Samowystarczalność energetyczna – czy to w ogóle jest możliwe?

Kiedy czytam artykuły w internecie, samowystarczalność energetyczna wydaje mi się albo rzeczą dziecinnie prostą, albo przeciwnie – zupełną fanaberią. W środku znajdują się rozważania osób, które osiągnęły ją drastycznie ograniczając potrzeby – tj. zakładając zużycie na poziomie ok. 1 KWh dziennie. Zupełnie nie o to mi chodzi. A więc o co?

Samowystarczalność energetyczną rozumiem jako realną szansę na niekupowanie energii ze źródeł zewnętrznych przy normalnych, chociaż oszczędnym korzystaniu. Energia ta to:

  • ogrzewanie dachu nad głową,
  • podgrzewanie posiłków i ciepłej wody użytkowej, prąd do oświetlenia i urządzeń domowych.

Mój eksperyment „życia za pensję minimalną” pokazał, że potrzebuję około:

  • ok. 2 KWh energii elektrycznej dziennie dla siebie,
  • ok. 15 KWh energii elektrycznej dziennie dla całej rodziny,
  • ok. 7.000 KWh energii na ogrzanie mieszkania,
  • ok. 15.000 KWh energii na ogrzanie domu.

Powstają zatem dwa problemy:

  1. jak wytworzyć taką ilość energii.
  2. ile to będzie kosztować.

I jeśli chcę myśleć o samowystarczalności muszę obydwa rozwiązać.

Pierwszy wydaje się prostszy, przynajmniej jeśli chodzi o prąd. Potrzebuję odpowiednio silnych paneli fotowoltaicznych. Aby wyprodukować 2 KWh energii elektrycznej muszę mieć 5 m2 paneli (koszt ok. 8000 zł), jeśli planuję 15 KWh energii dziennie (ok. 5000 KWh rocznie) , liczba paneli wzrasta do prawie 30 m2, a koszt instalacji do blisko 30.000 zł.

Gdy zaczynam się zastanawiać nad ogrzaniem, wszystko przestaje być oczywiste. Generalnie mam dwa wyjścia. Przejść na piec na drewno (kominek z płaszczem itp.) lub pompę ciepła. I tu zaczynają się schody.

Żeby osiągnąć samowystarczalność w zakresie drewna (nie zużywam więcej niż urośnie) musiałbym dysponować lasem:

  • dla mieszkania  – ok. 2000 m2,
  • dla domu – ok. 5000 m2.

Koszt to odpowiednio 10 i 25 tys. zł.

Gdybym planował wykorzystać tzw. powietrzną pompę ciepła o sprawności 3,5 (moc wytwarzana jest 4 razy większa niż pobierana), moc instalacji fotowoltaicznej musiałaby znacznie wzrosnąć. W mieszkaniu potrzebowałbym już 30 m2 paneli (gdzie je umieścić?), a w domu 90 m2 (czyli stojaków przed domem). Inwestycja w same panele kosztowałaby odpowiednio 30 tys. lub nawet 60 tys. zł.

Czyli teoretycznie mogę stworzyć warunki do samowystarczalności  energetycznej – wystarczy odpowiednio duży las i panele fotowoltaiczne. Ale pomyślmy o kosztach. W wersji minimum (2000 m2 lasu + panele) właściwym dla mieszkania, początkowy koszt inwestycji to 18.000 zł. W wersji rodzina+dom już 55 tys. zł. I tu pojawia się pytanie o opłacalność.

Aby ogrzać mieszkanie gazem ziemnym, zapłacę rachunek w granicach 1800 zł/rok, a za 700 KWh prądu jeszcze 500 zł. Aby zaoszczędzić 2300 zł rocznie 18.000 zł (zwrot wyniesie 8 lat).

W domu rachunek za gaz to 3600 zł/rok, a prąd 3200 zł. Czyli, żeby zaoszczędzić ok. 6.800 zł poniosę wydatek 55.000 zł (znowu 8 lat czekania na zwrot choćby sumy początkowej). Patrząc ekonomicznie – niespecjalnie się to opłaca, ale w samowystarczalności chodzi o coś zupełnie innego – o niezależność.

Poza tym sytuacja radykalnie zmienia się jeżeli do paneli fotowoltaicznych lub solarnych gmina w ramach środków unijnych przewidziała dopłaty – wtedy zamiast 55 tys. zł wydamy 10 tys. i rachunek wygląda zupełnie inaczej.

8 przemyśleń nt. „Samowystarczalność energetyczna – czy to w ogóle jest możliwe?”

  1. Przeliczanie energii z rachunku za gaz jest błędne… raz że gazownia napiszę delikatnie oszukuje na ciśnieniu i składzie gazu (co za tym idzie ilości energii) a dwa to sprawność całego systemu grzewczego domyślam się wodnego jest znacznie znacznie niższa niż założyłeś… fakt energia elektryczna to prawie 100 procent ale gaz z grzejnikami to mniej niż 80 a gdy piec nie potrafi modulować mocą do twojego zapotrzebowania to jeszcze bardziej siada sprawność.. warto również rozważyć koszty termomodernizacji dążąc do samowystarczalności energetycznej… a także rozważyć montaż paru (tanich relatywnie) klimatyzacji by wykorzystać je jako pompę ciepła…

    1. Słyszałem o oszustwach na gazie, jednak musiałem przyjąć podstawowe założenie, a drogim sprzętem pomiarowym do badania kaloryczności nie dysponuje.
      Energia elektryczna jest sprawna w 100% jeśli mamy instalację grzejnikową, przy panelach/klimie inwerterowej/pompach ciepła już tak nie będzie.
      Co do taniej klimatyzacji, rozpoznawałem ten temat, doświadczony instalator powiedział mi – nie warto, lepiej szarpnąć się na lepszej jakości pompę ciepła.

      1. oszustwo oszustwem ale sprawność wodnych instalacji grzewczych też nie jest oszałamiająca a do tego musisz mieć bardzo dobrze dobrany piec by nie taktował co chwile czyli by nie włączał i nie wyłączał się co chwile… a u nas najczęściej dobierają piece by nie zabrakło mocy… wówczas zazwyczaj piec nie potrafi modulować nisko swoją mocą i rosną rachunki a sprawność mocno spada…

        co do klimatyzacji… hmmm pomyśl tak cena takiej sobie jednostki na próbę wyniesie ok 2 tyś zł… kup jedną jak nie masz pewności i zamontuj ją tam gdzie będziesz zadowolony z chłodu w lecie(to tak jakbyś nie był zadowolony z grzania)
        nie wiem jak masz dobrze czy źle ocieplony dom zakładam że przeciętnie ani dobrze ani źle… powiedzmy że dom nie potrzebuje za dużo energii do temperatury powiedzmy 7 stopni na zewnątrz… przy tej zewnętrznej temperaturze masz ok 4 razy tańszą energię od gazu w taniej taryfie i ok 2 razy w drogiej… i teraz oceń czy warto wydać te pieniądze by mieć energię w takiej cenie… gdybyś przemyślał miejsce ustawienia tego klimatyzatora a do tego miałbyś przyzwoicie ocieplony dom to nie miałbyś problemu z dogrzaniem domu przy dodatniej temperaturze zewnętrznej… możesz również uruchamiać klimę tylko w taniej taryfie i obniżać rachunek za gaz…

        z całym szacunkiem dla twojego instalatora to niestety u nas nadal dwa czynniki są dla nich najważniejsze czyli to aby sprzęt był niezawodny i niestety by miał wystarczającą moc na najgorsze możliwe zimy… domy ocieplamy a piece dobiera się jak dawniej 100W na m2…
        Przy użyciu klimatyzacji nie warto jej przewymiarować tak by wystarczała na największe mrozy… wystarczy tak obliczyć by wystarczyło do minus 7 stopni a resztę dogrzać tym co się ma czyli gazem w twoim przypadku…

        1. Ano właśnie. Mój dom to stara kostka. Ocieplony, ale nadal daleki od współczesnych standardów, w lecie bardzo chłodny. Piec z kolei to poczciwy Junkers, dostosowany do starych grzejników i dużej pojemności bezwładnej instalacji.Dlatego zrezygnowałem z eksperymentów z klimą. U mnie faktycznie potrzebowałbym sporo energii, której pompa powietrzna raczej nie da (pomijając, że lubi się z ogrzewaniem niskotemperaturowym).

          1. żadne ogrzewanie nie zastąpi ocieplenia domu…
            Co do klimy jako pompy ciepła to się mylisz… taka klima ma parę kW mocy oddawanego ciepła! to bardzo dużo… używając ją tylko w taniej taryfie i tylko w temperaturze powiedzmy powyżej minus 7 koszt takiego ogrzewania będzie wielokrotnie tańszy niż to gazowe które posiadasz… w czym problem? niby dlaczego potrzebujesz bardzo gorącego powietrza? nie wystarczy 30…40 stopni? dlaczego? Grzejesz wszak powietrze… taka klima to przemieli chyba z 400 m3 powietrza w godzinę bez zbytniego huraganu…

          2. Wiem, że istotą jest ocieplenie. Tylko niestety w starym domu często okazuje się ono nieopłacalne. Ocieplenie piwnicy, płyty nad garażem (tarasu) to w moim przypadku (dom niewielki) 30-40 tys. zł, dodatkowo ocieplenie podłogi nad tą piwnicą drugie tyle, bo wiązałoby się to z wymianą podłóg, wszystkich drzwi na parterze, wylewką itp. Uzyskałbym w ten sposób zysk w postaci, optymistycznie biorąc, 40 % dotychczasowych kosztów ogrzewania wynoszących średnio ok. 3000-40000 rocznie czyli 1200-1600 zł. 1600 zł z 60 tys.,to niespełna 3% czyli nawet pomijając odsetki, czekałbym na zwrot prawie 40 lat. Kiepsko to widzę.
            Co do pompy. Liczyłem to. Powietrze powietrze ma deklarowany COP ok. 2,5. W praktyce podobno bliżej 1,5 (zwłaszcza w zimie). Przy mocy na poziomie 2,5 KW, jest w stanie dostarczyć dziennie, w drugiej taryfie (10 godzin w ciągu dnia) 25 KWh energii czyli ogrzać jeden pokój o powierzchni 25 m2. Potrzebowałbym takich pomp 4, musiałbym modernizować instalację (koszt ok. 20 tys. łącznie) i w efekcie prawie nic nie zaoszczędziłbym, bo koszt ogrzewania gazem to ok. 22 gr/KWh, a prądem w drugiej taryfie 0,2 zł/KWh (30 gr/1,5). Byłbym tylko niezależny, a i to wątpliwe bo COP w czasie ostrego mrozu spada i musiałbym dogrzewać się w ciągu dnia zwykłym grzejnikiem.
            Pojawiające się pompy powietrze-woda, mogą być włączone do instalacji grzewczej z piecem gazowym, mają realny COP na poziomie 4 (czyli w drugiej taryfie to 7,5 gr/KWh), i działają dobrze także przy minus 20. Niestety podgrzewają wodę do 40 stopni, a to oznaczałoby konieczność zmiany całej instalacji. Do tego wszystkie obliczenia zakładają niezmienne ceny prądu, co prawdą nie jest.

  2. nie rozumiem dlaczego liczysz na wymianę całej instalacji grzewczej a nie policzysz wspomagania się tańszym ogrzewaniem??? Owszem przy minus 20 twój dom prawdopodobnie potrzebuje ok 8…10 kW energii w sposób ciągły… dlaczego chcesz dostarczać ją poprzez klimatyzację??? włączysz piec gazowy który posiadasz i który w takich warunkach osiągnie optymalną wydajność bo piec zmoduluje znaczy powinien zmodulować moc palnika do aktualnego zapotrzebowania… klimatyzację możesz używać do zewnętrznej temperatury minus 7 a wówczas większość klimatyzacji pracuje z dobrym parametrami… Jeśli można dogrzać dom energią za 7 groszy? to dlaczego grzejesz za dwadzieścia parę? komfort cieplny w duże mrozy zapewni CO gazowe…
    Ja tak zrobiłem tyle że dociepliłem dom… koszty wcale nie są tak ogromne… oczywiście w starym domu nie wszystko opłaci się zaizolować… ale nie trzeba zbijać posadzki wystarczy ocieplić strop piwnicy plus kawał ściany… efekt będzie zbliżony a kosztuje niewiele jak samemu się to zrobi… to że nie wszystkie mostki wyeliminujesz nie znaczy że nie warto niczego zaczynać… Ja zupełnie zrezygnowałem z gazu… będę dogrzewał dom kablami w posadzce (zbijałem bo i tak była w fatalnym stanie) teraz myślę o moim prądzie za 10k zł bo tak wyjdzie największe dofinansowanie… i choć dom nie będzie za darmo to będzie tani… i o to chodzi… taka elektrownia ok 3kVp powinna wystarczyć na pokrycie prądu bytowego… Pozostanie koszt ogrzewania… co w efekcie powinno dać przyzwoicie niskie koszty…

    1. Po kolei.
      Liczę wymianę ponieważ to tańsze ogrzewanie też kosztuje (inwestycja w pompy+wymiana instalacji elektrycznej, aby obsłużyła dodatkowe 10 KWh, reszta zostaje). Najważniejsze – prąd z takiej (prostej) pompy nie wyjdzie 7 groszy z prostego powodu, wymagałoby to COP na poziomie ponad 4, a ona z biedą wyciąga 2.5. Oczywiście piec musi zostać, jeżeli mam mieć pompę powietrze-powietrze właśnie na te mrozy, ale musiałbym stworzyć dodatkowy (bardzo prosty) system grzewczy (4 proste pompy np. split).
      U mnie docieplenie od strony piwnicy nie wchodzi w grę. Już pisze dlaczego.Dom jest położony na zboczu wzniesienia, a do garażu mam nieźle z górki. Aby uniknąć wody opadowej w piwnicy nadlano podłogę o garażu i reszty piwnicy o ok. 10-15 cm osiągając wysokość sufitu 190-195 cm (bo nie jest równo). Ja mam ok. 190 i w efekcie już wchodzę tam „na wcisk”.
      Co do fotowoltaiki. Niestety moje miasto nie staje do programu. Musiałbym kupić za minimum kilkanaście tysięcy instalację wytwarzającą 3000 KWh rocznie. Przy cenie prądu ok. 60 gr (założenie optymistyczne) i zużyciu na bieżąco (również optymistycznie, bo w lecie często mnie nie ma, a w zimie panele mało produkują), zaoszczędziłbym 1800 zł rocznie. Gdyby przyjąć realnie ok. 2700 KWh odzyskanej energii już tylko 1600 zł. Biorąc pod uwagę drugą taryfę pół na pół z pierwszą tylko 1200 zł i na zwrot czekałbym 10-15 lat. Co innego w domu na wsi, tam mają być dopłaty i instalację dostanę za 6 tys. zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *