O inflacji dla kompletnie zielonych. Żadnych marzeń, panowie.

Ostatnio usłyszałem takie zdanie – jeśli rząd podejmie wszelkie działania i zbije inflację do 10% to ceny spadną. A potem powrócą do poziomu sprzed pandemii.  A w pociągu mój równolatek tłumaczył swojej towarzyszce „Za Tuska było źle, bo emerytury waloryzowano o 0,8%, Kaczyński jest lepszy – ma być kilkanaście procent”. Oba te sądy wskazują na niezrozumienie podstawowego mechanizmu jakim jest inflacja. Czas go wytłumaczyć kompletnie zielonym.

Podawany przez GUS tzw. wskaźnik inflacji bazuje na koszyku towarów i usług. Ponieważ kupujemy mniej smalcu niż 20 lat temu, a więcej oliwy, ten koszyk ulega ciągłym zmianom. To też pole do manipulacji, ale o tym innym razem. Więc tak obliczona inflacja to pewna średnia. Jedne ceny stoją w miejscu (znacie takie – może ubrania?), inne rosną gwałtownie (opał) lub trochę wolniej (polskie owoce). 18% inflacja, jaką mamy dzisiaj, oznacza, że średnio te ceny rosną o 18% (trochę mniej niż 1/5). W efekcie coś co kosztowało rok temu złotówkę, teraz ma cenę 1,18 zł.

Jeśli inflacja spadnie do 10%, nie będzie żadnego spadku cen. One nadal kontynuują wzrost. O 10% właśnie, od wartości dzisiejszych. Czyli produkt i usługi  z dzisiejszą ceną  1,18 zł, zaczną kosztować już 1,3 zł. A ma to dwa poważne skutki.

Po pierwsze, wzrosty się kumulują. Czyli kilka lat z rzędu wysokiej inflacji daje nam spore negatywne skutki. Bo wczoraj 1 zł, dzisiaj 1,18 zł, jutro 1,3 zł, a pojutrze (inflacja nadal 10%) – 1,43 zł. Łączny wzrost cen osiąga więc 43% w 3 lata.

Po drugie, przeciw nam działa procent składany. 10% od 1 zł, to 0,1 zł, ale już od 1,3 zł – 0,13 zł. Wywołuje to efekt kuli śniegowej, wzrost cen rozpędza się, mimo, że inflacja pozostaje na niezmienionym poziomie. Stąd za bezpieczne uznajemy 3%, maksymalnie 3,5%. 18% to bardzo dużo, a i 10% dużo za dużo.

A teraz wracamy do rozmowy o Tusku i Kaczyńskim.  Bądźmy łaskawi dla tego ostatniego i porównajmy dwa wskaźniki –  wzrost emerytury minimalnej (rosła szybciej niż przeciętna) i cen.

Donald Tusk obejmował władzę w 2007 r. (jesienią), a oddał ją w 2015 r. (pomińmy, że formalnie rządziła Ewa Kopacz). W żadnym z tych 8 lat inflacja nie przekroczyła 4,3%, a był nawet rok deflacyjny. Tusk miał też swój „wielki kryzys”. Łączny skumulowany wzrost cen w latach 2008-2015 to 19,4%.

Z kolei Kaczyński rządził w latach 2015 (jesień) do dzisiaj, a więc 7 lat. W tym (krótszym) czasie inflacja skumulowana wyniosła 35,1%. Jeśli założymy przyszłoroczną na 1,15% (optymistycznie moim zdaniem), to dojdziemy do 55,3%. Czyli ceny wzrosną prawie 3 razy szybciej jak za Tuska.  A powiedzmy sobie szczerze, to są dane oficjalne, rasowane, i pomimo spadku cen w pierwszym rok (po rządach Tuska). Ten miał dużo trudniej, bo objął państwo nie z deflacją, lecz inflacją na poziomie 4% (pierwszy rok rządów).

Teraz emerytury minimalne. Na początku rządów Tuska było to 597 zł, a na końcu 880 zł. Wzrost o 47%.  Kaczyński startował z 880 zł, a na przyszły rok (bądźmy uczciwi) zaplanowano 1588 zł. Więc + 80%.

Teraz przeliczmy to  na towary, których średnia wartość wynosiła 1 zł. Za Tuska na początku emeryt mógł kupić sobie ich 597 sztuk (miał 597 zł, a cena wynosiła 1 zł), na końcu 737  sztuk (miał 880 zł, a cena 1,19 zł). Kaczyński startował z poziomu 737 sztuk (koniec Tuska), a doszedł (ostatni rok jest projekcją) do 858 sztuk (emerytura 1588 zł, średnia cena 1,85 zł). Obiektywnie za obu panów siła nabywcza minimalnej emerytury wzrosła, przy czym za Tuska o 23%, a za Kaczyńskiego o 16%.

Teraz weźmy na tapet pensję średnią. W listopadzie 2015 r. wynosiła 4164 zł. Teraz 6578 zł (ostatnie dane chyba za lipiec). Wzrost wyniósł – 57%. 20 punktów procentowych pow. inflacji. Za Tuska było to 34 % (listopad 2007 – 3088 zł, listopad 2015r. – 4164). A więc także znacznie wyżej od inflacji (prawie 15 punktów procentowych).   Ekonomiczny analfabeta popatrzy na liczby bezwzględne (prawie 2500 zł kontra niecałe 1100 zł) i przyzna palmę pierwszeństwa „temu co więcej daje”.

A jak to wygląd u „oszczędnego milionera”. W 2007 r. zarabiałem netto (liczę tylko pensje) ok. 4 tys. zł, w 2015 r. już 7500 zł,  teraz 10.200 zł. Faktyczny dochód wzrósł znacznie bardziej, bo doszła jeszcze dg. Obraz trochę zaburza uzyskanie kwalifikacji (niemniej jednak przeciętni ludzie też je podnoszą). Tusk zapewnił mi podwyżkę 87% przy inflacji 19,4%, obecna władza 36% przy inflacji 35%.

Gdybym ich nie zrobił, to miałbym teraz (szacowane z pensji kolegów z poprzedniego działu) – 6700 zł, a w 2015 r. 4500 zł.  Czyli „tuskowe” to 12% (mniej niż inflacja) a „pisowe” 48%, czyli  prawie 14 p.p. powyżej inflacji. Tym samym dla moich kolegów korzyść z obecnych rządów jest niezaprzeczalna.

Skoro jednak jest tak dobrze (a przynajmniej porównywalnie – jedni zyskują, inni tracą), to dlaczego jest tak źle? Rzeczywista, odczuwalna, inflacja znacznie przewyższa oficjalną. W 2007 r. nowe auto dało się kupić za 30 tys. zł (Dacia Logan, jakieś Aygo), a w promocji może nawet mniej (Fiat Panda). W 2015 r. cena w zasadzie się nie zmieniła.  Obecnie Aygo kosztuje minimum 45 tys. zł, Sandero (mniejszy Logan) 55 tys. zł.  Podobne zjawiska dotyczą gazu (tylko w ostatnim roku +64%), pieczywa, mąki, mleka, oleju, masła. W 2007 r. moja rata za mieszkanie 50 m2 w mojej miejscowości,  wynosiłaby 1200 zł, a czynsz 350 zł z c.o. W 2015 r. musiałbym wydać 1300 zł (rata) + 450 zł (czynsz z c.o.). Dzisiaj 4000 zł (rata)+ 650 zł (czynsz z c.o.). Za takie samo mieszkanie.  Gdybym doliczył prąd i podatki, wyglądałoby to tak:

2007 r. – 1670 zł,

2015 r.  – 1870 zł,

2022 r. – 4890 zł.

Ceny lokalu 50 m2 kształtowały się następująco: 2007 r. – 200 tys. zł,  2015 r. – 220 tys. zł, 2022 r. – 400 tys. zł.  Wzrost średniej pensji w latach 2007-2015 r. spokojnie przewyższał skok cen. W latach 2015-2022 r. już nie.

Czyli, żeby kupić i utrzymać 50m2 mieszkania w roku 2007 r. potrzebowałem ok. 40% poborów, w 2015 r.  ok. 25%, obecnie – prawie 48%. Gdybym porównał siebie „ze starych etatów”, w 2015 r. byłoby to 41%, a obecnie 72%. Dodam, że mam 15 lat doświadczenia więcej.

To jest ta skala problemu dla ludzi szukających pierwszego mieszkania w latach 2021-2022.  Koszt spłaty kredytu + utrzymania mieszkania sięgnąć może 72% dochodu pojedynczej osoby. Stąd młodych po prostu nie stać.

I jeszcze jedno – z programu szkolnego wycofano punkt o inflacji. Naszym dzieciom musimy sami ją wytłumaczyć.

 

22 przemyślenia nt. „O inflacji dla kompletnie zielonych. Żadnych marzeń, panowie.”

  1. Wszystko sie zgadza.
    Do ostatnich lat w PL – nie wiem jak,ale nalezaloby uwzglednic czynnik zafundowanego nam kryzysu, wywolanego najpierw i w glownej mierze domniemanym covidem i rzeczywistym zatrzymywaniem gospodarki, a teraz czesciowo wojna,a raczej jej skutkami gospodarczymi.Bo zwalanie przez MM wszystkiego na Putina jest smieszne.
    Jesli gospodarka nasza i swiatowa dzialalaby bez tych dodatkowych zaklocen, prawdopodobnie problemy bylyby o wiele mniejsze.
    Nie usprawiedliwiam zadnej partii, uwazam,ze wszystkie sa diabla warte,a ich szefowie i ich wspolpracownicy powinni trafic do paki za doprowadzenie do obecnej sytuacji.

  2. …mozna jeszcze dodac,jak zauwazyles,ze tzw.koszyk cen jest zafalszowany (np.chyba sa w nim rowniez diamenty czy futra, ktore jak wiadomo sa artykulem pierwszej potrzeby 😀 ).Oraz tzw.srednia pensja jest brana tylko z wiekszych firm, a nie z malych, bo gdyby przyjac tez z malych, to srednia bylaby o wiele nizsza,a tak rzad wykazuje pozornie , ze dobrze rzadzi,a glupi narod wierzy.

    1. Koszyk cenowy modyfikowali wszyscy. Stąd żart chyba jeszcze z epoki Gomułki, że ponieważ lokomotywy potaniały, to choć podrożały: kiełbasa i chleb, to inflacji nie ma. Teraz nikt nie robi tego na rympał. Tzn. ustala się „zestaw zakupowy” przeciętnego Kowalskiego, który się przecież zmienia. I udowadnia, wczoraj ludzie jedli więcej oleju (podrożał najbardziej) a dzisiaj już mniej (bo np. przestali smażyć, lub robią to beztłuszczowo). Można też dobierać sklepy (wczoraj drogie osiedlowe, dzisiaj tańsze dyskonty).
      Dużo bardziej wiarygodne są badania branżowych portali np. porównujące co miesiąc ten sam od lat zestaw, w różnych sklepach.
      Obliczanie średniej krajowej od lat pokazuje rozminięcie się jej ze średnią faktyczną, medianą i dominantą (najczęściej występującą wartością). Teraz to już chyba 2/3 ludzi zarabia poniżej średniej. Bo prezes spółki z pensją 300 tys. zł miesięcznie, jego kum – kierowca z pensją 20 tys. zł miesięcznie są brani pod uwagę, a pani Jola z kwiaciarni, już nie. W efekcie wysokie pensje mają nieproporcjonalny wpływ na średnią, a wiele osób nie waży w niej nic (właściciele dg, bo nie mają pensji, pracownicy firm do 9 osób, rolnicy-też bez poborów, pracujący na czarno), albo niewiele (ww. prezes równoważy prawie 100 kasjerek ze sklepu spółdzielczego na minimalnej).
      I żeby nie było, robili to wszyscy po 89 r.

      1. Wlasnie-powinno sie porownywac ten sam koszyk ale w roznych sklepach, choc najlepiej byloby w tym samym.Ale co tu duzo mowic, skoro w filmie „Obywatel Piszczyk” (chyba to byla 2 czesc) na pytanie Piszczyka „jaki procent ankietowanych powinien wyjsc na tak” jego dyrektor odpowiedzial „no, jakies 70, 75, moze nawet 80%”.
        😀

          1. Tak.Bo premii nie bedzie,a i zwolnic moga 😀
            Czy ludzie kiedys w koncu zobacza swoja beznadziejna zaleznosc od firm, ktore ich zatrudniaja? I swoja utrate wolnosci-w zamian za co? za nowsze meble? za nowsze auto? Za wczasy w Egipcie? Przeciez to chore.

          2. Ta zależność od „firmy” zawsze była. Kiedyś to dziedzic, majster w zakładzie, mógł nawet chłopa czy ucznia pobić. Większość ludzi chce mieć spokój, a do prowadzenia firmy się nie nadaje. Była taka seria w internecie, pisana przez kierownika budowy, o jego ludziach nazwanych „czerwone brygady” (nie od sympatii politycznych lecz koloru kubraków). Oni nadawali się tylko do pracy pod szczególnym nadzorem. W biurach jest podobnie.

  3. …dzisiejsze zapowiedzi wzrostu cen benzyny, ON, LPG wskutek powrotu do normalnych stawek VAT, sa oderwane od rzeczywistosci, bo:
    -od 2-3 dni ropa poleciala z 97 do 85 $/barylke i jest trend spadkowy,
    -fuzja z Lotosem i PGNIG powinna umozliwic obnizke kosztow= obnizke ceny wyrobu.
    Nierzad ograbia ludzi a oni wierza,ze to „dobry pan” 😀 bo daje jakies marne zapomogi.Tyle,ze druga reka zabiera o wiele wiecej.
    Znam pare osob, ktore staraly sie o dodatek weglowy i na drewno.2 dostaly, a 2 odmowiono.Powody:
    -weglowy-ze nie pali weglem w minimum 85%, plus,ze dotychczas palil drewnem (znany wczesniej MOPS-owi), a argumentacja,ze chce teraz palic weglem i drewnem nie przekonala pracownikow MOPS,
    -na drewno- ze uzytkuje altane dzialkowa na ROD i na takowa nie nalezy sie (mimo,ze w chwili przyjmowania wniosku nie bylo przeszkod,ale podobno niedawno ministerstwo dalo wytyczne,ze na ROD-y sie nie nalezy).
    Propaganda swoje, a zycie swoje.

    1. Do 20:44. Tylko ludzie tego rabunku nie widzą. Był artykuł na Onecie. Pytali ludzi z wsi, gdzie władza ma największe poparcie, skąd się biorą podwyżki. Generalnie pod nazwiskiem wypowiedziała się sołtyska (która głosowała inaczej), a reszta powtarzała papkę z TV. Czyli:
      1) winien Putin,
      2) winna UE,
      3) gdyby był Tusk, byłoby gorzej,
      4) przynajmniej dają: 500+, dodatki, 13-tki, 14-tki itp. itd.
      Czyli stara śpiewka z pominięciem roli NBP i polityki zadłużania.
      Już pisałem, kto korzysta na wahaniach cen – monopoliści, wielkie firmy (często państwowe), fiskus (większe ceny – większy obrót – większe wpływy podatkowe).
      Koniec obniżki VAT, stanie się ogromnym czynnikiem inflacyjnym. Dodatkowo już powiedziano, że gaz zostanie zamrożony, ale o ile masz małe dochody. Czyli firmy wykluczamy, lepiej zarabiających (ile, to lepiej, nie wiadomo) wykluczamy, kogo jeszcze, nie wiadomo.
      Te dodatki trzeba wyżebrać, są śmiesznie niskie do potrzeb, albo jak piszesz nie przysługują nawet klientom MOPS.
      Kolejny impuls dla inflacji – paliwa. Są we wszystkim, bo wszystko trzeba przewieźć. I w cenie chleba, i bilecie autobusowym, i jabłkach.

      1. Stosowany jest podobny mechanizm jak przy mieniu zabuzanskim.Wtedy tak oddawano,zeby jak najmniej oddac. Teraz tak sie daje,zeby jak najmniej dac , i jak najwiecej zabrac 😀
        W TV nie podaja niewygodnych dla nierzadu info jak np. notowan ropy czy gazu.

      2. …nie zdziwi mnie, jesli na wsiach beda lewe wytwornie paliwa z np. rzepaku albo z bimbru.Chociaz-te drugie nie bardzo, bojednal nadal pol litra wodki w sklepie duzo drozsze niz pol litra ON na stacji 🙂 , wiec lepiej pedzic bimber niz wache.Zreszta to to samo, no,moze spirytus do napedu auta musi byc wiecej razy przepedzony bo procent musi miec wysoki.

          1. Do 19:56. Tu przemyt musiałby być masowy – nikt już mrówek na Białoruś nie puści.

    1. Realny wzrost płac nie jest na poziomie 13%, ale dużo zależy od branży. Tylko liderzy dzisiaj (np. pracownicy na budowie), jutro mogą iść na zasiłek. Podatki rosną drastycznie i jest ich coraz więcej. Już sama inflacja powoduje gwałtowny nominalny wzrost podatków (bo nawet 23 % od 100 zł jest większe niż 23% od 70 zł).

        1. Swoim stałym 20% wytłumaczy – to beton. Będzie wolał „gonić dewianta” niż żyć w dobrobycie. A ideolo opanowali do perfekcji. Reszcie, nie i dalsza droga w tym kierunku, oznacza dla władzy problem w wyborach.

          1. 20% to za malo.Na szczescie. Pytanie kto by wtedy wygral, bo wszystkie dzisiejsze partie nie nadaja sie.

          2. Tak, 20% to porażka. Pewnie PO albo Hołownia zajmą wtedy 1 miejsce. Ale myślę, że taki wynik jest nierealny.

      1. Na pewno jest mniejszy, ale tak sie oficjalnie podaje, wiec ja tez tak napisalem.Nawet oficjalne dane sa rozbiezne.I na Putina nie zwala bo co ma Putin do decyzji wojta czy burmistrza.

  4. Ma to pewien zwiazek z inflacja:
    Dzisiaj dostalem zapytanie ofertowe o sprzedaz plyt kanalowych (plyty stropowe wielkogabarytowe).Firma z Opola.
    To jest nienormalne.Takie plyty zawsze schodza do budowy blokow.Nie trzeba tego zachwalac jak czekoladek czy innych pierdół.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *