Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Styl życia – Strona 58 – Oszczędny Milioner

Kaizen milionera. Część V.

Dzisiaj dwie ostatnie zasady kaizen. Jutro podsumowanie.

Pomyłki koryguj na bieżąco.

Nie ma sensu czekać na zakończenie realizacji planu (roku, kilku lat), aby skorygować pomyłki. Rób to od razu. Widzisz, że coś wymaga zmiany, wprowadzaj ją od ręki. Jak to wygląda w praktyce?

Planowałeś oszczędzić w tym roku 10.000 zł. Tymczasem minęły dwa miesiące a Ty odłożyłeś tylko 100 zł. Musisz interweniować natychmiast. Sprawdź gdzie jest źródło przecieku. Zareaguj. Nie patrz jak zawala się cały roczny projekt.

Założyłeś firmę. Zyski miały pojawić się po pół roku. Minęło 8 miesięcy, a nadal generujesz stratę.  Przemyśl od razu, co poszło nie tak. Czy źle skalkulowałeś cenę, czy zabrakło reklamy, czy po prostu Twój produkt nie odpowiada na oczekiwania rynku. Im wcześniej się tego dowiesz i zmienisz to, tym lepiej. Wcześniej przestaniesz dokładać, a zaczniesz zarabiać.

Zainwestowałeś w akcje. Wydawały Ci się najlepsze na świecie, a zaczęły spadać. Przyjąłeś margines tzw. stop loss na poziomie 10% (jeśli tyle stracisz, wycofujesz pieniądze). Nie czekaj aż spadną o 15 % (chociaż mogą się też odbić). Działaj automatycznie. Sprzedaj kiedy przekroczysz ustawiony przez Ciebie próg strat.

Ulepszanie nie ma końca.

Ostatnia zasad kaizen jest zarazem jedną z najważniejszych. Ulepszenie nie ma końca. Nigdy nie przestajesz starać się być jeszcze lepszym. Jako przyszły milioner, zawsze starasz się podnieść dochody (zarabiać więcej), trzymać w ryzach wydatki (oszczędzać więcej), osiągać coraz lepszą stopę zwrotu z inwestycji. Codziennie starasz się nauczyć czegoś nowego, wprowadzasz drobną zmianę. Kumulacja tych zmian da potężny efekt w dłuższym okresie.

Taka „potęga rzeczy drobnych” to esencja kaizen. Nie chodzi o rewolucję, o wielkie projekty, zwroty o 180 stopni z dnia na dzień. Trzeba codziennie stawać się lepszym (w naszym przypadku zarabiającym, oszczędzającym, inwestorem) chociaż trochę. Posunąć się naprzód choćby o krok. Wprowadzaj te zmiany w każdym obszarze swojego życia, a zobaczysz efekty. Potężne efekty. Różnica w skuteczności realizacji celów pomiędzy człowiekiem, który praktykuje kaizen, a pozostałymi jest ogromna. Nie wynosi 10% ale 10 razy tyle. Staraj się wykorzystać tę moc.

Kaizen milionera. Część IV.

Dzisiaj czwarta część serii „Kaizen milionera”. Kontynuuję opisywanie 10 zasad kaizen, stosowanego do zdobywania majątku.

Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.

To zaskakujące, jak często zapominamy o tej prawdzie. Oczekiwanie na idealny moment przypomina czekanie na Godota, który nigdy nie nadchodzi. Żyjemy w określonych warunkach, w określonym czasie. Nie możemy zmienić przeszłości, nie potrafimy przewidywać przyszłości. Naszym czasem jest teraźniejszość. Tu i teraz.

Tu i teraz musisz zarabiać.

Tu i teraz musisz oszczędzać.

Tu i teraz musisz inwestować.

Nie ma lepszego momentu do wykonania pierwszego kroku niż TERAZ.

Nie zastanawiaj się co by było gdybyś dwa lata temu kupił akcje, trzy lata temu rzucił pracę, spotkał inną kobietę/innego mężczyznę.

Dzisiaj też są okazje inwestycyjne na giełdzie. Teraz też możesz zmienić pracę. Teraz też jest czas aby  kogoś poznać. A więc…. nie czekaj na idealne rozwiązania, działaj teraz. Staraj się jednocześnie znajdować najprostsze rozwiązanie.

A więc: nieskomplikowane metody by oszczędzać (piszę o nich na blogu), nieskomplikowane metody by zarabiać więcej, nieskomplikowane metody by inwestować (pełna klasyka: własna firma, akcje, nieruchomości).

Z pewnością im bardziej złożony produkt/usługa, tym większa szansa, że zarobi ten, kto Ci go sprzedaje. Przykłady? Kredyty hipoteczne w CHF sprzedawane w szczycie słabości tej waluty, polisy inwestycyjne, z których wycofanie wymagało zapłacenia kary równej 90% wpłaconych środków (mówiąc po ludzku po roku dostawałeś 10% swoich pieniędzy), lewarowane zakupy na forex-ie, na których traci 95% „inwestorów” (dla pocieszenia – bankrutują też profesjonalni uczestnicy obrotu np. wielkie banki – ponieważ zmiana rynku o 1% powoduje stratę 50% kapitału – rekordowe platformy oferują lewar 1:1000 – to tak jakbyś grał w ruletkę).

Użyj sprytu zamiast pieniędzy.

Jak zarobić pieniądze nie mając pieniędzy? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być typową kwadraturą koła. Co jednak jeśli spróbujesz użyć sprytu?

Co trzeba zrobić, żeby więcej zarabiać? Trzeba albo pracować więcej (poświęcić dodatkowy czas), albo pracować mądrzej (za wyższą stawkę godzinową). Co wybierasz? Dorabianie czy podwyżkę/zmianę pracy? A może i jedno i drugie. Na początek nie zarobisz w ten sposób milionów. Ale pamiętaj istotą kaizen są drobne kroki we właściwym kierunku. Nawet dodatkowe 200 zł miesięcznie przybliża Cię do zamożności.

Spryt w oszczędzaniu nie polega na cięciu wszystkich wydatków do kości. Tak zrobi sknera. Oszczędny milioner radzi rozsądne oszczędzanie. Szukanie oszczędności tam gdzie nikt się ich nie spodziewa. Podam kilka moich rozwiązań na poziomie milionerskim. To nie są dylematy na codzienne zakupy. Mają jedynie podkreślić, że skoro może milioner (wprawdzie oszczędny) to może przeciętny Kowalski.

W pracy muszę dobrze wyglądać. Klienci kupują moje usługi (a tak na prawdę mnie) oczami. Jednocześnie  nie jestem na tyle szalony aby szastać pieniędzmi. Potrzebowałem paru artefaktów, aby wyglądać jak Pan Obkupiony i jednocześnie nie zbankrutować. Musiałem znaleźć sposób zamiast pieniędzy.

Czasami wożę klienta swoim samochodem. Muszę wzbudzać podziw. Czy samochód marki Porsche jest wystarczający? Niewątpliwie. No cóż, nowy kosztuje 300 tys. zł. Nie oszalałem. Jak mieć Porsche i kilkaset tysięcy w kieszeni? Kupić używany? Otóż można mieć dobrze wyglądające używane Porsche za cenę nowej gołej Dacii Sandero i 10% wartości auta salonowego.

Kolejna rzecz. Zegarek. Klient patrzy mi na rękę i widzi …. Omegę. Nowa kosztuje minimum 15 tys. zł. Lepsze modele zaczynają się od 25 tys. zł. Nie oszalałem na punkcie zegarków. Pragnę zachować obie nerki. Czy jest jakiś sposób? Otóż można mieć wyglądający jak nowy zegarek Omegi za 5% ceny (800-1200 zł). Trzeba zdecydować się na podobnie wyglądający model sprzed kilkudziesięciu lat.

Trzeci atrybut – pióro. Słyszałeś o marce Montblanc? Moi klienci słyszeli. Kiedy podpisuję dokumenty czarnym Meisterstuck 149 (topowy model firmy do kupienia za prawie 4000 zł), nikt nie wie, że wydałem na niego mniej niż 25% tej sumy. Przy okazji dementuję powszechną plotkę. Stalówka pióra jest tak twarda, że nie układa się do ręki właściciela. Dlatego spokojnie można pożyczać cudze pióro, a nawet kupić używane.

Rozumiesz moją ideę (a w zasadzie moją interpretację kaizen w budowaniu zamożności)? Nie chodzi o to aby być sknerą, żyć jak sknera, wyglądać jak sknera. Chodzi o to, aby wyglądać jak milion dolarów za maksimum 5-25% ceny sklepowej przedmiotów, których używamy. Nie namawiam do noszenia używanej bielizny, butów, koszul itp., bo to aby zaoszczędzić byłaby przesada (sknerstwo). Ale zegarek, pióro, samochód – czemu nie. Nie chodzi o to, aby wakacje spędzać na RODOS (Rodzinne Ogrody Działkowe Ogrodzone Siatką), ale o znalezienie np. lotu do Mediolanu za 300 zł w obie strony. Używaj sprytu zamiast pieniędzy.

A jak jest z inwestowaniem? Podobnie. Szukaj akcji, które mają szanse dać Ci zysk wielokrotnie większy niż lokata. Zamiast zanosić pieniądze do banku, załóż własną firmę. Kupuj działki w przyszłościowych lokalizacjach. Wynajmuj mieszkania. Podam przykład mojej córki chrzestnej. Mieszka w Anglii i zajmuje się marketingiem w sieci. Jej klienci to niecuchnący gotówką założyciele start-upów. Co zrobiła moja mądra bratanica? Zaproponowała im istotne zniżki w cenie usługi w zamian za 10% udziałów w firmach. Doszła do następującego wniosku. Miesięcznie wykona 5 zleceń. W roku 60. Ze 60 klientów:  58 zbankrutuje, 1 osiągnie pewien zysk, ale 1 rozwinie się w większe przedsiębiorstwo. Jeśli jej założenie będzie prawdziwe w 25% to za 10 lat będzie miała 10% udziałów w 2-3 przyzwoitych firmach przynoszących jej stały dochód. Jednocześnie ciągle zarabia na bieżąco (klienci mniej, ale płacą). To się nazywa używanie sprytu zamiast pieniędzy.

 

Kaizen milionera. Część III.

Dzisiaj kolejne dwie zasady kaizen, przystosowane do warunków oszczędnego milionera.

Odrzucaj ustalony stan rzeczy.

Nie musisz godzić się na to co jest. Na przeciętność, bylejakość, słabość. Powiem więcej – absolutnie nie powinieneś. To, że wszyscy w pracy biorą kredyt na wakacje spłacany potem cały rok to norma, ale Ty możesz być inny. Bądź inny. Wielu lekceważy swoje obowiązki, niech Ciebie to nie dotyczy. Jeśli czerpiesz wzorce to od lepszych, nigdy od gorszych. Rób tak w każdym obszarze, a odniesiesz sukces. Odnoś tę zasadę do życia rodzinnego, pracy, i oczywiście do budowania zamożności. Jak to wygląda w praktyce?

Nikt z nas nie rodzi się oszczędnym. Prawie nikt z nas w pierwszej pracy (pierwszym roku działalności gospodarczej)  nie zarabia kokosów. Nikt nie jest inwestorem od kołyski (chociaż oczywiście niektórzy mają większe predyspozycje). Wykształcenie w sobie tych cech to efekt pracy, ciężkiej pracy, krok po kroku. Tu bardzo rzadko są drogi na skróty.  Zacznij od tego, że przestajesz być zadowolony ze swojej sytuacji w każdym z trzech obszarów trójkąta zamożności (chyba, że masz akurat powody do dumy). W konsekwencji podejmujesz decyzję – trzeba coś zmieniać. Tego czegoś musisz się dowiedzieć. Zaczynasz zbierać wiedzę. Wprowadzasz drobne usprawnienia. W efekcie po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach docierasz do celu. Jesteś milionerem.

Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.

Jak najłatwiej zniszczyć szansę na realizację dobrego pomysłu? Powiedzieć sobie – tego nie da się zrobić, a następnie szukając wymówek, dlaczego tak jest. Takie samousprawiedliwianie do niczego nie prowadzi, nic nie zmienia na lepsze w Twojej sytuacji. Stojąc w miejscu, cofasz się. Jedna z najpopularniejszych zasad motywacyjnych brzmi: Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu. Bądź tym, który szuka sposobu. Zawsze jest jakiś sposób. Znam wiele takich przypadków wśród zwykłych ludzi. Nie wszyscy są milionerami, nie wszyscy nawet chcą nimi być, ale wszyscy osiągnęli niesamowity postęp w stosunku do swojej sytuacji sprzed 10-20 lat. Jak to się stało? Szukali sposobu, zamiast wymówek. Kombinowali. Próbowali. Podchodzili raz z lewej, raz z prawej. Mylili się, popełniali błędy, to przecież część ich nauki. Wyciągali wnioski, poprawiali i znów stawali do walki. Każdego dnia.

Wyobraź sobie taką sytuację. Ja nie muszę – wiem, że jest prawdziwa. Młody chłopak. Mieszka na wsi. Do najbliższego miasta akademickiego 70 km. Najpierw 10 km na piechotę, potem 60 km autobusem. Szkołę skończył z przeciętnymi wynikami. Marzy o tym, aby pewnego dnia zostać radcą prawnym lub adwokatem. Uczy się. Dostaje się na prawo. Wielu kolegów ma rodziców: sędziów, notariuszy, adwokatów, radców prawnych, prokuratorów, wykładowców akademickich, u niego w domu nikt nie skończył żadnej szkoły, ojciec od wielu lat pije. Jakie ma szanse? Wydaje się, że bliskie zeru. Ale stale pielęgnuje swoje marzenia. Nie dostaje się na aplikację raz, drugi. Otrzymuje propozycję wsparcia swoich starań w nieuczciwy sposób. Odrzuca ją. W końcu zmieniają przepisy. Dzieciom z nieprawniczych rodzin łatwiej zdać egzamin. Dostaje się na aplikację, ale nie ma członka rodziny, prowadzącego za rękę. Jest mu trudno. Powtarza jeden rok. Kończy. Przystępuje do egzaminu końcowego. Porażka. Za drugim razem jest lepiej. Spełnia swoje marzenie. Teraz stawia sobie cel ambitniejszy, chce być bardzo dobry w tym co robi. Konsekwentnie do niego dąży. Teraz przemyśl to jeszcze raz. Jakie były szanse na powodzenie?  Bliskie zeru. Ile osób w jego sytuacji dokonuje tego samego? Prawie nikt. Co zatem wyróżnia, tego mecenasa spośród innych? Determinacja. Dążenie do celu. Szukanie sposobu.

Mówię Ci. Da się zdobyć milion od zera. Nie trzeba go ukraść. Jeśli będziesz miał determinację i szczęście zajmie to kilka lat. Jeśli tylko determinację, wtedy pewnie 20 może 30. Nie szukaj wymówek. Nie myśl, że wszyscy tak robią, Nie bądź taki jak wszyscy.

Wymówki w oszczędzaniu są proste. Słyszałeś je wielokrotnie. Za mało zarabiam. Nie mam z czego oszczędzać. Oszczędzać mogą bogaci. Muszę kupić to, albo tamto. Człowiekowi z moją pozycją nie wypada jeździć używanym samochodem. Najnowszy smartfon jest po prostu najlepszy. Chcę pożyć naprawdę, a nie wegetować. Przecież zasługuję na wakacje all inclusive dwa razy do roku. W moim środowisku wszyscy biorą kredyty – ja też muszę. Nie da się kupić mieszkania bez kredytu.  To tylko kilka wymówek-nieprawd. Nie daj się im. Szukaj sposobu żeby oszczędzać. Znaleźć tańszy zamiennik. Kupić używany samochód „dla osób z Twoją pozycją”. Zastąpić najnowszego smartfona, wersją prawie o połowę tańszą (ubiegłoroczny flagowiec). Spełniać marzenia o podróżach tanim kosztem (np. zacznij od moich wpisów o tanich lotach). Staraj się zebrać gotówkę, aby nie korzystać z kredytu.  Rozumiesz ideę?

Podobnie będzie z zarabianiem. Klasyka to trzy pseudomądrości. W moim zawodzie nie da się  dorobić. Nie mam czasu na dodatkową pracę/działalność zarobkową? Nie ma dobrej pracy dla człowieka z moim wykształceniem. To zmień zawód. Lepiej zarządzaj czasem. Uzupełnij wykształcenie.

A inwestowanie? Nie mam wiedzy. Nie potrafię. Nigdy tego nie robiłem. Nie mam kapitału. Znane? Znane. To zacznij z małym kapitałem, wtedy nieuchronne porażki mniej bolą. Nie masz wiedzy, to dokształcaj się. Warren Buffet też nie urodził się inwestorem (chociaż umówmy się, raczej Ty i ja mu nie dorównamy). Idź krok po kroku. Wykorzystuj swoje szansy. Kilka z nich, może przenieść Cię do miliona w krótkim czasie.

Na koniec o wymówce braku czasu. Tutaj podam swój własny przykład. Od 7 do 16 pracuję zawodowo. Po godzinach prowadzę własną działalność (średnio dwie godziny dziennie + częste urlopy). Mam dużą rodzinę, co oznacza dowożenie, przywożenie, zebrania, zabawy, naukę itp. Dodatkowo jestem właścicielem starego domu na wsi z prawie półhektarową działką (ogród, sad, warzywnik), na którym spędzam weekendy. Gdzie tu miejsce na aktywność fizyczną i bloga? Proste. Od 4 do 6 rano. Da się? Da się. Właśnie tak.  Próbowałem pisać popołudniami. Nie zdało to egzaminu. Szukałem sposobu. Znalazłem.

 

Kaizen milionera. Część I.

Jakiś czas temu trafiłem na kapitalną książkę  dostępną między innymi tu

http://onepress.pl/ksiazki/filozofia-kaizen-jak-maly-krok-moze-zmienic-twoje-zycie-robert-maurer,filokv.htm

i postanowiłem szerzej rozpoznać temat.  Po analizie, przekonałem się, że zgadzam się z większością twierdzeń autora i teoretyków metody KAIZEN, co więcej stosowałem ją już wcześniej, nawet o tym nie wiedząc. Zdopingowany przez wiernego czytelnika bloga dziele się swoją wiedzą i zdradzam możliwości praktycznego wykorzystania.

Filozofia kaizen (stałej zmiany na lepsze) opiera się na 10 zasadach. Brzmią one tak:

  1. Problemy stwarzają możliwości.
  2. Pytaj 5 razy „Dlaczego?”
  3. Bierz pomysły od wszystkich.
  4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.
  5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
  6. Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.
  7. Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
  8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
  9. Pomyłki koryguj na bieżąco.
  10. Ulepszanie nie ma końca.

Te krótkie hasła postaram się rozwinąć w kilku wpisach.

Problemy stwarzają możliwości

Tylko jeśli wiesz, że masz problem, możesz coś udoskonalać. Odnieśmy to do pieniędzy. Zamożność opiera się na opisywanym przeze mnie na blogu trójkącie: zarabianie, oszczędzanie, inwestowanie (pomnażanie). Jeśli nie jesteś milionerem, przyczyn tego stanu rzeczy można upatrywać w następujących przyczynach: wiek (bardzo młode osoby mają znacznie mniejsze szanse posiadania sporego majątku, zazwyczaj niewiele w swoim życiu zarobiły), zbyt małe dochody (problemem tkwi w zarabianiu), ledwo pokrywające wydatki (pensja minimalna nie daje wielu szans na wzbogacenie się), zbyt duże wydatki (problem w oszczędzaniu), dotykający wielu dobrze zarabiających osób, brak inwestycji lub ich nieefektywne prowadzenie. Problem rodzi możliwości. Warto szukać rozwiązań, wyrwać się z błędnego koła dotychczasowych niepowodzeń. Ktoś, kto mało zarabia, musi próbować znaleźć dodatkowe źródło dochodów. Mający problem z oszczędzaniem, drastycznie ograniczyć wydatki. Słaby inwestor, znaleźć przyczynę np. awersja do ryzyka, brak wiedzy, kłopoty psychologiczne.  Młody ma z kolei wiele lat na zmianę obecnego stanu rzeczy.

Istotą Kaizen jest stopniowa zmiana. Trzeba dać sobie czas. Wprowadzać ulepszenia stopniowo. Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że jesteś kiepski w oszczędzaniu, tak jak jeden z moich znajomych. Zarabia znacznie powyżej średniej (kilkaset tysięcy złotych rocznie), jednak jeszcze więcej wydaje, posiłkując się kredytem. Nie gromadzi żadnych oszczędności. Uwielbia drogie ciuchy, markowe gadżety. Czy to jest problem?  Z punktu widzenia finansowego, na pewno. Czy potrafi to zmienić z dnia na dzień? Z pewnością nie. Co zatem powinien uczynić. Każdego dnia wrzucać jeden banknot (przy jego zarobkach, to nie problem) do słoika, lub stworzyć specjalne konto, na które przeleje ustaloną kwotę (w jego przypadku np. sto złotych dziennie). Pieniądze te muszą być automatycznie przelewane. Powinien także zablokować sobie do nich dostęp (np. tylko w oddziale banku położonego daleko od domu). Rozumiesz o co chodzi? Przekuć słabość w siłę. Znaleźć prosty sposób, na oszukanie swojego ego.

Jeśli słabo zarabiasz drogi do zmiany tej sytuacji są dwie. Dodatkowa praca, biznes na boku – krótko mówiąc więcej zajęć lub podnoszenie kwalifikacji (np. kierowca busa robi uprawnienia na międzynarodowy transport TIR-em), pozwalające zarabiać więcej. Ja prawie od początku (czyli już 16 lat) pracuję na dwóch etatach, od 7 lat prowadzę firmę, w pewnym momencie podniosłem kwalifikację i w ciągu 7 lat  moja pensja wzrosła dwukrotnie.  Tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Trzeba planować. Pokonywać małe odległości, ale robić to codziennie. Proś często nawet o niewielkie podwyżki 100-200 zł. Po 5-10 latach możesz zarabiać znacznie więcej. Staraj się aby prośba miała racjonalne uzasadnienie.

Teraz inwestowanie. Nie zaczynaj od Forex-a. Na czym się znasz? Może potrafisz wykonywać prace remontowe? Skup się na inwestycjach w mieszkania do remontu (inna kwestia to posiadanie kapitału). Może pracujesz w rozwijającej się branży? Wystarczy, że kupisz akcje najlepszej firmy, którą jesteś w stanie ocenić.  Kupuj ziemię rolną, złoto, antyki, sprowadzaj elektronikę z Chin, rób cokolwiek na czym się znasz i stale powiększaj swoje kompetencje.

Zasada „5 Dlaczego”

Pięć pytań „Dlaczego?” pozwala nam dotrzeć do istoty problemu, ujrzeć jego istotę. Jak działa?

Załóżmy, że masz problem z zarabianiem.  Oto jak może wyglądać seria pięciu pytań i odpowiedzi.

P1: Dlaczego mało zarabiam?

O1: Ponieważ mój pracodawca mało mi płaci.

P2: Dlaczego mój pracodawca mało mi płaci?

O2:Ponieważ łatwo może znaleźć 10 osób na moje miejsce.

P3: Dlaczego łatwo może znaleźć 10 osób na moje miejsce?

O3: Ponieważ praca nie wymaga specjalnych kwalifikacji?

P4: Dlaczego wykonuję pracę nie wymagającą kwalifikacji?

O3: Ponieważ nigdy ich nie zdobyłem?

P5: Dlaczego nigdy nie zdobyłem kwalifikacji?

O5: Ponieważ nigdy nie uczyłem się nowych rzeczy.

Efekt. Rozpoznaliśmy cały problem. Wykonywanie prostej pracy, niewymagającej kwalifikacji jest przyczyną pośrednią.  Praprzyczyną jest niechęć do podnoszenia kwalifikacji. Pracuj nad tym, a szybko osiągniesz efekty.

Podobnie sprawa wygląda z oszczędzaniem.

P1: Dlaczego nie posiadam oszczędności?

O1: Ponieważ nie oszczędzam?

P2: Dlaczego nie oszczędzam?

O2: Ponieważ po dokonaniu wszystkich wydatków, nie dysponuję żadnymi nadwyżkami?

P3: Dlaczego nie dysponuję żadnymi nadwyżkami?

O3: Ponieważ dużo wydaję na ubrania, gadżety, elektronikę?

P4: Dlaczego dużo wydaję na ubrania, gadżety, elektronikę?

O4: Ponieważ lubię imponować wyglądem.

P5:  Dlaczego lubię imponować wyglądem?

O5: Ponieważ uważam, że ludzie „jak z obrazka” są bardziej lubiani.

Oczywiście to tylko przykład, ale tu problemem jest chorobliwa potrzeba akceptacji. Praca nad własnymi przekonaniami (zresztą zupełnie nieprawdziwymi), że drogie ciuchy, supertelefon= fajność  wydaje się kluczem do rozwiązania zagadki. Poprzestając na pytaniu 1 i 2 nic nie zrozumiemy.

Teraz inwestowanie.

P1: Dlaczego osiągam tak kiepskie wyniki inwestycyjne?

O2: Ponieważ osiągam stopy zwrotu na poziomie 1 %?

P2: Dlaczego osiągam tak marne stopy zwrotu?

O2: Ponieważ moją główną metodą „inwestowania” są lokaty bankowe?

P3: Dlaczego moją główną metodą „inwestowania” są lokaty bankowe?

O3: Ponieważ boje się ryzyka związanego np. z rynkiem akcji?

P4: Dlaczego boję się ryzyka?

O4:Ponieważ podczas ostatniego krachu na giełdzie wiele straciłem?

P5: Dlaczego tak wiele straciłem?

O5: Ponieważ nie znam, a więc nie stosowałem żadnych zasad zarządzania ryzykiem.

Już rozumiesz? Większość z nas „inwestuje” w lokaty, ponieważ sparzyła się na giełdzie. Przyczyną niepowodzeń był albo brak wiedzy (kupowanie na górce, modne akcje, porada maklera) albo brak zasad zarządzania ryzykiem (wielkość pozycji), albo problemy psychologiczne (niechęć do wyjścia z nietrafionych inwestycji) albo wszystkie te problemy razem wzięte. Aby osiągać lepsze wyniki, nie trzeba być super-hiper nadczłowiekiem, ale tylko konsekwentnie stosować się do pewnych zasad (o których jeszcze napiszę) i stale pogłębiać wiedzę.

 

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła – czyli o mieszkaniu w kamperze

W wielu z nas drzemie duch podróżnika.  Jednak kierat praca-dom-obowiązki-rodzina skutecznie zabija szansę na dłuższe wakacje. U mnie powodem jest charakter prowadzonej działalności gospodarczej (zupełnie jednoosobowa, z nieprzewidzianymi wrzutkami) oraz konieczność prac na dużej działce poza miastem. Jeśli biorę urlop, to na dwa tygodnie, z czego tydzień spędzam na działce, a tydzień na faktycznych wakacjach.

Niemniej jednak zawsze pociągało mnie kamperowanie. Co to jest? To wyjazd na objazdową wycieczkę samochodem kempingowym.

Istnieje forum dla osób spędzających czas w ten sposób:

http://www. camperteam.pl

Najradykalniejsi z nich próbują spędzać tak cały rok. Młodzi zaczynają projekt mieszkania w kamperze, starsi (i doświadczeni) studzą ich zapał. Jednak moim zdaniem taki projekt młodemu lub parze (studentom, młodym-bezdzietnym) może się udać. Czy będzie taniej niż wynajęcie mieszkania(o co zazwyczaj chodzi), to już temat na odrębny wpis. Po kolei obalam,  zgłoszone przez doświadczenie zastrzeżenia.

Nie ma co zrobić ze ściekami i skąd nabrać wody. Student potrafi. Wodę przyniesie bańkami z zaprzyjaźnionej stancji. Ścieki wyleje do ogólnodostępnej toalety lub szamba znajomych mieszkających w domku.

Niewielka powierzchnia. Skoro da się mieszkać w 5 osób w dwuosobowym pokoju w akademiku… Kamper przy takich warunkach to hotel, o ile zasiedlimy go maksymalnie parą.

Ogrzewanie. Z tym będzie największy problem. Wyjścia są dwa. W zimie wyjeżdżać na długo na południe (to dla niepracujących, niestudiujących), lub przynajmniej na jakiś czas (studenci). Drugie rozwiązanie to zimowanie w Polsce. Potrzebny będzie tzw. kamper zimowy i polarne śpiwory.  Zużyty gaz (jak podają na camperteam.pl) będzie kosztował mniej więcej 500 zł. Dalej jest taniej niż wynajęcie kawalerki dla dwojga (i tak drogo tylko przez 3 miesiące w roku).

Koszt kampera. Z tym może być problem. Sprzęt nadający się do użytku to koszt ok. 20 tyś. zł + sporo pracy własnej.

Dlatego, jeśli masz marzenia …. próbuj. Zrób to zanim pojawią się dzieci. Bo wtedy następna szansa przyjdzie na emeryturze.

 

 

 

 

Dlaczego nie jestem minimalistą?

Wielu blogerów oszczędnościowych zachwyca się minimalizmem. Ja nie. Przeczytałem książki Leo Babauty i Dominique Loreau, ale niespecjalnie do mnie przemówiły.  Wprawdzie doceniam pewne aspekty minimalizmu (slow life, cieszenie się chwilą), ale większość propagowanych zasad pasuje raczej do mnichów niż do zwyczajnych, przeciętnych ludzi (a więc do mnie też).

Osobiście uważam, że drogą większości może być „złoty środek”, nie rozrzutność, konsumpcjonizm, ale też nie zupełne zanegowanie dóbr doczesnych.  Niektóre pomysły na życie minimalistów są, no cóż, kompletnie nieżyciowe, nieprzydatne dla większości z nas. Oto dwa sztandarowe przykłady:

Rezygnacja z samochodu

Pisałem już o tym na blogu. Po pierwsze, jestem fanem motoryzacji. Po drugie, ojcem rodziny.  Życie bez auta w obecnym świecie, z dziećmi, wakacjami, bagażami, psem to mrzonka.  No dobrze, taka opcja hard dla singla lub bezdzietnej pary.

Posiadanie mniej niż x (np. 100 przedmiotów)

Lubię oszczędność. Lubię proste formy. Nie cierpię zagraconych pomieszczeń, ale posiadanie 100 przedmiotów  to dla mnie absurd.  Przecież nie każdy żyje tak samo. Wielu z nas ma swoje potrzeby, hobby.  Reguły życia społecznego wymagają od nas spełnienia pewnych ról, przestrzegania form. Jestem mężem, ojcem, synem, blogerem, ogrodnikiem, kolarzem, biegaczem, pracownikiem, przedsiębiorcą. W każdej sytuacji muszę mieć inny „uniform” zestaw cech i, jakby to powiedział mój syn „skilli”.  Osobie jednowątkowej może uda  się zmniejszyć liczbę przedmiotów do 200-300, ale mnie z pewnością nie. Przykład? Biegam. Muszę mieć odpowiednie buty, koszulkę i spodenki, bluzę na chłodne dni, długie sportowe spodnie, opaskę do pulsometru, czapkę, 3 pary skarpetek, rękawiczki. Już ten zestaw to 11 przedmiotów. Jazda na na rowerze to:  rower, zestaw kluczy (przyjmijmy, że to jeden przedmiot), pompka, bidon, buty, spodnie z „pampersem”, koszulka, bluza, spodnie,  skarpetki (wykorzystam biegowe), rękawiczki. Kolejne 11 przedmiotów.  Poza tym, jak liczyć? Komplet naczyń i sztućców dla 6 osób to 48 przedmiotów  czy 1?  Jeśli 48, to czy powinienem zrezygnować z przyjmowania znajomych, czy żywić ich na jednorazówkach? A gdzie rodzina, która wymusza dodatkowe zakupy. Poza tym książki. Mam ich w sumie kilka tysięcy. Wyrzucić? Rozdać? Po co?

Doceniam przy tym, że minimaliści to nie zwykłe sknery, oszczędzające dla widoku zer na koncie, lecz raczej osoby mające swój pomysł na życie. A że zupełnie inny od mojego własnego i niemożliwy do wdrożenie dla przeciętnego Kowalskiego, to już zupełnie inna historia.

Skoro nie stać mnie na wszystko, to na co mogę sobie pozwolić?

Wczoraj wyjaśniałem jak szkodliwy może być mit: stać Cię na wszystko – TERAZ. No dobrze, wielu z Was chciałoby wiedzieć, na co rzeczywiście mogą sobie pozwolić.

Generalna zasada brzmi: skoro masz uzbieraną gotówkę i potrafisz ponieść koszty utrzymania kupowanej rzeczy – stać Cię. Daleki jestem od namawiania do minimalizmu, ascezy itp. Kupuj to, co potrzebne, czego pragniesz i ciesz się tym. I właśnie, skoro kupisz na kredyt, to kiedy przyjdzie spłata rat przestaniesz czerpać przyjemność z tej rzeczy (może poza mieszkaniem).  A teraz szczegóły.

DOM

Dom/mieszkanie  to jedyny zakup usprawiedliwiający kredyt. Dlaczego? Trzeba mieć dach nad głową a utrzymanie wynajętego kosztuje w zasadzie podobnie.  Zatem – nie bierz kredytu większego niż 2-3-krotność rocznego dochodu rodziny. Proste. Nie kupuj domu (nawet jeśli masz gotówkę), którego utrzymanie (koszty bieżące) przekroczy 10 % dochodu rodziny.

SAMOCHÓD

Tutaj już głównie gotówka. Górną granicą rozsądku jest 10-krotność miesięcznych dochodów rodziny. Jeszcze istotniejsze niż w przypadku domu będą koszty utrzymania. Np. jeśli otrzymałeś pokaźny spadek (lub osiągnąłeś inny dochód z założenia jednorazowy), pamiętaj gotówka to nie wszystko. Zakup nowego sportowego wozu może Cię zruinować w przyszłości. Jak? Kosztami eksploatacji. Ubezpieczenie, przegląd, naprawy kosztują nagle nie 1000 zł rocznie (co da się zrobić w przypadku używanego Fiata Pandy), ale 20.000 zł.  Takie auto więcej też pali (koszt paliwa np. wzrasta 3-krotnie). Zrezygnuj z takiego zakupu, jeśli nie chcesz oszczędzać na wszystkim.

WYPOSAŻENIE DOMU

Meble, dywany, sprzęt RTV i AGD powinny pozostawać w granicach Twoich możliwości finansowych. Jeśli, aby je kupić korzystasz z kredytu, nie są. Jeżeli przekraczają łącznie 15% wartości domu/mieszkania, wyliczonej jak powyżej, znowu zbytnio zaszalałeś. W przypadku typowej rodziny – 15% wartości mieszkania  to 30-45% rocznego dochodu, czyli maksymalnie 30.000 zł.  Rozsądniej zrobisz, mieszcząc się w 2/3 tej sumy.

HOBBY

Każdy z nas ma zainteresowania. Są one mniej lub bardziej kosztowne. Znowu – granica rozsądku przebiega pomiędzy zakupem za gotówkę i na kredyt. Dodatkowo wydawanie więcej niż 10% dochodu na hobby (o ile nie przyniesie ono w przyszłości pieniędzy, a więc jest inwestycją w warsztat pracy lub tezauryzacją dochodu) to przesada. Kupno roweru/wędek za 10 tys. przez kogoś kto zarabia przeciętnie, będzie finansowo nieodpowiedzialne (chociaż oczywiście – zdarza się), nawet jeśli był w stanie zgromadzić gotówkę.

Przestrzegając tych zasad stałem się milionerem. Tobie też się uda.

 

 

Największy mit współczesności

Każdy z nas codziennie bombardowany jest reklamami. Zawierają one podstawowy przekaz, zupełnie niezgodny z naszym doświadczeniem, ale jednak poprzez swoją powszechność przyjmowany – możesz mieć wszystko – TERAZ.

To właśnie największy mit współczesności. Na jego podatnym gruncie powstają pułapki kredytowe i nadmierne zadłużenie wielu rodzin. Dlaczego? Jak to działa?

Włączasz telewizję. Nadają reklamę sklepu sprzedającego elektronikę.  Pokazują wspaniały telewizor 60 calowy. Jego cena – 4200 zł. Nie masz tyle. Ale reklama jeszcze się nie kończy, możesz go mieć już TERAZ – rata tylko 210 zł. Na tyle Cię stać. Zbliża się Wielkanoc. Przyjedzie rodzina. Tylko 210 zł. I kupujesz telewizor.

Otwierasz gazetę. Pomiędzy artykułami reklama samochodu. Kosztuje 50.000 zł.  Nie posiadasz takich oszczędności. Ale pod spodem informacja, nie musisz go kupować, aby cieszyć się nim już TERAZ. Wystarczy miesięczna rata 600 zł +VAT i wyjeżdżasz nowym autem. Tyle przecież masz. Kupujesz samochód.

A potem… Potem samochodu domaga się żona, dzieci chcą konsolę, trzeba zapłacić za wakacje (koniecznie w tropiki), wcześniej zapożyczyłeś się na mieszkanie  itp. itd. W końcu kredyt goni kredyt. Większość dochodów przeznaczasz na spłatę rat. A za co żyjesz? Za to co zostanie, czyli bardzo skromnie. To działa niezależnie od dochodów. Znam osoby zarabiające kilkaset tysięcy rocznie, które nie mogą odłożyć 1/5 rocznego dochodu na zakup auta za gotówkę. I wszystko dlatego, że uwierzyły w mit – stać Cię na wszystko TERAZ.

Niestety, nigdy tak nie było, że każdego natychmiast stać na wszystko. Jestem milionerem. Żeby zmienić samochód – odkładam. Telewizor, laptopa, pralkę itd. zmieniam, gdy się popsują, z odłożonych wcześniej pieniędzy. Konsoli nie kupiłem do dzisiaj. Mój telewizor ma 7 lat (poprzedni odmówił współpracy).  Mam dochód znacznie większy niż przeciętny i nadal nie stać mnie na wszystko. Czy rozpaczam z tego powodu? Nie. Po prostu planuję wydatki z wyprzedzeniem i kupuję to, czego naprawdę chcę i tylko wtedy, gdy mnie stać.

Opiekunka do dziecka, czy matka w domu? Aspekt finansowy.

Morze atramentu wylano chwaląc zalety obu tych rozwiązań, ja jednak skupię się na jednej tylko stronie medalu  – wpływie na finanse rodziny. Opiekunka to ktoś, komu trzeba zapłacić (wyłączamy babcie).

Aby należycie ocenić opłacalność należy znać trzy zmienne:

  • wysokość potencjalnych zarobków matki,
  • koszty opiekunki,
  • dochody poza pensją matki.

Pierwsza zmienna może przybierać różne wartości. Od pensji minimalnej (lub ułamka tej pensji jeśli pracuje na część etatu lub ma umowę cywilnoprawną) do kwot pięcio-, a nawet sześciocyfrowych. Zatem im wyższa pensja matki, tym większy sens płatnej opieki.

Koszt opiekunki zależy zasadniczo od jej kwalifikacji, doświadczenia oraz rynku. Inny jest w Warszawie, a inny w niewielkiej miejscowości z dużym bezrobociem. Przyjmuję pewien przedział od 1000 zł (za 190 godzin w miesiącu w małej miejscowości) ) do 3000 – 4000 w tym samym czasie w Warszawie.

Dochody poza pensja matki mają często znaczenie rozstrzygające. Jeśli wynoszą one kilkanaście tysięcy złotych, to nawet strata średniej krajowej nie będzie tragedią i zaczną być oceniane czynniki pozafinansowe.  Z drugiej strony samotna matka, raczej nie ma wyboru, chyba że skorzysta z pomocy rodziny, pomocy społecznej lub dostaje wysokie alimenty.

Żeby ułatwić decyzję stworzyłem przykładowe modele.

Matka z pensją minimalną, ojciec zarabia niewiele powyżej. Dochód rodziny 2700 netto, 1 dziecko.

W takiej sytuacji sprawa wydaje się prosta.  Najtańsza opiekunka poprosi o 1000 zł, który nawet płacony „pod stołem” prawie zrówna się z pensją matki. Jeżeli dodamy możliwość otrzymania świadczeń państwowych wyłącznie przy pensji męża (dochód na osobę w rodzinie niespełna 500 zł) to do bilansu musimy doliczyć minimum 1000 zł (rodzinne + 500 na dziecko+ dodatek z tytułu opieki nad dzieckiem). I nagle opiekunka zaczyna być droższa, a państwo daje prawie tyle samo co pensja. To paradoks, że najbiedniejsi często spędzają czas z dziećmi. Tam po prostu „nie opłaca się” pracować.

Matka zarabia 2000 zł, ojciec średnią krajową. Dochód rodziny 4700 zł, 2 dzieci.

Tu już sytuacja wydaje się bardziej skomplikowana. Dochody męża nie pozwalają rodzinie „załapać się” na świadczenia rodzinne i dodatki, a tylko na świadczenie wychowawcze (500 na dziecko). Opiekunka weźmie nieco więcej – załóżmy, że ekwiwalent pensji minimalnej 1300 zł. I zaczynamy liczyć. Jeśli matka pójdzie do pracy, to stracą 1800 zł, a zyskają 2000 zł. Różnica jest tak niewielka, że proponowałbym matce zostać w domu.

Matka zarabia średnią krajową, ojciec 2 takie średnie. Dochód rodziny 8100 zł, 2 dzieci.

W takiej rodzinie opiekunka nawet wymagająca oddania połowy pensji matki, może się opłacić (finansowo). Brak bowiem jakiejkolwiek pomocy państwa, a zostaje zawsze druga połowa pensji. Znowu wybór zależy od emocji, chociaż finansowo jest jasny.

Jak widzicie, najbardziej opłaca się nie pracować matce zarabiającej grosze. Wszystkie świadczenia państwowe, jeśli nie pracuje, zrównują się prawie z jej poborami. Dodanie do bilansu opiekunki generuje czystą stratę. A milionerzy? Zazwyczaj zarabiają na tyle dobrze, że nawet strata na 2-3 lata pensji żony nie stanowi większego problemu. Są więc w identycznej sytuacji jak najbiedniejsi.

 

 

 

 

 

Dobre, bo polskie. Milioner kupuje opony samochodowe.

Ile razy muszę zmienić opony samochodowe, w pierwszej kolejności szukam tych, które produkowane są w Polsce, pod polską marką. Dlaczego?

Pierwszy powód to patriotyzm gospodarczy, który niedługo szerzej opiszę na blogu.

Drugą przyczyną są  wyniki w konkurencji cena/jakość. Podam konkretny przykład. Ostatnio kupowałem dwie opony w dość sporym rozmiarze 205/50/17 z wysokim indeksem prędkości (W) i oznaczeniem ZR. Na placu boju były:

  • opony chińskie – w ogromnym wyborze cenowym (150-350 zł), nieznanych firm,  i zapewne różnej jakości,
  • opony środkowoeuropejskie – tutaj ceną królowały Dębice (191 zł)  i Barumy (236 zł),
  • doskonałe opony pod markami własnymi Michelin, Goodyear, Dunlop, Continental – za  400 – 600 zł za sztukę.

Nie jeżdżę agresywnie, nigdy też na granicy przyczepności. Jeżeli Dębice są tańsze np. od Goodyearów,  ale tylko o 20% procent gorsze, dlaczego mam przepłacać 200%? Najlepsze rzeczy zawsze kosztują nieproporcjonalnie drożej od przeciętnych. Opłaca się wybierać ze średniej półki.

Powód trzeci – dobre opinie. Użytkownicy tacy jak jak (jeżdżący spokojnie) polecali te opony, jako wystarczające. Podobny cenowo Barum miał znacznie więcej opinii krytycznych. Fulda, tylko trochę lepsza, jest o  50% droższa.

Jak widzicie, bycie oszczędnym milionerem zobowiązuje. Wybiera się wtedy produkty w rozsądnych cenach, ze średniej półki jakości. Nie warto kupować najtańszego (bo zaraz trzeba będzie wyrzucić ) jak również najdroższego (cena zbyt wysoka do różnicy jakości).