Życie za pensję minimalną. Transport.

Założeniem było niekorzystanie z samochodu. Zakupy z Biedronki mogę przynieść, do sklepu osiedlowego mam dwa kroki, piekarnia niedaleko. Do pracy także chodzę piechotą (3,5 km) lub jadę na rowerze. Ratować miałem się samochodem pożyczonym „za piwo”. Czy dałem radę? 

Po półmetku już wiem – w dużym mieście singiel da radę się żyć bez samochodu. Do pracy chodziłem na piechotę. 2 razy, z racji swojego zawodu, musiałem wyjechać 30 km do innego miasta. Udało się bez samochodu, zabrał mnie klient. Gdyby nie wyraził chęci, musiałbym wydać 14 zł na busa (taką też sumę doliczam). Dojechałem też na działkę (tam busa nie ma, a trzeba było przewieźć piłę) – wypożyczyłem samochód za piwo i zatankowałem – 34 zł. Raz kupiłem bilet komunikacji miejskiej – 3 zł.

Oczywiście sytuację zupełnie zmienia się w przypadku rodziny. Moja żona z synami pojechała do szkoły sportowej średniego – bilety kosztowałyby 300 zł, a paliwo do auta tylko 200 zł. Tu młodego trzeba zawieźć na korki, tu odebrać z imprezy. Są oczywiście taksówki, wypożyczalnie samochodów, ale wyszłoby drożej (może napiszę o tym w przyszłości).

Podsumowując – na transport w tym miesiącu wydaję 51 zł. W ostatnim tygodniu nic nie powinno się zmienić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *