W 1986 r. ukazała się reklama towarzystwa ubezpieczeniowego London Life, a w zasadzie jego produktu oszczędnościowo-inwestycyjnego „Freedom 55”, popularyzującego ideę emerytury w wieku 55 lat. Film możecie zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=RhjEdtfuab8 . Wyprzedził o parę lat książkę Joe Domingueza.
Minęło 40 lat, a wielu dalej idea zakończenia pracy jako 55-latkowie nie mieści się w głowie. Na drugim biegunie znaleźli się 30-letni emeryci. Co z tego wynika?
Wniosek 1. Ludzie lubią sobie tworzyć jakąś ideę i wokół niej budować narrację. Wczesna emerytura, kojarzona z wiecznymi wakacjami (jak w tej słynnej reklamie) i wolnością. My za sterami jachtu (jeśli akurat lubimy ten styl), na górskim szlaku, pod palmami – wyobraźnia pracuje i obraz wygląda świetnie. Zwłaszcza w kontraście z nudnym biurem. Jest do czego dążyć.
Wniosek 2. Dłuższa praca nie jest pragnieniem milionów lecz raczej smutną koniecznością. Znowu odwołajmy się do reklamy. Czy przedstawia 55-latków dziarsko dojeżdżających pociągiem, zjeżdżających do kopalni, lub siedzących na zebraniu do godziny 17? Raczej nie. Pozytywne skojarzenia okazują się oczywiste. Mało kto chce pracować do śmierci, ludzie wolą zdecydowanie właśnie zajęcia, kojarzące się z wolnością. Stąd sukces i ponadczasowość pomysłu na „Freedom 55”.
Wniosek 3. Emerytura o 10 lat wcześniejsza wydaje się nam realna, w przeciwieństwie do takiej, dostępnej 30-40 latkom. W tym miejscu mamy dosyć pragmatyczne spojrzenie na świat. No i ludzie potrafią liczyć. 10 lat funkcjonowania „z oszczędności” ma sens, 35 dostępne jest dla wybranych.
Wniosek 4. Kwaśne winogrona. Wiele osób kontestuje wcześniejszą emeryturę z powodu wielkiej sympatii do swojego zawodu. Dotyczy to raczej: właścicieli firm, lekarzy, oraz innych przedstawicieli klasy co najmniej wyższej średniej ze stabilną pozycją zawodową i społeczną. Rozumiem ich. A co z tymi z klas nieposiadających? Oni często działają na zasadzie mechanizmu „kwaśnych winogron” – nie chcę winogron, bo na pewno okażą się niesmaczne, właśnie kwaśne. Akcentują bezsensowność, niemożliwość, a nawet niemoralność wcześniejszej emerytury. Pisałem też o tym, we wpisie o mentalu, ponieważ „kultura zapierdolu” bazuje po cześci na wyobrażeniach, po części na zaprzeczeniach. Młody emeryt jawi się nie jako człowiek zaradny, planujący, lecz raczej nieudacznik, leń itd. Sam decydujesz czy kupić ten program.
Do wcześniej emerytury trzeba dojrzeć finansowo i mentalnie.
I muszą te dwa składniki ” zagrać” razem w tym samym czasie.
Musimy odpowiedzieć na pytanie nie tylko ” jaka jest nasza liczba ” ale też ” co z czasem w zamian pracy”.
Skromna reklama, przygotowała nawet gotową odpowiedź. Obraz człowieka na jachcie, wizja egzotycznych podróży, miała potem zdominować wyobraźnię. Jeszcze pod koniec XX w., w czasie polskiej reformy emerytalnej, dokładnie takie narracje wtłaczano do głów masowo, wystarczy spojrzeć na filmy.
Zmianę w kierunku autorefleksji i odpowiedzi na pytanie „Co z czasem w zamian pracy?” albo zwyczajne „Co będę robił na emeryturze?” przyniósł dopiero ruch, nazwany później FIRE.
A przygotowanie mentalne też uważam za równie ważne, jak finansowe.