrożał z 15 zł do 20 zł. Przyznaję – ja sam podniosłem ceny o 20% i zrobiłem to po raz pierwszy od 10 lat.

Mieszkania i domy.

Dla młodych ludzi ten wzrost jest najstraszniejszy. Od stycznia mieszkania w wielkich miastach podrożały średnio o 10%. Co to znaczy?  Płacimy za nie kilkadziesiąt tysięcy więcej. Podrożał również wynajem.

Podam tylko trzy przykłady zmiany cen nieruchomości.

W centrum mojego miasta, w kamienicy w której posiadam biuro firmy, 1.5 roku temu sprzedano mieszkanie w cenie 4800 zł/m2. Ostatnia transakcja (z kwietnia) – 6000 zł/m2 mieszkania do kapitalnego remontu.

Pod koniec 2017 r. kupiłem mieszkanie w górach. Kosztowało mnie 200 tys. zł. Teraz z rynku zniknęły wszystkie podobne (to mała miejscowość, ale zawsze wisiały na portalach 3-4 ogłoszenia). Ceny transakcyjne pow. 250 tys. zł.

Mój brat sprzedawał dom – ok. 22 km od centrum dużego miasta. 4 lata temu wystawił za 300 tys. i cisza. Teraz w ciągu 2 tygodni miał 3 kupców i jeden z nich wziął bez targowania za prawie 400 tys. zł.

Wakacje.

Ceny w mojej górskiej miejscowości także poszły  nomen omen w górę. Dwa lata temu cena 40 zł/osobę była standardem. Teraz 50 zł/osobę nie jest niczym nadzwyczajnym.

Konkluzja.

GUS próbuje nas przekonać, że inflacja wyniosła 2% rok do roku (to i tak znacznie więcej niż dotychczas), jednak mój najprostszy miernik (wartość koszyka w dyskoncie) oraz wzrost cen dóbr i usług z których korzystam, wskazuje, że jest drożej o ok. 10%. To już całkiem sporo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *