Gonić króliczka, czyli nieznany skutek inflacji.

W stabilnej gospodarce, nawet o niewielkim wzroście, ale i blisko zerowej inflacji, wszystko jest proste. Opłaca się oszczędzać, żeby coś kupić. Bo mamy perspektywę, że zaoszczędzimy. Inflacja całkiem zmienia obraz.Wyobraźmy sobie koniec roku 2019. Nikt nie spodziewa się wojny, ani pandemii.  Używany 11-letni Fiat 500 kosztuje 12 tys. zł.  Pani Kasia dysponuje odłożonymi pieniędzmi – 3000 zł. Chcąc kupić takie auto, a do wyboru dwa wyjścia:

1) wpłacić tę sumę na początek, na resztę wziąć kredyt (korzystnie oprocentowany),

2) próbować dozbierać przez 3 lata, żeby kupić za gotówkę.

Jeszcze nie wie, że złe stoi już w progu. I niezależnie od tego, który punkt wybierze, straci.  Bo:

Po trzech latach 11-letni Fiat 500 wart jest już 18.000 zł. Pani Kasia ma dalej tylko 2/3 potrzebnej gotówki.

Jeśli wybierze kredyt, zaliczy nagły, prawie dwukrotny wzrost raty. Płaciła, dajmy na to 200 zł, to teraz 400 zł (przy długim okresie kredytowania, bo jeśli pożyczono na 2 lata, to całość spłacona).

Tak samo będzie w wielu innych przypadkach. Zamiast samochodu podstaw mieszkanie (+50% ceny, rata +100%), działkę budowlaną, inwestycję w halę, budowę domu. Zatem w czasie inflacji gonimy króliczka, nigdy go nie doganiając.

Prognozowany przez ekonomistów skumulowany wzrost cen (łączna inflacja) za lata 2021-2024  wyniesie blisko 50%. Nie uzyskamy tyle na żadnej lokacie, żadnych obligacjach.  Ponieważ to tzw. inflacja galopująca, a nie hiperinflacja, nie znajdziemy się może w sytuacji dziadków mojej żony, którzy za oszczędności 15 ostatnich lat PRL-u mogli sobie w połowie lat 90-tych kupić lody (1000 zł w 1975 r. to było prawie pół pensji, 20 lat później, może … pudełko zapałek). Jaki to miało skutek? Ci konkretni ludzie nigdy się już nie podnieśli finansowo, po wymianie pieniędzy zmarli, a ich wnuki do dzisiaj czują awersję do oszczędzania. Kto widział dramaty początku lat 90-tych na wsi (niespłacalne długi), wie jak hiperinflacja działa na całe rodziny. Tam wszyscy przez wiele lat drżeli na samo słowo „bank” czy „kredyt”. Nikt nie chciał powtórzyć losu nieszczęsnych bankrutów.

Z drugiej strony, powstała legenda szybkich fortun początku III RP.  Dlaczego? Bo ryzyko (i jego kontrolowanie), inwestycje dawały jedyną szansę ucieczki przed inflacją. Wieczny ciułacz tracił.  Nawiasem mówiąc, tracił też później, ale z uwagi na otoczenie ekonomiczne, mniej spektakularnie. Dlatego na blogu zwracam uwagę na istotny element. Nie wystarczy nie konsumować. Nie wystarczy oszczędzać (generować nadwyżki dochodów nad wydatkami). Trzeba jeszcze inwestować, w drożejące dobra. Najlepiej drożejące szybciej niż rośnie inflacja. Stąd idea spekulacji, nieobecna wcześniej.  Stąd uciekanie od rezerw gotówkowych i próba przegrupowania portfolio. Żeby złapać króliczka, biec szybciej niż on ucieka. Kto bazuje na samej oszczędności, nie ma na to szans.

 

62 komentarze do “Gonić króliczka, czyli nieznany skutek inflacji.”

  1. Z lat 90 pamiętam, że fortuny ze starego portfela masowo przechowywano w markach i dolarach. Potem jeszcze przez jakiś czas w ludziach tkwił sentyment do tych walut, aż zaczęły tracić do złotego i w końcu czar prysł. Zresztą z początkiem wyprzedaży narodowego majątku, tzw. prywatyzacji, czy „uwłaszczenia”, najlepiej było kupować niedoszacowane obligacje na rynku pierwotnym, aby szybko sprzedać na wtórnym, tzw. inwestorom zagranicznym, czyli ludom semickim, pod szyldem spółek joint venture. Do Siego Roku!

    1. Stąd potrzeba elastyczności i ciągłej zmiany. Coś co dawało zysk 20 lat temu, dzisiaj przyczynia strat.

      1. I dla Ciebie, bo bez Cienie mie byloby tego miesca.
        PS.Wlasnie czytalem z ciekawosci czy da sie caly czas mieszkac w kamperze.
        Odpowiedz:
        -na upartego da,ale kobieta narzeka.ze ciasno i drogi gaz do ogrzewania (butla 10kg na 2 dni grzania w zimie),prad i woda jesli brane z kempingu z sieci albo wytwarzane silnikiem (bo jak inaczej kiedy nie ma sieci) tez drogo, wiecej niz media w mieszkaniu,za to czyszu nie ma.
        -gdyby sam facet mieszkal i palil jesli sie da drewnem (musialby miec piecyk na drewno w kamperze,a drewno chyba scinac na miejscu postoju bo gdzie to trzymac), i pokombinowal cos z uzupelnianiem wody zeby nie brac za kase z sieci na kempingu,i cos z pradem-to sie da.Mozna jeszcze miec namiot-dostawke (zwieksza przestrzen) ,ale spac sie tam nie da, chyba,ze w lecie i po pijanemu 😀
        Nomadland mnie zainspirowal,ale tam byli zmuszeni i dawali rade.W normalnych warunkach lepiej na stale miec dom staly a nie kamper.Ale sam nigdy nie probowalem (wyjatek-lata 90-te na budowie mielismy Star 6×6 tzw pszczolka i ZIL ,oba z pakamerami stalowymi dla ludzi,przerobione z radiostacji wojskowej (Star) i z warsztatu ruchomego (ZIL).Ludzie tam spali w tygodniu i nie narzekali.Weekendy tylko stroz.

        1. Do 20:27. Od wiosny do jesieni – da się mieszkać w kamperze w naszym klimacie. Problemem jest zima. Musimy zmierzyć się z dwoma kłopotami: kosztów i efektywności ogrzewania oraz zamarzającą w przewodach wodą (także brudną). To drugie, da się ominąć – są wersje zimowe, maty ogrzewające, ocieplenia. Z pierwszym – nie ma idealnej recepty.
          Jeśli stoimy na swojej ziemi, znacznie taniej wyjdzie nam mały domek, kontener itp. Łatwiej go ocieplić i faktycznie – niewielka koza rozwiąże problem (+ mamy gdzie składować drewno, produkujemy żarcie).
          Jeśli ziemią nie dysponujemy, musimy płacić za postój. Z grzaniem, zostaną trzy wyjścia: podróż na południe (redukujemy koszty ogrzewania dramatycznie, ale wydamy 3000 zł/sezon na paliwo, no i kamper musi być w dobrym stanie na taką wyprawę), zatrudnienie się jako stróż (śpimy w kamperze i jeszcze na tym zarabiamy ew. na najzimniejsze nocki idziemy do jakiejś pakamery) ostatecznie i klasycznie – zapłata czynszu za ogrodzoną działkę (odradzam spanie, gdzie popadnie) plus grzanie piecykiem na drewno (jak w bani) ew. gazem (ceny – 15 butli -to znacznie drożej niż wynajem pokoju, a na wsi nawet domu, tak małe pomieszczenie ogrzejemy też prądem, o ile mamy podłączenie).
          Z tych względów ekonomiczno-praktycznych, uznaję całoroczne spanie w kamperze w Polsce, za wyjście nieoptymalne kosztowo. Zdecydowanie łatwiej i taniej postawić stacjonarnie budę lub wynająć domek na zimę.
          W Nomadlandzie wyglądało to inaczej. Większość z bohaterów, jechała w zimie na południe USA (Arizona, Nowy Meksyk), łącząc to z pracą w nocy i po 12 h/dobę. Do tego dochodziło chyba webasto (taniej niż gaz). No i w USA paliwo tańsze, żeby sobie jeździć i grzać. Największym problemem pozostawały wydatki na utrzymanie mechaniczne auta (naprawy po 1,5 tys. dolarów).

        1. Dokladnie.
          W wersji „bezziemnej” i bezumiejetnosciowej rolniczo ewentualnie pozostaje:
          -eksploracja tyłów sklepow spozywczych typu LIDL, Biedra po zamknieciu (podobno tylko warzywa,owoce)-pewnie,ze hardcor,ale sie da w razie w,
          -albo zarabianie na zarcie w miescie, tylko,ze to uzaleznienie.

          Mozna jeszcze (niektore nielegalne):
          -pedzic bimber
          -pedzic wache (wzmocniony tzn.raz wiecej przepedzony bimber,mam w razie w instrukcje jak, moge Ci wyslac na mail bo tu nie wiem kto czyta)
          -uprawiac tyton i sprzedawac (jakichs umiejetnosci rolniczych to juz wymaga i kawaleczka ziemi,ale malego)
          -klusowac na zwierzyne

          …..
          🙂

          1. Wersja bezziemna to największy problem – głównym kosztem pozostaje dach nad głową + jedzenie. O dachu już wypisaliśmy się, a teraz jedzenie. Freeganizm uważam za sensowny, tylko trzeba mieszkać w mieście. Bo Biedronki/Lidle raczej tam. No i wraca problem ceny dachu nad głową.
            Stąd zaproponowane przez Ciebie rozwiązanie – tani domek na wsi (wynajęty) ma sens. Mamy ziemię do uprawy (to są siedliska po 2000-3000m2). Te 12k rocznie jakoś zarobimy dorywczo w okresie letnim (ew. wyjedziemy na saksy). Przy czym taki domek kupimy (na odludziu) za 50-100k.
            Wersja ostatnia (dosyć popularna) – działka w ROD. Teraz kupimy za kilkanaście tysięcy na obrzeżach dużego miasta i mamy też możliwość produkcji jedzenia.

    1. Nie zapominaj – idzie w górę akcyza na mocne alkohole. Ja akurat piję mało, ale mimo tego 30 grudnia kupiłem 6 litrów. Część pójdzie na nalewki, część do drinków. Przy moim spożyciu starczy na kilka lat.

      1. Tak,wiem, chyba jakies 5%?To na 0,5l wodki 1-2 zl.Pomijalne 🙂 Ale za 5 lat zbierze sie z 10zl.A to juz da z 40% (start od 24 zl).

        1. Ja alkohol mocny kupuje rzadko. Sporo dostaję. Zabierali synkowie. Pamiętam ostatnią cenę wódki (na nalewki) – 17 zł. Jak kupowałem teraz w Lidlu przed Nowym Rokiem, już było 24-25. Teraz nie sprawdzałem – zapowiadali 30. Jacka Danielsa kupiłem w litrowej flaszce za 99 zł, teraz 0,7+szklanka za 119. Czyli podwyżka była spora (nie wiem jak było z VAT-em na alkohol).

      2. Do 4.47: zgadza sie.
        ROD-podobno nierzad chce do konca 2023 zamiemic dzierzawe wieczysta na wlasnosc.Moze warto poki tanio kupic na ROD dzialke ,bo wzrosnie cena?Uzytkowosc oczywista,a wartosc moze sie zwiekszyc.Pytanie czy wszystkie zarzady ROD-ow beda zamieniac dw na wlasnosc,bo wtedy utraca zajecie i pieniadze.

        1. Pytanie brzmi inaczej. Czy własność Twoja, jako użytkownika działki, czy własność Polskiego Związku Działkowców jako dotychczasowego użytkownika wieczystego. Bo do tej pory to wszelkie prawa ma PZD, a człowiek tylko niesprzedawalne „prawo do użytkowania działki”. Jak traci to prawo, wtedy zwracają tylko za nasadzenia i budynki.
          Niemniej jednak tańszej ziemi z kawałkiem domku (jaki by nie był) blisko centrum nie dostaniesz. U mnie w mieście, w dzielnicy willowej, gdzie ziemia po 450 zł/m2, „kupisz” działkę z domkiem i roślinami za 50.000 zł. Przed pandemią 1/5 tej ceny i chętnych nie było.

          1. Formalnie dzierzawca wieczysty od gminy to ROD (czy stowarzyszony w PZD czy nie to inna rzecz), i najpierw to zarzad ROD musi przejac grunt na wlasnosc,a potem rozdzielac dla poszczegolnych dotychczasowych dzierzawcow.Pytanie czy wszyscy zechca.

          2. Na pewno nie wszyscy w ROD zechcą. Niektórzy mają po 90 lat, zaawansowaną demencję, są leżący po wylewie. Wymóg „albo wszyscy kupują albo nikt” to warunek nie do spełnienia przy 200-300 użytkownikach w ogrodzie.
            Gdyby wykup był na własność – sam wystartowałbym – mam ROD 3 minuty drogi od domu – kupiłbym 10 działek obok siebie i zrobił pokazową mini-farmę miejską.

          3. Do 13.26: z tgo co wiem, jedna osoba moze miec na ROD tylko jedna dzialke.Musialbys wziac na slupy.To nieglupi pomysl.Wpisowe bodaj 2k jednorazowo, potem co rok po 500.A jak beda zamieniac-ceny pojda ostro w gore.

          4. Do 14.06. To nie wiedziałem, że tylko jedną. Byłby problem, bo powinno się uprawiać osobiście, ew. z rodziną.
            A ceny pójdą w górę. U mnie w okolicy nie ma działek budowlanych w ogóle (relikt PRL- nie zabudowałeś w ciągu kilku lat, zabierali), więc trudno oszacować ceny, ale przypuszczam, że działka 350 m2 kosztowałaby 0,5 mln .

          5. Do 14.41: nawet jedna warto, w najgorszym razie sprzedasz za odstepne albo gasz dzieciom. A moze uda sie zarobic? W znanym mi ROD chca za gola dzialke odstepne 2-5k,ale moze akurat sa wolne bez odstepnego u Ciebie.Trzeba pytac w zarzadzie.

    1. Węgla brunatnego mamy mało (Turów i Bełchatów). Większość zużywa elektrownia na miejscu. Przecież w Polsce problem nie jest z brakiem węgla w kopalni („jeszcze na 60 lat”), tylko w tym, że przez x lat kopalnie wygaszano, a importowano surowiec ze wschodu. Kiedy tamto źródełko (Rosja, Ukraina) wyschło, zostaliśmy z niczym. Na węgiel nie obowiązywał zakaz, bo piece 5 klasy montowano nadal, nawet w Małopolsce.
      Właśnie wróciłem z gór. Przy okazji Sylwestra, gadałem z moim kumplem – góralem, u nich m3 drewna we wspólnocie gruntowej – 200 zł (układany uczciwie). U nas „metr nasypowy” 400 zł. No i pali drewnem.

        1. Wspólnota gruntowa (ew. leśno-gruntowa) to relikt po zaborach i likwidacji pańszczyzny. Każdy dostał kawałek ziemi na własność, ale las, jezioro, pastwisko należało do całej wsi (udziałowo), w tym celu tworzono wspólnoty. W moim miejscu w górach, kto kupuje stary dom i upomni się, dostaje też udziały. Potem może korzystać, albo jak w przypadku drzewa w lesie ma preferencje przy zakupie. Ta wspólnota z gór ma swój sklep, wynajmuje budynki, zarządza tartakiem, zatrudnia ludzi, działa nieźle. Inne są praktycznie martwe (bo za cara łowili sobie rybki w jeziorze, w którym teraz pływają wczasowicze).

          1. Nie wiedzialem,ze takie wspolnoty funkcjonuja.Bardzo mi sie to podoba,ale musza byc odpowiedni ludzie,zeby sie nie okradali.

      1. Przeciez wegiel jest be bo nas obciazaja podatkami od spalania.Wydobycie mozna i trzeba przywrocic. I nie placic zadnych kar Brukseli.

    1. W moim mieście też knajpy (w tym takie istniejące po dwadzieścia kilka lat) masowo się zamykają, nie ma chętnych na przejęcie, nawet bez odstępnego.
      Pizza akurat da się zrobić w piecu na drewno (a nawet uchodzi za lepszą, tradycyjną). Ale wyobraź sobie inne dania. Co postawią piec, jak kiedyś na wsi?

      1. Otoz to. Prywatny biznes zwija sie-i o to chodzi naszemu nierzadowi.I wszystkim innym nierzadom.Wzystko ma byc panstwowe.Podwyzki gazu czy pradu to tylko narzedzia.Za PRL narzedziami byly np.domiary wziete z czapy.

        1. Z podwyżkami gazu jest jak z paliwem na ORLENie. PGNiG notuje rekordowe zyski, a my wszyscy płacimy więcej. Firmy oparte na gazie, wymiękają, bo nie dostają żadnej tarczy.

          1. Kiedy wszystkich wykoncza nie bedzie z kogo zdzierac.To im zajmie mysle jakies pare lat.Komunie zajelo 18 lat (44-62).
            Mam nadzieje,ze sie to jednak odkreci.

          2. Dzisiaj czytam „Żywot własny” Franklina. W jednym z rozdziałów opisuje on zwiększenie podaży pieniądza w kolonii, przypisując mu znaczenie pozytywne. Nagle biedacy mieli jakieś środki do rozporządzenia, bo wcześniej wszystko tezauryzowali bogacze. Wydawałoby się zatem, że jeden z ojców niepodległości USA popiera inflację. Tylko, że wtedy nie było pieniądza elektronicznego, a wyłącznie fizyczny i w całej kolonii śmieszna ilość (15.000), a my mamy nadpodaż i dalej pompujemy balonik.

          3. Do 3.37: jezeli tamten pieniadz w kolonii nie byl sztucznie wykreowany a byl ekektem wytworzenia dóbr, to wszystko w porzadku. Obecnie skoro w Europie zyskowna produkcja zanika – tworzy sie pieniadz z powietrza.I dlatego teraz bedzie „sprawdzam”.Z wiadomym skutkiem.

          4. Tam chodziło o decyzję ile kasy ma być w obiegu, bo to regulował odpowiednik naszego Sejmu.

    2. Dzisiaj zdementowano o pizzeri-fakenews.Te 72k za gaz bylo za 2 lata,nie za miesiac.
      Ale trend jest wlasnie taki-zamykac male prywatne.

      1. Branżę gastro (m.in. pizzerie) dobija się z 3 stron. Nośniki energi to jeden cios. Drugi – pensja minimalna i wyższe podatki (u mnie w mieście o 10-15% dla Dg). Trzeci – ceny żywności. W efekcie właściciel ma dwa wyjścia – dokładać do interesu lub podnieść ceny, patrzeć jak klienci opuszczają lokal i… też dokładać.
        Tu nie pomogą nawet legendarne marże (w cenie posiłku, wsad do kotła to zazwyczaj 1/3 ceny).
        Ostatnio rozmawiałem z „moimi” góralami. Ich córka dorabia sobie jako kelnerka. W Sylwestra dostała napiwków 40 zł (za cały dzień). Opowiadała jak to do knajpy (z tych lepszych) wchodzi trzyosobowa rodzina, żeby zamówić … trzy talerze rosołu. Zjadają, płacą co do grosza, wychodzą. Tak się nie da funkcjonować.

        1. I wlasnie takie zachowania mowia ,ze kryzys w pelno.
          Inne branze tez maja klopoty.Moze nie kazda przez cene pradu,ale przez inne koszty tak.I brak zamowien.

          Jezeli przeniosa dzisiejszych wolnych rzemieslnikow do korpo, to beda krasc i brac lapowki jak za PRL.I trudno im sie dziwic.

          1. Do 20:10. Mam nadzieję, że kraść nie będą. Wytworzenie mentalności homo sovieticus, zgodnie z którą kradzież mienia pracodawcy nie stanowi problemu, zajęło w PRL-u kilkadziesiąt lat. Jeszcze w epoce Gomułki i początkach Gierka za takie wydarzenia surowo karano (patrz: afera mięsna). Dopiero za tzw. pełnego Gierka, ludzie urodzeni i wychowani w komunie zalali rynek pracy, a jednocześnie władza zaczęła uprawiać „złodziejstwo państwowe” według starych ruskich wzorów. No i się zaczęło. Kradzieże były na porządku dziennym.
            Teraz mienie korpo, to jednak nie niczyje (bo państwowe uważano za niczyje). Zresztą są znacznie doskonalsze metody nadzoru (monitoring, wykrywacze metalu). Musiałoby naprawdę istnieć społeczne przyzwolenie na takie działania (czyli powszechna kradzież: pracownik, przełożony, kontrolerzy, policja). Teraz takiej opcji nie ma. Wprawdzie w gastro zdarzały się drobne złodziejstwa (typu: kucharz wziął od hurtowni dostarczającej zamówienia bonus w postaci słoika kaparów i zabrał do domu, zamiast oddać właścicielowi knajpy), ale dotyczyły pojedynczych osób, a w PRL-u istniał system przyzwolenia, bo przecież „kradnąc obalamy komunę”. I ten system istniał w doskonałej symbiozie z zachwytem nad głębokością myśli JPII.

          2. Do 3.50: tak, jakis czas moze zajac przywrocenie w glowach homo – sovieglobalicus? 😀

    1. Z gazem – zrobią przekręt podobny jak z paliwem. Ceny na światowych rynkach spadły do poziomu 70 USD (a było już ponad 300), a dla firm dalej drożeje. PGNiG, praktyczny monopolista, idzie drogą „większego brata”.
      Firm szkoda, akurat Wałbrzych w porcelanie ma stuletnią tradycję.

      1. Tak. Jezeli nie ma wytlumaczenia dlaczego ceny Orlenu nie ida w dol-a poza chciwoscia nie ma-to wg mnie pozostaje tylko „teoria spiskowa”-likwidacja malych firm.Przeciez nierzad widzi i slyszy co sie dzieje a mimo to nic nie robi,wiecej-bardziej dokreca srube MSP.

        1. Do 10:19. W budżecie brakuje pieniędzy. Na kampanie potrzeba pieniędzy. Więc dokręca się śrubę MiŚP, bo przecież nie korporacjom. Jednocześnie spółki SP muszą mieć zyski, żeby wypłacić swoim premie, które to premie sponsorują kandydatów jedynie słusznych.

          1. …i teraz „przekreca srube” – znikna te male firmy.A za jakis czas zabraknie wplacanych przez nie podatkow.Ciekaw jestem co wtedy sie powie-Putin? UFO?Schwab?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *