Marzenie i cel. Na czym polega różnica?

Każdy z nas lubi marzyć. Dziewczyny o szczupłej figurze, księciu na białym koniu, chatce pod lasem (albo przeciwnie willi w wielkim mieście), uroczych dzieciach, karierze modelki itp. Chłopcy o super laskach, szybkich samochodach, własnej firmie w szklanym biurowcu (albo przeciwnie pustelni w Bieszczadach), podróżach po świecie, osiągnięciach w sporcie. Ty też marzysz, prawda? To przecież całkiem naturalne.  W życiu przychodzi jednak taki dzień, w którym uświadamiasz sobie… No właśnie, co?

Czasami nierealność marzeń. Orientujesz się, że to nie dla Ciebie. Nie zostaniesz piłkarzem, bo nawet w szkolnym klubie wchodzisz z ławki (na marginesie, nigdy nie miałem marzeń sportowych). Nie będziesz modelką, bo masz równe 1,60. To nie są ograniczenia, to zupełny brak predyspozycji. Np. ja nie nadaję się do bycia księgowym. Dyrektorem finansowym mógłbym być (ogarniam liczby na poziomie ogólnym), ale księgowym nigdy (nie znoszę tej dłubaniny, szukania zgubionego grosza).

U mnie  kres marzeń o światowych osiągnięciach w zawodzie nastąpił już na studiach. Poszedłem na dosyć modny i hermetyczny kierunek. Nie miałem rodziców, wuja w zawodzie, a 50% miało. Nie miałem niesamowitego łba, ani do żadnego z wykładowców nie mogłem powiedzieć „wujku”. Nie znaczy to, że byłem debilem, albo chociaż zły, o nie,  skończyłem studia ze średnią ponad 4  i 5 na dyplomie. Ale wiedziałem, że nie dostanę roboty w pierwszej linii (tam trzeba było mieć znajomości lub być bardzo dobrym i dać łapówkę/5 lat pracować za darmo). W takiej sytuacji większość załamuje się. U mnie nastąpił inny proces, stanowiący odpowiedź na tytułowe pytanie – zamiana marzeń w cele.

Marzenia to coś o czym myślisz, co chciałbyś mieć. Nie muszą być realne, nie musisz nic robić w tym kierunku. Niewątpliwie miałem marzenia. Jednocześnie w ręce trafiła mi jedna z pierwszych w Polsce książek z dziedziny psychologii sukcesu (mam ją do dziś z odręcznymi notatkami sprzed dwudziestu kilku lat) „Jak zrobić pieniądze będąc leniwym”. Dzięki za rady, Joe. W trakcie lektury otwierały mi się oczy. Po raz pierwszy przeczytałem o zamianie marzeń na cele. Na początku lat 90-tych to była nieprawdopodobna rewolucja, nikt nie słyszał o Brianie Tracy’m, Jakubie Bączku, Stephenie Covey’u. Pamiętam, jak dziś, wkładałem do koszyka w księgarni książkę Joe Carbo, wyciągałem z portfela 170.000 zł (czyli równowartość mojej tygodniówki), kiedy usłyszałem komentarz księgarki – „Chłopcze, nigdy nie zostaniesz bogaty czytając książki, co za głupoty każą nam sprzedawać”. To była księgarnia uniwersytecka, tam kupowało się podręczniki. Nawiasem mówiąc, zaraz po moich studiach, uniwersytet zamknął księgarnię, jako zupełnie nierentowną, i sprzedawczyni (o ile nie zdążyła pójść na emeryturę lub załatwić sobie renty) wylądowała pewnie na bruku. Ja jednak przeczytałem „Jak zrobić pieniądze będąc leniwym” i wiele rzeczy zrozumiałem.

Przede wszystkim, że cel w odróżnieniu od marzenia jest realny, namacalny. Czyli jak napisałem wtedy ołówkiem na wolnej stronie m.in.:

  •  „Będę grał Chopina na własnym fortepianie” zamiast wyobrażenia „będę szczęśliwy”,
  • „Będę jeździł własnym kabrioletem BMW Z3” zamiast „będę bogaty”.

Po drugie, że marzenia nie mają planu, po prostu są. Z celami jest inaczej. Kiedy już je sobie postawisz, zaczynasz planować, jak je osiągnąć, robisz wiele w tym kierunku, realizujesz plan.

I to jest ta różnica, przyczyna tego, że po 40-tce większość marzeń już zrealizowałem, czasami w zmodyfikowanej wersji (np. BMW Z3, zmieniłem na Porsche Boxstera) a nie były one wcale takie błahe (Joe Carbo radził wręcz by stawiać je  na poziomie sufitu, a nie w zasięgu ręki) – czym był własny fortepian lub BMW Z3 dla studenta, nie muszę chyba mówić.

A więc jeszcze raz odpowiadając na tytułowe pytanie. Marzenia to coś z gatunku nieokreślonego, chciałbym być: bogaty,  piłkarzem,  modelką lub mieć: dużo pieniędzy, pozycję zawodową itp., a cele są precyzyjne, określone i mówią w trybach dokonanych, będę: architektem z własnym biurem projektowym, mężem Anny Kowalskiej, autorem kryminałów, oraz będę miał: dom w stylu mauretańskim z basenem  i widokiem na morze, Bentleya Bentyagę, własną firmę w branży informatycznej.

Potem z kolejnych lektur dowiedziałem się o jeszcze jednej składowej celu: zdefiniowaniu w czasie, czyli wskazaniu, w jakim terminie to osiągnę, ale o tym przeczytałem 7 lat po studiach, u nieżyjącego już Stephena Covey’a.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *