Minimalizm mieszkaniowy w praktyce.

W czasach, w których patodeweloperzy sprzedają „apartamenty” o powierzchni 18 a nawet 9 m2 za cenę 2-3 letniej przeciętnej pensji (130-200 tys.), możliwe są i inne wybory sposobu życia niż „Polaka chów klatkowy”. O jednym z nich chciałbym napisać. Ma on źródło w minimalizmie.

Dawno, dawno temu ludzie w  większości mieszkali na wsiach. Do miasta dojeżdżali robiąc interesy, zakupy, ewentualnie do kościoła.  W ostatnich kilkudziesięciu latach, wiele się zmieniło. Wsie (poza podmiejskimi) opustoszały, miasta rozrosły się, obudowane rozległymi przedmieściami w amerykańskim stylu. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prozaiczna – dobrze płatna praca znajduje się w dużych miastach, głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście i aglomeracji górnośląskiej. Czyli – kto chce dobrze zarabiać, a nie ma żyłki przedsiębiorcy – jedzie do miast. Te zaś puchną, rozlewają się po okolicznych polach i przyczyniają się do pompowania ceny mieszkań.  Coraz mniej osób (nawet z kredytem) stać na zakup lokali 70-80m2, a coraz więcej tylko na mikroapartamenty. Deweloperzy budują to, co ma szansę się sprzedać i na czym mogą najwięcej zarobić. Nawet spore jak, na obecne czasy rodziny (2+2) kupują mieszkania 40 – 60m2.

Czy dla tego stylu życia – mikromieszkania dla mini-rodzin (bez dzieci) i średnie lokale (2-3 pokoje) dla rodzin istnieje jakaś alternatywa?

Może nieoczywista, ale tak – własny dom. Może ktoś powie, że proponuję prawie  jak Maria Antonina – skoro nie stać ich na mieszkanie, niech kupują domy.  Czytajcie do końca, ile taki mały dom może kosztować?

W „moim miejscu w górach” przeprowadziłem rozpoznanie – ile może kosztować mały domek, o powierzchni 35 m2 z antresolą. Mój miejscowy przyjaciel, wykonał kilka telefonów do ekip i  dał odpowiedź – bez łazienki i wyposażenia kuchni (czyli więcej niż stan deweloperski, bo z podłogami, schodami, drzwiami) – 50 tys. dla lokalsa, i 75 tys. dla obcego. Ponieważ budujemy się lokalnie, przyjmijmy niższą cenę i wzbogaćmy ją o wykończenie obu pomieszczeń – 60 tys. zł).  Do tego zaplanujmy działkę, jakieś przyłącza, ogrodzenie. Jeśli planujemy budowę 20 km od miasta – działka 1500 m2 – spokojnie wystarczy 90  tys. Czyli za 150 tys. mamy ok. 30m2 powierzchni użytkowej (ok. 50 po podłodze uwzględniając antresolę – w praktyce 3 pokoje – w tym jeden otwarty na górze) oraz 1500m2 działki. Czas dojazdu do centrum miasta wynosi 30 minut (w szczycie +10 minut). Koszt paliwa na dotarcie do pracy – 180 zł miesięcznie (22 dni  x 40 km = ca. 900 km x 4 l (diesel) x 5 zł ).  Żeby w tym samym mieście kupić mieszkanie o powierzchni 30 m2 (będzie miało nie 1, a 3 pokoje) musimy wydać ok. 220 tys., a więc o 70 tys. więcej. Nie mamy gwarancji miejsca parkingowego – koszt kolejne 30 tys.)  Rata kredytu od 70 tys. zł to ok. 350 zł, od 100 tys. zł – 500 zł. Wystarczy na dojazd i utrzymanie małego auta.

A jeśli porównamy z mieszkanie 50 m2 (dwa pokoje)? Cena – 350 tys. zł To o 200 tys. zł więcej niż mały dom.  Oszczędność na racie – 1000 zł. Albo w ogóle brak kredytu (łatwiej zebrać 150 niż 350 tys. zł). Wtedy 180 zł, przeznaczane na paliwo, wydaje się kroplą w morzu.

Mamy jeszcze trzecią alternatywę. W odległości 20 km od centrum miasta (12 km od granic), deweloper buduje małe domki. Powierzchnia każdego to 70 m2 (salon, 2 sypialnie), działka 350m2.  Sprzedaje za ok. 300 tys. zł, z wykończeniem 350 tys. zł.  To cena mieszkania w bloku o 20 m2 mniejszego. Rata taka sama, droga do centrum o 12 km dłuższa (+12 minut). Koszt pomijalny (24 km x 22 x 20 zł =105 zł/miesiąc), a mamy swój własny mikroogródek i większą powierzchnię życiową.

2 przemyślenia nt. „Minimalizm mieszkaniowy w praktyce.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *