Kolejny wpis poświęcony trudnej sztuce mądrego oszczędzania na jedzeniu. Mądrego, a więc opartego nie o obniżanie jakości lecz szukanie tańszych źródeł zaopatrzenia. Dane dotyczą moich doświadczeń i faktycznych cen zakupu z ostatniej soboty.
Jabłka
W tym przypadku dyskont obrywa lewym sierpowym …, a pomimo to sprzedaje setki ton tego owocu. Jabłka z giełdy są lepsze, bo:
- tańsze – 1,7 zł zamiast 3,5 zł,
- większe i ładniejsze,
- zdrowsze – mniej chemii, lepsze odmiany.
Sklep osiedlowy wypada pośrednio. Zaopatruje się na giełdzie, więc i odmiany i wielkość podobne. No, ale musi narzucić swoją marżę, więc robi się cena dyskontowa.
Podobnie będzie przy większości owoców i warzyw. Rolnik na giełdzie sprzeda taniej.
Wędlina
Przyznam, że przeżyłem mały szok. Mam taką lokalną, niewielką masarnię, której współwłaściciel był kiedyś moim klientem. Wystarczy spojrzeć – prawdziwy masarz. Do tego z dziada-pradziada. Ich wyroby trzymają standard, zarówno pod względem surowca jak i receptury.W mieście nie dałem rady na nie trafić, a na giełdzie – proszę obecne.
W dyskoncie wędliny ponownie albo drogie (serie premium w Lidlu), albo tanie (szynka z Biedronki). Składu tych ostatnich, wolę nie czytać. Zresztą nie kupuję tam, a w osiedlowym sklepie, z dużym wyborem. I niespodzianka.
Osiedlowy sklep ma podobne ceny jak dyskont (szynka 40 zł, kiełbasa 25 zł). A na giełdzie? Szynka 35 zł, kiełbasa 20 zł. Taniej.
Nabiał.
Na giełdzie kupujemy niezłe sery po 22-25 zł. Podobną cenę zaoferuje nam sklep firmowy mleczarni (i będzie to ten sam wyrób), ale trzeba specjalnie jechać kilkadziesiąt kilometrów.
Dyskont jest w stanie zejść do górnej granicy (25 zł) tylko za cenę jakości. Tu nie ma opcji.
Lokalny sklep – ma wyższe ceny.
W przypadku jajek, mleka zadziała identyczny mechanizm. Giełda do jakość, dyskont cena (za gorszą jakość), a sklep osiedlowy jest pod ręką.
Namawiam, jeśli mieszkacie w dużym mieście, jedźcie na giełdy, popatrzcie. Zaoszczędzicie, a macie okazję poznać świat, jakiego już nie ma. Z targowaniem, próbowaniem, rozmową. W dyskoncie tego nie doświadczycie.
Supermsrkety jada na lenistwie ludzim.Jest blisko,ma duzy wybor, ma kase na reklame, kusi promocjami.malo kto,a starsi na pewn, jezdzi na gielde.Reklamy piora mozgi,ze niby nigdzie indziej nie ma lepiej i taniej.
Socjotechnika, nie na darmo zarrudniaja za ciezka kase speców.
Dobrze, ze sa jeszcze myslacy ludzie, niestety w mniejszosci.Bo gdyby byli w wiekszosci, supermarkety musialyby sie zlikwidowac.
W skrocie-korpo i rzad bazuje na ludzkiej glupocie i czynnie stara sie te glupote powiekszac.
Tak. Supermarket to wygoda, lenistwo plus reklama. Parenaście produktów w promocyjnej cenie, a reszta drogo. Albo tanio kosztem jakości. Teraz idzie ekspansja Żabek – blisko, ale sakramenckie ceny. Korpo marketingiem wygryzło sklepy osiedlowe, że niby najdroższe, żeby teraz wprowadzić Żabki.
Giełda lepsza niż targi, bo tam towar równej klasy za niewielkie pieniądze. Na targu już trzeba się znać.
Tak jest. Zabke chcial Kaczynski przejmowac na Orlen ,ale cos ucichlo.
Targ duzo lepszy, poza tym tam sprzedaja nasi.
Wiekszosc ludzi kupujacych w supermarketach nie zastanawia sie, ze przeciez jak sieci wygryza male sklepy to podniosa ceny bo bedzie monopol.
Właśnie jestem w górach, vis a vis otworzyli Żabkę, w miejscu gdzie padł lokalny sklepik.
Ceny porównywalne z osiedlowym. Delikatesy Centrum o 20% niższe i kupisz prawie wszystko.A i tak ludzie jadą do Lidla.
Zabka wszedzie dosc droga.Delikatesy Centrum sa w mojej wsi, niezbyt tanie, ale czy Zabka drozsza nie mam porownania.
Wspomnienie lepszych i normalnych czasow-moze jeszcze wroca:
Oglądało się Miami Vice.
Pracowici ludzie powinni miec kase a manipulatorzy zycia maja siedziec w pace.Czy tak bedzie-zobaczymy.
Ktos pamieta ten film? Czlowiek walczy z systemem.
I te auta…
Wlasnie 🙂 To co ukradl z garazu czerwone – ferrari?
https://nczas.com/2022/12/21/inwigilacja-postepuje-wplatomaty-pytaja-skad-mamy-pieniadze-foto/
W tym pomyśle widzę nadgorliwość banku-korpo i jego pracowników. Przecież nikt nie zaznaczy „z łapówki” albo „ukradłem”. Sprawa dla RPO i urzędnika od danych osobowych, bo rozumiem takie pytania przy dużych sumach, ale nie gdy ktoś wpłaci 300 zł.
Oczywiscie. Wstawilem to, zebyscie zobaczyli, ze inwigilacja zatacza coraz szersze kregi i likwidacja gotowki calkowicie uzalezni nas od wladzy.Jaka by nie byla.
…najlepsze: brakuje punktu „chuj was to obchodzi”. haha 🙂
Może da się dopisać coś podobnego? A na poważnie, dzisiaj każdy kto ma gotówkę ze skarpety staje się z definicji podejrzany, „skoro pieniadze na koncie są oprocentowane” (cytat z wyroku dot. zapłaty gotówką za mieszkanie). Krótko mówiąc, lepiej przepić niż oszczędzać. W najbliższym czasie zrobię wpis o góralach, tam wyjaśnię fenomen gotówki.
Teraz oczywiscie lepiej przepic niz trzymac w banku.
A banki w gorach sa bardzo nielubiane 🙂
…dla wladzy podejrzany, ale zyciowo madry.
Dla wladzy ja tez jestem podejrzany bo nie zameldowany.
Bo komu sluzy meldunek? Nie mnie , tylko wladzy, zeby w razie co wiedziala gdzie mnie szukac. Kar za to nie ma.
Meldunek ułatwia załatwienie paru spraw. Niezameldowanych też znajdą choćby po adresie podawanym w PIT. Trzeba żyć całkiem poza systemem, ale i wtedy policja ma na nas oko.
…ten wyrok wydal idiota.Byl taki czas,ze za trzymanie kasy na koncie musiales doplacic.
Conajmniej trzech, niestety. Ludzie mają różne źródła gotówki, niekoniecznie z przestępstwa. Np. Rolnik wcale nie musi rozliczać się przez konto.
Do 6.30:media tworza nastroj/atmosfere, ze gotowka sluzy celom przestepczym. Jak wypiora mozgi , rzad latwiej bedzie mogl wycofac gotowke-tzn.tak mysla,zle tak nie bedzie.Ludzie chca gotowki.
Media – na zlecenie systemu. Bo oficjalnie – do pewnej kwoty, gotówka nadal ok. Tylko właśnie „tworzy się atmosferę”. Poza tym, ktoś to kiedyś liczył, transakcja gotówkowa pomnaża zyski, kartowa – niszczy je (z każdej kwoty urywa prowizję). A kartami (i prowizjami, podatkami) żywi się system.
Zwrócę jedynie uwagę na pewien światowy problem, który zaczyna obejmować kolejne kraje: https://www.bankier.pl/wiadomosc/W-USA-brakuje-jajek-gwaltownie-rosna-ich-ceny-Sklepy-racjonuja-te-najtansze-8471591.html
U nas tylko drożały. Decydowały ceny zboża, koszty pracy. Teraz jeszcze obostrzenia rejestracji stada. Ale w sklepach półki pelne.
Do 14.5: tak jest,a akceptowana obecnie kwote gotowki system moze zmniejszyc do zera.
Czytalem o tym.Pewnie kupia gdzies w swiecie.
Problem obejmuje kolejne kraje. Różne źródła podają różne powody. Mamy wprawdzie silną branżę drobiarską, lecz przy rosnących cenach na pewno opłaci się eksport i może to wyglądać podobnie jak wyglądała tej zimy sytuacja z węglem. Zastanawiające, że jako jedną z przyczyn niedoborów wymienia się ptasią grypę. W czasie epidemii covidowej całkowicie na poważnie zamykano lasy, w trakcie wcześniejszej epidemii ptasiej grypy, kury musiały być zamykane w kurnikach. Były kontrole i przyglądałem się jak nakładano kary. Po bezładnych decyzjach podczas epidemii koronawirusa jestem w stanie sobie wyobrazić urzędowo nakazany prewencyjny ubój drobiu. ONZ już od kilku lat przestrzega przed widmem zerwanych łańcuchów dostaw i brakiem żywności. A UE od lat straszy blackoutem. Bez prądu można żyć, jednak likwidacja gotówki spowoduje trudności w realizacji przelewów elektronicznych i bankructwo wielu przedsiębiorstw, poza tym w miastach nie uda się kupić nawet jednej bułki bez podłączonej do prądu kasy fiskalnej.
Tak, czytałem właśnie o przyczynach. I zgadzam się, że reakcja często jest gorsza od choroby (zastrzelić wszystkie dziki i wybijać stada świń na zagrożonym terenie – ASF), więc prewencyjny ubój wszystkich kur nie wydaje się tak nierealną wizją. A skoro zrezygnujemy z wieprzowiny i drobiu, a i z wołowiną mogą być problemy (choroba wściekłych krów), co nam pozostanie? Baranina (osobiście lubię, ale nie każdemu przypada do gustu) i musielibyśmy ją importować.
Gotówka na razie nie zniknie. A co się dzieje bez prądu? Wystarczy poczytać artykuły o Ukrainie. W blokach, domach terkocą agregaty prądotwórcze. Ale ich cena poszybowała w niebo. Poza tym wzrasta konsumpcja paliw i tych z kolei zaczyna brakować. Podejrzewam, że sklepy (w tym hipermarkety, którym bez prądu przestałyby działać chłodnie i lodówki) mają na taką sytuację plan B.
Raz w jednej hurtowni budowlanej zabrakoo pradu.Zasadniczo wstrzymano sprzedaz,ale mnie znali, wiec sprzedali mi na tzw.zeszyt (zapisali co i za ile,a fakture wystawili pozniej).
Stąd uwaga Sławka – w mieście nie kupisz bułki. Na wsi – dalej po staremu. Bez faktury, na fakturę – jak sobie klient życzy, bo sami swoi. Czasami wyłamie się jakaś urzędniczka, jak ta z Bartoszyc, ale szybko lokalni pokażą jej miejsce w szeregu (z tego co pamiętam – poleciała ze stołka).
Tak, i bardzo dobrze.
Wczoraj znalazlem ogloszenia tartakow o sprzedazy drewna. Jak zyje nigdy nie widzialem takich ogloszen. Razem z innymi materialami budowlanymi, ktore tez sie oglaszaja, swiadczy to o bardzo powaznym kryzysie. I zapowiada katastrofe w budownictwie i pokrewnych.