Dlaczego czasem zgadzam się z socjalistami?

Większość wpisów, w tym ten o klasie średniej, stawiają mnie daleko od socjalistów. Nie oznacza to jednak, że czasem nie zgadzam się z socjalistami. Dawałem temu wyraz niektórymi wpisami na blogu. Dlaczego socjalizm jest potrzebny?

Po pierwsze, wrażliwość na potrzeby społeczne. Popieram całkowicie słowa Piłsudskiego – Kto w młodości nie był socjalistą, ten na starość zostanie s…synem. Nie byłoby współczesnej Polski bez socjalistów. Najważniejszy to cytowany przed chwilą Józef Piłsudski, a z nim całe grono przedwojennego PPS (np. ojciec ośmiogodzinnego dnia pracy Jędrzej Moraczewski). Ale i ideowi socjaliści twórcy szkół, spółdzielni w PRL-u. Bez socjalistów mielibyśmy rewolucje typu bolszewickiego na przemian z drapieżnym kapitalizmem. Liberałowie, klerykałowie, arystokraci, najchętniej zakonserwowaliby w Polsce wiek XIX (może poza zaborami). Widać to po poglądach pewnego byłego prezesa banku w stylu „Mają pracować za miskę ryżu”, skontrastowanych z myślami „emerytowanego zbawcy narodu”, który w głębi duszy socjalistą pozostał (jak większość działaczy pierwszej Solidarności). Nie da się stworzyć zrównoważonego społeczeństwa bez wrażliwości na potrzeby innych grup.

Po drugie – mieszkania. Socjaliści od zawsze akcentowali sens stawiania na mieszkalnictwo (patrz: Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa przed II WŚ). Własne mieszkanie (a w zasadzie: demokracja właścicieli mieszkań), to gwarancja zgodnego bytu różnych klas. Teraz ta dostępność pogorszyła się.  Dolnej części klasy średniej nie stać na normalnej wielkości (czyli 3-pokojowe) mieszkania w Warszawie (brak zdolności kredytowej lub możliwości uzbierania na wkład własny).  To niepokojący trend. Bez mieszkań nie ma dzieci. Bez dzieci kolejne pokolenia będą mniej liczne. Bez kolejnych pokoleń zniknie Polska.

Po trzecie – godna płaca za zrównoważoną pracę. Przedwojenne doświadczenia powinny dać nam do myślenia. Dobrze zarabiający kolejarze (ówczesna elita robotnicza) stali się najbardziej lojalnymi obywatelami. Ośmiogodzinny dzień pracy i urlopy wypoczynkowe uruchomiły powszechność sektora usług wypoczynkowych (wcześniej podróżowali głównie bogaci, a biedni – za pracą, większość chłopów nie opuściła terenu swojego powiatu) i nakręciły koniunkturę. Kto przesadzi z pracą jest ciągle zmęczony, choruje. Nie tędy droga.

Po czwarte – przycięcie dochodów bogaczy. Tak, piszę to ja – oszczędny milioner. Postulat świetny, trudniej zrobić, dlatego do strzyżenia wybrano klasę średnią, żeby dać niższej.  Opodatkować korporacje, znieść ich nieuczciwą przewagę nad małym przedsiębiorcą i pracownikiem, zlikwidować dochody transferowane. System podatkowy stoi na głowie, jeśli wielka firma  płaci mniejszy procentowo podatek niż informatyk, któremu płaci na samozatrudnieniu (teraz w Polskim Ładzie, te dysproporcje jeszcze się pogłębią) czy rodzinne przedsiębiorstwo z małego miasteczka. Spółka z o.o. należąca do przedstawiciela klasy wyższej płaci 9% CIT od dochodu, od którego wcześniej odliczyła wszelkie wydatki, w tym mały samolot dla prezesa i jego urlop na Malediwach, zaksięgowany  jako podróż służbowa.  A właściciel instalatorskiej dg, zatrudniający 10 osób, zapłaci od znacznej części dochodu 32% i dodatkowo 9% składki zdrowotnej (czyli razem efektywną stopę podatkową na poziomie ok. 35- 41%). Przecież to całkowita aberracja. Oczywiście pozostaje nam definicja dochodowego bogactwa (tu też mamy pomieszanie pojęć, bo bogactwo to nie dochód, a majątek).  Moim zdaniem to dochód na poziomie ok. 50 tys. zł  miesięcznie na rodzinę. Przy czym wprowadźmy 3 stawkę podatkową (w rzeczywistości jest nią tzw. danina solidarnościowa), a nie kombinujmy ze składką zdrowotną, bo to jakieś żarty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *