Sposób na tańszą kawę. Własny ekspres.

Przyznam się, po napisaniu ostatniego posta, dopadły mnie wyrzuty sumienia. Nie jestem wybitnym smakoszem kawy, ale przeliczać przyjemność na pieniądze. Może nie warto?  Ale cóż, obiecałem Wam wpis o ekspresach. Startujmy więc. Dzisiaj będzie o ekspresach do kawy.

Coraz więcej osób, które trafiły na wyliczenia podobne do wczorajszych, łapało się za głowę. 4000 zł rocznie za kawę. To  trzeba oszaleć. Musi być tańszy sposób. I jest. Miejmy przy tym na uwadze, że mówimy o kawie porównywalnej. Nie identycznej (stąd moje wyrzuty sumienia), ale i nie zupełnie różnej (parzonej po turecku ze zmielonej  rok temu najtańszej marketowej mieszanki). Pomyślmy zatem inaczej. Ile kosztuje sam surowiec? W przypadku latte, potrzebujemy: 7-8 gram kawy, 80 ml mleka (ew. odrobiny syropu, za który w kawiarniach każą sobie dodatkowo płacić, więc go pomijamy). Jeśli kupimy przyzwoitą  mieszankę za 50 zł/kg ziaren (tutaj prawdziwi maniacy kawy dokonają na mnie linczu, bo dla nich cena zaczyna się od 80-100 zł/kg) to z takiej porcji zrobimy 125 kaw espresso. Czyli jedna będzie nas kosztować 40 groszy. Do tego potrzebujemy mleka za ok. 24 grosze. Razem koszt surowca na latte wyniesie 64 grosze. Jeśli wybierzemy mleko kokosowe i akceptowalne przez maniaków ziarna może to być maksymalnie 2,8 zł.

No dobrze, ale latte nie zrobimy, ot tak sobie. Mamy tylko jedno wyjście – kupić ekspres. Czy będzie tanio – nie sądzę. Moda na kawę spowodowała pewne szaleństwo. Ludzie, którzy płaczą widząc pralkę (czyli sprzęt wyręczający ze strasznej pracy) za 2000 zł (nawiasem mówiąc moja kosztowała 900 zł), bez mrugnięcia okiem kupują na raty 0% ekspres automatyczny i wydają 4000 zł, żeby napić się kilku kaw dziennie. Czy to logiczne? Nie, ale mówimy o emocjach (pyszny smak, wspaniały zapach poranka, szczęśliwa rodzina – jak w reklamie). I tu zaczyna się problem. Mamy ekspresy: kolbowe, przelewowe, kapsułkowe, automatyczne. Dwa pierwsze wymagają jeszcze zakupu młynka, a przelewowe dodatkowo spieniacza do kawy. I tu zaczyna się zabawa, co wybrać. Jeśli zależy nam na dobrej, zdrowej kawie odrzućmy od razu najtańszy wybór – przelewowe. Przygotują one napar wprawdzie mocny, dający „kopa”, ale bardzo szkodliwy dla naszych żołądków. Na placu boju zostaje więc: kapsułka, kolba i automat. O nich parę słów więcej.

Ekspres kapsułkowy. To kwintesencja prostego działania. Nie nic mielić. Odpalasz rano, spieniasz mleko (uwaga tańsze wersje nie mają spieniacza), wkładasz kapsułkę, naciskasz przycisk i po 20 sekundach cieszysz się kawą. Do tego ekspres tego rodzaju kosztuje od 200 zł (modele bez spieniacza), przez 500 za najprostsze spieniające, do 1200 za kombajny. Gdzie tkwi haczyk? W koszcie kawy. Musisz korzystać z kapsułek, a one tanie nie są. Opakowanie 16 kaw espresso to koszt 20 zł. Czyli zamiast 40 groszy za kawę mamy już 1,25 zł (ponad trzy razy więcej). Jeśli zdecydujemy się na zamienniki to zejdziemy do 80-90 groszy. Są wprawdzie maniacy kapsułek wielorazowych, napełniania ich, ale wtedy tracimy główne zalety:  prostotę i brak konieczności zakupu młynka. Tak więc latte wypijemy za 1,49 zł zamiast 12 zł w kawiarni, prawda? Nieprawda. A gdzie koszt ekspresu? Załóżmy, że będzie działał 5 lat. Wydamy więc (w sensownej wersji) ok. 100 zł rocznie. Tę kwotę musimy podzielić przez liczbę wypijanych kaw. Jeśli ktoś potrzebuje 1 dziennie (i jest jedyny w rodzinie), to doliczmy dodatkowo 27 groszy. Kawa z kapsuły kosztuje go 1,76 zł. Jeśli dwie osoby potrzebują łącznie 8 kaw dziennie to mamy cenę 1,52 zł za każdą z nich, bo amortyzacja ekspresu to tylko 3 gr na kawie. Oczywiście, jeśli kupimy produkt z Biedronki (sprzedawany pod marką Italico za 230 zł z akcesoryjnym spieniaczem), do którego kapsułki kosztują po 80 gr. zejdziemy do 1,17 zł (pojedyncza) i 1,06 zł (8 kaw).

Ekspres kolbowy. Tutaj prosto nie będzie. Trzeba kupić młynek i ekspres. Razem zapłacimy (w wersji sensownej) ok. 1200 zł. Za każdym razem trzeba odpalić ekspres, poczekać kilka minut, aż nagrzeje się woda, zmielić kawę, spienić mleko. Nikt nie chce robić tego „na śpiocha”, stąd pomimo korzystnej ceny (o czym poniżej) większość wybierze albo kapsułkę, albo automat. Kawa, o jakości wymienionej na wstępie będzie nas kosztowała tylko 64 grosze. Po dodaniu amortyzacji ekspresu wyjdzie nam 1,3 zł przy 1 kawie dziennie oraz 0,72 zł przy 8 kawach latte dziennie (2 osoby).  Dla kogoś, kto akceptuje jakość Biedronki, przy jednej kawie lepiej wybrać kapsuły.

Ekspres automatyczny. To skomplikowana maszyneria. Ma spieniacz i młynek. Robi kawę szybko, za naciśnięciem jednego przycisku (no i musimy spienić mleko). Proste, ale sensowne urządzenie to koszt ok. 2000 zł (górna granica i 10-krotność tej sumy). Policzmy. Surowiec ten sam – 0,64 zł za kawę (w tym mleko i ziarna). A teraz amortyzacja. Dla kogoś pijącego 1 kawę dziennie wyniesie ona 1,10 zł za filiżankę,  dla rodziny kawoszy – 0,14 zł. A więc koszt kawy to odpowiednio 1,74 zł i 0,78 zł.

Wniosek? Dla kogoś, kto pije jedną kawę dziennie najtańszy będzie ekspres kapsułkowy z Biedronki. Dla amatorów większej ilości czarnego napoju ekspres automatyczny.

W kolejnym wpisie wyliczenia w tabeli.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *