Dzisiaj bierzemy się za wydatki. Krótkie rozważania na początek.

Jak wiecie, najłatwiejszą metodą poznania własnych wydatków jest ich regularne spisywanie. Tak robi większość oszczędzających osób. Skoro mamy świadomość, gdzie następuje przeciek, pozostaje nam tylko … załatać dziurę.

Niestety, tak zwana „przeciętna rodzina” uważa zapisywanie wydatków za trudne, nudne, niepotrzebne. Obawiam się jednak, że pomijając metodę „odkładaj nie mniej niż 10% dochodu”, brak wiedzy na temat własnych wydatków może się okazać zabójczy dla domowego budżetu. Dlatego pomimo własnych poglądów (do zweryfikowania!) warto zapisywać każdy zakup.

Przystępując do porządkowania musimy stworzyć kategorie, którym wydatki przyporządkujemy. W kolejnych wpisach, postaram się napisać co nieco na ten temat.

Następnie porządkujemy. Czyli eliminujemy rzeczy zbędne, zmniejszamy zbyt rozbuchane kategorie.

Na koniec robimy plan wydatków i staramy się go trzymać. Plan ten posłuży nam do planowania oszczędności i inwestycji.

 

 

 

Dochody przeciętnej rodziny. Co zmienić?

Jak już pisałem dochody mojej rodziny i „przeciętnych Kowalskich” różnią się. Nie chodzi tylko o wysokość, ale i rodzaje osiąganych dochodów. Co da nam zmiana i jak ją przeprowadzić?

Każdy, kto interesuje się oszczędzaniem zwraca uwagę na modny obecnie nurt „wolności finansowej” zamiast „zamożności”. Czym one się różnią? W wielkim uproszczeniu – wolny finansowo jest ten, kto jest w stanie utrzymać się  bez udziału pracy przez określoną liczbę lat (najlepiej do śmierci). W praktyce, jeśli mam stały tzw. dochód pasywny 3.000 zł (np. z praw autorskich od napisanej książki) oraz majątek 300.000 zł, który mogę spieniężyć, a wydatki 3.500 zł, to jestem wolny finansowo na 50 lat (bo 300.000/6.000=50), czyli w praktyce do śmierci.

W zamożności liczy się tylko majątek. Jeśli zgromadziłem taki wart milion złotych  – jestem zamożny.  W praktyce ludzie zamożni, często nie są wolni finansowo, bo wydają za dużo. Jak  pewnie zauważyliście 1.000.000 zł to tylko ok. 1.600 zł przez 50 lat, jeśli nie uzyskujemy żadnego dochodu z posiadanych środków. Jest też spora grupa ludzi wolnych finansowo, którzy nigdy nie będą zamożni. Po prostu wydają mało i już, w ten sposób nie potrzebują wielkich przychodów.

Moja ocena jest taka, że zawsze trzeba szukać złotego środka. Wolność finansowa to piękne hasło, ale jeśli wiąże się ze skąpstwem (np. mieszkanie w ruderze, jeśli stać nas na ładny dom), dramatycznym cięciem wydatków, a nie zwiększaniem dochodów, to pozbawiona jest większego sensu. I tu dochodzimy do tytułowego pytania – co robić? Odpowiedź jest prosta. Aby dojść do struktury dochodu milionera trzeba starać się osiągać jak najwięcej dochodów pasywnych. Jeśli mój kolega z pracy, który milionerem nie jest, a pobiera taką samą pensję, ma dochód pasywny równy 0, a ja osiągam bez pracy 2.000 zł, to oczywiście nie tylko w rzeczywistości dysponuje większymi sumami pieniędzy, ale stopniowo uniezależniam się od etatu. Oto właśnie chodzi – zwiększać dochód pasywny.  Jak to robić?

Po pierwsze – gromadź oszczędności. Oszczędności zamienione w inwestycje przynoszą dochód z dywidend, odsetek, wzrostu wartości.

Po drugie – kupuj nieruchomości. Możesz wtedy korzystać z czynszów (dzierżawa lub najem). Jeśli dobrze wybierzesz,  ich wartość będzie rosła.

Po trzecie – wymyśl coś. Tantiemy od praw autorskich do publikacji, muzyki albo opłaty za korzystanie z patentów mogą podreperować Twój budżet.

Po czwarte – załóż firmę. Posiadanie firmy, można przypisać do kategorii „inwestycje”, ale wydzieliłem ją do odrębnego punktu. Własna firma jest dochodem pasywnym jeśli nie wymaga pracy właściciela. W przeciwnym wypadku to tylko tworzenie własnego etatu. Firma daje dywidendy (procent od zysku) oraz rośnie na wartości. Nie bez znaczenia jest fakt, że większość właścicieli firm to przedsiębiorcy. Jak to się dzieje? To proste, firma to metoda optymalizacji podatkowej (odliczanie VAT od zakupów, podatek liniowy niezależnie od wysokości dochodów, służbowy samochód itp.).

A którą metodę Ty wykorzystasz?

Budżet domowy. Czym różnią się dochody „pracującego milionera” od dochodów przeciętnej rodziny.

W ostatnich kilku wpisach poświęciłem czas na opisanie kategorii dochodów mojej rodziny. Jak pewnie z większość z Was zauważyła różnią się one od przeciętnej. Czas na wyliczenie tych odmienności i  wskazanie przyczyn. Zaczynamy.

Na pierwszy ogień pójdą dochody regularne. Większość przeciętnie zarabiających nie posiada dwóch lokali na wynajem. Może trafiło się im  „mieszkanie po babci”, ale zazwyczaj tak nie jest. Co więcej pokolenie dzisiejszych 30-40 latków zamiast dochodów z nieruchomości ma raczej spore koszty z nimi związane (kredyt hipoteczny). To jest różnica nr 1.

Po drugie, odsetki. Żeby wygenerować niepomijalne kwoty odsetek np. wspomniane 500 zł miesięcznie trzeba, przy dzisiejszym oprocentowaniu mieć minimum 200.000 oszczędności. „Przeciętny Kowalski” nimi nie dysponuje.

Po trzecie, 500+. Świadczenie wychowawcze przysługuje na pierwsze dziecko do progu dochodowego przekraczanego przez „przeciętnych”, a zazwyczaj nie mają oni więcej dzieci. Ta pozycja raczej się nie pojawi.

Teraz kontynuujemy, koncentrując się na nieregularnych przychodach.

Po czwarte, niewielu zatrudnionych prowadzi działalność gospodarczą, a szkoda.  Uczy ona pracowników niezbędnych na rynku umiejętności. Dodatkowo daje ekstra dochód i może być wykorzystana jako poduszka bezpieczeństwa.

Ogółem „nietypowe” źródła dochodów w mojej rodzinie odpowiadają za ok 20% procent dochodów ogółem – i te 20% czyni różnicę.

Zwróć uwagę, że same pensje mieszczą są wyższe od przeciętnego wynagrodzenia według GUS  o ok. 150 zł (przy uwzględnieniu średniej z poborów  męża i żony).  Również nagrody w pracy (premie, dodatki) spotyka się w wielu domach (chociaż trzeba przyznać, w różnej skali).

Jakie są przyczyny istnienia w rodzinach pracujących milionerów innych kategorii dochodów? Oto one:

  1. Oszczędności. Pieniądz robi pieniądz. Oszczędności przynoszą nowe oszczędności (odsetki). To po prostu działa.
  2. Inwestycje. Nieruchomości dają nam czynsze. Akcje skutkują wypłatą dywidend. Nie ma w tym nic dziwnego.
  3. Korzystanie z okazji do dodatkowego zarobku. To trzeci ważny czynnik. Dążący do miliona (a ja jestem nim od ok. 10 lat) wykorzystują swoje szanse aby zarabiać więcej. Stąd dodatkowe etaty, działalność gospodarcza, dorabianie sobie zleceniami itp.

Jak widzisz, wszystkie te elementy mieszczą się w „trójkącie zamożności” – zarabianie, oszczędzanie, inwestowanie. To nie są czary, ale twarde prawa ekonomii. Najpierw trzeba wygenerować dochody, aby z nich oszczędzać, co daje nam możliwość inwestycji, na koniec inwestycje przynoszą dochody. Do przeciętnej rodziny jeszcze wróćmy. We wtorek  – tabela z dochodami „Kowalskich”.

 

Budżet domowy. Jak znaleźć źródło oszczędności.

Jeśli wczytasz się w tabelę z  budżetem domowym na I kwartał, a także grudzień 2016 widzisz, że dochody zmienne stanowią ok. 20% dochodów stałych. To kwota, która nie możesz pogardzić. To w tym miejscu, u osób mniej zarabiających pojawia się różnica, decydująca, czy zostaną osobami zamożnymi. Popatrz 20%. A dając rady dotyczące najprostszego sposobu oszczędzania pisałem – oszczędzaj 10%. Tutaj masz już 20% Czytaj dalej Budżet domowy. Jak znaleźć źródło oszczędności.

Budżet domowy. Przykładowa kwartalna lista dochodów.

W poprzednim wpisie podałem przykład miesięcznego planu dochodów. Teraz czas na rozszerzenie kwartalne (I kwartał 2017 r.) . Ponownie zaznaczam, że o ile lista dochodów odpowiada rzeczywistości w moim domu, o tyle kwoty są przykładowe.

Czytaj dalej Budżet domowy. Przykładowa kwartalna lista dochodów.

Budżet domowy. Przykładowa miesięczna lista dochodów.

Jak już wiecie, aby przygotować plan finansowy, obojętnie czy na miesiąc, kwartał, półrocze, czy rok musimy znać swoje dochody. Dzielimy je na:

– regularne (otrzymywane stale i w zbliżonej wysokości),

– nieregularne. Czytaj dalej Budżet domowy. Przykładowa miesięczna lista dochodów.

Dochody>wydatki to oszczędności. Wydatki > dochody oznaczają długi.

Warto zrozumieć prostą prawdę – jeśli Twoje wydatki w perspektywie roku są większe niż dochody to aby je sfinansować zaciągasz długi.

Skoro wiesz już ile wydajesz, a  także ile zarabiasz, możesz odpowiedzieć na pytanie –  oszczędzasz czy zadłużasz się? Możesz zarabiać 1300 zł miesięcznie i oszczędzać, a także otrzymywać miesięcznie 10.000 zł i pogrążać się w długach. Dochód nie ma znaczenia. Pokazuje tylko ile zarabiasz. Dopiero porównany z wydatkami daje obraz Twojej sytuacji finansowej.

Umiejętność odpowiedzi na takie pytanie często stanowi moment przełomowy, ponieważ nasze subiektywne odczucia pozostają w sprzeczności z rzeczywistością. Umysł nie przyjmuje do wiadomości faktów. Stanięcie przed samym sobą w prawdzie – pomimo wysokich dochodów zadłużam się, jest w wielu wypadkach fundamentem zmiany. Znam osoby, które tak długo wierzyły w moc dochodów, aż fala długu zmiotła ich z powierzchni. Jedno niespodziewane zdarzenie, np. półroczny spadek przychodów w firmie oznaczał brak spłat i wypowiedzenie kredytów. Uwierz mi, gdyby przestały się oszukiwać wcześniej, wszystko wyglądałoby inaczej. A mówimy o ludziach zarabiających miesięcznie 10-15 tys. zł.

Stara (i ciągle aktualna) prawda głosi – wydawaj mniej niż zarabiasz. Banki, firmy pożyczkowe i wszelkiej maści lichwiarze próbują nas przekonać, że warto żyć inaczej: wydawać dzisiaj, to co zarabiamy jutro. Nie mówią jednak, że biorąc  dzisiaj kredyt na urządzenie Świąt np. w wysokości 1000 zł, przez najbliższy rok spłacisz 1200-1300 zł (a może i sporo więcej). Jako Oszczędny Milioner usprawiedliwiam dwa rodzaje kredytu: hipoteczny (zakup mieszkania) oraz na edukacje. Wszystkie inne są pułapką, mającą nas przekonać – stać mnie, gdy w rzeczywistości dana rzecz leży poza granicami możliwości finansowych (i warto to wiedzieć, tak jak ja wiem, że nie stać mnie na Bentleya, własny helikopter itp.).

A sytuacja odwrotna? Wyższe dochody niż wydatki dają nam możliwość oszczędzania. Stać nas na coraz więcej. Większe potrzeby finansujemy z odłożonych środków. Osiągamy dochód pasywny (bez bieżącego wysiłku). Nasze życie staje się łatwiejsze. Sam tego doświadczam. Uwierz mi. W grupie kolegów z pracy wszyscy zarabiamy podobnie. Jeden jest typowym dłużnikiem – na kredyt dom, samochód, inne rzeczy, jednocześnie ma problem by wysupłać 20 zł za  kawę. Drugi żyje rozsądnie, ale przygniata go zbyt duży kredyt hipoteczny, a więc wystarcza mu jedynie na drobne szaleństwa. Trzecim jestem ja i dzięki dochodom pasywnym i małemu kredytowi, a także nawykom stałego oszczędzania, mogę co jakiś czas kupić coś ekstrawaganckiego (np. sportowy rower, dobre pióro, zegarek itp.). Dlaczego? Bo od wielu lat pewną (od 10 do 40%)  dochodu regularnie oszczędzam i inwestuję, poza tym mam jasny plan. Po kilkunastu latach pracy zbieram owoce, przed emeryturą ta różnica jeszcze się pogłębi.  Wokół siebie widzę wiele podobnych przypadków. Rekordzista kupuje mieszkania jak inni rękawiczki – co sezon (bo jednocześnie z przeciętnie płatną pracą prowadzi gospodarstwo rolne, pensjonat i żyje z wynajmu). Zrozum. Dochód jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest stosunek dochodu i wydatków. Aby wiedzieć jak się sprawy mają, spisujemy dochody, wydatki, sporządzamy budżety. Potem zostaje tylko planowanie.

Skąd wiem ile wydaję. Czyli kilka słów o spisywaniu wydatków.

Dzisiaj napiszę o najbardziej znienawidzonej przez wielu, najbardziej nudnej, ale jednocześnie niezbędnej czynności – codziennym spisywaniu wydatków.

Wiem, że tego nie polubisz, ani uznasz za pasjonujące. Ale tak jak mycie zębów jest nużące i trywialne, a jednak robimy to mając świadomość dobroczynnego wpływu na nasze zdrowie, tak samo spisywanie wydatków owocuje zdrowymi finansami domowymi. Ba, stanowi fundament budżetu. Dlaczego? Ponieważ aby zaplanować i ewentualnie coś zmienić, musisz najpierw wiedzieć jaki jest stan obecny.  Zaczynamy więc. Czytaj dalej Skąd wiem ile wydaję. Czyli kilka słów o spisywaniu wydatków.

Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.

Najpierw odpowiem na tytułowe pytanie. Warto. Z dwóch powodów:

  • lepszy plan miesięczny niż żaden,
  • im krótszy okres, tym łatwiej planować, bo trwa to krócej.

Pierwsza przyczyna jest oczywista. Czytaj dalej Czy warto przygotowywać budżet domowy na miesiąc? Czyli o horyzoncie planowania.